GYS to świeży projekt na scenie poznańskiego clubbingu – jego nazwa pochodzi z języka duńskiego i oznacza „dreszczyk emocji”. Tworzą go dobrze znana na polskiej scenie artystka Grażyna Biedroń oraz jej uczennica Margo, która zadebiutowała w 2025 roku. Jak duet patrzy w przyszłość w obliczu dynamicznie rozwijającej się sceny DJ-skiej i zmieniających się trendów?
Grażyna, rok temu rozmawialiśmy o duetach. Dostałaś nawet propozycję jakiś czas temu, ale się na nią nie zdecydowałaś. Co się zmieniło, że teraz podjęłaś taki krok?
Grażyna: Do większości decyzji w życiu podchodzę intuicyjnie, kierując się „flow”. Uważam, że jeśli między dwojgiem artystów pojawia się chemia i czujesz, że spójna jest nie tylko wizja muzyczna, ale też wartości, które wyznajecie – wtedy wszystko dzieje się naturalnie. Tak było z Gosią, czyli Margo. Od początku ujęła mnie jej wrażliwość muzyczna i granie z czystej pasji, płynącej prosto z serca. Wierzę, że dobrze rokujący duet to taki, który potrafi się ze sobą naprawdę zgrać – nie tylko muzycznie, ale też po ludzku.
Podstawowe pytanie, po co Wam ten projekt? I drugie ważne, co będziecie grać?
Grażyna: Granie b2b wnosi nową energię. Twoja ,,para” zawsze może zagrać jakiś track, który zaskakuje a mój neuroróżnorodny łeb tego potrzebuje. Właśnie dlatego ciężko odpowiedzieć na pytanie, co będziemy grać, gdyż obie się rozwijamy i same nawzajem zaskakujemy. Najważniejsze, to pokazywać muzę, którą uważa się za wartościową. Jestem daleka od grania pod tzw. publikę, zbyt cenię sobie swój gust.
Margo: Wchodząc w ten projekt, nie zadawałam sobie pytania, po co mi to – nie rozważałam za i przeciw. To chyba wynikało z jakiejś naturalnej potrzeby zrodzonej z miłości do muzyki – a tworzenie czegoś razem pozwala mi jej doświadczać jeszcze bardziej, ale też mieć realny, nawet minimalny wpływ na scenę. Mnie po prostu ciągnie do tworzenia czy to zdjęć, filmów a teraz setów, więc myślę, że ten projekt był dla mnie naturalną koleją rzeczy.
Zgadzam się z Karo, że trudno wrzucić nas do konkretnego stylu – osobno każda z nas gra inaczej a razem łączymy nasze światy i okazuje się, że one do siebie pasują. Same siebie zaskakujemy i sprawdzamy.
Karolina, poprzednie pytanie nie było przypadkowe, bo przez lata budowałaś swoją pozycję i wyrobiłaś już sobie swoją markę. Teraz musisz budować wszystko od nowa.
Grażyna: Jeśli coś robi się z pasji, to droga od zera może być równie przyjemna jak i granie z wyrobioną już marką. Przecież tutaj chodzi o to, aby po prostu grać dla ludzi i czuć w tym misję – bez tego nie byłoby mnie tu gdzie jestem.
Czy planujecie grać już wyłącznie jako duet i rozwijać wspólną markę, czy występy solowe nadal wchodzą w grę?
Grażyna: Zdecydowanie będę dalej rozwijać swój solowy projekt, który oscyluje wokół niegrzecznego house’u. Nie widzę powodu, by ograniczać się do jednego projektu, mając tak szerokie muzyczne zainteresowania.
Margo: Moja droga zaczęła się stosunkowo niedawno i wciąż chcę rozwijać się solowo skupiajac się na undergroundowym, momentami mrocznym techno. Każda z nas wnosi coś własnego, dlatego szkoda byłoby rezygnować z indywidualnych projektów.
Gosia, jesteś protegowaną Karoliny. Nie było tremy, żeby wejść w taki układ z nauczycielem?
Margo: W ogóle nie odczuwałam tremy. Nasz duet powstał przede wszystkim z potrzeby wspólnego tworzenia i dzielenia się muzyką – z koleżeńskiej relacji, a nie układu nauczyciel-uczeń. Współpraca z Grażyną to dla mnie ogromna szansa na rozwój i lepsze poznanie sceny. Czuję od niej duże wsparcie, ale przede wszystkim traktuję to jako spotkanie dwóch osób, które dobrze się ze sobą czują i chcą razem tworzyć.
Karolino, co Ty czerpiesz od Margo?
Grażyna: Podoba mi się u Margo to, że ma wyrafinowany gust i nie boi się tego prezentować. Ja, jako że moim żywiołem jest ogień – często lubię szybko wejść w intensywną energię, a mogłabym dać sobie więcej czasu na zbudowanie napięcia.
Gra w duecie to często pójście na kompromis. Jak układa się wasza współpraca?
Grażyna: Myślę, że core tego co gramy jest wspólny, ale każda z nas ma swoje ,,smaczki”. Uczymy się siebie nawzajem, gdyż postawiłyśmy dopiero pierwsze kroki. Mamy podział, gdzie Gosia zajmuje się oprawą wizualną, a ja tzw. ,,biurokracją”. Pierwsza zajebka z mojej strony już wleciała – zapomniałam powiedzieć, że mamy nagrać podcast, o który poproszono nas miesiąc temu. Całe szczęście – jak to zazwyczaj bywa w moim życiu – wiele jest mi wybaczone, nie wiem czy to dobrze. (śmiech)
Margo: Podejmujemy decyzje wspólnie, podzieliłyśmy się obowiązkami tak, żeby każda zajmowała się obszarem, w którym czuje się pewnie.
To naturalne, że po drodze mogą pojawić się jakieś starcia. Czuję, że to będzie dla mnie też dobra lekcja odpuszczania i wyrażania na głos tego co dla mnie ważne, ale wiem też, że naszą mocną stroną jest to, że potrafimy otwarcie rozmawiać i zależy nam na naszym projekcie a przede wszystkim na naszej relacji.
Pierwsza zajebka Karo wybaczona, lecimy dalej. (śmiech)
Wyróżnienie się na tak zróżnicowanej scenie DJ-skiej nie jest łatwe. Jak do tego podchodzicie i co chcecie wnieść do sceny klubowej?
Grażyna: Ewentualny sukces traktujemy jako efekt uboczny miłości do muzyki, a nie główny cel projektu. Artyści, którzy skupiają się wyłącznie na zdobywaniu poklasku, często szybko się wypalają. Żeby grać ciekawe i dynamiczne sety, trzeba mieć otwartą głowę na nieoczywiste połączenia – i myślę, że nasz ostatni set na SoundCloud dobrze to pokazuje.
Margo: Chcemy wnosić połączenie dwóch światów i świeże podejście do selekcji, ale przede wszystkim autentyczność. Mam wrażenie, że dziś bywa ona spychana na dalszy plan przez pogoń za trendami i chęć wybicia się za wszelką cenę.
Zdążyłyście już zagrać w kilku miejscach i niedługo wystąpicie w poznańskim Schronie na kultowym cyklu Sympozjum oraz na innych wydarzeniach. Jak odbierane są Wasze działania?
Grażyna: Na początku dostałyśmy sporo miłych słów od cenionych artystów. Najbardziej cieszy mnie jednak feedback od słuchaczy, którzy na co dzień nie słuchają techno – mówili, że podczas naszego seta trudno było im zejść z parkietu