Fisz Emade Tworzywo zagrało w Poznaniu 8 marca i po raz kolejny udowodniło, że po ponad 25-latach na scenie wciąż potrafi wypełnić salę i utrzymać ją w napięciu przez półtorej godziny bez chwili oddechu.
Koncert rozpoczął się krótko po dwudziestej. Bez supportu, bez zbędnych wstępów. Scena skąpana w niebieskim świetle, kłęby dymu unoszące się nad głowami muzyków — estetyka klasycznie klubowa. Nie ma tu rozległych ekranów, nie ma widowiskowych choreografii. Jest za to dźwięk — gęsty, warstwowy, zbudowany z elektroniki i gitarowych brzmień jednocześnie — i jest Fisz, który stoi pośrodku sceny z mikrofonem tak, jakby nie potrzebował nic więcej.
Fisz Emade Tworzywo bywa na dużych scenach — festiwal Pol’and’Rock, Męskie Granie, ZORZA, Opener to jedno z naturalnych środowisk tego projektu. Jednak Tama pokazała coś innego: jak bardzo ten materiał zyskuje w zamkniętej, ciasnej przestrzeni, gdzie między sceną a pierwszym rzędem jest kilka metrów, a nie kilkadziesiąt. Dynamika elektroniki i intensywność tekstu działają tu inaczej — bardziej bezpośrednio, bardziej fizycznie.
Poznańska publiczność zna Fisza dobrze. On tu bywa, ona go zna i nie potrzebuje wprowadzenia. To sprawia, że takie wieczory mają specyficzny, niemal konwersacyjny rytm — między artystą a salą nie ma dystansu do pokonania, jest za to wspólny grunt do eksploracji. W niedzielny wieczór przy Niezłomnych była to eksploracja udana.