zdjęcia: @johny.jan IG

Sztuką o ścianę – poznańska ekipa Artystyczne Murale opowiada o street arcie w Poznaniu i na świecie

Artystyczne Murale
19 lut 2026
Kacper Jakubiec

W ich portfolio znajdują się współprace z takimi markami jak Disney, Netflix, Gucci, Bottega Veneta, New Balance, Fanta, Levi’s, Converse i wiele innych. Kamil Dadon, Karol Dadon oraz Jan Jakubowski tworzą grupę Artystyczne Murale, zajmującą się wielkoformatowymi (i nie tylko) malowidłami w przestrzeni miejskiej. Stoją także za organizacją Festiwalu Murali – nowego wydarzenia na artystycznej mapie Poznania.

„Dzień dobry w Poznaniu!”

Truizm: murale stają się coraz bardziej popularne. Gdy unosimy głowę podczas spaceru czy jadąc tramwajem z punktu A do B, nagle wyłaniają się przed nami. Tam, gdzie wcześniej była pusta lub niszczejąca ściana, dziś coś do nas przemawia. W miastach powstają ścieżki śladami murali, wykorzystuje się je jako formę upamiętnienia ludzi i wydarzeń, a osiedla oraz deweloperzy coraz częściej sami zatrudniają artystów, by ozdobili ich budynki. Mural we współczesnym mieście stał się elementem niemal obligatoryjnym, a jednocześnie lokalnym wydarzeniem, atrakcją turystyczną i zjawiskiem kulturowym. I choć jego historia jest długa – sięgająca pierwszych malowideł naskalnych – dziś przeżywa on wyraźny renesans, wraz z którym pojawiają się znaczący artyści.

Poznań również intensywnie rozwija się w tej materii. Na ścianach osiedli, kamienic i nowych inwestycji pojawiają się kolejne realizacje malarskie – nowoczesne, profesjonalne i przede wszystkim reprezentujące wysoki poziom artystyczny. W 2019 roku ukazała się ostatnia, jak dotąd trzecia, edycja mapy murali, graffiti, neonów i typografii Poznania, będącej prywatnym projektem Tomasza Bambrycha, udostępnianym na stronie Z bliska/Z daleka. Wyszczególniono na niej 68 punktów z muralami i graffiti, tworzących alternatywną trasę zwiedzania miasta. Choć jest to nieoceniona pomoc dla poszukiwaczy murali, od tamtej pory liczba nowych realizacji w przestrzeni miejskiej znacząco wzrosła. Na mapie nie znajdziemy dzieł powstałych w ramach pierwszej edycji Festiwalu Murali – malowideł przy ulicy Kantaka 8, Krzywej 4 oraz przy ulicy Arcybiskupa Walentego Dymka 220 i 222. Owszem, realizacje te doczekały się opisów w mediach lokalnych i artystycznych, jednak nie każdy mural ma tyle szczęścia. I tak jak każda nowa wystawa czy galeria ogłasza się „wszem wobec”, tak w przypadku sztuki w przestrzeni miejskiej odnalezienie nowych realizacji wymaga uważności, a często także głębszego researchu.

Współczesna ikonografia miasta

Czy mural to nowa moda? Must-have współczesnego miasta?

Murale istnieją w miastach od setek lat – dawniej jako forma reklamy, dziś często jako sposób na zakrycie nieestetycznych elewacji. Wierzymy jednak, że ich przyszłość leży przede wszystkim w jakościowych realizacjach artystycznych. Polskie miasta i ich architektura sprzyjają muralom, ale jednocześnie wymagają ogromnej uważności. Każde miejsce ma swoją historię, kontekst społeczny i wizualny. Mural nie może być obrazem wyrwanym z przestrzeni – musi z nią dialogować. A ścian, które mogą stać się wartościowym płótnem, mamy naprawdę wiele.

Co murale robią przestrzeni miasta? A może raczej: co przestrzeni miasta robią murale?

Nadają jej charakter i emocjonalny wymiar. Uczłowieczają przestrzeń, budują relację pomiędzy architekturą a odbiorcą. Można to porównać do wnętrza domu – obrazy, zdjęcia i pamiątki nadają mu osobisty ton. Dobre murale działają podobnie: zdobią miasto, opowiadają historie i budują więź z lokalną społecznością.

Wasze portfolio jest obszerne, różnorodne i naprawdę imponujące. Co Wam przyświeca, kiedy tworzycie sztukę na kolejnej ścianie?

Kluczowe jest dla nas umiejętne odczytanie charakteru miejsca i jego kontekstu, połączone z wewnętrzną potrzebą artystycznego wyrazu. Staramy się, by mural był naturalną konsekwencją przestrzeni, a nie narzuconym elementem. Zależy nam, aby ludzie czuli silniejszą więź ze swoim otoczeniem – by murale wywoływały emocje i budowały relację z miejscem. To również sposób na wyrażenie siebie i próba uchwycenia tego, co w danym momencie najważniejsze.

Czego artyści tacy jak Wy szukają w przestrzeni miejskiej – oprócz, oczywiście, czystej ściany?

Przede wszystkim kontekstu. Bez niego nie ma sztuki. Interesuje nas historia miejsca, jego rytm, ludzie, którzy tam żyją, oraz potencjał, jaki już w tej przestrzeni istnieje.

A jak reagują przechodnie? W końcu jesteście artystami, którym patrzy się na ręce – Waszą pracownią jest miasto.

Reakcje są bardzo różne – od radości, rozmów i przynoszenia herbaty, po złość czy niezrozumienie. I właśnie o to chodzi. Murale nie mają sensu w oderwaniu od ludzi.
Często rozmowy z mieszkańcami realnie wpływają na finalny efekt. Zdarza się, że delikatnie modyfikujemy mural, by jeszcze lepiej wpisał się w lokalną społeczność – jak choćby na Dymka, gdzie po rozmowach z sąsiadkami dodaliśmy psa, który stał się dla nich ważnym punktem odniesienia.
Kiedy malujemy w centrach dużych europejskich miast, bywa, że trudno skupić się na samej pracy – co chwilę ktoś podchodzi z pochwałą czy krótkim komentarzem. Z kolei w bardziej ustronnych lokalizacjach lub podczas festiwali murali w Polsce jest więcej przestrzeni na rozmowę i prawdziwe spotkanie. Ludzie mają czas, by się zatrzymać, przyjrzeć muralowi, przeżyć go i podzielić się emocjami. Dzięki temu widzimy pełną paletę reakcji i jeszcze lepiej rozumiemy, dla kogo i po co tworzymy.

Zanim zaistnieliście w Poznaniu jako Artystyczne Murale, przez kilka lat tworzyliście w Anglii. Jakie dostrzegacie największe różnice w podejściu tam i tutaj?

Anglia jest kolebką murali – to element codzienności, naturalna część krajobrazu miejskiego. Ludzie z całego świata przyjeżdżają tam, by podążać szlakami murali.
W Polsce rynek jest już rozwinięty, ale wciąż nieprzesycony. Murale nadal bywają odbierane jako wydarzenie, coś wyjątkowego – i to daje ogromny potencjał.
Przez kilkanaście lat tworzyliśmy murale komercyjne dla największych marek w Europie, głównie w Londynie. Dziś wróciliśmy do Polski, chcąc wykorzystać to doświadczenie w innej, bardziej artystycznej formie – takiej, która realnie wzbogaca przestrzeń miejską i wpisuje się w jej kontekst.

A jak z Waszej perspektywy zmienił się świat murali w Polsce? Coraz częściej widzi się odejście od narracji „aktu wandalizmu” na rzecz „sztuki”.

Problemem jest duża nierówność jakości. Legalność muralu nie oznacza automatycznie jego wartości artystycznej. Świeżość tematu powoduje przesyt realizacji o bardzo różnym poziomie. Stoimy dziś na rozdrożu – mamy szansę wyróżnić się na świecie, bo w Polsce działa wielu świetnych artystów i projektantów. Kluczowe jest jednak podejmowanie odpowiedzialnych decyzji, bo murale zostają w przestrzeni na lata.

Co w tworzeniu murali jest największym wyzwaniem – czymś, czego postronny widz nie jest w stanie dostrzec? Logistyka takich realizacji potrafi przyprawić o ból głowy.

Wyzwań jest tak wiele, że trudno wskazać jedno najważniejsze. Pogoda, logistyka, przygotowanie ściany, dobór kolorów, technologia, słabe żarty i próby freestylowania jednego ze wspólników, a nawet kwestia zaparkowania podnośnika – każda realizacja to zupełnie nowy zestaw problemów. Każde miejsce rządzi się własnymi prawami i za każdym razem wymaga indywidualnego podejścia.

Widzowie oglądają gotowe dzieło, ale to jedynie wierzchołek góry lodowej. Ile przygotowań musi poprzedzić faktyczne malowanie? Ile czasu zajmuje stworzenie muralu – od koncepcji po ostatnie pociągnięcie pędzla?

Wszystko zależy od skali i charakteru projektu. Czasami koncepcja i design są dopracowywane z klientem przez wiele tygodni, a nawet miesięcy, zanim dojdzie do realizacji.
Od momentu rozpoczęcia przygotowań w pracowni do zakończenia malowania na ścianie mija zazwyczaj około dwóch tygodni. To intensywny proces, łączący pracę koncepcyjną, projektową i fizyczną realizację w przestrzeni miasta.

Interesuje mnie relacja mural–reklama. Czy taka symbioza ma rację bytu? Wydaje się, że bliżej jej do Warhola niż – powiedzmy – Vermeera. Czy z pustą ścianą rzeczywiście wiąże się duża odpowiedzialność?

Taka symbioza jak najbardziej ma rację bytu, pod warunkiem że marka rozumie wartość sztuki. Niestety wiele kampanii muralowych cierpi na niski poziom artystyczny. Na szczęście są wyjątki – marki takie jak Medicine czy AAHERKULES, które wspierają mural jako formę sztuki, a nie nachalny nośnik reklamowy.
To podejście jest nam bardzo bliskie. Chcemy dawać markom możliwość współtworzenia wartościowych realizacji i zmieniać sposób myślenia o muralu – z reklamy na pełnoprawne dzieło sztuki obecne w przestrzeni miejskiej.

Jesteście twórcami i organizatorami Festiwalu Murali w Poznaniu. Z jakiej potrzeby on wyrósł? Jaki cel sobie stawia?

Festiwal jest narzędziem do łączenia artystów, miasta, mieszkańców, instytucji i partnerów wokół jednego celu: tworzenia przemyślanych, wartościowych realizacji. Zależy nam, aby polskie mury stały się miejscem dla sztuki najwyższej jakości – takiej, która realnie wzbogaca przestrzeń i zostaje w niej na lata.

Jesteście już po pierwszej, jeszcze tegorocznej, edycji. Jak dziś na nią patrzycie?

Jesteśmy pozytywnie zaskoczeni skalą zaangażowania i otwartości – zarówno ze strony miasta, partnerów, jak i mieszkańców. To ogromna radość widzieć, jak wiele osób chce współtworzyć coś wartościowego. Daje nam to nadzieję i motywację do dalszych działań.

Czego możemy spodziewać się po kolejnej edycji? Czy festiwal „rozleje się” na inne miasta w Polsce? Czy pojawią się międzynarodowe współprace?

Plany są ambitne, ale wolimy mówić o nich w odpowiednim momencie. Jedno jest pewne – potencjał festiwalu jest znacznie większy niż jedna edycja i jedno miasto.

Na koniec zapytam przewrotnie: czy street art nie traci na „wyjściu z cienia”? Kiedyś był znakiem buntu i oporu, dziś bywa reklamą, legalnym procederem wymagającym zgód, atrakcją czy narzędziem promocji.

To bardzo ważne pytanie. Przede wszystkim trzeba rozróżnić murale i street art. Murale istniały na długo przed street artem i graffiti. Nasza twórczość nawiązuje do tradycji malarstwa ściennego – wielkoformatowych obrazów – a nie do narracji buntu. Granice pojęć są dziś rozmyte i często zależą od subiektywnej interpretacji. My jednak postrzegamy siebie jako twórców murali, a nie street artu. Tworzymy obrazy dla miasta, a nie gest sprzeciwu wobec niego.