Trójmiejski inżynier Tomasz Patan rozpoczął właśnie dystrybucję Jetson ONE, czyli pierwszego pojazdu latającego, niewymagającego licencji pilota i dopuszczonego oficjalnie do sprzedaży. W przedsprzedaży zamówiono już 500 sztuk pojazdów, jak się domyślacie, autora projektu złapać niełatwo. Dodatkowo czytasz wszędzie, że lokales z Poznania, chcesz podjechać pogadać, a okazuje się, że nie dość, że nie poznaniak, to jeszcze na co dzień w… Toskanii. No wiatr w oczy. Szczęśliwie udało mi się wstrzelić Tomaszowi pomiędzy bieganie, a poranne espresso i zapytałem o najnowszy wynalazek, o biznes, plany na przyszłość i o to, kiedy znajduje na wszystko czas.
Tomasz, ludzie od zawsze śnili o lataniu. Jakie to uczucie móc ten sen urzeczywistnić i być częścią rewolucji w dziedzinie transportu?
Rzeczywiście, latanie to jedno z największych marzeń każdego z nas. Mało kto zdaje sobie sprawę jak łatwe i dostępne staje się to za sprawą Jetsona.
Będąc dzieckiem, chyba każdy z nas wyobrażał sobie, kim chciałby zostać w przyszłości – lekarzem, piosenkarką, strażakiem… czy u Ciebie to pilot zawsze był na pierwszym miejscu? (śmiech)
Od kiedy pamiętam, zawsze patrzyłem w niebo i wyobrażałem sobie, w jaki sposób mógłbym stworzyć maszynę, która umożliwiłaby mi oderwanie się od ziemi i uniesienie wysoko w przestworza. Może nie pilot, lecz bardziej konstruktor i ktoś to tworzy ekscytujące wynalazki.
Zatem sporo się sprawdziło – konstruktor – przedsiębiorca – futurysta, tak sam o sobie mówisz. Ile w Tobie jest wizjonera z potrzeby serca, a ile technika i konstruktora z konieczności?
Projekty zaczynam zawsze od marzeń i inspiracji. Lubię po prostu tworzyć ekscytujące rzeczy. Z czasem nauczyłem się brać pod uwagę potrzeby człowieka, więc próbuję wykreować jakąś wartość i tym samym wizję z potrzeby praktyczności. Konieczności w tym mało, bo nie zabieram się za projekty, do których trzeba się przymusić. Na pewno jednak musi być w tym element futuryzmu, dzięki któremu projekt jest jeszcze bardziej ekscytujący.
Drony, śmigłowce, zdjęcia z powietrza – Twoja działalność biznesowa od początku jest związana z lataniem. W którym momencie pojawił się pomysł, żeby zbudować pojazd latający i wsadzić do niego żywego człowieka?
Zgadza się, moja działalność w zakresie zdjęć i filmowania z powietrza opierała się na helikopterach i dronach własnej konstrukcji. Wymagania klientów wzrastały i pojawiały się życzenia odnośnie uniesienia coraz cięższych kamer i wyposażenia. W pewnym momencie stało się dla mnie oczywiste, że nie tak daleko już do stworzenia maszyny, która uniesie mnie samego.
Ile w przybliżeniu zajmują formalności, związane z uzyskaniem pozwoleń na wprowadzenie takiej nowatorskiej maszyny do powszechnego obrotu na rynku?
Mamy w firmie osoby – specjalistów w tej dziedzinie – które większość czasu i energii poświęcają na rozwiązanie takich wyzwań. Zdołaliśmy uzyskać własną klasę pojazdów latających i uzyskać wiele kluczowych pozwoleń. Zajmuje to sporo czasu, ale nie chciałbym o tym w szczegółach opowiadać.
Prototyp Jetsona powstał w 2017 roku, 6 lat później zasiadłeś za sterami obecnej wersji, która właśnie trafiła do produkcji. Opowiedz nam o tej drodze. Ile w niej było radości i sukcesów, a ile porażek, po których musiałeś się podnosić i zaciskać zęby, by iść dalej?
Zaciskania zębów od tamtego momentu było wiele, od sprzedaży ulubionego samochodu, wyprowadzki w nowe, nieznane miejsce i trudności ze znalezieniem finansowania. Największym wyzwaniem, zupełnie niespodziewanie, okazali się… ludzie. Są momenty, o których wolałbym zapomnieć. Szczęśliwie sukcesów i tych pozytywnych chwil, gdzie odnalazłem wsparcie, było więcej i dają one energię, by iść dalej. Szczególnie wdzięczny jestem Ani – mojej dziewczynie, za to, że zawsze wierzyła w sukces i podnosiła kiedy brakowało sił.
Potrafisz przywołać uczucie, które towarzyszyło Ci, kiedy pierwszy raz zasiadłeś w kokpicie Jetsona ONE, by odbyć lot próbny?
Oczywiście! Musiałem najpierw odsiedzieć 5 minut w kokpicie uspokajając emocje, zanim przyszło pierwszy raz oderwać się od ziemi. Lot, a raczej podskok trwał jakieś 5 sekund, a wydawało mi się, że trwało to znacznie, znacznie dłużej. Uczucie było fantastyczne, jakby ktoś bez żadnego wysiłku uniósł cię w powietrze i nagle zaczynasz lewitować, mając zupełnie nową perspektywę.
Swojej misji nie traktujesz w kategoriach pracy. Mówisz, że to codzienna twórczość, już od wschodu słońca. Jak wygląda zatem przeciętny dzień Tomasza Patana?
Można powiedzieć, że mój dzień zaczyna się już wieczorem dnia poprzedniego. Ważne, by wiedzieć, co ma się zamiar robić następnego dnia. Musi być w tym element, który nas ekscytuje – stąd potrzeba realizacji marzeń. Często budzą mnie pomysły i nowe rozwiązania, wstaję wcześnie i zaczynam od prób ich realizacji. Jako że w zdrowym ciele zdrowy duch, lubię rano się przebiec lub przejechać na rowerze. Następnie zimny prysznic, espresso i czuję energię do dalszej pracy nad projektami. Uwielbiam tę rutynę, łącznie ze świętowaniem najmniejszych sukcesów ulubionym piwem. Wieczór to często czas na bycie zainspirowanym czymś nowym i naukę – dużą część tego zaspokaja YouTube i Google – to niesamowite źródła wiedzy.
Rzeczywiście grafik wypełniony po brzegi. Ale powiedz szczerze – do sklepu po sok i Focaccię latasz już Jetsonem, co?! (śmiech)
Chciałbym i od jakiegoś czasu coś takiego planuję! Zacząłem już od… latania z domu do firmy.
Wprawdzie na co dzień mieszkasz i tworzysz we Włoszech, ale wspominasz, że prawdziwy boom w temacie zaczął się po publikacji filmu z przelotów nad Pustynią Błędowską. Co według Ciebie miało na to szczególny wpływ?
Specyficzny urok Pustyni Błędowskiej i nawiązanie do pustynnych klimatów „Gwiezdnych Wojen” zdecydowanie przyczyniły się do viralowości premierowego filmu. Było to oczywiście zamierzone działanie i jako wielki fan filmów science‑fiction miałem nadzieję, że to zadziała.

Latający, ultralekki pojazd pionowego startu i lądowania, bo tak określa się Twoje dzieło, nie wymaga licencji pilota. Jak zatem będziecie szkolili przyszłych użytkowników maszyny, żeby zapewnić bezpieczeństwo?
Osobiście mam nadzieję, że nazwa Jetson stanie się synonimem tego typu pojazdów – trochę jak Walkman od Sony, stał się powszechnym określeniem dla takich urządzeń. Co do szkolenia, powstaje właśnie nasza własna szkoła pilotów Jetsonów. Sama nauka latania Jetsonem ONE, trwa zaledwie godzinę. Jest trochę niezbędnej teorii, loty symulatorem, wszystko pod opieką wykwalifikowanego personelu oraz instruktora – całość trwa dwa dni.
System automatycznego lądowania, spadochron balistyczny, automatyczne ograniczenie prędkości, to niektóre elementy zapewniające bezpieczeństwo w nowym Jetsonie. Czy możesz, proszę, rozwinąć nieco ten temat?
Wszystko się zgadza, a całością zawiaduje komputer pokładowy, który dba o bezpieczeństwo pilota, automatycznie dostosowując parametry lotu. Może on również samodzielnie wykonać start i lądowanie. To dzięki niemu i automatycznej stabilizacji, sterowanie Jetsonem jest fantastycznie proste i możemy skupić się niemal wyłącznie na radości z lotu.
W samolocie odrzutowym awaria silnika nie stanowi wielkiego zagrożenia. Jak to wygląda w przypadku Jetsona? Co w momencie gdy jeden lub więcej silników ulega nagłemu uszkodzeniu?
Pojazd może bezpiecznie kontynuować lot po utracie jednego z ośmiu silników, a w razie skrajnie niebezpiecznej sytuacji automatycznie wystrzeliwany jest spadochron balistyczny.
Jetson ONE kosztuje obecnie 128 tys. dolarów. W przedsprzedaży zebrałeś zamówień na – 500 szt.! Ich dostawy mają się rozpocząć jeszcze w tym roku – zdążycie? Jak bardzo czasochłonnym procesem jest budowa takiego pojazdu?
Właśnie ruszyła seryjna produkcja kilku z pierwszych zamówionych egzemplarzy. Dzięki prostej i przemyślanej pod kątem produkcyjnym konstrukcji, wytworzenie jednej sztuki to niecały dzień.
70% Twoich klientów to odbiorcy z USA. Wspominasz, że pod koniec roku Twój wynalazek ma otrzymać własną kategorię pojazdu, która znacząco wpłynie na kwestię regulacji związanych z użytkowaniem, także w Europie. Czy zatem w sprzyjających warunkach, możemy się spodziewać, że wkrótce będzie można zobaczyć Jetsona także ponad europejskimi, zakorkowanymi ulicami?
Jetson ONE jest pojazdem rekreacyjnym, doskonałym do zwiedzania i zabawy nad niezaludnionymi obszarami. Regulacje nie pozwalają na loty nad gęsto zaludnionym terenem. Omijanie miejskich korków i praktyczne zastosowanie, to misja dla kolejnej generacji naszych pojazdów.
Jak będzie wyglądał odbiór gotowego pojazdu? Paczkomatem tego nie wyślecie, a i odbiór osobisty równie trudno sobie wyobrazić.
Wielu z naszych klientów decyduje się jednak na odbiór osobisty, zaraz po odbyciu u nas szkolenia. Z racji kompaktowych rozmiarów w rzeczywistości nietrudno przewieźć go w samochodzie dostawczym lub na przyczepie. Reszta egzemplarzy będzie wysłana transportem lotniczym w różne zakątki świata.
Wiem, że Jetson ONE to dopiero początek. W planach wersja TWO, THREE i szereg różnych wariantów. Nie wspominając nawet o Twoich planach… budowy rakiet i podboju kosmosu, co brzmi, że tak to ujmę – nieziemsko. (śmiech) Choć zważywszy na Twoje osiągnięcia, być może wcale to nie tak odległa perspektywa. Powiedz mi proszę na koniec – o czym dziś, pod koniec 2024 roku, marzy Tomasz Patan?
Zgadza się, Jetson ONE to pierwszy, choć zdecydowanie śmiały krok. Opracowuję całą gamę „latających samochodów” i wierzę, że Jetson stanie się Teslą mobilności powietrznej. Marzę o szczęśliwych klientach wykonujących niesamowite i bezpieczne loty w wielu pięknych miejscach na całym globie. Nie mogę się również doczekać pokazania światu kolejnego z projektów, nad którym pracowałem po cichu – pierwszego na świecie latającego motocykla. Rakiety to jak wspomniałeś, także temat, nad którym już rozpocząłem pracę i chcę, aby wniosły dużo w poprawę życia oraz rozwój.