Dwadzieścia pięć lat Pięć Dwa: „Naszą rolą jest robić rap, na jakim się wychowaliśmy”

Pięć Dwa
17 paź 2025
Natalia Bednarz

W Poznaniu zna ich każdy. Kultowy zespół hip-­hopowy z Dębca, założony przez Hansa i Deepa, debiutował na początku lat dwutysięcznych. Ich pierwsza płyta ­Najwyższa Instancja szybko zdobyła status legendy undergroundu. Po latach solowych działań i przerw w działalności, w 2025 roku wrócili z albumem ADHD, który przypomniał klimat dawnych czasów. Jak wspominają początki, co napędza ich dziś, ­jakie mają plany na przyszłość? Przeczytajcie.

Pierwsze pytanie będzie trochę nostalgiczne. Cofnijmy się do roku 2000. Konkretnie – do wieczornej audycji Radia Afera, w której przedstawiliście się poznańskiej publiczności, promując debiutancki album Najwyższa Instancja. Jak to było po raz pierwszy usłyszeć siebie w radiu?

Hans: To było tak dawno temu… Na pewno nie mieliśmy wobec tej audycji żadnych oczekiwań. Nikt z nas nie miał w głowie planu kariery ani poczucia, że radio jest jakimś kluczowym punktem. Po prostu robiliśmy muzykę – i nagle przydarzyła się audycja. Zupełnie inne emocje były przy późniejszym koncercie na Rozbracie – tam to była prawdziwa, wariacka impreza, jakich później już się nie robiło.

Deep: Ja absolutnie nie czułem żadnej powagi sytuacji. Był z nami Owal/Emcedwa jako młody, początkujący tak, jak my raper, oraz Iceman, który w tamtym okresie był już doświadczonym „mentorem” i wprowadzał nas w ten świat. Legendarne wskazówki „napierdalacie kurwa, a nie abebebe ­ebebebbe”, które skierowane do Emcedwa poszło w eter, pamiętam do dziś. (śmiech) Zdaje się, że potem to nawet samplowaliśmy! Była kupa śmiechu, ale nie braliśmy na poważnie, że radio może cokolwiek zmienić.

Wiele osób pamięta ten koncert. Czy chcielibyście wrócić do tamtych czasów, kiedy wszystko działo się samo – ludzie przychodzili na koncerty, kupowali kasety i nie trzeba było aż takiej promocji jak dziś?

H: Takie rzeczy dzieją się wciąż. Peja wrzucił ostatnio zdjęcia z osiedlowego koncertu – graffiti, DJ-e, rap. To nadal jest możliwe. Problem w tym, że kiedy ma się bagaż doświadczeń i odpowiedzialności – kredyty, rodzinę, obowiązki – to brakuje czasu na takie spontaniczne akcje. Wybór jest prosty: albo koncert dla zajawki, albo czas z rodziną. Gdy jest się pół roku jestem w rozjazdach, wraca się w środku nocy, trzeba oddzielać pracę od przyjemności. Rodzina powinna być najważniejsza.

D: Oczywiście, że fajnie byłoby cofnąć się w czasie. Chętnie przeżyłbym to raz jeszcze…i z pewnością dokonał też innych wyborów.

Mimo sukcesu Najwyższej Instancji nie pociągnęliście tematu dalej. Dlaczego?

H: To był przełomowy moment – kasetę demo przerobiliśmy w płytę, zrobiliśmy okładkę, wydaliśmy sami, w nakładzie 50 sztuk. Ludzie kopiowali ją między sobą, słuchali na boiskach – to było super. To był czas, kiedy koncertów było mnóstwo, można było wystąpić na jednej scenie np. z Kalibrem – wystarczyło chcieć jeździć. Ale Deep postanowił, że nie chce już robić muzyki. Grałem więc sam wspólną płytę. To wtedy pojawiła się potrzeba nagrania czegoś swojego. Tak między 2000 a 2003 rokiem z zespołu Pięć Dwa wyewoluowało moje solowe Pięć Dwa Dębiec, częściej zapisywane jako 52 Dębiec. W 2003  roku wyszła płyta P-ń VI, którą wielu pamięta do dziś. Zjeździliśmy z tym albumem całkiem spory kawał Polski, trasa nieprzerwanie trwała ponad 4 lata. A w 2023 roku graliśmy trasę na 20-lecie tego albumu.

D: Byłem zakochanym dzieciakiem, nie traktowałem poważnie tej przygody. Dziewczyna była zazdrosna i zakazywała mi jeździć na koncerty. Zakochany po uszy, postanowiłem wtedy, że jest ważniejsza niż muzyka. Hans się obraził, a ja uniosłem honorem. Jak wiadomo, dziewczyna w końcu odeszła, a ja słuchałem singli Hansa z P-ń VI w radiu. Patrzyłem, jak rap rośnie i wszyscy, z którymi zaczynałem, zrobili się super popularni. Można sobie wyobrazić, jak się wtedy czułem. Ale kto nie popełnia błędów, zwłaszcza z miłości… Widocznie tak miało być. Być może, gdybyśmy kolejny album robili razem, nie byłby taki popularny. Z pewnością byłby inny. Nic nie dzieje się bez przyczyny. Z perspektywy czasu widzę, że to wtedy rozstrzygnęło się, kto będzie żył z muzyki i traktował ją jako zawód, a kto już nigdy nie będzie mieć takiej szansy. Tak pozostało do dziś.

A jak udało Wam się wrócić do współpracy? Hans, w zeszłym roku w wywiadzie dla FRESHMAGA mówiłeś, że to od Deepa zależy przyszłość Pięć Dwa.

H: Powiedziałem Deepowi, że jeśli chce, działamy, ale musi stać się motorem napędowym tego projektu. Zespół, to zespół. Każdy ma takie same prawa i takie same obowiązki. No więc Deep wykroił trochę czasu, znalazł producenta – Jaca Beats – i nagrał połowę materiału na płytę ADHD. Powstał album w klimacie, jak z 2008 roku, można powiedzieć, najbardziej charakterystycznym dla nas. Mamy jeszcze zapas utworów na część drugą tego albumu. No, ale one na razie sobie czekają.

D: A jeśli chodzi o starsze czasy i powrót do płyty Deep Hans, to zwyczajnie los tak chciał. Po kilku latach odnowiliśmy kontakt i zaczęliśmy znów nagrywać. Każdy z nas dojrzał. Ja po rozstaniu z dziewczyną nagrałem solo We mnie i bez żadnego planu chciałem nagrywać dalej. Hans był wtedy też na zakręcie, a pisanie piosenek i nagrywanie leczy duszę. Efektem tego leczenia jest płyta Deep Hans.

Kiedy kolejna część ADHD?

H: Plan był, by nagrać ją na trasę. Trzy czwarte mam gotowe, ale Deep chciał odpocząć. To, co powiedziałem w wywiadzie do Freshmaga, jest więc wciąż aktualne: piłeczka jest po stronie Deepa. Gdybym znów ja pchał wszystko do przodu, wyszłoby jak zawsze, a chodzi o to, żeby było inaczej. Mam nadzieję, że nie trzeba będzie długo czekać. Jesienią ruszamy w trasę. Jeden teledysk już nagraliśmy, może powstanie drugi. Rok kończy się pod znakiem Pięć Dwa, choć w tym roku wyszła też moja solowa płyta Boomer’s Paradise – ale z nią pojedziemy w trasę dopiero w marcu 2026 roku.

D: Chciałem ambitnie przychylić się do propozycji Hansa, żeby skończyć część drugą i wydać ją, zanim ruszy trasa. Ale znów okazało się, że ja nie potrafię tak pracować. Nie ma w tym złej woli – zwyczajnie, nawet jak się staram, nic z tego nie wychodzi. Hans potrafi nagrywać cały czas, bez przerwy. Ja nie. Muszę odpocząć. Nie mam ani pomysłów, ani nie czuję prawdy, gdy się zmuszam do takiej pracy, w efekcie z niczego nie jestem zadowolony. Widocznie nadal jestem małym dzieckiem, hobbystą, który nigdy tej pasji nie zamienił w zawód. Bez weny nie umiem nic stworzyć. A wena pojawia się i znika, kiedy chce. Oto cała prawda na temat tego, że „znikam” na dłuższe okresy i pojawiam się nagle, bez zapowiedzenia. Chciałbym nagrywać co pół roku płytę, jednak nie jest to moim przeznaczeniem. Widocznie jestem zbyt emocjonalny, by nad tym zapanować. Co więcej, sprawy zawodowe i rodzinne utrudniają skupienie, a częste wyjazdy za granicę uniemożliwiają spokojną pracę w studiu. Jednak drugą część ADHD zamierzam skończyć jeszcze w tym roku, kilka tekstów mam, jeden numer już skończyliśmy. Będzie dobrze.

Przywykliśmy do tego, że Pięć Dwa komentowało zastaną rzeczywistość – na początku życie codzienne, problemy młodych ludzi, lokalne sprawy, uniwersalne dylematy… Hans, w wywiadach niejednokrotnie podkreślałeś, że rap to nie tylko rozrywka – cytuję – „nie lubisz milczeć, kiedy dzieją się dramaty”. W kawałku Definitywnie pojawia się odniesienie do ludobójstwa w Gazie. Czy rolą raperów właśnie jest zabieranie głosu w takich sprawach?

H: Muzyka jest przedłużeniem życia. Jeśli czujesz potrzebę, mówisz. Jeśli nie – też w porządku. Nie ma dogmatu, że rap musi opowiadać o trudnych tematach. Ale jeśli kogoś dotyka to, co dzieje się w Ukrainie czy Palestynie, to naturalne, że o tym mówi. Ta sytuacja uderza w moje poczucie logiki i sprawiedliwości – zbrodniarzy z Norymbergi sądzono, a dziś świat milczy wobec innych zbrodni. Mam wewnętrzną potrzebę, by o tym powiedzieć.

D: Dla mnie rap zawsze miał coś do powiedzenia. Przekazywał emocje, próbował wzruszyć, sprowokować, dać do myślenia, ukłuć, może zmusić do refleksji. Czy to tematy osobiste, czy dotyczące problemów na osiedlu, w mieście, w kraju, czy w końcu geopolityczne, rap powinien poruszać rzeczy trudne i być prawdziwy. Skoro mamy tak wiele muzyki rozrywkowej, to jest też przestrzeń na muzykę zaangażowaną.

Jak reagują na to fani?

H: Często jest to wsadzenie kija w mrowisko. Niektórzy uruchamiają jakieś zaprogramowane mechanizmy. Czasami jest to krytyka, z którą można dyskutować, a czasem to tylko okładanie się wzajemnie po głowach. Internet nie jest dobrym miejscem do dyskusji. Moja wypowiedź, nawet ta kontrowersyjna, ma raczej sprowokować do myślenia, niż argumentować za takim czy innym podejściem. To już jest rzecz do wykonania przez odbiorcę czy słuchacza.

D: Nigdy w życiu nie interesowało mnie, co kto powie na temat tego, co nagrywam. Zupełnie nie biorę tego pod uwagę w procesie tworzenia. Robię, co czuję, i na co mam ochotę. Czasem bezrefleksyjnie. Zawsze bezkompromisowo.

Kolejne pytanie od fana. Chodzi o okładkę ADHD. Kojarzy się ze skreczowaniem szyb poznańskich tramwajów. Na początku Waszej drogi graffiti było integralną częścią tożsamości i ogólnie – kultury hip-hopowej. Nawiązywaliście do poznańskich ekip, jak CDN, SBC, RW. Jak jest dziś?

H: Jeśli chodzi o graffiti – byliśmy blisko ludzi, którzy malowali. Z ekipami się po prostu kumplowaliśmy. Nieraz jeździliśmy na jakieś akcje – ktoś malował, ktoś obstawiał. Podobało mi się tagowanie – to skupienie nad kształtem litery. Szybko przekonałem się jednak, że to nie jest coś, co mnie pasjonuje. Na płycie P-ń VI jest o tym numer „Graffiti”. Album 52 Dębiec Wilki z Rap Street miał całą rozkładówkę z wrzutami chłopaków – to była sentymentalna podróż w przeszłość. Natomiast okładka ADHD nie ma z tym związku – to bardziej symbol emocjonalności, a motyw amalgamatu w tle, odwołuje się do reliktów przeszłości. Wydrapany napis z nowej okładki symbolizuje bardziej tę charakterystyczną dla ADHD nadwrażliwość i emocjonalność, nadpobudliwość, nerwowość. Jeśli jednak ta okładka przenosi myślami do przeszłości, to dobrze, bo klimat tej płyty jest również bardzo z przeszłości – to się fajnie łączy.

D: Nie wiem jak z kulturą hip-hop jest dziś, bo już tego nie śledzę. To co dziś nazywa się rapem, dla mnie rapem absolutnie nie jest. W tym wieku człowiek ma inne problemy, priorytety, a także znacznie mniej czasu. Nie walczy też z wiatrakami. Czasy idą do przodu. Naszą rolą jest robić to, co umiemy najlepiej, czyli rap, na jakim się wychowaliśmy.

A ten kawałek metalu w tle?

H: To plomba amalgamatowa, którą grafik Adam Wasiewicz przerobił w taki fajny symbol, z zachowaniem jej kształtu. „Amalgamat” to utwór, który wymyślił Deep. Pomyślałem sobie, że to jest świetny tytuł dla płyty i świetny motyw graficzny. „Amalgamat” to symbol tego, co uznane za złe i trujące, czego już dziś nie uświadczysz – taki relikt przeszłości. Czyli zupełnie, jak ta płyta i to, co robimy. Okładka jest dla mnie przedłużeniem płyty – nie jest obojętne, jaka ona będzie, jest połączona z treścią.

D: „Amalgamat” to wyciągnięta przeze mnie perła z lamusa. Po dwudziestu pięciu latach my też jesteśmy taką perłą. Z lamusa, ale jednak perłą.

Płyta P-ń VI była ekspresją buntu, niezgody na to, co się dzieje. Co Was dziś napędza do tworzenia?

D: Wena. Siadając do pisania najczęściej nie wiem o czym napiszę. Zwykle piszę pierwszy wers i wtedy sam siebie zaskakuję. Lubię te zaskoczenia. Od zawsze daje się ponieść i płynę z jej nurtem.

H: Miałem ostatnio okazję grać płytę P-ń VI na dwudziestolecie. Większość tego albumu graliśmy na żywo w 2023 roku. Po raz kolejny miałem odczucie, że ta płyta jest po prostu punkowa. Wielu recenzentów i dziennikarzy muzycznych było zdania, że hip-hop to jest taki punk rock współczesny. Coś w tym jest. Byłem takim zagniewanym młodocianym, który jednak ma trochę w głowie poukładane, rozumie dużo rzeczy, obserwuje, wyciąga wnioski. Tę płytę się nadal bardzo dobrze gra, a treści, które na niej są, z nielicznymi wyjątkami, nie powodują u mnie zarumienienia czy poczucia żenady. A przecież bywa tak, kiedy masz zagrać coś, co nagrywałeś 20 lat temu. Graliśmy P-ń VI na żywo w 2023 roku i poczułem, że ta płyta się nie zestarzała.

Co mnie teraz napędza? Mając lat czterdzieści cztery, dom, kredyt, dwójkę dzieci, żonę. Żyję trochę innym życiem niż dwudziestolatek. Treści więc też się zmieniają w sposób naturalny. Nadal należy opowiadać o tym, co znasz, co wiesz, z czego wyciągasz wnioski, z czego czerpiesz pomysły, co cię dotyka, co cię śmieszy. I to są inne rzeczy niż rzeczy, którymi otacza się dwudziestolatek. Można to streścić tym, co rapował Rychu Peja – „jakie życie, taki rap” – ta idea się nie zmienia, tylko zmienia się życie, po prostu.

Jak układają się Wasze relacje z innymi poznańskimi raperami? Szykują się wspólne projekty?

H: U mnie to jest zawsze kwestia konkretnego utworu – bardziej potrzeba artystyczna, niż z góry założony plan. Na płycie wydanej z okazji dwudziestolecia, czyli albumie 52 ­Dębiec 0323 było sporo gości – coś, czego wcześniej nie było. I wybór każdego z nich w pewien sposób narzucał się przy tworzeniu utworów, no więc brałem za telefon czy też Instagram i pisałem, i zapraszałem. Tym sposobem pojawiło się tam trochę osób z Poznania, jak Peja, Gandi Ganda, Bobson, Paluch czy Słoń. Na razie nie mam w planie kolejnych wspólnych nagrywek, to wyjdzie w trakcie prac.

D: Ja jestem osobą raczej anonimową, nie mam relacji praktycznie z nikim. Wyjątkiem jest Peja.  Nigdy o nie nie zabiegałem, nigdy też nikt nie zabiegał o mnie. Z perspektywy czasu żałuję, że los tak chciał, ale z drugiej strony wszystko można naprawić. Zobaczymy, co czas przyniesie.

Niedawno powstał Wasz nowy sklep: DROP.52debiec.pl. Opowiedz o nim.

H: To sklep poświęcony krótkim seriom i limitowanym wydaniom, prapremierom, preorderom. Idea jest taka, że wpada zrzut, który trwa tyle i tyle, do wzięcia jest tylko tyle i tyle winyli, tylko i tyle koszulek, płyt, zestawów… i koniec. Dobrze obejrzeć archiwum i zobaczyć, czego można spodziewać się po dropach, a także zapisać się do newslettera – kilka razy w roku będziemy zapowiadać zrzuty, informować, co i w jakiej ilości się pojawi. To świetna okazja, by upolować sobie w fajnej cenie unikalne kąski związane z Pięć Dwa Dębiec, czy Pięć Dwa. Social media są już tak zapchane wszystkim, że informacja o premierze czy dropie dociera czasem z wielodniowym opóźnieniem, o ile w ogóle dotrze. Sklep i newsletter to świetny pomysł na to, by mieć bezpośredni kontakt i konkretne powiadomienia, bez udziału algorytmów. Zapraszamy do sklepu, subskrypcji i zakupów.

D: Zapraszamy do sklepu, subskrypcji i zakupów!

Zapraszamy na poznański koncert z okazji 25-lecia zespołu, który odbędzie się 24.10 w MK Bowling