W przedostatnim numerze był kolekcjoner płyt, w ostatnim fanatyk starych aut. Tym razem kanon poznańskich zajawkowiczów na łamach Freshmaga powiększa się o buciarza – i to nie byle jakiego. Adrian kolekcjonuje pod pseudonimem „Małysz nie narciarz”. Ta ksywa jest nieprzypadkowa, bo szafa tego faceta to same dobre skoki. Sprawdzajcie, co ma do powiedzenia!
Jeśli raperzy nie cierpią pytań o ksywę, to buciarze muszą nienawidzić pytania o początki, ale to pierwszy taki wywiad we Freshmagu, więc musimy zacząć od metryczki. Opowiedz o swoich początkach, jak to wszystko się zaczęło, jaka była Twoja pierwsza para i ile lat kolekcjonujesz.
Buty od dzieciaka były dla mnie ważne. Ojciec z Rajchu przywoził mi pierwsze oryginalne Adidasy, bo pracował tam za marki na dźwigu. Później jako nastolatek nosiłem jakieś koszykarskie And 1, Conversy lub Vansy. Pierwsza parka, którą tak naprawdę coś dla mnie znaczyła to Nike Air Force 1. Kupiłem ją za pierwszą wypłatę, pracując na stacji benzynowej. Chwilę później pierwsze dziewięćdziesiątki i jakoś poszło. To był rok 2008 i tak zajawka trwa do dziś. A na imię mam Adrian, za chwilę 32 lata…
Jak ta zajawka zmieniła się na przestrzeni lat?
Zmieniła się, strasznie się zmieniła. Mamy nowe pokolenie, jak w każdej kategorii małolaci zajmują miejsce „weteranów”. Parę lat wstecz ludzie doceniali wyszukane pary i klasyki, była zdrowa zazdrość, gdy ktoś wyłapał do kolekcji coś, na co się ślinisz od lat. Dziś wszyscy mają to samo, jeśli mają pieniądze. A pieniądze mają od rodziców albo z resellu. Albo sam nie wiem, bo skąd nastolatek może mieć 1500 zł na parę trampek sygnowanych ksywą rapera? Jednym słowem „kiedyś było lepiej Panie majster”. Ale kto ma trwać w prawdziwej zajawce, trwać będzie.
Jest jeszcze w Polsce ktoś tak nastawiony na vintage w buciarstwie, jak Ty?
Tak, ale wydaje mi się, że jest nas coraz mniej. W sumie tylko z Jakubem z Tczewa (ziomek, co się przez buty poznaliśmy) mam kontakt, poza tym śledzę kilka osób z Polski na Instagramie i widzę, że coraz mniejsze ruchy u nich w kwestii nowych zakupów. Fakt – na vintage trzeba mieć zajawkę. Mogę tylko dodać, że ceny na rynku mocno spadły. Parę lat temu używane dwudziestoletnie buty mogłeś sprzedać od ręki za 150-200 Euro. I mówię tu o często spotykanych modelach. Dziś nowe z kartonem sprzedasz za tyle, jeżeli znajdzie się chętny. Może to i dobrze.
Ile par liczy Twoja kolekcja? Czego jest najwięcej, czego najmniej?
Aktualnie mam ponad 110 par. Było tego więcej, ale często robię czystki, bo wjeżdża coś nowego, a ciężko to upchać w mieszkaniu w bloku – logiczne. No i znów emigrowałem, to stwierdziłem, że niektóre parki nie muszą już leżakować. Myślę, że od początku przygody z kolekcjonowaniem butów miałem ponad 300. W mojej kolekcji znajdziesz tylko tak zwane biegówki i jedną parę koszykarskich. Jeżeli chodzi o markę, to przekrój wszystkiego. Dla mnie liczy się wygląd i klimat buta, nie firma, która je wyprodukowała. Jednymi z moich ulubionych są vitnage’owe Donnay’e. To marka, która produkowała lub nadal produkuje głównie rakiety do tenisa. To są właśnie te smaczki! Stawiam 1000 zł, że jestem jedyny w Polsce, który posiada taki model. I to jest moja bajka!
Z niektórymi butami jest trochę jak z jedzeniem – do pewnych rzeczy trzeba dorosnąć. Są jakieś modele, które kiedyś budziły odruch wymiotny, a teraz chcesz mieć je na stopach?
Tak, to prawda. Inaczej bym tego nie porównał. W wieku 17 lat wyciągałem cebule z jedzenia, dziś wrzucam ją do każdego możliwego dania, a szpinak nie smakuje mi do dziś. Wiele parek uznawałem kiedyś za kicz, buty klauna, „to nie przejdzie”. Jednak z czasem uznawałem, że chce je mieć, bo mają w sobie to coś! To głównie te dresiarskie wydania z końca lat 90 lub początku XXI wieku. A szpinakiem w świecie butów nadal są dla mnie niskie Air Force czy inne Dunki Nike’a. Po prostu nie mój świat. Dla mnie to deskorolkowe buty dla studentów w koszulach.
Trochę w temacie studentów pozostając. Niedawno obejrzałem video, na którym grupka młodych ziomków zabija się o nowe buty przy Chmielnej w Warszawie. Co o tym sądzisz? Nie tylko o tej konkretnej sytuacji, ale o całym rynku resellerskim, czatowaniu dniami i nocami pod sklepem itp.
To je***y nowotwór buciarskiego świata, gardzę tym. Gwiazdki Youtube’a to nakręcają, a młodzi szukają zarobku. Straszny syf. Odcinam się od tego i patrzę z boku z miską popcornu.
Buciarskie emocje zostawmy z tyłu. Opowiedz trochę o koszulkach piłkarskich. Zbierasz same repliki czy meczówki?
Mam około 30 koszulek meczowych po piłkarzach, reszta to repliki. Zmieniłem target jakiś czas temu i nastawiam się już głównie na meczówki. W sumie, odkąd nawiązałem kontakty z ludźmi z Chorwacji, Serbii czy Ukrainy, staram się zbierać tylko takie, w których grali piłkarze. To trochę wyższy level i większe zobowiązanie finansowe, ale coś za coś. Meczówka niszowego klubu z Bośni to cena około 300 zł. Jednak za coś, co mnie interesuje, jestem w stanie tyle wyłożyć. Najbardziej znany piłkarz, który spocił się w trykocie, jaki posiadam to Mitrović, koszulka Partizana Belgrad. Poza tym posiadam 8 koszulek Warty Poznań – mojego ukochanego klubu, z czego 5 to meczówki.
Myślisz, że sportowy styl jest w stanie na tyle wejść do naszego dresscode’u, że będzie można pójść bez wstydu w koszulce ulubionego klubu do pracy w korpo?
Sportowy styl wbił się mocno w codzienność, świat idzie do przodu. Tatuaż też był tematem tabu w pracy, a teraz? Znam ludzi robiących dobre siano w znanych firmach z podziaranymi rękawami. Fajnie, że to wszystko się zmienia, że ważny jest człowiek i to w czym się dobrze czuje, a nie jak wygląda, aczkolwiek dresscode zależy od pracodawcy i rodzaju pracy. Sumując: używajmy samochodów do jeżdżenia, samolotów do latania, a kawy do picia. Nie widzę koszulek sportowych w korpo, chyba że szef jest fanem Liverpoolu i da Ci premię za to, że wpadłeś po wygranym finale Ligi Mistrzów w czerwonym trykocie LFC.
Którąś z tych zajawek wynosisz bardziej na piedestał?
Koszulki są niemniej ważne, zajawka też od dzieciaka. Lubię się utożsamiać z drużynami sportowymi, ale nie płynę z prądem. Jestem fanem Ajaxu od 1995 roku, a mam ich trzy koszulki. Za to Dinama Zagrzeb czy Crveny Zvezdy Belgrad po pięć, sześc. Koszulek mam lekko ponad 130. Są to głównie niszowe rzeczy: Vojvodina Novi Sad, Velež Mostar, Nefczi Baku… mam też koszulkę reprezentacji Włoch z 1996 roku. Z koszulkami mam tak samo, jak z butami. Wolę coś, czego nie ma każdy i o co trzeba się trochę poszarpać, żeby to zdobyć. Można po tym wywiadzie stwierdzić, że lubię się wyróżniać, ale w sumie to śmieszne, bo kogo w Poznaniu interesuje to, że idę właśnie w 23-letnich butach i koszulce drugoligowego klubu z Chorwacji? Chyba tylko mnie. I myślę sobie, jak 2pac „All eyez on me”, ale to jest chyba tylko w mojej głowie.