Westerny Tarantino to sielanka. ,,Świt Ameryki” to rzeź. Recenzujemy nowy serial od Netflixa.

Recenzje
18 sty 2025
Tomasz Grzeszkowiak

Wbrew obiegowy opiniom, Netflix potrafi kręcić wartościowe rzeczy. Najlepszym przykładem jest nowy miniserial ,,Świt Ameryki”. Twórcy postawili platformie sprawę jasno: dawajcie kasę, nie wpieprzajcie się, a będziecie zadowoleni. Zadowoleni są wszyscy sądząc po wynikach oglądalności i opiniach. Dostaliśmy bowiem piękny i zarazem ponury obraz walki o przetrwanie a skoro akcja rozgrywa się na Dzikim Zachodzie to wiemy, że będzie to walka nierówna.

W kinematografii, westerny na przestrzeni dekad, miały swoje upadki i wzloty. Mimo swojej schematycznej formuły cały czas ulegały pewnym przemianom. W latach 40 i 50 za sprawą filmow Johna Forda i jego nadwornego aktora-rasisty Johna Wayne’a, mieliśmy przygodową i awanturniczą zabawę , którą cechą było to, że nie miała nic wspólnego z historią. Lata 60 i 70 przyniosły rewizjonistyczne podejście do westernu za sprawą filmow Sama Peckinpaha czy Freda Zinnemana. ,,Dzika banda” czy ,,W samo południe” to dziś klasyka gatunku. Nadal też się dobrze bawiliśmy oglądając np,, Butch Cassidy i Sundance Kid” czy też spaghetti westerny Sergio Leone. Lata 80 to już chude lata. Kowboj Han Solo wyleciał w kosmos z rewolwerem u boku a kapelusz był już tylko na głowie Indiany Jonesa w filmach Nowej Przygody. Powstał jeden, dobry film a mianowicie ,,Silverado” z młodym Kevinem Costnerem. A skoro o wilku mowa to ów aktor w 90 roku, w swoim debiucie reżyserskim, wskrzesił Dziki Zachód kręcąc wspaniały, oskarowy film – ,, Tańczący z wilkami”. Na drugim biegunie znalazł się również oskarowy ,,Bez przebaczenia”, czyli ponura drama Clinta Eastwooda. Złota epoka westernów minęła, ale może to i dobrze, bo statystycznie im mniej tym lepiej. Westerny nadal nas bawią (Tarantino) lub przerażają, jak ,,Zjawa”, w którym Di Caprio musiał się wytarzać z niedźwiedziem, aby w końcu otrzymać Oskara.
Nie bez przyczyny przywołuję ten tytuł. Scenarzystą ,,Zjawy” był Mark L. Smith, który wraz z reżyserem Peterem Bergiem przedstawili nam obecnie survival western ,,Świt Ameryki”. To 6 odcinkowy miniserial, nakręcony dla Netfliksa. Negocjacje z platformą były pewnie krótkie: dawajcie kasę i nie wpieprzajcie się. Nie jest to bowiem romantyczna wizja pogranicza z rewolwerowcami, bizonami i pióropuszami. Dostajemy za to w czerep indiańskim tomahowkiem. Ale po kolei.

Serial oparty jest na prawdziwej historii masakry 120 osadników dokonanej przez mormonów w 1857 roku, którą reżyser w brawurowy sposób przedstawił nam już w pierwszym odcinku. To tylko incydent wywołujący konflikt między Indianami, rządem USA, pionierami i mormonami. Dalej napięcie już tylko wzrasta. ,, Świt Ameryki” to realistyczny, bardzo brutalny i odhumanizowany świat Dzikiego Zachodu. Bolesne zderzenie kultur, religii, kobiet i mężczyzn. Każdy cierpi i ma jeden cel: przetrwać. Mamy hordy popaprańców i morderców. Fani Red Dead Redemption poczują się jak w domu, choć nie ma tu humoru – nawet czarnego. Tylko krew, błoto i smród. W tym męskim, nieludzkim świecie najtwardsze i najodważniejsze okazują się na koniec kobiety.

Śledzimy losy kobiety z synem, która desperacko próbuje przebić się przez dziką krainę aby dotrzeć do ojca dziecka. Pomaga im doświadczony, ale gburowaty traper i młoda Indianka-niemowa. Zadania nie ułatwiają z pewnością ścigający ich mormoni-zabójcy i łowcy nagród. Każdy z bohaterów skrywa bowiem jakąś tajemnicę. Równolegle oglądamy próby przetrwania mormonki ocalałej z masakry, ale zaraz potem porwanej przez Indian. Zderzenie dwóch kultur, dwóch światów, z których jeden niedługo przestanie istnieć.
W serialu widzimy historyczne postacie. Jest Brigham Young, kaznodzieja mormonów, którego oryginalne kazania, reżyser wykorzystał w filmie. Winter Bird – przywódczyni plemienia Szoszonów i to było dla mnie największe zaskoczenie. Otóż, za dzieciaka miałem wiedzę o historii Indian Ameryki Północnej, że z powodzeniem mógłbym wystąpić w teleturnieju Wielka Gra, ale o kobiecie-wodzu plemienia usłyszałem pierwszy raz. Ciekawą postacią jest też Jim Bridger, założyciel fortu o oryginalnej nazwie: Bridger. Awanturnik, podróżnik, pionier, jeden z nielicznych, pozytywnych bohaterów serialu. Co ciekawe, pojawił się we wspomnianym przeze mnie filmie ,,Zjawa”. Wtedy jako młody, początkujący traper, bo akcja tego obrazu działa się 50 lat przed wydarzeniami ze ,,Świtu Ameryki”.Serial zrealizowany z wielkim rozmachem i dynamiką. Znakomite zdjęcia, scenografia i kostiumy.

Mamy dopiero styczeń i już pierwszego kandydata do serialu roku. Zakończenie jest otwarte, więc z niecierpliwością czekam na zapowiedź drugiego sezonu, bo na  takie produkcje czeka każdy kinomaniak, w kapeluszu czy bez. Howgh!