Czy AI naprawdę tworzy, czy tylko kradnie? Co przynosi AI w kontekście sztuki i po której stronie stanąć? Czy dobry prompt to sztuka czy kiepski żart? Jak samo AI widzi przyszłość? Zadając te pytania, dostałam trochę odpowiedzi, ale jeszcze więcej niewiadomych. Postaram się wam przybliżyć temat jako muzyk i twórca, a nie specjalista w dziedzinie AI.
Dzieło przez duże D
Jest rok 1823 – Beethoven, już prawie głuchy, komponuje III Symfonię „Eroica”, dedykowaną Napoleonowi, jednak później usuwa dedykację, rozczarowany imperialnymi ambicjami Napoleona. Jest rok 1932 – Frida Kahlo po poronieniu maluje unoszący się płód „Henry Ford Hospital”. Jest rok 1993 – Eric Clapton otrzymuje 3 nagrody Grammy za „Tears in Heaven”, skomponowane po stracie syna.
Do czego zmierzam. Wszystkie emocjonalne wydarzenia napędzały artystów od wieków, do tworzenia dzieł bardzo różnorodnych. Jednym wychodziło na miarę muzeów i dzieł bezcennych, inni umierali zapici albo nigdy nie odkryci. A propos odkryć – „Wenus z Willendorfu” ma już około 32 000 lat. Czy zatem mamy sztukę zakodowaną w DNA, jak ptak remiz inżynierię, którego gniazdo bije najlepszych architektów na głowę?
Muzyka, poezja, malarstwo, architektura, film, grafika – słowem sztuka – stworzyła z człeka Człowieka. Przychodzi XXI wiek i pojawia się to: g_j = ?Loss (y_pred, y_true)/? (output_j). To jakiś fragment nieistniejącego kodu szkolącego sieć neuronową, która jest sztucznym mózgiem generatywnej AI, stworzonej przez wybitne umysły. Dzięki temu powstały ogólnodostępne modele AI, gdzie nie siedzi Harry Potter z magiczną różdżką, tylko skomplikowane algorytmy, które laikom pozwalają na tworzenie obrazów, tekstów i muzyki. Rodzi się zatem pytanie, czy pisanie promptów to nowa dziedzina sztuki?
„Zdradliwa wena, raz jest, raz jej nie ma…”
Jak rapował Abradab z Kaliber 44: „coraz goręcej i pióro drży w ręce, rozpoczęte dzieło i coś się zacięło”. Zdradliwa wena… No właśnie – wena. W głowie artysty pojawia się jakaś myśl – wbrew wszystkim i wszystkiemu, chce tę myśl zamienić w rzeczywistość. Wena wierci w głowie artysty coraz większą dziurę, a ten, chcąc się pozbyć balastu i poczuć chwilę spokoju, bierze sztalugę, pióro albo komponuje. Tak właśnie powstaje dzieło przez duże albo małe „D”. Napływa kolejna myśl, a wena niektórym artystom nie pozwala przerywać twórczości nawet na chwilę. Ma to różne skutki, na przykład obłęd, używki lub – jak u Van Gogha – ucięte ucho, choć nie wszyscy kończą bez uszu. Współczesny, włoski artysta Maurizio Cattelan przykleił do ściany banana taśmą klejącą i w 2024 roku ktoś wylicytował to „dzieło” za 6,5 miliona dolarów. Uszu sobie nie obciął, ale – co ciekawe – posłowie Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego zniszczyli jego inną pracę, mianowicie pomnik Jana Pawła II przygniecionego meteorytem. Było to w warszawskiej Zachęcie. Sztuka ma wzbudzać emocje, a Cattelanowi się udało. Czy to dobra sztuka, to kwestia subiektywna, ale na pewno jest prawdziwa.

Nie dość, że muzyka i kino przeszły na platformy streamingowe, co spowodowało zalew miernej sztuki, to jeszcze artystom przyszło walczyć o chleb z nieartystami, którym „pomaga” Artificial Intelligence. Na potrzeby artykułu nazwałam ich AI’rtystami. Cudzysłów „pomaga” jest zamierzony. Dłuto w rękach Michała Anioła dało w rezultacie idealnego Dawida, jeśli mi dasz dłuto, jedyne co zrobię, to sobie krzywdę. Z AI jest trochę podobnie. Laik może wygenerować pieska i jakieś tam instagramowe obrazki, ale nie zrobi klipu jak Andrzej Dragan. Można zatem umiejętnie korzystać z AI jako pomoc, a nie zastępstwo. Jednak śledząc wszechobecne strajki i pozwy, słowo „umiejętnie” chyba nie ma miejsca.
Disney pozwał Midjourney. Warner Music pozwał Suno za wykorzystywanie chronionej muzyki w treningu modeli, bez ich zgody. Spotify w 2025 roku usunęło około 75 mln piosenek uznanych za generowane przez AI lub za fałsz imitujący artystów. Hollywood też zagrzmiało i do buntu oburzonych scenarzystów dołączyli również aktorzy.
Gdzieś zobaczyłam komentarz: „po co w ogóle szkolić AI, aż tak nam potrzebna ta technologia?”. W technologii komputer, czy robot, jest powszechny od lat i wszystkim z tym dobrze. Po co sobie życie utrudniać, piorąc ręcznie, skoro mamy pralki. Człowiek od zawsze chciał się rozwijać i odpowiadać na kolejne pytania. Dzięki temu mamy medycynę, samochody, nie umieramy na ulicy na trąd, a może jeszcze w tym stuleciu dożyjemy fuzji jądrowej. Odpowiadając na pytanie, czy jest nam potrzebne – otóż potrzebne nie jest, bo wystarczyłoby nam ognisko, woda, parę patyków na szałas i jakiś królik do jedzenia. Jednak już wiemy, że człowiekowi z większym mózgiem to za mało. Niestety jest to technologia, która, poza rozwojem technologicznym, napędza również śmietnik. Miliony treści bez treści, fake newsy zapychające dyski i zużywające zasoby. Ludzie zachłysnęli się produkowaniem dziwactw, nie zastanawiając się nad konsekwencjami. Na przykład usłyszałam niedawno o ślubie z Chatem GPT. Mężatka jest zachwycona, że Chat jej nigdy nie zdradzi, nie wiemy jednak, co będzie robić mąż bez prądu i Wi-Fi…
Tworzyć czy sprzątać, oto jest pytanie
Chcesz zamówić klip reklamowy, logo firmy, muzykę do filmu, a może projekt wnętrz? Możesz dzisiaj chcieć wszystkiego i od wszystkiego masz artystów oraz rzemieślników. Wszystko za konkretne stawki, zależne od kraju i renomy artysty rzecz jasna. Płacisz za to, że umie, że jest kreatywny, że zapłacił za sprzęt, za doświadczenie, za studia, płacisz za nazwisko. Jakby tak jednak zaoszczędzić i samemu skomponować piosenkę z Suno zamiast płacić tysiące muzykom? Logo dla dużej firmy to czasem setki tysięcy. Dzisiaj możesz sam zrobić logo i to piętnaście wersji w pięć sekund z Midjourney. Chociaż taka ciekawostka – Nike zapłaciło za swoje logo studentce trzydzieści pięć dolarów, potem w nagrodę, po latach dostała pięćset akcji firmy – dzisiaj warte 3 miliony dolarów. Wielkie firmy modowe robią dzisiaj sesje zdjęciowe z modelkami z AI. Styliści, modelki, fotografowie, wizażyści, plenery – to dopiero miliony oszczędności. Możesz też wydać książkę za pięć, a nie piętnaście tysięcy. Ba! Chat GPT może napisać ją za ciebie, a ty w tym czasie wstawisz zmywarkę. Pewna dziennikarka nie miała z tym problemu i złapano ją, że książkę napisała z Chatem GPT. Upierała się, że napisała sama, choć są już narzędzia AI do sprawdzenia, czy coś powstało w AI. O ironio!
Nie wiem, jaki ma to sens. Osobiście wolałabym, aby AI za mnie sprzątało, niż za mnie tworzyło…
Jak kraść to od najlepszych
Zanim AI zaczęło „tworzyć”, dostarczono mu miliony danych treningowych. Taki „worek”, do którego wrzucono wszystko, co wartościowego człowiek stworzył. Tutaj pojawia się problem, nad którym toczy się zacięta debata. Chodzi o naruszenie praw autorskich. Dzisiaj AI potrafi tworzyć samo, ale imitując konkretne style. Jeżeli narysuję za pomocą AI Myszkę Miki, imitując Salvadora Dali, Disney bardzo szybko każe mi usunąć to z filmu czy z koszulki w filmie, bo to jest ich logo, a za to się płaci. Czyje powinny być pieniądze za te treści? Salvadora Dali, Myszki Miki, Disneya czy moje, bo napisałam prompt? W obronie AI usłyszałam, że człowiek działa dokładnie tak samo. Nasłuchał się płyt, naczytał książek i jak pisze tekst lub komponuje, to bazuje na tym, co widział albo słyszał u innych. Poniekąd tak, z tą różnicą, że człowiek dodaje do tego emocji, przypadku, warsztatu szlifowanego dekadami lub niedoskonałości, a AI jedynie kopiuje jego manierę.

„Edmond de Bellamy” to fikcyjny obraz namalowany przez sztuczną inteligencję w 2018 roku, przedstawiający zamazany portret mężczyzny. Był pierwszym dziełem sztuki stworzonym przez AI, sprzedanym na aukcji za 432 500 dolarów.
Sama nie wiem, co lepsze – banan na ścianie za 6,5 miliona dolarów od żywego artysty, czy plagiatyczny bohomaz namalowany przez algorytm za pół miliona?

Twoja Twarz brzmi znajomo
Poza AI’rtystami stoimy przed innymi problemami. Nie wiem, jaki pomysł mają wielkie portale na walkę z fake newsami, sztucznymi wywiadami i propagandą. Wyobraź sobie, że w internecie pojawia się twarz identyczna do twojej, twojego partnera lub dziecka. Komu to zgłosić? Może ktoś zarabia na twojej twarzy i nawet o tym nie wiesz. Na stronie Cornell University czytamy, że „to zjawisko nazywa się coincidental generation (generowanie przypadkowe, ale przypominające). W takich przypadkach trudno byłoby udowodnić, że to nie jest zwykła zbieżność, a kopiowanie – sądy nie mają standardów ani precedensów do ocenienia takich sytuacji”.
Czyli jak? Ktoś ukradnie mi twarz, wklei do filmu dla dorosłych i nic nie zrobię, bo to „generowanie przypadkowe”?! Cyrk na kółkach, bo prawo ewidentnie nie nadąża. Nagłówek w marketing.pl „Moja twarz należy do mnie”: krzyczą modelki z petycją przeciwko wykorzystaniu wizerunku przez AI. Akcję poparło 2348 modelek i modeli, którzy chcą, by ustalone zostały granice etyczne w modzie i mediach dotyczące wykorzystywania wizerunku przez sztuczną inteligencję. „ […] Ci, którzy podpisali petycję, zaznaczyli, że nie wyrażają zgody na wykorzystanie ich wizerunku i/lub cech charakterystycznych do jakichkolwiek celów związanych ze sztuczną inteligencją”.
Propaganda i kradzież danych to nie jedyne zagrożenia przed nami, bo AI to również problemy ekologiczne.

AI = prąd + woda
„Gigantyczne pragnienie AI. Giganci trzymają to w tajemnicy” – krzyczy nagłówek na cyfrowa.pl. Każde nasze zapytanie czy wygenerowanie obrazu gdzieś się odbywa, dokładnie w centrach danych. To są ogromne farmy. Obsługa całej infrastruktury – procesory, karty graficzne, dyski – wszystko potrzebuje gigantycznej ilości prądu. Taka technologia też wymaga chłodzenia, żeby nie doszło do przegrzania procesorów, a za chłodzeniem idzie ogromna ilość wody.
„Chat GPT opróżnia 60 basenów olimpijskich dziennie.” […] „AI ma swoją ukrytą cenę, płaconą w miliardach litrów słodkiej wody. Centra danych, będące sercem rewolucji AI, zużywają jej coraz więcej do chłodzenia potężnych serwerów. […] Gwałtowny rozwój AI sprawił, że centra danych dołączyły do dziesięciu najbardziej „wodochłonnych” sektorów amerykańskiej gospodarki – największe obiekty tego typu potrafią zużywać dziennie nawet 18,9 mln litrów wody, co odpowiada zapotrzebowaniu miasta liczącego do 50 tys. mieszkańców.”
Czyli nie pytać Chata GPT o najlepszy przepis na kurczaka i zadzwonić do mamy? Gdyby tylko o to chodziło.
Czytałam ostatnio książkę Andrzeja Dragana,, Quo vAIdis’’ i ją polecam, żeby zagłębić się w temat. Padło tam takie zdanie: „Ograniczenie ryzyka wyginięcia z powodu AI powinno być globalnym priorytetem, obok innych zagrożeń na skalę społeczną, takich jak pandemie i wojna nuklearna.”
Wiecie, kto to powiedział? Wcale nie jakiś nawiedzony antyfan AI ani prezydent. To słynne oświadczenie z 2023 roku, które zostało podpisane przez setki czołowych ekspertów i twórców tejże technologii, między innymi: Geoffrey Hinton, nazywany „ojcem chrzestnym AI”, Yoshua Bengio, pionier deep learningu i laureat Nagrody Turinga, Eliezer Yudkowsky – badacz bezpieczeństwa AI, który opublikował głośny artykuł w magazynie Time, wzywając do „całkowitego i natychmiastowego zamknięcia projektów rozwijających potężną sztuczną inteligencję”.
W skrócie, najlepsze mózgi świata najpierw tworzą technologie, a potem mówią, że zaprzestanie powinno być globalnym priorytetem? Rozumiesz coś z tego?
Co AI sądzi o AI
Spróbujmy być współczesnym Lemem i polecieć trochę w przyszłość. Jak to widzimy w kontekście sztuki? Koncerty z robotami zamiast ludzi, obrazy z AI w muzeach, filmy z aktorami z AI. Czy ludzie urodzeni teraz, którzy wychowują się na tych obrazach, nie będą znali wartości dzieł starych, prawdziwych? Co z trenowaniem AI? Przecież AI zostało szkolone na wszystkim, co było, jak nie będzie nowych bodźców, dojdzie do jakiejś stagnacji? Czy może będzie tak, że ludzie zmęczeni sztucznością zatęsknią do muzyki na żywo, obrazów z grubą warstwą farby i odciętym uchem artysty? Zapytałam Chata GPT, co o tym sądzi.
Ja: „Piszę artykuł o sztuce w AI. Tak mnie zastanawia, co ty o tym sądzisz? Co będzie z artystami, jak zmieni się sztuka i czy artyści w ogóle będą potrzebni?”
Chat: „AI zmienia definicję artysty, ale nie eliminuje człowieka. Staje się powszechnym narzędziem, które przyspiesza pracę, wspierając kreatywność zamiast ją zastępować. AI nie ma intencji ani doświadczeń, więc nie tworzy sztuki z emocjonalnej perspektywy, co rodzi pytania o prawa autorskie. Przyszłość sztuki to raczej współpraca człowieka z AI niż konkurencja. Jednocześnie pojawiają się zagrożenia: obniżenie wartości unikalnej twórczości oraz degradacja roli artysty w świecie.”
Ja: „A gdyby tak napisać scenariusz do katastrofalnego filmu SF i miałbyś pójść w najbardziej dystopijną narrację? Jak będzie wyglądała sztuka?”
Chat: „AI radykalnie zmienia przemysł kreatywny. Sztuka staje się tania, szybka i produkowana maszynowo, co wypiera ludzką oryginalność i prowadzi do zalewu jednorodnych, pozbawionych głębi treści. Rękodzieło, tradycyjne techniki i unikalne style tracą wartość, a artyści – zepchnięci do konkurowania ceną i tempem – często porzucają twórczość lub rezygnują z własnej wizji. AI monopolizuje produkcję, wypełniając media i rynek, a sztuka redukuje się do dekoracyjnego towaru. W konsekwencji zanika ludzka kreatywność i motywacja do nauki sztuki.”
Chat bardzo się rozwinął w tej kwestii, więc skróciłam do meritum wątków. Twórcy tych programów bardzo dbają o dyplomację i poprawność polityczną modeli językowych, więc jak zapytasz wprost, to odpowiedź jest dość pozytywna, ale jak powiesz, że piszesz scenariusz do filmu, to leci po bandzie. Jego wizja poniekąd już się spełnia i to żaden scenariusz na film. Artyści już realnie zmagają się z tematem, chociaż takie dostępne dla nas AI ma dopiero dwa lata. Co będzie za dwadzieścia? Jak to mawiają najczęściej nasi lekarze: „trzeba obserwować”!
Na koniec zapytałam Chata, jakie zawody wyginą w przeciągu 10 lat: sekretarki, kasjerzy i pracownicy obsługi sprzedaży, call-center i wsparcia klienta; pracownicy produkcji liniowej; kierowcy transportu i dostaw; księgowość, fakturowanie; prace dziennikarskie, redakcja treści i copywriting; powtarzalne role logistyczne; stanowiska juniorskie oparte na prostych zadaniach i podstawowych analizach.
Zakładam, że nie każdy interesuje się tą technologią, jak nie każdy interesuje się polityką, dopóki ta nie wchodzi nam do domu. Zatem nie bądźmy ignorantami. Ostatnio jakiś twórca AI został zapytany przez dziennikarza: „co poleciłby mi pan zrobić?” – na to programista mówi: „zostań hydraulikiem” i się zaśmiał. Tylko gdy w tej dystopijnej wizji tyle ludzi zostanie bez pracy, to kto będzie miał pieniądze na hydraulika? Idąc tym tropem – gdy AI tak się rozwinie, że będzie za nas robić wszystko, co my będziemy robić?