fot. Jadzia Mielcarek

Ile punk rocka jest w SKA? Wywiad z Maciejem Januchowskim, liderem zespołu Vespa

Maciej Januchowski - Vespa
24 lut 2025
Michał Krupski

Każdy, kto był kiedykolwiek na koncercie SKA, wie jak ważnym zespołem w Polsce jest Vespa. Kapela, która w tym roku obchodzi 30. urodziny, niedawno wypuściła nową płytę oraz niebawem zacznie mini trasę koncertową. Pojawią się w kilku polskich miastach, aby szerzyć miłość do SKA! Zarówno płyta, jak i trasa, stały się idealną okazją, aby zamienić kilka słów z liderem zespołu. Maciejem Januchowskim. Muzyk opowiedział zarówno o szczecińskich smaczkach, jak i o berlińskiej scenie.
Ile jest punk rocka w SKA? Ile mamy Szczecina w Vespie? Wszystkiego dowiecie się z poniższej rozmowy. 

Zaczynaliście grać 30 lat temu! Jak wyglądała polska scena SKA w połowie lat 90. a jak wygląda teraz?

Sam się zdziwiłem jak wyszło, że to już w tym roku stuka nam trzydziestka. Przecież dopiero co opijaliśmy w szczecińskiej spelunie pierwszą rocznicę. Dobrze się składa, że właśnie pierwszy roczek będzie świętować na koncercie w Poznaniu dzieląca z nami scenę Bzubaga. Szampan, torcik, goździk – doskonale!

Mówiąc o polskiej scenie SKA w latach dziewięćdziesiątych trzeba pamiętać, że rozmawiamy o czasach bez internetu, telefonów komórkowych, gdzie wiedzę o muzyce czerpie się z zinów, paru czasopism i od starszych kolegów, którzy przegrywają ci kasety z dobrą nutą. Gdy Vespa powstawała, ledwo co rozumieliśmy co to za muza, a już na pewno nie mieliśmy pojęcia czy ktoś to robi oprócz nas. Na szczęście szybko się okazało, że nawet punkowe załogi chętnie wplatały synkopę do niektórych kawałków, a publika szybko się pokapowała, że do tego się można dobrze pobujać dostając w dalszym ciągu muzykę alternatywną do radiowych szlagierów.

Teraz scena jest już dojrzała, jest dostęp do muzy i wiedzy o niej, więc mamy bardzo zróżnicowane stylistycznie zespoły. Ktoś gra 2Tone, ktoś ska jazz, inni znowuż wolą early reggae. Jest w czym wybierać. W latach 90-tych wszyscy zaczynaliśmy szybkimi kawałkami w stylu tego co do nas docierało, czyli niemieckich składanek i 2Tonu.

Vespa pochodzi ze Szczecina. Ile aktualnie jest Szczecina w Vespie? Wiem, że różne osoby z zespołu porozjeżdżały się po Europie. Kto gdzie mieszka?

Muszę zacząć od obrony naszej szczecińskości. Nie tylko z niego pochodzi zespół, ale też każdy kto teraz w niej gra w ten czy inny sposób jest z miastem powiązany, od studiowania, poprzez udzielanie się w innych szczecińskich projektach, a kończąc na klasycznym zdobywaniu legitymacji szczecinianina – czyli byciu tu po prostu urodzonym. O, i teraz śmiało i bez obaw mogę wyjawić, że czas dojazdu na próby waha się od 10 minut (z Niebuszewa na tereny dawnej Stoczni Szczecińskiej) do dwóch i pół godziny, gdy trzeba się dokulać z Berlina. Ale poza moją zdradą ojczyzny na rzecz Niemiec to reszta mieszka albo w Szczecinie albo przynajmniej w Zachodniopomorskim. Także możemy śmiało „To Miasto” grać na bisa.

Jak już jesteśmy przy składzie, to opowiedz jak on się zmieniał na przestrzeni lat? Kto aktualnie tworzy Vespę?

Przede wszystkim od paru lat świętujemy powrót w nasze szeregi Alki, czyli filaru tego zespołu od samego początku – wokalistka, saksofonistka, wamp, harpagan, zjawisko. Miała przerwę, ale już po wszystkim. Poza nią z tego najstarszego składu, który pamięta Kelerisy i rumuny, pozostałem tylko ja. Reszta ekipy to nabytki z ostatnich paru lat, ale już się przegryźliśmy w studio i na żywo, więc jesteśmy rodzinką, tak jak to powinno być.

Nie jestem tu w stanie wymienić ile osób się przez ten skład przewinęło, bo to temat na osobną rozmowę. Odsyłam zatem to wkładki „Tribute to Vespa”, gdzie podjęliśmy z góry skazaną na niepowodzenie próbę wymienienia wszystkich ex.

W jakiś innych projektach muzycznych się udzielacie?

Część sekcji dętej i basista są bardzo aktywni w kilku składach big bandowych na terenie województwa. Ich kalendarze potrafią być przytłaczająco wypełnione, ale wiadomo, zespół na V. musi być na pierwszym miejscu, bo inaczej baty. Jarek to chyba generalnie najsławniejsza osoba ze składu, bo bębnił i bębni m.in. w Pogodnie, Mitch & Mitch, Kortez i paru innych, których nie potrafię spamiętać (Jareczku, przepraszam!). Ja też się nie oszczędzam, bo pędzę jeszcze na próby do Częstochowy by pograć w St. City Surfers, prowadzę małe studio nagraniowe w Berlinie i też tu mam skład early reggae, który niedługo ujrzy światło dzienne.

fot. Sebastian Antoniewski

A co z byłymi członkami Vespy? Co oni teraz porabiają?

Bardzo mi się podoba określenie jednego z naszych najkochańszych fanów – Marcina Marro – że Vespa to kuźnia talentów. Wiadomo, że to nie na serio, bo po prostu mamy i mieliśmy szczęście grać z ludźmi bardzo zdolnymi, pracowitymi i kochającymi muzykę co widać właśnie po tym co robią poza Vespą. Lista jest tak długa, że muszę to szybko po łebkach powymieniać, bo przecież Jarek i Maniek, odpowiednio ex-puzon i ex-saksofon, to obecnie muzycy Kultu (kiedyś się Kazikowi dostanie za podbieranie nam rur – „zabrałeś, nie pytałeś, jak nazwać co zrobiłeś”), Lena (ex-wokalistka) pozamiatała konkurencję na Przeglądzie Piosenki Aktorskiej, Krzaq (ojciec założyciel, ex-bas) jest Marszałkiem, czyli alternatywą nawet wobec alternatywy, Agatka jest uznaną trębaczką jazzową aktywną głównie w Trójmieście. Jest jeszcze parę byłych członków, którzy wciąż grają w innych zespołach, czy to w Szczecinie, czy to np. w Berlinie jak Marta (ex-trębaczka).

Szczecin jest miastem wielu znanych zespołów, które wpłynęły na różne nurty polskiej muzyki. Tu u Was tworzyły się takie składy jak Pogodno, Hey, Łona i Webber, The Analogs, The Junkers oraz wiele innych. Żyjecie w przyjaźni z którymś z nich?

Znamy się i lubimy z częścią osób z ww. składów, choćby dlatego, że z Pogodnem, Indios Bravos i Analogsami dzieliliśmy muzyków. Na pewno warto dodać do tej listy Dikandę, O.D.C., Anti Dread, czy Kristen, gdzie jest sporo mordeczek z którymi spotkanie zawsze cieszy. Ale wspólne koncerty się bardzo rzadko zdarzają, bo jednak gatunki trochę różne.

Szczecińska scena muzyczna trzyma się razem, czy raczej każdy patrzy na swoją działalność?

Zdecydowanie razem, bo ilość muzyków jest ograniczona i trzeba się nimi dzielić jak opłatkiem. To za małe podwórko żeby się jeszcze na siebie jeżyć, także oprócz paru niepotrzebnych napinek między niektórymi zespołami, a raczej ludźmi, to nigdy nie widziałem tu jakiś złych układów, zawiści, czy innych przypałów. Oczywiście mówię o alternatywie, bo w mainstreamie to bywają walki o granty miejskie i zadzieranie noska, ale to już nie nasza sprawa.

W alternatywie niestety zespoły koncertujące mają bardzo małą szansę żeby się widzieć i kultywować przyjaźnie, bo się zazwyczaj rozmijamy. Na ten przykład Pigułę z Analogsów przez ostatnie parę lat częściej widziałem przypadkiem w Berlinie, niż w Szczecinie czy na koncercie ich czy naszym.

Nie ma co się oszukiwać, że SKA jest popularną muzyką. Aktualnie chyba musimy nazwać ten gatunek podziemiem alternatywnym. Mieszkasz na co dzień w Berlinie. Jak wygląda sytuacja u sąsiadów?

Zupełnie odwrotnie. SKA jest tutaj gatunkiem znanym wszystkim, w samym Berlinie jest więcej aktywnych zespołów niż w całej Polsce i koncerty mają bardzo dobre frekwencje. Festiwali w całym kraju od zawalenia, a kapele zza granicy potrafią tu robić długie i intensywne trasy. Jakoś w tutejszych serduszkach ta nuta lepiej rezonuje niż w polskich. My Polacy to chyba mamy więcej w sobie tej melancholii i stąd nad Wisłą większa popularność reggae niż SKA. To taka moja prywatna teoria, którą lansuję i chcę się z niej doktoryzować.

Czy spodziewasz się jakiś zmian w tej materii w Polsce?

Do tej pory mówiłem zdecydowane nie, dodając, że to nie ma znaczenia, bo przecież mamy tak zwarte i wierne środowisko, że po co nam duże sceny, czas antenowy i całe to dziadostwo. Ale obserwując przez ostatni rok, dwa, jak sporo małolatów zaczęło się pojawiać na koncertach, jest we mnie iskierka nadziei, że coś się ruszy. Oczywiście oddolnie, bo zależy nam przede wszystkim na ludziach, którzy się dobrze bawią przy tej muzie i z czasem grzebią w jej historii obczajając 2Tone, a potem jamajskie rarytasy z lat 50-ych i 60-ych. Oby takich zapaleńców przybywało, stąd też w tym roku wprowadziliśmy bilety ulgowe dla nieletnich, bo wiemy, że ceny na koncerty bywają zaporowe i wybór między piwkiem na ławce, nowymi szelkami, a zobaczeniem kapeli potrafi być naprawdę trudny i frustrujący. Też tak miałem, tylko zamiast piwka był jabol, bo Bosman jest ohydny.

SKA zawsze było stawiane obok punk rocka w powszechnej wiedzy muzycznej. Czy słusznie?

Nie jestem ekspertem, ale na mój rozum to jamajską muzę, która pochodziła z getta i traktowała o problemach normalnego zapracowanego lub bezrobotnego ziomka, któremu jeszcze dziewczyna serce złamała, nie trudno skojarzyć z punkiem. Dlaczego Anglicy tak się zakochali w tej muzie pod koniec lat 60-ych? Te same tematy, dzieciaki angielskich robotników i jamajczyków mieszkały na tych samych dzielnicach i miały te same problemy. Inna sprawa, że jak się wgłębimy w podgatunki jamajszczyzny, to akurat SKA jako jeden z pierwszych ich wynalazków (ponad dekadę wcześniej niż powstało reggae) startował jako muzyka dancingowa i beztroska, a dopiero z czasem zaczął się interesować problemami społecznymi jakich tam nie brakowało. Ale tu już się wgłębiam w detale i jako nerd tej muzyki mogę o tym gadać parę godzin.

Wy nie do końca stylistycznie do tego pasujecie, gdyż nie tworzycie już typowego SKA, lecz skręciliście mocno w swing, zahaczając o rocksteady. Na przestrzeni lat mocno zmieniał się Wasz styl.  Niedawno ukazała się płyta „Fascynujący Świat Os”. Kolejny raz stylistycznie jest to coś innego od poprzednich wydawnictw. Czy ta tendencja będzie się utrzymywać już zawsze?

Jak jest się w środku tego całego zamieszania, w sensie w zespole, to się nie dostrzega tych zmian stylistycznych. Wiem, że wiele kapel w wywiadach mówi, że mieli całą koncepcję na odświeżenie formuły, nowy pomysł na siebie, bla bla bla. Vespa zawsze robiła piosenki, nagrywała je, wydawała i grała na koncertach, tak po prostu. To dopiero potem nam ktoś mówi, że brzmi to inaczej. W przypadku nowej płyty to jestem nawet zaskoczony, że większość osób mi mówi, że jest inna.

W purystów stylistycznych się nigdy nie bawiliśmy, także jaka będzie następna płyta to nikt nie wie. Na pewno będziemy drążyć to co zaczęliśmy z „Fascynującym Światem Os”, czyli nagrywanie analogowe i na tzw. „setkę”, bez poprawek na komputerze. Im bliżej żywego grania tym bliżej tego jak powstawała muzyka na Jamajce, czyli tak, że ważniejsze ile serca było w danym podejściu do kawałka, niż to czy było doskonałe technicznie.

Właśnie zaczynacie koncerty promujące nowe wydawnictwo. Zagracie w Szczecinie, Poznaniu, Sosnowcu, Wrocławiu i podczas Ultra Chaos Piknik w Żelebsku. Czy na koncertach możemy spodziewać się wyłączenie nowego materiału?

Skądże, tak nie wolno! Bez „Skutermanii”, która to wszystko zaczęła i paru innych rodzynków nie ma koncertu Vespy. Oczywiście zawsze jest pokusa zagrania nowego materiału, więc i jego nie zabraknie, ale kto nie dostanie przynajmniej 10 ulubionych hiciorów może się z nami szarpać o zwrot za bilet. Z resztą podczas gdy większość składu jest już z epoki kiedy nasze klasyki istniały to ewidentnie uwielbiają je grać, mruczą pod nosem refreny i domagają się w nich miejsca na swoje dodatkowe solówki. Serce rośnie! Poza tym przy tym jak publika reaguje na te starocie to nie ma mowy żebyśmy im i sobie tej przyjemności odmówili. Ech, żeby już był ten drugi weekend marca i się to wszystko zaczęło.

Jako, że niebawem zagracie w naszym mieście, zapewne wiesz, że kibice Lecha nie kochają się z kibicami Pogoni. Czy na polskiej scenie SKA również są jakieś zgody, kosy i układy? 😊 Czy są zespoły z którymi w życiu nie zagracie oraz takie, za którymi skoczycie w ogień i pojedziecie w każdą trasę?

Są na scenie outsiderzy, z którymi nie wszystkim po drodze, ale skupmy się na miłości. Parę lat temu powstanie pełnowymiarowego, regularnego i wciąż kontynuowanego ska festiwalu w Polsce (Gdańsk Ska Jamboree) spowodowało odnowienie tego poczucia wspólnoty. Mamy taką małą scenę, że trzeba ją pielęgnować, podlewać i mówić do niej czule. Zespoły często grają razem i sporo mocnych przyjaźni się pozawiązywało, jak choćby w moim przypadku czy to z Kubą z CGB / The Bartenders, czy to z calusieńskim składem Las Melinas, kochane chłopaki. A tak w ogóle to się wszyscy znamy i bardzo lubimy. Jak to się da jeszcze powiązać ze wspólnym koncertem, jak na tej trasie w przypadku Ziggie Piggie w Sosnowcu, to tym lepiej.

fot. Jan Wiech