Czy sale kinowe umierają? Co można zrobić, żeby przyciągnąć do nich widzów kochających filmy? Jakie festiwale filmowe stały się wizytówką Poznania? O swojej recepcie na kino, które „wie, co gra”, opowiadają Dorota Reksińska, kierowniczka i główna programerka Kina Muza oraz Karolina Kulig, rzeczniczka prasowa British Film Festival i specjalistka ds. komunikacji. Przedstawicielki Najlepszego Kina w Polsce 2025 podsumowują mijający rok, a także zwierzają się, jakie mają najukochańsze obrazy filmowe i jakie będą wyniki filmowych Oscarów 2026.
Na początek chciałabym pogratulować tytułu Najlepszego Kina w Polsce.
Dorota: Dziękujemy bardzo.
To zobowiązujący tytuł, ale też skłaniający do refleksji. Z tego powodu chciałabym zadać poważne, ale też fundamentalne pytanie – jaki jest aktualnie stan kina w Polsce i na świecie? Czy przeżywa ono jeszcze kryzys, tak jak się mówiło kilka lat temu, czy już renesans?
Dorota: To trudne pytanie. Nie powiedziałabym, że kina są obecnie w stanie kryzysu. Natomiast rzeczywiście rynek filmowy jest czymś, co stale podlega modyfikacjom. Ciągle zmieniają się też potrzeby publiczności – to, co ludzie chcą oglądać i jak chcą partycypować w kulturze. Dziś wiemy, że platformy streamingowe nie są konkurencją dla kin, bo nie zastąpią tego, co oferuje kino, czyli możliwości wyjścia z domu, kolektywnego doświadczenia czegoś, co dzieje się w wręcz magicznych okolicznościach – w ciemnej sali kinowej – oraz pewnej ulotności tego doświadczenia i przeżywania go wspólnie z innymi ludźmi, a nie w samotności.
Na pewno taką dużą zmianą, którą obserwuję przez kilkanaście lat pracy w kinie, jest to, że na duży ekran wraca klasyka. Świetnym pomysłem jest jej odświeżanie, szczególnie przed młodą publicznością. To młodzi głównie uczestniczą w tych seansach i rzeczywiście jest to pewien trend w Polsce i na całym świecie. Do klasyki powracają największe festiwale filmowe, jak Cannes, Berlinale czy Wenecja, i przełożyło się to na to, co grają kina, a także na to, co wznawiają dystrybutorzy w swojej ofercie.
Wspomniałam o pewnej ulotności doświadczeń i myślę, że to jest też szczególnie ważne z perspektywy roli kin studyjnych. Naszą rolą, misją i pracą jest nie tylko pokazywanie filmów, ale też zapraszanie do dyskusji, odpowiadanie na to, co dzieje się współcześnie na świecie, dawanie przestrzeni, w której ludzie chcą uczestniczyć.
Nie chcę chyba używać słowa „renesans” w odniesieniu do kin, ale one naprawdę nie są w złej formie. Wystarczy po prostu wyjść poza standardowe ramy myślenia o kinie jako tylko o miejscu, które jedynie przedziera bilety i wyświetla film. Tworzymy szerszy kontekst i powód, dla którego warto przyjść do kina.

Karolina: Oprócz wrażeń są też liczby, które potwierdzają to, co mówi Dorota. Na przykład w momencie naszej rozmowy „Dom Dobry” osiągnął 2 miliony widzów i zapewne osiągnie 3,5 miliona widzów w styczniu. W Muzie precyzyjnie analizujemy dane z ostatnich dziesięciu lat i wiemy, że co roku przyciągamy coraz więcej widzów. Każda wizyta w kinie ma wartość edukacyjną i każda ostatecznie wpływa na widza – być może otwiera jego horyzonty.
W roku 2025 frekwencja w Kinie Muza ponownie przekroczyła 160 000 widzów i widzek. Na przykładzie naszego kina można mówić o tym, że publiczność ma wielką potrzebę partycypowania – czujemy ten feedback w zwykłych ludzkich rozmowach, na które całe szczęście mamy przestrzeń w kinie i w jego mediach społecznościowych.
Pytanie, za co ludzie kochają Kino Muza, jest zbędne, bo tych powodów jest mnóstwo. Kim, jednak jest widz Muzy aktualnie? Kto najczęściej przychodzi do Waszych sal?
Dorota: Ostatnie badania publiczności robiliśmy w 2024 roku i wtedy okazało się, że Kino Muza jest w większości kobietą. Trudno byłoby jednak sprowadzić to tylko do tej odpowiedzi, bo grupy, które do nas przychodzą, są bardzo zróżnicowane. Mamy dorosłych i młodych dorosłych nie tylko płci żeńskiej – to osoby, które interesują się kinem, chcą być zaangażowane i na bieżąco oglądać nasz repertuar. Muza w swoich progach gości też bardzo dużo seniorów, dla których mamy dedykowany cykl odbywający się co środę.
Frekwencja programu Edukacja Młode Horyzonty, który prowadzimy od wielu lat, pokazuje, że mamy też ogromną publiczność dziecięcą, która chce być częścią Muzy i uczestniczyć czy w porankach rodzinnych, czy w warsztatach. Jest to cała machina edukacyjna, którą tu dla nich prowadzimy. Mało kto wie, ale Muza pracuje prawie całodobowo, bo codziennie w roku szkolnym seanse startują już o 9 rano, a ostatni seans kończy się prawie o północy. Wśród widzów mamy wszystkie grupy nauczania – od przedszkolaków po ostatnie klasy licealne, a na DKF-ach (Dyskusyjny Klub Filmowy KAMERA) widujemy studentów. W dużej mierze są to mieszkanki i mieszkańcy Poznania i okolic, ale nie tylko. Zdarza się, że przyjeżdżają do nas ludzie z innych części Polski, bo po prostu chcą zobaczyć, jak u nas jest.
Czy widać faktycznie więcej młodego pokolenia, które przychodzi z własnej ciekawości i zainteresowania?
Dorota: Na pewno tak – są bardzo widoczni na seansach klasyków. Osobiście bardzo im tego zazdroszczę, bo pamiętam, że kiedy ja miałam lat naście i zależało mi na oglądaniu klasyki, możliwości były ograniczone. Można było co najwyżej liczyć na wypożyczalnię. Jest wiele filmów, które zasługują po prostu na duży ekran i na tę jakość projekcji, jaką dzisiaj możemy zaoferować.
Na DKF-ie, który działa u nas od 50 lat, udowadniamy, że warto rozmawiać o kinie. Istnieje potrzeba, żeby po filmie dzielić się wrażeniami, posłuchać, co myślą inni, opowiedzieć o własnych emocjach – nierzadko te dyskusje trwają nawet półtorej godziny. Każdy z nas filtruje film przez siebie, a dodatkowo możemy w tym odnajdywać wartości terapeutyczne.
W listopadzie odbyła się druga edycja British Film Festivalu. Czy macie już jakieś wnioski lub podsumowanie?
Karolina: Przygotowując się do drugiej edycji BFF, wiedzieliśmy, że będzie większa niż ta z debiutanckiego roku. Podczas pierwszej edycji zagraliśmy około 70 filmów, podczas drugiej – około 100. To samo w sobie pokazuje wzrost rok do roku. Już podczas pierwszej edycji w 2024 roku czuliśmy, że głód brytyjskiego kina jest ogromny i ludzie chcą oglądać filmy z Wysp. Podczas drugiej edycji program został rozbudowany. Mieliśmy też znacznie większe przestrzenie, bo kilkanaście seansów odbyło się w Sali Widowiskowej Kina Apollo, niejednokrotnie wypełnionej w 100%, czyli na 400 osób.
W roku 2025 frekwencja BFF wzrosła o 40% – na festiwalu pojawiło się ponad 7 tysięcy osób. Będziemy starali się tę dobrą falę utrzymać jak najdłużej. Otrzymaliśmy też niesamowicie miły, motywujący do dalszych działań feedback od naszych widzów. Więc tak – British odbędzie się również w 2026 roku. Będzie dłuższy o jeden dzień i to jest zasadnicza zmiana organizacyjna, dająca znacznie większe możliwości. Spotykamy się między 10 a 15 listopada 2026 roku.
Co było największym zaskoczeniem i największym hitem podczas ostatniej edycji?
Dorota: Dostaliśmy zielone światło na to, żeby w Poznaniu podczas British Film Festival przedpremierowo pokazać „Hamneta” Chloé Zhao na dwóch pierwszych pokazach w Polsce. Oba pokazy całkowicie się wyprzedały – film ten w Poznaniu obejrzało ponad 600 osób. Nie tylko sam film wywołuje wzruszenie, ale też to, jak został odebrany – seans się skończył i przez przynajmniej dwie minuty cała 400-osobowa sala siedziała w milczeniu, ciemności i ciszy. Było to bardzo wzruszające, wspólne przeżycie emocji pokazanych na ekranie. Właśnie po to są festiwale filmowe.
Zdecydowanie, tak jak podczas pierwszej edycji, ważna była nasza ukochana sekcja BFF, czyli Outside the Box, z którą wychodzimy w przestrzeń miejską i staramy się umieszczać filmy w niestandardowych kontekstach. Dla mnie osobiście pokaz „Błękitnej Planety II” w studiu TVP 3 Poznań był czymś wręcz magicznym – osiągnęliśmy te piękne okoliczności przy współpracy z TVP 3 Poznań, ale też z największym nadawcą brytyjskim, czyli BBC Studios, które dołączyło do partnerów festiwalu. Pokazywaliśmy też film „28 dni później” w postindustrialnej przestrzeni, która udawała tło postapokaliptyczne filmu. Ponadto odbył się pokaz „Billy’ego Elliota” w Ogólnokształcącej Szkole Baletowej, gdzie młodzież wraz z pedagogami przed seansem zaprezentowała występ baletowy – chwytający za serce.
Ogromną dumą napawa nas też to, że do programu merytorycznego od tego roku dołączył British Film Institute, a Josephine Botting, Curator of Fiction w BFI, była kuratorką sekcji Five O’Clock. Wprowadziła filmy poddawane remasteringowi z ramienia BFI. Przyjemnie jest na festiwalu zobaczyć premiery, ale z drugiej strony dla mnie zawsze najbardziej wzruszające jest to, że ludzie chcą oglądać nieoczywiste kino i klasykę – często trudną – jak propozycje w ramach współpracy z BFI. Takim seansem był pokaz filmu „Kes” Kena Loacha, który okazał się absolutnym highlightem. Różnorodność programowa przyciąga tłumy w różnych kontekstach i to jest wielka wartość BFF.
Nie byłybyśmy sobą, gdybyśmy nie wspomniały o najważniejszej gościni tegorocznej edycji – reżyserce Sally Potter. To była pierwsza retrospektywa jej twórczości w Polsce. Spotkała się z publicznością i została przez nią gorąco przyjęta – to było absolutnie wspaniałe. Po Q&A po pokazie jej filmu „Orlando” prawie nikt nie wyszedł z 400-osobowej sali. Wszyscy chcieli jej słuchać do końca, a na zakończenie cała sala wstała i nagrodziła ją owacją na stojąco. Sama Sally Potter przyznała, że nigdy w życiu nie doświadczyła czegoś takiego jak u nas w Poznaniu – poczuła się w Muzie jak gwiazda rocka. To niespotykane.
Co przyniesie Muzie kolejny rok? Na co warto czekać w 2026?
Dorota: Na pewno na nasze flagowe wydarzenia – choćby Millennium Docs Against Gravity w maju, w lipcu Festiwal Animator, a w listopadzie wspomniany już British Film Festival. Nie odchodzimy też od mniejszych, równie ambitnych inicjatyw, czyli przeglądów filmu niemieckiego, hiszpańskiego czy francuskiego. Wchodzimy teraz w okres przedoscarowy, który jest zawsze filmowo najmocniejszy w roku. Do kwietnia w repertuarze będą ogromne premiery, na które wszyscy czekamy.
W myśl naszego hasła „Wiemy, co gramy” starannie myślimy nad każdym filmem, który pojawia się w naszej selekcji. Wbrew pozorom nie jest to standardowa sytuacja w kinach. Staramy się, żeby filmy w Muzie wyznaczały kierunki artystyczne i filmowe oraz były zgodne z naszymi wartościami. A te są dwie: miłość do filmów i miłość do widzów. Przyszły rok na pewno również będzie o tym.

A oscarowo – na jakie filmy warto czekać, komu będziemy kibicować?
Dorota: Mocno wierzę w filmy, które pokazywaliśmy w ramach tegorocznego BFF, czyli „Hamneta” Chloé Zhao i „Zgiń, kochanie” Lynne Ramsay. Pod koniec grudnia do kin wszedł też „Song Sung Blue” z Kate Hudson w roli głównej, który jest wysoko w oscarowych przewidywaniach.
Karolina: Ja chyba najbardziej czekam na te nieoczekiwane filmy, które często pojawiają się w kinach w ostatnim momencie. Łączę się tu z wieloma widzami Muzy, którzy czekają właśnie na takie perełki. Na pewno pojawi się wiele dobrego. Czekam chociażby na „Kopnęłabym cię, gdybym mogła”, który pojawi się 20 lutego – w rolach głównych Rose Byrne (być może kolejna nominacja do Oscara za rolę pierwszoplanową), a także… A$AP Rocky.
Dorota: Jest jeszcze jeden film, na który trzeba będzie chwilę poczekać – nowa ekranizacja „Wichrowych wzgórz” w reżyserii Emerald Fennell, której premiera odbędzie się w Walentynki. Cenię tę reżyserkę za nowe podejście do narracji w kinie, a do tego są tam wspaniali aktorzy w głównych rolach. Najbliższe miesiące zdecydowanie będą czasem spełniania kinofilskich marzeń.
Dodam, że sezon oscarowy to jedno, ale my zdecydowanie więcej czerpiemy z festiwali filmowych na całym świecie – Berlinale czy Cannes wytyczają trendy i to tam pojawiają się premierowo filmy, które potem przez cały rok zdobywają nagrody.
Ostatnimi czasy sporą popularnością cieszy się platforma Letterboxd, znana z tego, że jej użytkownicy muszą wskazać swoje cztery ulubione filmy wszech czasów. Nie mogę nie zapytać na koniec o Wasze typy.
Karolina: To jest tak trudne pytanie, że zawsze się cieszyłam, że nikt mi go nigdy nie zadał. Na liście na pewno musi znaleźć się „Biała wstążka” Michaela Hanekego – film, który obejrzałam przedpremierowo w 2008 roku na Nowych Horyzontach. Pamiętam, że pomyślałam wtedy, że chcę pracować na festiwalu filmowym – to był mój moment przełomowy. Drugim tytułem jest „Powstanie umarłych: Tajemnica płytek Toynbee” – dokument, który pokazał mi, jak można zrobić kino dokumentalne na lokalny, insiderski temat i stworzyć coś absolutnie wyjątkowego.
Dalej „Drużyna Pierścienia” – pierwsza część najlepszej, moim zdaniem, trylogii filmowej w historii, bo był to pierwszy blockbuster, jaki zobaczyłam w życiu. Czwarty punkt to „Musimy porozmawiać o Kevinie” Lynne Ramsay – nie tylko dlatego, że była naszą gościnią na BFF. Do dziś pamiętam, jak bolał mnie każdy mięsień od przeżywania tego filmu. Drugi raz zobaczyłam go rok temu i zareagowałam dokładnie tak samo.
Dorota: Moje myślenie o kinie zrewolucjonizował „Mulholland Drive” Davida Lyncha. Oglądałam ten film sama w nocy na DVD i nie byłam przygotowana na jedną ze scen, którą uważam za najstraszniejszą w historii kina – scenę z bezdomnym zza baru. To paradoksalnie jedyny film, który mnie w życiu przestraszył. Ponadto pokazał mi, że za pomocą środków filmowych można budować emocje i napięcie. Na zawsze pozostanie moim ulubionym filmem Lyncha.
Drugim filmem jest „A Ghost Story” z Rooney Marą i Caseyem Affleckiem – o momencie, w którym jeden z partnerów umiera i powraca jako duch, dosłownie przebrany w prześcieradło. Jest tam scena, w której Rooney Mara je szarlotkę przez prawie 10 minut – to pokaz absolutnej traumy, żałoby i rozbicia. Kino pełne wrażliwości – lubię takie filmy.
Przychodzi mi jeszcze do głowy „Dwunastu gniewnych ludzi” – film, który uzmysłowił mi potęgę kina: że może dziać się w jednym pomieszczeniu, opierać się wyłącznie na świetnym scenariuszu i trzymać w napięciu od pierwszej do ostatniej minuty.
No i „Wielki Błękit” – film o pasji, miłości do wody, ale też o przekraczaniu granic ludzkiej wytrzymałości. To zdecydowanie mój ulubiony film Luca Bessona. Rezonuje z moją miłością do wody i oceanu. Film ten będzie miał wznowienie w kinach właśnie w 2026 roku.
Karolina: Generalnie chyba nie nadajemy się do Letterboxd – tam liczą się szybkie tytuły, bez tłumaczeń i zawiłości.
Ależ to są dokładnie odpowiedzi w stylu Muzy – tym lepiej. Dziękuję za rozmowę