Klatki schodowe to przestrzenie, które zwykle traktujemy jako tło codzienności. Przechodzimy przez nie w pośpiechu, czasami rzadko podnosząc wzrok znad telefonu. Dla Zbyszka są one jednak czymś znacznie więcej – opowieścią o mieście, jego historii i ludziach, którzy je współtworzyli. Od dawna dokumentuje wnętrza poznańskich kamienic na swoim profilu Klatki schodowe warte Poznania, zwracając uwagę na miejsca pozornie zwyczajne. Niedawno wydał także książkę poświęconą temu tematowi. Rozmawiamy o początkach klatkowej pasji, autentyczności nadgryzionej czasem architektury i czytaniu miasta z jego wnętrz.
Klatki schodowe to miejsca, które ludzie zwykle mijają bez refleksji. Kiedy Ty po raz pierwszy zatrzymałeś się w jednej z nich i dzięki temu zacząłeś swoją przygodę?
Klatkowa pasja rozwijała się stopniowo i zaczęła kilkanaście lat temu. Po raz pierwszy zajrzałem do klatki schodowej przy ulicy Matejki i doznałem szoku. Pochodzę z małej wsi, gdzie pojęcie klatki schodowej ma zupełnie inny wymiar. Przekraczając próg wielkomiejskiej kamienicy, której wnętrze było niewspółmiernie monumentalne wobec bryły budynku, poczułem się malutki i oniemiały tym, co może kryć się za kamienicznymi drzwiami. Od tego rozpoczęło się eksplorowanie kamienicznych wnętrz. Dziś nie jestem już w stanie określić ilości odwiedzonych kamienic.
Twoje zdjęcia często pokazują ślady czasu – odpadające tynki, wytarte poręcze, stare kafle. Gdzie dla Ciebie kończy się ta estetyczna „niedoskonałość”, a zaczyna prawdziwa autentyczność tych miejsc?
Kamienice i ich wnętrza są odzwierciedleniem estetyki swoich twórców. Stworzone są często indywidualnie, bez katalogowego podejścia do projektu. Ich starzenie odsłania niekiedy urok i klimat, którego wcześniej nie byliśmy w stanie dostrzec. Przestrzenie nienaruszone ingerencją lat późniejszych wykazują odporność na czynniki, z którymi nie radzą sobie budynki, które zostały stworzone później. Częstym przypadkiem są widoki odchodzących farb, wielu warstw, które pod wpływem temperatury i wilgoci kruszą się i odpadają. I jaki odsłaniają widok? Często bardzo dobrze zachowanych polichromii i malatury, które oryginalnie pokrywały ściany i sufity, a później postanowiono je zakryć. To one pokazują pierwotną autentyczność i charakter miejsca. Na szczęście w Poznaniu wiele kamienic odzyskuje swój blask w sposób godny zauważenia.
Klatki schodowe to przestrzeń ludzi, którzy tam żyją. Jak reagują mieszkańcy, gdy odkrywają, że dokumentujesz ich otoczenie? Może masz jakieś historie z tym związane?
Podczas spacerów po kamienicach odbyłem sporo rozmów z mieszkańcami. W Poznaniu nie zdarzyło mi się, bym został potraktowany nieprzyjemnie czy wulgarnie. Możliwe, że miałem sporo szczęścia. (śmiech) Najczęściej słyszałem pytanie: „A co tu jest do zobaczenia?”, a dziś już wiemy, że bardzo dużo! Jedną z przyjemniejszych i bardziej zaskakujących sytuacji, było zaproszenie do mieszkania w kamienicy z początku XX wieku przy ulicy Dąbrowskiego. Zachowały się tam oryginalne sztukaterie, stolarka drzwiowa, a największym zaskoczeniem były płytki w kuchni i piec. Wszystko to w doskonałym stanie. Każda z takich sytuacji daje mi ogromną wiarę w ludzi, dla których nieocenioną wartością jest zachowanie stanu kamienic tak, jak dawniej.
Czy uważasz, że miasto da się poznać lepiej z klatek schodowych czy jego ulic?
Przestrzenie miejskie są niesłychanie ciekawe, a najwspanialsze jest to, że każdy może odkrywać je na swój sposób. Odwiedzając inne miasta, również zaglądam do kamienic, by spojrzeć na miejsce z innej perspektywy. W wielu z nich doszukać się można schematu, który rozlewał się na dane zabory. W Poznaniu wyraźnie widać wpływ niemieckich architektów, którzy brali udział w budowaniu takich dzielnic jak Łazarz, Wilda czy Jeżyce. Każda z tych dzielnic ma inny klimat, jednak najbardziej wyróżnia się Łazarz, a szczególnie okolice Palmiarni. Widać to przede wszystkim po niespotykanych w innych częściach miasta klatkach schodowych i ich rozmachu. Spacerując po okolicach Parku Wilsona możemy poczuć się jak w berlińskiej dzielnicy Wilmersdorf, a zaglądając na ulice Jeżyc poczujemy klimat boomu secesji początku XX wieku, ale to jednak Wilda pozostaje najbardziej spójnie kamieniczną dzielnicą, z której nie wyczytamy jej przemysłowego charakteru. Kamienice są tu monumentalne i strojne. Chcąc odczytać miasto najlepiej zanurzyć się w historię miejsca, a temu zawsze chętnie pomogą miejscy przewodnicy, do grona których sam zresztą należę.
Gdzie według Ciebie leży granica między rewitalizacją a utratą charakteru przestrzeni?
Niestety remonty obiektów historycznych są źródłem wielu dylematów i problemów. Epoka PRL-u była czasem wielu zaniedbań w przestrzeni kamienic. Wiele z nich wyburzono ze względu na stan, bądź planowane inwestycje, a wiele z tych strat jest dziś nieodwracalnych. Skuwano wówczas z fasad sztukaterie, kamienice traciły balkony, zdobne szczyty i wieże. Jeśli jednak dysponujemy dokumentacją, fotografiami czy projektami, możliwe jest przywrócenie dawnych detali. Takich realizacji jest jednak wciąż niewiele. Chociaż Poznań na tle innych miast ma największą liczbę remontowanych kamienic, w których przywraca się wszelkie zdobienia, malatury etc. Możemy jednak doznać niekiedy zaskoczenia, gdy oryginalne płytki posadzkowe, bądź ścienne zastąpione zostają płytami chodnikowymi, a drewniane drzwi plastikowym zamiennikiem. W takich momentach przestrzeń traci swój charakter na zawsze.
Odwiedzając różne klatki, odwiedzasz też dzielnice w Poznaniu, czy widzisz w nich różnice, nie tylko estetyczną, ale też związaną z mentalnością ludzi?
Nie zauważyłem wyraźnych różnic mentalnych pomiędzy dzielnicami. W postrzeganiu ogólnym wciąż mówi się o specyfice takich miejsc jak Wilda, dolna część Łazarza czy Jeżyce. Usłyszeć możemy o tym jak niebezpiecznie tam bywało, o rzezimieszkach tam przebywających. Wiele w tej sferze się zmieniło. Jeżyce stały się enklawą gastronomii, Łazarz jest miejscem spokojnym i klimatycznym, a Wilda, tam podobno już nie mieszka diabeł. Chyba, że na Kilińskiego. (śmiech)
Czy Twój profil Klatki schodowe warte Poznania to bardziej archiwum, manifest czy osobisty dziennik?
Tworząc stronę Klatki schodowe warte Poznania moim planem było przede wszystkim archiwizowanie. Dawniej nie prowadzono takiej komórki w administracji obiektów jak archiwizacja wnętrz. Z czasem okazało się, że nie wiemy jak wyglądały wnętrza kamienic. Przy próbie odnowienia malatur bazowano na szczątkowych pozostałościach. Nie zdajemy sobie z tego często sprawy. Jednak dziś, gdy fotografujemy, upubliczniamy je na swoich mediach, dokonujemy mimowolnej archiwizacji obiektów i miejsc. A kto wie, może to kiedyś przysłuży się do uratowania jakiegoś kamienicznego detalu.
Czy Twoje podejście do tego co robisz zmieniło się na przestrzeni lat?
Na przestrzeni lat z pewnością poszerzyłem swoją wiedzę na temat ogólnej tematyki miast, historii, kamienic i tego co się w nich znajduje, oraz co na nich zobaczymy. Jednak schemat zostaje podobny. Poczyniłem również kolejny krok idąc na kurs przewodnika miejskiego, tak by o mieście i jego unikalności opowiadać szerzej, nie tylko za sprawą mediów społecznościowych.
W którym momencie pojawiła się u Ciebie myśl, że z tego musi powstać książka?
Myśl pojawiła się dość szybko. Po założeniu strony o klatkach na początku 2021 roku, wysłałem zapytanie do 17 wydawnictw w całej Polsce z chęcią współpracy, z pomysłem, ciekawym i niecodziennym tematem. Negatywnie odpowiedziały może 4, a jedno zaprosiło na rozmowę. Współpraca z Wydawnictwem Miejskim Posnania zawiązała się dość szybko. Pani dyrektor wydawnictwa bardzo chętnie wzięła na tapet temat klatek schodowych, co jak się okazało w dalszym działaniu, było strzałem w dziesiątkę. Dziś album nie jest już dostępny w sprzedaży, jednak wciąż jestem o niego pytany – odsyłam wówczas na swoją stronę o klatkach, choć wiadomym jest, że wartość książki nie może być niczym zastąpiona.
Jak dokonałeś wyboru klatek schodowych do książki? Miałeś mnóstwo materiału, więc jak udało Ci się wybrać akurat te konkretne? Czym się kierowałeś?
Odpowiedź jest banalna – otrzymanymi pozwoleniami od zarządców, bądź właścicieli budynków. Bez tego lista kamienic była o wiele dłuższa. Do publikacji konieczne były pozwolenia potwierdzające możliwość upublicznienia wnętrza kamienic i mimo, że lista była dłuższa, udało się zebrać całkiem dużą liczbę pozwoleń. Materiału już wówczas uzbierało się sporo i nie było łatwo dokonać selekcji i odrzucić niektóre adresy z atrakcyjnymi klatkami schodowymi, do których właścicieli nie udało mi się dotrzeć. Kto wie, może następnym razem się uda.
Czy książka zamknęła jakiś etap w Twoim profilu, czy to dopiero początek kolejnej drogi?
Z: Książka była etapem w życiu. Dzięki niej miałem większą możliwość, by przedstawiać wartość kamienicznych wnętrz jako niedocenione dobro. Poczułem, że mogę manifestować to z większą odwagą, mając dowód w postaci książki. Warto dodać, że jest to pierwszy w Polsce album książkowy poświęcony wyłącznie klatkom schodowym.
Gdybyś miał wskazać jedną klatkę schodową, która najlepiej oddaje ducha miasta, jaka by to była i dlaczego? Możesz też zdradzić, która jest Twoją ulubioną.
Najtrudniejsze klatkowe pytanie na świecie! Cenię klatkowe piękności, jak np. te przy ulicy Matejki, Działyńskich. Uwielbiam klatki wypełnione detalami, płytkami, witrażami. Przepadam za polichromiami i malaturą odsłanianą spod warstw farb. Czuję niesamowity klimat na klatkach, o których zapomniał na chwilę świat, gdzie brakuję światła i zakręcone schody wyłaniają się z mroku. Może dałbym radę podać dziesiątkę ulubionych, jednej nie jestem w stanie.
Czy Klatki schodowe warte Poznania są dla Ciebie próbą ocalenia tego, co odchodzi, czy raczej uważnym przyglądaniem się temu, co nadal trwa?
Wydawać by się mogło, że wszystko to, co odchodzi, daje miejsce czemuś nowemu. To jednak nie sprawdza się w przypadku architektury, a dokładniej mówiąc obszarowi, który w jakiś sposób stał się szczególnie bliski sercu. Każde kolejno następujące okresy w architekturze, w naszym kraju, nie dały takiego bogatego wachlarza kamienicznych możliwości jak te z drugiej połowy XIX i początku XX wieku. Mamy to szczęście żyć w czasach, gdy dostrzegamy piękno kunsztu architektury zachowanej w sposób oddający plany twórców. Dostrzeganie jej daje możliwości chronienia dziedzictwa przekazanego nam w spadku. Spoglądając jednak na współczesne realizacje porównawczym okiem możemy zadawać sobie pytanie, w którym momencie poszło coś nie tak.
Zdjęcia: Małgorzata Maćkowiak-Bartczak
FB Klatki schodowe warte Poznania