W świecie Żółwi Ninja spełnił się najgorszy z możliwych scenariuszy. Nowym Jorkiem niepodzielnie włada Klan Stopy z wnukiem Shreddera na czele. Ostatni z żółwi wraca w rodzinne strony, by jeszcze raz stanąć do walki. Stary, złamany, lecz wciąż płonący ogniem zemsty. Czy samotnie zdoła wykonać misję, której nie udało się zrealizować nawet z pomocą mistrza i braci?
„Ostatni Ronin” to jeden z najbardziej wyczekiwanych komiksów ostatnich lat. Fanów Żółwi Ninja zelektryzowała wieść o miniserii tworzonej przez oryginalnych twórców: Kevina Eastmana i Petera Lairda. Ponadto fabuła, w której posunięty w latach, zgorzkniały mściciel staje do ostatniej walki: „sam przeciwko wszystkim” przypomina schemat znany z takich klasyków, jak „Powrót Mrocznego Rycerza” czy „Staruszek Logan” – jedne z kamieni milowych w dorobku, odpowiednio, DC i Marvela.

Niestety, nie mogę powiedzieć, by komiks spełniał pokładane w nim nadzieje. Momentami wydaje się, że twórcy chcieli oddać ducha pierwotnych lat serii, co słabo współgra z oczekiwaniami współczesnego odbiorcy. To, co sprawdzało się w latach osiemdziesiątych jako efekt pracy dwójki zapaleńców, niekoniecznie robi wrażenie dzisiaj, czterdzieści lat później, jako dzieło zespołu doświadczonych twórców. Na plus wyróżnia się jednak warstwa graficzna – każdy z ilustrowanych okresów ma swój unikalny styl. Szczególnie zachwyca czarno-biała estetyka nawiązująca do oryginalnych zeszytów – sztos!

W uproszczonej fabule dobro od zła oddziela gruba krecha. Adwersarz jest stereotypowym czarnym charakterem – fałszywym tchórzem, ciemiężycielem wymachującym w górę ramionami i wykrzykującym manifesty o własnej potędze. Protagoniści prą naprzód, torując sobie drogę poprzez niezłomność, odwagę i wiarę w lepsze jutro. Tego rodzaju umowność sprawdzała się w starym zinie, gdzie same postacie wojowniczych żółwi były na tyle pociągające, by wokół tytułu zawrzało. Sprawdzała się w późniejszych kreskówkach i wygładzonych komiksach dla dzieciaków. Nie do końca odnajduje się w roli współczesnego komiksu dla dojrzałego odbiorcy.

Skłamałbym twierdząc, że męczyłem się podczas lektury, to nie tak. Ostatecznie to całkiem poczytna historia. Retrospekcje stopniowo budują bogaty obraz przeszłości, która doprowadziła do obecnych wydarzeń. Przyjemnie wrócić do tego świata, zanurzyć w długiej, spójnej powieści, która efektownie gra na nostalgii. Moje rozczarowanie w dużej mierze wynika z nadziei, że faktycznie dostaniemy w ręce komiks godny dojrzałego fana.

„Ostatni Ronin” rozbudził we mnie nadzieje, którym sprostał tylko częściowo. To opowieść, która aspiruje do dojrzałości, a w efekcie staje się ciężka i pozbawiona dystansu. Tym samym traci lekkość i świeżość, które były siłą napędową tytułu. Poważny ton, zamiast nadać historii głębi, sprawił, że zabrakło jej energii i wyrazu. Co najmniej jedną gwiazdkę przyznaję przez wzgląd na sentyment, słabość do żółwi i efektowne wydanie. Choć nie wszystko zagrało, komiks nadal może sprawiać frajdę, szczególnie tym, którzy jak ja wychowali się wraz z Wojowniczymi Żółwiami Ninja.
~ Józef Śliwiński
Ocena: 6/10 ⭐⭐⭐⭐⭐⭐

Więcej komiksów na Instagramie: komiksowy_pamietnik
Cena okładkowa: 129,90 zł
Format: 180×276 mm
Liczba stron: 224
Oprawa: twarda
Wydawca: Nagle
Data wydania: wrzesień 2024
Data oryginalnego wydania: lipiec 2022
