W październiku 2024 roku kultowa wytwórnia The Very Polish Cut Outs, która jest znana z wydawania genialnych editów i remixów, ogłosiła, że wystartuje z nowym projektem The Very Polish Originals. Zapowiedzieli, że będzie to sub label, który skupi się na wydawaniu autorskiej, polskiej muzyki. TVPCO przyzwyczaili nas do wysokiego poziomu muzycznego, więc z zaciekawieniem wyczekiwaliśmy ich pierwszej płyty. Numerem jeden w nowym katalogu okazała się poznańska artystka, Julia Rover! Poznaliśmy ją dzięki singlowi „Karmel”, który wypuściła w 2021 roku. Od tego czasu wiele się zmieniło. Dzisiaj jest po debiucie fonograficznym z albumem „Co z Tobą?”, a jej numery są puszczane w stacjach radiowych.
Pamiętam Cię z pierwszych numerów, które tworzyłaś razem z Witkiem (Rat One z RAT KRU). To właśnie były Twoje początki muzyczne?
Nie, moje początki muzyczne sięgają najmłodszych lat, kiedy to uczęszczałam na zajęcia wokalne do żarskiego domu kultury. Następnie udzielałam się wokalnie w projekcie The Gist. Dopiero później poznałam Witka (Rat One) i zaczęliśmy współpracować wspólnie nad projektem „Julia Rover”.
Następstwem tej współpracy było wciągnięcie Ciebie przez RATów na swoje produkcje i chyba też w klimat muzyczny, który brzmieniowo czasami nawiązuje do Twoich nowych rzeczy. Zgodzisz się z tym, że mieli na Ciebie duży wpływ i na Twoją aktualną twórczość muzyczną?
Nie uważam, żeby moje nowe rzeczy przypominały twórczość RAT KRU. Wydaje mi się, że materiał jest całkowicie odległy od rzeczy, które wydają chłopacy.
Co do wpływu na moją twórczość muzyczną, to na pewno. To dzięki nim postawiłam pierwsze kroki na scenie muzycznej, zaczęłam wydawać swoje autorskie numery. Przez długi czas znajomości wymienialiśmy się swoimi diggami, podsyłaliśmy sobie muzę. Bardzo dużo muzyki, której słucham do tej pory, poznałam przez Witka. Np. Sally Shapiro, Army of Lovers czy Stereo MC’s.

Debiut fonograficzny i to od razu w The Very Polish Cut-Outs! Opowiadaj, jak doszło do tej współpracy?
Do współpracy w wytwórnią doszło tak, że podesłałam po prostu swoje dotychczasowe rzeczy. Właścicielowi wytwórni Maciejowi Zambonowi spodobał się mój wokal i zaproponował, że spróbuje połączyć mnie z Pejzażem – producentem, który już od dłuższego czasu wydaje na TVPCO. Pejzaż zaproponował swoich dwóch kumpli (Tamten, Freux), którzy również wydawali wcześniej rzeczy u Zambona. W ten sposób zaczęliśmy w trójkę działać nad materiałem.
Kim jest Julia Rover? To jesteś Ty w 100% czy może kreacja artystyczna?
Hmm… Ostatnio na jednym z wywiadów miałam właśnie taką sytuację, że Damian Sikorski z radia Czwórka, powiedział mi, że ty to taka zabawna, wesoła, latasz, skaczesz mówisz żarty, a twoja muzyka niepokojąca, trochę nostalgiczna i jak to tak?! Wyjaśnijmy, Julia Rover to ja w 100%! Po prostu dzięki Rover mogę poruszyć kwestie, które są dla mnie trudne, niełatwe i być może niezrozumiałe. Też dzięki niej daje upust swoim rozterkom, i gorszym emocjom. Niemniej jednak od zawsze cenię sobie w ludziach prawdziwość i autentyczność. I również chciałabym być tak odbierana.
Miałaś już gotowy materiał czy Tworzyłaś go od postaw? Jak wyglądał proces twórczy „Co z Tobą?” EP?
Dwa numery miałam zrobione już wcześniej, chciałam jednak zmienić całkowicie ich aranżacje. Reszta materiału była tworzona od podstaw.
EPka jest spójnym i dojrzałym materiałem. W swoich tekstach skupiłaś się na relacjach międzyludzkich. Od początku miałaś taki zamysł, żeby była to płyta koncepcyjna?
Pisząc teksty piosenek nie miałam konkretnych intencji, czy tak jak mówisz – koncepcji, o czym one będą. Jak już wcześniej wspomniałam, postać Rover pozwala mi poradzić sobie z rozterkami i trudnymi emocjami. Postanowiłam wybrać te numery, które w pewnym sensie „opowiadają” całą historię i je połączyć wydając spójną EP.
Ty odpowiadasz za teksty, a za muzykę mocna ekipa TVPC – Pejzaż, Tamten i Freux. Muzyka idealnie łączy się z Twoim głosem. Słychać tutaj chemię. Jak przebiegała współpraca z chłopakami?
Ciekawie! Było to dla mnie zupełnie nowe wyzwanie, gdyż praca nad materiałem odbywała się hybrydowo. Spotykaliśmy się raz na jakiś czas na żywo, większość czasu jednak działaliśmy zdalnie.
Muzyka na płycie mocno nawiązuje do brzmień sprzed kilku dekad. Zastanawiam się, czego na co dzień słuchasz?
Haha, na to pytanie mogłabym odpowiadać w nieskończoność. Zdecydowanie nie ograniczam się do jednego gatunku muzycznego. Słucham różnorodnych brzmień, od rocka, indie, po hip hop, a nawet trip hop i duby. Jestem wierną fanką Morcheeby, Dire Straits, a także Primal Scream i The Smiths. Bardzo dużo słucham aktualnie muzyki elektronicznej, deep house, progressive house, trance, trochę break beat’owych brzmień, ale faktycznie tutaj się zgodzę, są to w większości oldschoolowe brzmienia z lat 90. Jednego gatunku, do którego jeszcze nie dojrzałam, to muzyka klasyczna. Przez nią nie mogę przebrnąć, a chciałabym….
Skąd u Ciebie, młodej osoby, taka mocna zajawka na styl retro? Nie mówię tylko o muzyce, ale i o Twoich stylówkach oraz zdjęciach.
W moim domu rodzinnym zawsze coś leci…. Mój ojciec jest miłośnikiem muzyki, znajduje co chwilę jakieś nowe płyty winylowe, CD, kasety itd. To on pokazał mi zespoły, które w większości ukształtowały mnie muzycznie. W ogóle mogę stwierdzić, że moi rodzice słuchają naprawdę bardzo dobrej muzyki. Wychowywałam się w brzmieniach np. Led Zeppelin, The Cure czy Hey.
A ze stylówkami jakoś tak wyszło. Odkąd pamiętam ubieram się w lumpeksach, a stylizacje z polskich filmów lat 90. były i są dla mnie inspiracją.
Single latają po radiowych stacjach. Świat się na pewno jeszcze nie kończy, a Twój „Sen” chyba nadal twa. Spodziewałaś się tak szybkiego obrotu sytuacji?
Owszem, latają! Jednak patrząc przez pryzmat ile tworzyliśmy ten materiał, i jak dużo czasu mu poświęciliśmy oraz co po drodze się działo, to jednak nie jest to taki szybki obrót sytuacji jak może się wydawać. (śmiech) Niemniej jednak bardzo się cieszę, że wszystko tak ładnie idzie. I nasza praca została doceniona!! Jest to na maxa miłe.
Słuchając Twojej płyty można odnieść wrażenie, że idealnie pasowałaby do jakiegoś serialu lub filmu w klimacie retro. Jakbyś miała stworzyć soundtrack, to do jakiej produkcji?
Nie potrafię wybrać konkretnego filmu, ale na pewno wiele bym dała, by był to film Wim’a Wendersa.
Oprócz swojego solowego projektu należysz również do DJ-skiego kolektywu Bliss Kiss. Opowiedz trochę więcej o Waszym duecie.
Tak! Razem z moją kumpelą Karo, równo rok temu założyłyśmy duet Bliss Kiss. Gramy house, progressive house, trance, trochę eurodance, nie ograniczamy się do jednego gatunku. Staramy się grać to, co aktualnie nam się podoba oraz numery, do których same świetnie się bawimy!
Co sprawia Ci najwięcej przyjemności? Granie muzyki, tworzenie muzyki czy występy na żywo?
Kurczę nie potrafię wybrać. Samo to, że obcuje z muzyką sprawia mi wielką przyjemność! A przez to, że mogę uczestniczyć w procesie twórczym i występach na żywo sprawia, że nie ma nudy, ciągle dzieje się coś nowego, co jest na maxa stymulujące, budujące i motywujące!
Na koniec luźne pytanie „z miasta”. Chodzą słuchy, że masz przy sobie zawsze jakieś słodycze. Na ulicy, w studio, domu – bułeczki słodkie, drożdżówki. Ponoć masz z tego powodu nawet ksywkę…Prawda czy fałsz?
Fałsz, jestem na diecie. (śmiech)