Syria od lat zmaga się z wojną i katastrofami naturalnymi, a trzęsienie ziemi z 2023 roku tylko pogłębiło tragedię. Setki budynków legły w gruzach, tysiące ludzi utknęło pod zawalonymi domami, a katastrofa humanitarna w Syrii i Turcji pochłonęła ponad 50 tysięcy ofiar. W takich chwilach nawet największa odwaga i dobre chęci to czasem za mało. Skąd pomysł na taki projekt? Jak się pracuje w międzynarodowym zespole, z dala od domu, w ekstremalnych warunkach? Co do akcji wnoszą psie nosy? Przeczytajcie.
Na szczęście są ludzie gotowi pomagać – niezależnie od granic. Międzynarodowa solidarność połączyła Syryjską Obronę Cywilną, znaną jako White Helmets, z polskimi ekspertami od psów ratowniczych. K9 NosePrint Project Syria: Most Solidarności to jeden z kluczowych projektów ratownictwa w Syrii. Narodził się w głowie… poznańskiej pracowniczki humanitarnej, Pauliny Kuntze, a realizują go doświadczeni ratownicy K9 – Przemek Rembielak i Krystian Faltyn. Cel? Stworzenie i wyszkolenie pierwszej syryjskiej jednostki psów ratowniczych K9 w strukturach Białych Hełmów.
White Helmets są sercem tego projektu. Kim są dla Was – prywatnie i zawodowo?
Paulina: Obserwowałam pracę Białych Hełmów od samego początku, zanim jeszcze usłyszał o nich cały świat. Ich przesłanie „ratując jedno życie to jak ratowanie całej ludzkości” zostało ze mną na zawsze. Białe Hełmy gołymi rękami ratowały ludzi spod gruzów przez ponad dekadę. To nie była dla mnie tylko organizacja – to byli konkretni ludzie, sąsiedzi działający dla sąsiadów. Czułam ich zaangażowanie i starałam się, by Poznań też się o nich dowiedział.
Przemek: White Helmets to ikona ratownictwa na świecie. To jedyna ochotnicza formacja, która niosła pomoc ludziom bombardowanym przez reżim Asada, mimo że akcje ratunkowe były atakowane. Wielu z ich ratowników zginęło podczas bombardowanych akcji – podobnie jak dziś dzieje się to w Ukrainie czy w Strefie Gazy. A jednak nigdy się nie złamali, nie wycofali, nie przestali pomagać. Mają na koncie dziesiątki tysięcy uratowanych istnień. Dla świata ratowniczego to absolutny punkt odniesienia.
Krystian: Dla mnie to przede wszystkim ratownicy z krwi i kości. Ludzie, którzy działają w warunkach, w których większość systemów ratowniczych na świecie po prostu by nie funkcjonowała. Kiedy wchodzisz z nimi w trening, widzisz ogromną pokorę, ale też determinację i gotowość do nauki.
Skąd pomysł stworzenia zespołów psów ratowniczych K9?
Paulina: Poza protestowaniem, jeździłam na pogranicze turecko-syryjskie. Dzięki tym wyjazdom mogłam spotykać się z przedstawicielami BH (Białe Hełmy, przyp. red.) w Turcji. Pomyślałam, że jeśli mają się dalej rozwijać, powinni mieć grupę psów ratowniczych K9, bo psy są w tej dziedzinie absolutnie niezastąpione.
Znajomy skontaktował mnie z Przemkiem Rembielakiem – strażakiem i ekspertem ratownictwa, znanym z międzynarodowych misji. I to był strzał w dziesiątkę! Nigdy nie zapomnę naszej pierwszej rozmowy. Akurat pomagałam w czasie trzęsienia ziemi na granicy z Syrią. Mieliśmy postój w Gaziantep. Był zimny, późny wieczór, a ja przez prawie godzinę chodziłam po tureckich uliczkach i opowiadałam obcemu człowiekowi o tym, dlaczego BH potrzebują psów ratowniczych.
Przemek: Słuchałem i zadawałem konkretne pytania. Tworzenie nowej gałęzi ratownictwa w całym państwie nie może odbywać się „na próbę”. Najbliższe trzęsienia ziemi zweryfikują wszystko – i nie będzie miejsca na tłumaczenia.
Paulina: Na koniec Przemek powiedział: wchodzę w to. Nie opieprzył mnie, że dzwonię późno, że zawracam mu głowę, że to szalone…itp. Wysłuchał mnie i uwierzył w ten pomysł. Tylko tyle i aż tyle. Od tamtego telefonu minęło parę lat.
Dlaczego tak długo trwało przejście od idei do realnych działań?
Paulina: Przez długi czas wszystko było niemożliwe – nie dało się ani przyjechać do Syrii, ani ściągnąć ratowników do Europy. W międzyczasie w Aleppo zaczęła tworzyć się w BH specjalna grupa osób zaangażowanych w K9. Aż w końcu nadszedł grudzień 2024 i ten wyczekiwany przez wielu dzień – reżim Asada upadł.
W maju zostałam oficjalnie zaproszona na pierwsze krajowe spotkanie Syryjskiej Obrony Cywilnej, gdzie mogłam powiedzieć ponad setce przedstawicieli BH, że wiele osób w moim mieście i kraju cieszy się razem z nimi, że trzymamy kciuki za ich wolność i odbudowywanie kraju, a także spotkać się z wieloletnim, głównodowodzącym BH Raedem Salehem. Wróciłam do tematu psów ratowniczych i dostaliśmy zielone światło.
Co było dalej?
Paulina: Po powrocie do Polski skontaktowałam się z Przemkiem z prośbą o znalezienie trenera. Znalazł najlepszego – Krystiana Faltyna – który wszedł do naszej maleńkiej ekipy bez zadawania zbędnych pytań. Tak, jak gdyby było to coś normalnego.
W 2025 roku dzięki wsparciu moich przyjaciół z fundacji Kids Paradise, partnera projektu, wysiedliśmy na lotnisku w Aleppo. Powitał nas Khaled, dowodzący pierwszą grupą psów ratowniczych K9 w Syrii. Chłopcy pakowali się do auta, a ja stałam jeszcze sekundę w parzącym syryjskim słońcu, patrząc na ten obrazek. Pomyślałam wtedy: cholera, my naprawdę to robimy!
Jak wyglądała praca szkoleniowa z pierwszym zespołem K9 w Syrii?
Krystian: Misja od początku była trudna i logistycznie bardzo złożona. Rozpoczęliśmy pracę z nowo powstałym zespołem K9 – jedynym takim w Syrii, działającym w strukturach White Helmets. Zaczynaliśmy absolutnie od podstaw. Mieliśmy kilkanaście psów w różnym wieku i kilkunastu przewodników, których trzeba było nauczyć nie tylko pracy z psem, ale też myślenia treningowego. Zajęcia musiały być prowadzone od absolutnych podstaw. Każdy dzień poświęcony był pracy z psem oraz podstawowej teorii z zakresu kynologii i ratownictwa. Budowaliśmy fundamenty, bez których nie da się mówić o skutecznych działaniach.
Pod względem terenu warunki były bardzo dobre. Mieliśmy duże możliwości przygotowania różnorodnych ćwiczeń – od socjalnych po zaawansowane prace węchowe z dużymi przeszkodami i osobami niedostępnymi. Natomiast warunki atmosferyczne, a przede wszystkim bardzo wysoka temperatura i ciągłe słońce, znacząco utrudniały pracę.
Przemek: Jeśli formacja taka, jak BH, prosi o pomoc w budowie zespołów poszukiwawczych z psami ratowniczymi, to nie ma miejsca na półśrodki. Z jednej strony jest to ogromne wyróżnienie w świecie ratownictwa. Z drugiej – bardzo poważne zobowiązanie.
Ratownictwo nie wybacza amatorszczyzny ani efekciarstwa. Premiowane są wyłącznie profesjonalizm i rzetelność. Od tego zależy ludzkie życie, a nie dobre wrażenie. Każdy błąd wraca później w najgorszym możliwym momencie – podczas realnej akcji. W ratownictwie nie da się tłumaczyć po fakcie, że czegoś zabrakło albo czegoś się nie dopilnowało. Dlatego tak ważne było znalezienie ludzi, którzy rozumieją wagę tej odpowiedzialności.
Dlaczego psy ratownicze są tak kluczowe w działaniach po katastrofach?
Przemek: Psy K9 lokalizują ludzi tam, gdzie nie ma dostępu, gdzie nie wiadomo nawet, czy ktoś jeszcze żyje. W ratownictwie czas jest wszystkim – „złota godzina” nie jest rozciągliwa. To bardzo krótki moment, w którym można uratować życie, jeśli kogoś odnajdziemy i szybko dostarczymy pomoc medyczną. W tym sensie psy są niezastąpione. Psi nos potrafi wykryć żywego człowieka wielokrotnie szybciej niż najczulsze urządzenia elektroniczne. To czysta biologia działająca na rzecz życia.
Krystian: Dzięki psom można szybciej podjąć decyzję o miejscu działań, skierować siły tam, gdzie naprawdę są potrzebne. To realne narzędzie, nie symbol.
Jaką przyszłość widzicie dla ratownictwa K9 w Syrii?
Krystian: Mam nadzieję, że będziemy mieli jeszcze możliwość powrotu do Syrii i kontynuacji projektu na coraz bardziej zaawansowanym poziomie. Naszą ideą jest stworzenie lokalnej kadry instruktorskiej, która będzie w stanie rozwijać ratownictwo K9 w całej Syrii, niezależnie od naszej fizycznej obecności. Ratownicy zostali z wiedzą, która pozwala im na dalsze szkolenia i treningi we własnym gronie. Dzięki spotkaniom online i wymianie relacji z treningów możemy na bieżąco korygować pracę oraz wyznaczać nowe cele.
Przemek: Polskie linie papilarne odciśnięte na syryjskiej ziemi będą powodem do dumy przy każdym uratowanym ludzkim istnieniu. To wyraz determinacji i empatii, którą w naszym środowisku nazywamy brotherhood of firefighters. To solidarność ponad granicami.
Paulina: Muszę dotrzymać słowa danego ekipie w Syrii. Stworzymy tam nie tylko profesjonalną i najlepszą grupę psów ratowniczych, ale także projekty edukacyjne wokół profesjonalnego treningu i etyki pracy ze zwierzętami. K9 NosePrint Project Syria to dla mnie coś więcej niż ratownictwo – to potężny, żywy dowód na niesamowitą solidarność między Polską a Syrią, pokazujący, że mimo tysięcy kilometrów nasze serca biją w tym samym rytmie.
Niestety, zegary w Syrii nie zatrzymały się, a wyszkolone psy i ich przewodnicy nie mogą czekać. Staramy się robić, co w naszej mocy i prowadzimy monitoring, organizujemy spotkania online i konsultacje na odległość, ale to nie wystarcza. Nic nie zastąpi bezpośredniej pracy w terenie, zakupu sprzętu, który ratuje łapy i życia, oraz realnej obecności tam, gdzie każdy dzień zwłoki jest stratą nie do odrobienia. Wierzę, że z odpowiednim wsparciem jesteśmy w stanie zrobić jeszcze wiele dobrego.
Chcecie obejrzeć, jak Polacy szkolą psich ratowników w Syrii? Odwiedźcie profil Youtube’owy. Chcecie stać się częścią projektu K9 NosePrint Project Syria? Wesprzyjcie zbiórkę pod adresem: https://pomagam.pl/yhamkd.
Fundusze zostaną przeznaczone na:
Aa