W czasach, gdy kontakt z naturą bywa wypierany przez ekran smartfona, pojawia się ktoś, kto potrafi na chwilę zatrzymać pędzący świat. Szymon Michalak, znany jako Pan Przygoda – podróżnik, edukator i ratownik dzikich zwierząt – to postać, która łączy wiedzę z emocją, a naukę z autentyczną pasją. Jego misja jest prosta, a zarazem niezwykle istotna: przypominać ludziom, że bez przyrody nie będzie nas. Rozmawiamy z nim o początkach pasji, podróżach i codziennych trudnościach w pracy z dzikimi zwierzętami.
Jak zaczęła się Twoja przygoda ze zwierzętami?
Jak większość dzieci, od najmłodszych lat interesowałem się przyrodą. Pamiętam, że dostałem od chrzestnej książkę o zwierzętach, potem kolejną i kolejną – i tak się zaczęło. Duże znaczenie miał też czas spędzony z rodzicami na wędrówkach i pobyty z dziadkiem na działce. Od zawsze fascynowało mnie tropienie i obserwowanie zwierząt.
Skąd wzięła się pasja do ratowania dzikich zwierząt?
Myślę, że u mnie wszystko zaczęło się od pasji do przyrody. Potem doszła do tego potrzeba zrobienia czegoś dobrego – taka chęć dołożenia swojej cegiełki do walki o ochronę dzikich zwierząt. Uważam, że to bardzo ważne, i staram się pomagać, gdy tylko mam na to przestrzeń. Wydaje mi się też, że ta potrzeba bliskości z naturą i chęć pomocy tkwi w większości z nas, tylko bywa trochę zakurzona, zapomniana.

Pamiętasz swoje pierwsze spotkanie z egzotycznym zwierzęciem?
Pewnie miało to miejsce w ZOO, ale najlepiej zapamiętałem wizytę w sklepie zoologicznym prowadzonego przez kuzynkę. Wtedy pierwszy raz trzymałem w rękach węża – totalnie mnie to zafascynowało. W podstawówce zacząłem odwiedzać sklepy zoologiczne regularnie, miałem wręcz swoją stałą trasę i co kilka dni robiłem „obchód”. (śmiech)
Często odwiedzasz zagraniczne ośrodki rehabilitacyjne. Jak wygląda dzień w takim miejscu? Jest jakiś przypadek, który szczególnie zapadł Ci w pamięć?
Wszystko zależy od tego, czym zajmuje się konkretny ośrodek. Dla wolontariusza takiego jak ja to zazwyczaj głównie sprzątanie i karmienie zwierząt – tego jest zawsze najwięcej, i myślę, że właśnie to zniechęca wiele osób. W Gwatemali, w ośrodku Arcas, obserwowałem pracę m.in. z żółwiami morskimi – patrolowaliśmy plaże, oznaczaliśmy gniazda, prowadziliśmy edukację lokalnej społeczności. Ich druga placówka przypominała kiepskie zoo – dużo zwierząt, trudne warunki, mało ludzi – ale wykonywali tam naprawdę wspaniałą pracę, ratując zwierzęta z przemytu. Proces był rozbudowany: najpierw przyjmowano transport, oceniano stan zdrowia zwierząt, rozpisywano leczenie, obserwowano, a na koniec decydowano, czy zwierzę może wrócić na wolność. Wolontariusze z doświadczeniem weterynaryjnym pracowali w ambulatorium, inni tworzyli zabawki, jeszcze inni zajmowali się transportem.
Najtrudniejszym emocjonalnie przypadkiem był osioł z centrum rehabilitacji na Korfu. Był stary i bardzo chory. To doświadczenie uświadomiło mi, jak trudna jest strona emocjonalna prowadzenia takiego miejsca – szczególnie w kontekście decyzji o eutanazji.
Co najbardziej zaskoczyło Cię w pracy z dzikimi zwierzętami na innych kontynentach?
To, jakie zwierzęta ludzie potrafią trzymać w domach. W RPA spotkałem kapucynkę – małpkę, która pochodzi z Ameryki Południowej, więc nie mogła zostać wypuszczona na wolność. Ktoś założył jej kolczyki i zrobił tatuaże. Widać było, że nienawidzi ludzi – rzucała się na każdego, kto tylko zbliżył się do jej wybiegu.
Która wyprawa najbardziej zmieniła Twoje spojrzenie na świat?
Zdecydowanie Filipiny. Pobyt tam otworzył mi oczy na to, co dzieje się pod wodą. To uczucie nie do opisania – człowiek nagle odkrywa nowy wymiar istnienia, który przypomina kosmos. Przebywanie pod wodą daje poczucie niewyobrażalnego szczęścia.

Pracujesz z dziećmi – co najbardziej zapada im w pamięć z Twoich zajęć?
Z tego, co mówią wychowawcy – bardzo dużo. Postać Pana Przygody jest dla nich czymś wyjątkowym: tatuaże, filmy, zwierzęta, uważność. Cenią to, że ktoś ich słucha i traktuje serio. Dla mnie najbardziej satysfakcjonujące jest to, jak wiele z tych spotkań zapamiętują – szczególnie emocje: ekscytację, wzruszenie. Tak właśnie buduję swoje zajęcia – wokół emocji. Jeśli pokochają węża Mariuszka, a potem dowiedzą się, że jest zagrożony wyginięciem – to naprawdę ich porusza. Przy okazji przemycam też treści lifestylowe: jak dbać o relacje, że pieniądze to nie wszystko itd.
Czy kontakt ze zwierzętami sprzyja rozwojowi dzieci?
Zdecydowanie. Istnieje wiele form terapii z udziałem zwierząt – dogoterapia, hipoterapia… Dzieci najlepiej się rozwijają, gdy mają realny kontakt z naturą. Teoretyczna wiedza nie zapada im w pamięć, szczególnie dziś, w świecie nadmiaru bodźców.
Z jakimi mitami na temat zwierząt najczęściej się spotykasz?
Najczęstsze przekłamania pochodzą z bajek i filmów. Od małego uczymy się, że wąż to zło – podstępny, szatański symbol. Dlatego dzieci często boją się ich już z definicji. Ale gdy zaczynamy rozmawiać i obalać mity, okazuje się, że wiele z nich jest w stanie się otworzyć – a nawet zainteresować się tymi zwierzętami.
Jak Twoja działalność wpływa na ochronę przyrody?
Po spotkaniach dzieci często pamiętają konkretne miejsca, zwierzęta i historie. Później rozmawiają o tym z rodzicami, przestają kupować niepotrzebne rzeczy, bo „Pan Przygoda mówił, że nie wszystko trzeba mieć”. Przyroda jest tu punktem wyjścia – furtką do szerszej rozmowy o świecie, konsumpcji, relacjach. Zainteresowanie to pierwszy krok do ochrony.
Masz w planach kolejne kraje albo nowe gatunki Zwjeżaków?
Kraje – tak, planuję dalsze wyprawy. Co do Zwjeżaków – raczej zakończę tę działalność. Czuję wypalenie, straciłem wiarę w edukacyjną skuteczność tych spotkań. Może wrócę do tego w innej formie, ale obecnie mam też moralny dylemat – nie chcę wykorzystywać zwierząt do celów edukacyjnych, jeśli czuję, że dzieje się to ich kosztem.
Gdzie widzisz siebie jako Pan Przygoda za pięć lat?
Chciałbym skupić się na wyprawach i realizacji programu przyrodniczego – to połączenie pasji, podróży i edukacji byłoby dla mnie spełnieniem marzeń.

To, co robisz, jest wyjątkowe i pełne sensu. Prowadzisz prawdziwą misję. Co według Ciebie jest w niej najważniejsze?
Zwracanie uwagi na to, jak bardzo oddaliliśmy się od natury. Często zapominamy, że bez niej nie ma nas. Jesteśmy przebodźcowani, zmęczeni, a życie gdzieś nam ucieka. Moim celem jest przypominanie, że warto się zatrzymać, spojrzeć wokół, poczuć – i zadbać o świat, który nas stworzył.
IG: www.instagram.com/zwierzaki_i_pan_przygoda/