Lato w pełni, kuszą truskawki i czereśnie, kusi książka, wołają kina plenerowe, woła wakacyjna beztroska i słodkie nicnierobienie, ale my (jeszcze!) nie delektujemy się tymi ptifurkami. Teraz rozmawiamy o teatrze! O Teatrze Nowym, o nowościach, o tym dlaczego Shakespeare spotyka się z Elonem Muskiem i o tym, kto i co kryje się za kurtyną, opowiada Rafał Michalczuk, kierownik działu promocji i reklamy, który od dziesięciu lat współpracuje z poznańską instytucją i zdradza, co na scenie przed Wami tej jesieni.
Rafale, opowiedz mi na jakie wydarzenia zapraszacie widzów do Teatru Nowego jesienią? Szykujecie, aż cztery premiery!
Nie tylko premiery! Czas między wrześniem a grudniem będzie dość intensywny. Intensywny, bo z doświadczenia wiem, że jeżeli coś nowego pojawia się u nas w Teatrze co dwa, trzy tygodnie, to ten czas mija w mgnieniu oka. Pod koniec września dwie premiery w jeden weekend (26 i 27 września), październik to duży festiwal, później początek listopada z kolejną premierą i grudzień, jako zamknięcie półrocza z wydarzeniem potężnym i gigantycznym liczbowo. Nie zapominajmy o warsztatach, spotkaniach około premierowych, wydarzeniach gościnnych, wycieczkach etc. Teatr Nowy nie ma zamiaru przysypiać czy hibernować na zimę.
We wrześniu, na Trzeciej Scenie, premiera „Ellen Babić” Mariusa von Mayenburga, czyli historia nieoczywista, romantyczny trójkąt, niespodziewana wizyta. Czy to będzie psychologiczny thriller, czy widz może spodziewać się nieco innego spojrzenia reżysera Piotra Biedronia na ten dramat?
W tym wypadku wizja reżysera będzie bardzo istotna. Po rozmowach w sprawie promocji spektaklu, mogę powiedzieć, że reżyser „Ellen Babić” jest bardzo konkretny i doskonale wie o co mu chodzi. I dobrze. Można spodziewać się intensywnego, psychologicznie precyzyjnego dramatu, który porusza temat władzy, uprzedzeń i iluzji równości w relacjach międzyludzkich. Autor tekstu – Marius von Mayenburg – obnaża napięcia skrywane pod powierzchnią pozornie harmonijnego związku i konfrontuje widza z pytaniami o granice etyki, miłości i społecznych norm. To mocna, prowokująca sztuka, która nie daje łatwych odpowiedzi i stawia odbiorcę w roli aktywnego uczestnika emocjonalnej gry. W dusznej, elektrycznej atmosferze poznajemy Astrid i Klarę, parę z długoletnim stażem, której równowagę burzy niespodziewana wizyta dyrektora szkoły. Co dalej? Musicie przekonać się sami na Trzeciej Scenie.
„Historia to koszmar, z którego chcę się obudzić”, jak czytamy w zapowiedzi spektaklu, dlaczego mielibyśmy zatem popłynąć w „Rejs” z Gombrowiczem, na który zaprasza nas reżyser Radosław Stępień?
„Rejs. Historia”, reżyseria Radek Stępień, a to zwiastuje klasę. Po prostu. Spektakl „Matka” Witkacego, którą Radek wyreżyserował u nas poprzednio, to kawał potężnego teatru. Świetne kreacje aktorskie (nagroda Antoniny Choroszy), doskonale poprowadzona historia, piękne wizuale. Myślę, że w ciemno możemy zaryzykować tezę, że w tym przypadku będzie dokładnie tak samo. Stępień to uznane już nazwisko w świecie teatralnym, a tu dodatkowo wspierane przez naszych fantastycznych aktorów i legendę teatralną – Mikołaja Grabowskiego, który tym razem nie jako reżyser, a aktor… W „Rejsie” zobaczymy dwóch Gombrowiczów, jednego młodego i starego. To wielowarstwowa opowieść o próbach przebudzenia: narodu i obywatela, zbiorowości i jednostki. Oniryzm, pewnie trochę groteski – czyste laboratorium teatralne.
W październiku nie zapominamy o Osieckiej, bo to już 28. edycja Festiwalu „Pamiętajmy o Osieckiej”. Co wtedy będzie się działo w Teatrze? Można nucić te kultowe melodie z widowni razem z finalistami?
Czy można? Trzeba! Dwa tysiące tekstów piosenek, szlagiery, hity, ikoniczne zdania, kampania reklamowa dla chociażby Coca-Coli czy scenariusze. Osiecka była jedną z najzdolniejszych przedstawicielek swojego pokolenia, zachowując proporcje, jak co roku staramy się najzdolniejszych z Polski wyłowić. Dajemy scenę i mikrofon, a potem rozpoczyna się magia. W sierpniu etap sopocki i warsztatowo-koncertowy, potem Warszawa i finał jak zwykle u nas. Cztery dni napakowane muzyką, nowe aranżacje (Dawid Sulej Rudnicki), wręczenie Głównej Nagrody Marszałka Województwa Wielkopolskiego oraz recital ubiegłorocznej laureatki. No i konkurs wokalny, który dostarczy nam odpowiedź na pytanie: kto po półrocznych zmaganiach zgarnie tytuł.
„Koriolan”: czyli Shakespeare spotyka Elona Muska. Czy to będzie jazda bez trzymanki Teslą czy raczej powrócimy do starożytnego Rzymu?
„Koriolan” to opowieść o władzy, dumie i manipulacji. Dzisiejszy świat dominowany jest przez postprawdę, polityczny PR i brak de facto obiektywnej rzeczywistości. Obserwując to Stany Zjednoczone okazują się być właściwą konotacją. Ten „Koriolan” to trochę taki Rzym ’24, znajdujący się na granicy techno-oligarchii. Duet Stanisław Chludziński/Bartosz Cwaliński, odpowiadający za efekt końcowy, mają doskonale rozpisany tekst/role. Przyznam, że bardzo ciekawi mnie, jak w listopadzie zabrzmi nasza wersja ze sceny. Pokazujemy też jak łatwo można stać się figurą medialnego spektaklu, nawiązując do tego można powiedzieć, że spektakl będzie na pewno medialny, ale pewni jesteśmy, że nie będzie to kolos na glinianych nogach. Koriolan to historia o społeczeństwie, które pragnie siły, a jednocześnie boi się tyranii. O polityce, która coraz mniej ma wspólnego z ideami, a coraz więcej z obrazem w telewizji. Niezależnie od czasów, niestety zawsze jest to aktualna teza.
„Chory z urojenia” w reżyserii Oskara Sadowskiego, to ogromne przedsięwzięcie, gigantyczna obsada, dopracowana scenografia. To crème de la crème na zakończenie tego roku. Opowiedz o przygotowaniach i pracy nad spektaklem. Ale żeby ten i wszystkie inne spektakle znalazły się na deskach teatru, potrzebna jest praca wielu osób, nie tylko obsady i reżysera. Chciałabym zajrzeć za kulisy. Zdradź proszę, jak Teatr Nowy wygląda tam, gdzie oko widza nie sięga? Co kryje się za kurtyną?
Och! Jest to pytanie tak wielkie, jak scena na której zagramy ostatnią premierę. Podzielmy je. Po pierwsze klasyczny tekst Moliera spotyka się z teraźniejszością. Dwa przenikające się światy: molierowska farsowa opowieść i historia kobiety z kliniki piękności tworzą wielowymiarową narrację o hipochondrii, lęku przed rozpadem rzeczywistości i dziedziczonej toksyczności relacji. Do premiery pozostało pół roku i, w którym kierunku skręcą poszukiwania w procesie, tego jeszcze nie wiemy.
Co do pracy nad spektaklem, zakładając, że jesteśmy już po etapie przyjęcia tekstu przez Dyrektora, naszą Dramaturżkę i tzw. wszystkich świętych, dochodzi do pierwszej próby czytanej. Tam reżyser wraz z innymi osobami opowiada o swojej koncepcji, kierunku, wizji. Pokazywana jest scenografia, kostiumy, charakter wizualny i dźwiękowy całego wydarzenia. Potem tzw. proces, czyli mozolna praca nad tekstem, improwizacje aktorskie, praca aktorska z reżyserską, która finalizuje się na próbach generalnych i premierze. To ogromna ilość pracy przez około trzy miesiące, bazująca na emocjach, ale też dużej wytrzymałości fizycznej i psychicznej. Grając przy tym codziennie spektakle bieżące, bo przecież aktorzy nie znikają ze sceny, wchodząc w próby do premier.
Jednak musimy pamiętać również o części produkcyjnej spektaklu (mamy pracownie krawiecką, stolarską, tapicerską, modelatornie), promocji, czyli przygotowanie materiałów foto i video, informacji prasowej, działanie promocyjne w social mediach na około miesiąc przed spektaklem, księgowej (umowy, papiery), sprzedażowej (BOW), organizacyjnej (OPA), literackiej (prawa autorskie, program) czy technicznej (tu całe piony produkcyjne od akustyki, przez światło). Łącznie z charakteryzatornią czy garderobianymi, które mają mnóstwo pracy (niezależnie od tego, czy mówimy o małym czy dużym projekcie), inspicjentach czyli opiekunach, akuszerach spektakli, kończąc na obsłudze widowni, kierowcy (legendzie tego teatru p. Eugeniuszu) czy paniach kasjerkach (również ikoniczna postać p. Krysi), na bank kogoś jeszcze pominąłem, przepraszam – to w Teatrze Nowym pracuje około 105 osób i ta teatralna maszyna cały czas się oliwi, kręci i działa. Jesteśmy w potężnym budynku, w którym można się zgubić od katakumb po strychy, z drzewem w środku (tak, mamy takowe) i historią, już przekraczającą sto lat, z ikonicznymi postaciami w tle. Wszyscy z pokorą i radością, pamiętając gdzie jesteśmy, próbujemy robić swoje. Nie dajemy się przytłoczyć, szanujemy to miejsce i próbujemy rozwijać je w najlepszy sposób.
Jaka idea przyświeca Teatrowi Nowemu? Czym się kierujecie, wybierając reżyserów, aktorów, twórców do współpracy? Co chcecie przekazać?
Chyba trochę wyprzedziłem odpowiedź na to pytanie. Podzielę się swoimi obserwacjami z perspektywy 10 lat mijających mi w Teatrze Nowym. Po pierwsze staramy się być blisko ludzi, mówić językiem teatralnym, który jest blisko widza. Podejmować tematy, które są aktualne i wywoływać dyskusje i emocje. Mamy „w papierach” nazwiska wielkie, uznane, jak chociażby ostatnio Klata, Kleczewska, Wierzchowski, ale też młodych i zdolnych, którzy zaraz zabłyszczą. Nie chcemy być obojętni, chcemy, będąc z Jeżyc, mówić o sprawach ludzi z fyrtla, ale i takich, które wchodzą dopiero do dyskusji publicznej (spektakl „Prawo wyboru”). Mówimy o tym, co nas otacza, co w nas siedzi i co zaraz może przyjść.
Co fajnego jest w teatrze, co wciąż przyciąga do niego tak wielu odbiorców?
Ludzie i historie, ludzie na scenie i historie postaci. Ludzie wokół sceny i ich historie związane z pracą tutaj. Ludzie przychodzący do nas, tworzący i pamiętający historie. No i ludzie, którzy byli przed nami, byli historią oraz ci którzy będą po nas, którzy stworzą nową historie. Z pewnością przyciąga to, że każdy spektakl i wydarzenie w teatrze, nawet ten sam tytuł innego dnia – to oddzielna historia. Teatr w przeciwieństwie do raz wrzuconego np. w streaming filmu – ewoluuje. Dostosowuje się (albo nie) do oczekiwań widza, a raczej do jego potrzeb. Czasami sam stwarza rzeczy, o których widz nie pomyślał, że ich potrzebował. To nie przypadek, że mówimy o czymś, co istniało już w Antyku i nadal porusza. Mówiłem – ludzie i historia.
Bilety można kupować na stronie Teatru Nowego.