Zdjęcia: Piotr Żydownik

Pyra Bar – przenosimy tu ziemniaka na wyższy poziom

Kuchnia
07 maj 2025
Paweł Niedzielski

W antrejce na ryczce stały pyry w tytce… i wiesz, że jesteś w Wielkopolsce, tej! O lokalnej gwarze jednak innym razem, bo dziś skupimy się na regionalizmach, ale w jedzeniu. W tej części kraju trudno wyobrazić sobie produkt, kojarzący się bardziej z lokalną kuchnią, niż właśnie ten w papierowej torebce na taborecie, z początku mojego tekstu. Ziemniak, kartofel, grula czy bulwa, a u nas po prostu pyra. Zabiorę Was dziś do Pyra Baru, czyli miejsca zrośniętego od lat z lokalnym krajobrazem, gdzie ziemniaka odmienia się przez wszystkie przypadki.

Dziękujemy Grekom za Pyra Bar

Pół żartem, pół serio, ale gdyby nie grecka Moussaka, której kilkanaście lat temu młodociany Mikołaj spróbował podczas eksploracji jednej z tamtejszych wysp, pewnie nie mielibyśmy dzisiaj okazji zjeść w Poznaniu pyry w tak różnych wydaniach. Wy z kolei nie czytalibyście tego tekstu. Trochę paradoks, że pyra tuż pod nosem, a inspiracja przyszła z Grecji, no nie? Cóż, niezbadane są wyroki. Dalej zrobiło się poważnie – próby odtworzenia smaków, testowanie własnych pomysłów i skrobiowych wariacji, kombinacje z przepisami wokół ziemniaka i wreszcie… testy na ludziach. Uspokajam, wypadły na tyle pomyślnie, że w głowach obecnych właścicieli – Mikołaja i Witka, zrodził się pomysł, że może warto byłoby rozszerzyć grupę testerów.

Ziemniaki liczymy w tonach!

Idea nie musiała kiełkować zbyt długo. Biznesplan, inwestycje w sprzęt, pierwsza załoga i mały lokal – tak 16 lat temu, przy ulicy Strzeleckiej oraz dwa kroki od Starego Rynku, pod szyldem Pyra Bar, wystartowała pierwsza „ambasada ziemniaka” w Poznaniu. Przez lata biznes ewoluował, zyskując coraz szersze grono odbiorców. Dzisiaj, mimo że drzwi dla gości otwierają się o godzinie 11.00, to pierwsze osoby tutaj zaczynają pracę już o 5.00 rano. Żeby dania z ziemniaka, które trafiają na stół były naprawdę jakościowe, potrzeba nie tylko bardzo wiele specjalistycznego sprzętu oraz codziennej, ręcznej pracy przy obróbce, ale przede wszystkim świetnego produktu podstawowego.

– Przez lata mamy sprawdzonych, lokalnych dostawców, zarówno ziemniaków jak i innych produktów warzywnych i mięsnych. Obróbka ziemniaka jest ręczna, zależnie od pory roku zmienia się jego struktura, a efekt finalny musi być przecież taki sam. Żeby tak pozostało, na bieżąco dostosowujemy receptury, a przy 6‒8 tonach (!) ­pyrek miesięcznie, naprawdę jest co robić – mówi Mikołaj, współwłaściciel Pyra Baru.

„Regionalność”, będąca początkowo łatką przypiętą temu miejscu, stała się z biegiem lat znakomitym wyróżnikiem. Trochę dlatego, że zmieniło się nastawienie właścicieli, ale przede wszystkim także powszechne rozumienie i wydźwięk tego pojęcia. W obecnych czasach ludzie wręcz poszukują produktów regionalnych. Stawiają na naturalność, wspierają lokalne biznesy. Sami przyznacie, że trudno sobie wyobrazić lepsze miejsce dla spróbowania miejscowych specjałów w Pyrlandii niż… knajpa o tę pyrę ewidentnie oparta.

Ziemniaczki zjedz, mięsko możesz zostawić

Nie raz zapewne słyszeliście podobne słowa z ust mamy czy babci, tyle że w ich wersji to ziemniaki były tymi, zepchniętymi nikczemnie na margines talerza. Tutaj nie będzie rozterek. Talerze do kuchni wracają puste, a jak ktoś przeliczy się z apetytem, co w przypadku zapiekanek jest niemal pewne, to co? No pewnie, że resztę dostanie w tytkę! Trochę tam posiedziałem – wiem, co mówię.

W Pyra Barze są w zasadzie tylko dwa typy ludzi – stali goście i ci, którzy są tu dopiero po raz pierwszy. Ci drudzy, z dużą dozą prawdopodobieństwa, już wkrótce zasilą grono stałych bywalców. Dlaczego tak się dzieje? Bo tutaj po prostu czujesz, że to miejsce jest tworzone z serca, a nie tylko w wyniku kalkulacji. Znajdziesz tu luźne, nieformalne podejście, ciepły klimat, bezpretensjonalną obsługę, a przede wszystkim pyszne i jakościowe jedzenie w bardzo słusznych porcjach.

– Mamy kilka topowych pozycji, na które ludzie regularnie do nas wracają – Kurczak Cukinsyn, Baba od Rzeźnika i Pomielone Gary, te przychodzą mi na myśl jako pierwsze – mówi Witek, współwłaściciel.

Niezależnie od tego, czy chcecie przypomnieć sobie smaki z babcinego stołu, wcinając Szare Ale Jare albo Plyndze, nakarmić Pyrami z Bzikiem lub Śledzionkiem znajomych z Ameryki, czy wpaść na zupę bądź lanczyk z Cukinsynem – o każdej porze wyjdziecie uśmiechnięci i z pełnym brzuchem.

Ciągle ta sama pyra, zupełnie nowe otoczenie

Jedynym ograniczeniem dla Pyra Baru było miejsce, a raczej niewystarczająca jego ilość. Nieduży lokal bardzo blisko kultowej ulicy Wrocławskiej i Starego Rynku, przeżywał w godzinach szczytu oblężenie i chwilami ciężko było odpowiednio ugościć tę wuchtę wiary, która chciała się tu dostać.

W tym roku jednak wiele się zmieniło, bo już na jego początku lokal przeszedł remont i do dwóch pomieszczeń na parterze, dołączyło drugie piętro. Znajdziecie tam dwie dodatkowe, obszerne sale, urządzone w niecodziennym i nowoczesnym klimacie z pięknie operującym światłem słonecznym, gdzie można odpocząć i świetnie się zrelaksować. Zresztą namiastkę całości znajdziecie na zdjęciach. A to wszystko o jedyne 23 stopnie wyżej niż dotąd…

– Jedynie, albo aż 23 stopnie! Liczniki kroków i przewyższeń u naszej obsługi, biją teraz rekordy, a ekwilibrystyka z talerzami na schodach, jest chwilami zadziwiająca. Zbieraliśmy się do tego kroku dosyć długo i w całej operacji bardzo pomogli nam przyjaciele, którym z tego miejsca serdecznie dziękujemy. Nie ma co ukrywać, potrzebowaliśmy tej zmiany. Chcemy, aby ludzie czuli się u nas komfortowo i swobodnie. Zamiast wcześniejszych kilkudziesięciu osób, aktualnie możemy ugościć około stu pięćdziesięciu, więc prócz gości indywidualnych, pomieścimy też większe grupy – mówią właściciele.

Za chwilę wiosna wybuchnie z pełną mocą, więc osobiście chciałbym też wspomnieć o klimatycznym ogródku na tyłach kamienicy. Sami przyznacie, że jedzenie, pyszna kawa czy lampka wina do kolacji, zawsze lepiej smakują na świeżym powietrzu.

Wiecie co Wam na koniec powiem? Co oni robią tym Pyra Barem? Oni otwierają oczy niedowiarkom, chciałoby się rzec, parafrazując klasyka. Zbudowali miejsce wokół jednego, bardzo lokalnego i trudnego wbrew pozorom produktu, które przez kilkanaście lat konsekwentnie rozwijają – pomimo trudnych dla gastronomii czasów, dalej odważnie spoglądając w przyszłość. Tym ziemniaczanym „Resto­‍‑Barem”, bo tak po remoncie lubią o sobie mówić, przenoszą naszą lokalną, poznańską pyrę na zupełnie nowy poziom. Dosłownie i w przenośni.

Co tu dużo gadać Wiara, powinniście tego spróbować.

Pyra Bar
ul. Strzelecka 13
61-854 Poznań
www.pyrabar.pl