O modzie oraz poszukiwaniu w niej własnego głosu. Również o odpowiedzialności, wolności i… zabawie. O tym, i nie tylko o tym, rozmawiałyśmy z Natalią Penar, stylistką, art directorką, projektantką marki The Room Berlin, twórczynią internetową. Natalia pochodzi ze Stargardu, ale prze długi czas mieszkała w Poznaniu, w którym na dobre związała się z modą. Aktualnie pomieszkuje w Berlinie, współprowadząc galerię sztuki ze swoim partnerem artystą Jacques Gassmann. Docelowo mieszka w niekonwencjonalnym miejscu – byłym konwencie sióstr zakonnych z lat 70 w Bawarii. I stamtąd najczęściej nadaje na swoim YouTube’owym kanale The Edit. A gdzie się spotkałyśmy? W Portugalii, znaczy w przywołującej wspomnienia o tym kraju kawiarni de nata z pysznymi pastelami na poznańskich Jeżycach, zapraszamy, dosiądźcie się!
Dlaczego wybrałaś w swoim życiu stylizację? Czy to było marzenie czy pomysł narodził się bardziej spontanicznie? Jak wyglądała Twoja droga?
Moda była zawsze obok muzyki, która była na pierwszym planie. Od dziecka byłam z nią związana, to było moje największe marzenie – śpiewać. Zawsze towarzyszyła temu moda, kreacje, strój. Byłam nawet w kilku programach muzycznych, np. w Idolu, ale to stare dzieje. Jednak w pewnym momencie obraziłam się na muzykę i już do niej nie wróciłam. Pierwszą działalność gospodarczą założyłam w wieku 20 lat i był to second-hand, więc moda krążyła wokół mnie od dawna. Po kilku życiowych znakach zapytania, pracy w korpo, zrozumiałam, że już nigdy w życiu nie będę robić tego, czego nie czuję i czego nie kocham. Oddałam się modzie, weszłam w nią bardzo mocno. Wtedy nie było szkół, więc ukończyłam kursy, uczyłam się, usystematyzowałam wiedzę i zaczęłam pracę w zawodzie. Wtedy to się jeszcze nazywało personal shopper, powolutku budowałam to wszystko, założyłam stronę, metodą prób i błędów tak się to toczyło.
Czym dla Ciebie Natalio jest moda?
Moda to dla mnie język, forma wyrazu i artyzmu. Ale przede wszystkim, jeśli mowa o nas, jest to przedłużenie osobowości. I uważam, że to jest bardzo dalekie od banału. Modę traktuję, jako coś, co ubiera moje emocje, mój nastrój, co oprawia moją osobowość, co dodaje jej pikanterii albo odwrotnie, kiedy chcę się za nią schować. Jest to dla mnie instrument, narzędzie. Instrument do zabawy formą, autoironią. Nie traktuję mody śmiertelnie poważnie, uwielbiam ją. Jeśli nie będziemy jej traktować, jako tylko użytkowej, funkcjonalnej, to może nam bardzo dobrze posłużyć. Moda daje mi po prostu wolność.
Wiele osoby pyta: jak zbudować własny styl? Co byś odpowiedziała poszukującej osobie? Co odpowiadasz? Czym jest własny styl?
To jest ciągły proces. Styl w naszej kulturze jest postrzegany, jako coś trwałego, a dla mnie styl jest zmienny, on ewoluuje wraz z nami, bo i my się cały czas zmieniamy. Oczywiście posiadamy jakiś core, ale on jest płynny. Powrócę do tego, o czym już wspomniałam, mianowicie styl dla mnie jest przedłużeniem osobowości, wynika z nas, z głębi, z zainteresowań, z tego czym się otaczamy, co czytamy – to wszystko jest stylem. Poukładanie sobie tych wszystkich elementów może nas ukierunkować. Konsekwentny styl jest możliwy, ale on również wynika z osobowości. Osoba, która nie lubi zmian, jest stała, chce mieć poczucie bezpieczeństwa, pozostanie konsekwentna w swoim ubiorze. A są również osoby, które nieustannie poszukują i chcą siebie odkrywać na nowo. Warto to obserwować, zobaczyć kiedy szafa przestaje do nas pasować albo jakie elementy już z nami nie rezonują, co z tej szafy wyciągnąć.
Jak to jest z tymi trendami, można czy nie można?
Pewnie, że można! Ale, jeśli nie chcemy wpaść w pułapkę pogoni za trendami, które są za szybkie, żeby je zatrzymać, które wywołują stan zagubienia, musimy umiejętnie z nich korzystać. Ja kocham obserwować trendy pod względem psychologii ubioru, ale jeśli chodzi o indywidualny styl i szafę, to najlepiej podpatrywać je na zasadzie: co do mnie pasuje. Personalizować te trendy, ale umiarkowanie. Nie dajmy się zwariować, bawmy się trendami, ale spersonalizujmy je i spróbujmy wyczuć, co z nami rezonuje.
Jako stylistka z pewnością przyglądasz się temu, co ludzie noszą na ulicach? Co myślisz o aktualnej modzie ulicznej, jak ją oceniasz?
Najczęściej obserwuję ulice w Berlinie, które są tak eklektyczne, tak inspirujące, tak pojechane, choć niekiedy też bardzo kloszardowe. Inspiruje mnie nowe pokolenie, które czerpie z mody vintage, z second-handów, świetnie to wszystko ze sobą miesza, na zasadzie wrong theory, czyli niedopasowane, a jednak dopasowane. Bardzo mi się to podoba, takie małe errory, znaki zapytania, coś, co nie jest dosłowne. Mi się ta niedosłowność ogromnie podoba! Jeśli chodzi o Polskę, to wciąż obserwuję, że nadal jesteśmy zbyt zachowawczy, banalni, choć to się zmienia. W większych miastach widać, że ludzie mają większe flow, większą odwagę. Oczywiście, wszędzie, czy w Polsce, czy w Kopenhadze, obecny jest tzw. copy-paste. Cały Instagram stał się kopiuj-wklej, mało jest tam indywidualizmu, choć oczywiście zdarzają się perełki. Tam wszyscy się nawzajem kopiują, jest jakiś jeden wyróżniający się kanon, na przykład dominującego minimalizmu i większość za nim podąża. Myślę, że duża nadzieja w młodym pokoleniu, które jest trochę bardziej pod prąd. Kiedyś to ulice dyktowały, jakie będą trendy, teraz przeniosło się to do Internetu. Aktualnie więcej kontaktu mam z Niemcami, z Berlinem i tam nie musisz mieć etykiet, logotypów, żeby wyglądać fajnie, oryginalnie. Tam nikt nikomu nie chce niczego udowadniać, nawet jeśli kogoś stać na projektantów, to pokazuje to w wysmakowany i dyskretny sposób. W Polsce natomiast to logo musi być widoczne. Jest tak dlatego, że moda pełni różne funkcje społeczne i jedną z nich jest aspekt aspiracyjny, wizerunkowy, dlatego te logotypy wciąż tutaj rządzą.
Jak oceniasz to, co dzieje się dzisiaj w świecie mody?
Uważam, że moda jest za szybka, byle jaka, brakuje w niej oryginalności, stała się bardzo bezmyślna i to bardzo mnie boli. Szybko, dużo, kupić, zapomnieć, wyrzucić na takiej zasadzie funkcjonuje główny nurt, który dostrzegam. Bardzo się cieszę, że odżyła moda z drugiego obiegu, którą ja zaczęłam się zajmować 20 lat temu, ale wtedy to był obciach. Mając dwa second-handy, starałam się zrobić z nich takie małe butiki, żeby klienci mogli się w nich dobrze i swobodnie poczuć. Teraz Vinted przeżywa renesans, jest Vestiaire Collective, małe instagramowe twory z rzeczami z drugiej ręki, w końcu zaczęliśmy to doceniać i to jest boskie! Ale uważam, że moda zrobiła się zbyt masowa i myślę tutaj również o markach sektora premium, a nawet high fashion. Jest za szybko, również dla projektantów, skąd oni mają czerpać inspiracje? Dlatego moda się powtarza, zatacza, co jakiś czas koła, bo ciężko jest wymyślić coś nowego w takim tempie. Moda jest w ogromnym kryzysie, miejmy tego świadomość. Tak naprawdę wciąż brakuje nam mądrej edukacji, dużo osób nie wie, po jakie materiały sięgać, MADE IN POLAND też nie oznacza, że to jest dobrej jakości i jest dobrze uszyte.
Jak możemy stać się jeszcze bardziej modowo odpowiedzialni? Często wiele ludzi pyta mnie, gdzie oddać sterty ciuchów, zalegające w kątach mieszkań. W Poznaniu jest kilka miejsc, jak chociażby „Coś na rzeczy”, w którym można wynająć swój wieszak i sprzedać swoje rzeczy lub oddać je do second handu „Vive Profit”, gdzie otrzymamy 1 zł za 1 kg do wykorzystania właśnie w tym second handzie. Ale, co zrobić, żeby te wspomniane stery nie rosły?
Mniej kupować i zredukować zakupy! My często, niestety, kupujemy emocjonalnie. To fear of missing out zwłaszcza podczas przecen i wyprzedaży. Ale to wynika również z niewiedzy o tym, kim jesteśmy, jaki jest nasz stylowy core, co nam służy, a co nie, a przez to często wybieramy przypadkowo bardzo szybko. Ja kocham modę, nie ukrywam, też kupuję, ale to wszystko jest bardzo przemyślane, zanim wpuszczę coś do mojej szafy, dużo myślę: czy to do mnie pasuje? Czy mnie reprezentuje? Czy ja to wynoszę? Ile razy to założę, czy to jest na okazję? Kupowanie na okazje to w ogóle jest bzdura, a my ciągle to w sobie mamy. To będzie na ślub, a to na imprezę, a później? Ubrane raz, na jedną okazję, potem to wszystko zostaje w szafie. Kluczem jest świadome kupowanie, bycie świadomym konsumentem. Wpływ influencerów też trzeba rozeznać, bo to co im pasuje, nie koniecznie będzie leżeć dobrze na nas, to są zupełnie inne osoby, niż my. A wtedy popadamy w taki schematyzm, to powoduje, że czujemy się modowo i stylowo zagubieni. Mamy dużo, ale to nie jest spersonalizowane. Uwielbiam odwiedzać second-handy, ale obserwuję pewien rodzaj uzależnienia od tego. Kiedy ja nie mogę znaleźć jednej rzeczy, a ludzie wychodzą z pełnymi torbami. Ubrania są tam łatwo dostępne, nawet już nie tak tanie, ale jeśli kupimy coś za 20-30 zł, to możemy ubrać 2-3 razy, a później się wyrzuci. Więc w SH naprawdę trzeba uważać, bo łatwo popaść w konsumpcjonizm i kupić o wiele za dużo. Ale, tak jak zaczęłyśmy, że moda to zabawa, też musimy wyważyć to z odpowiedzialnym kupowaniem. Zbalansować to.
Zbalansować to, ale co zrobić, kiedy sklepy z fast i ultra fast fashion tak kuszą?
Po prostu nie wchodzić do nich, omijać łukiem. Musimy nauczyć się inwestowania w modę. Trzeba zmienić sposób myślenia, powoli, małymi krokami wprowadzać nowe, bardziej jakościowe ubrania. I nie musimy przepłacać! Wspomniałam wcześniej o platformach z modą z drugiego obiegu, ja teraz już w większości kupuję z drugiej ręki. Zachęcam! I chciałabym tutaj również rozliczyć trochę influencerów, którzy promują niezdrowe nawyki konsumenckie, robią to kompletnie nieodpowiedzialnie, a młode pokolenie to obserwuje. To nie jest fajne!
Czego najczęściej szukasz w second handach i na platformach z ciuchami z drugiej ręki, i co polecasz szukać?
Fajnie inwestować w dobrej jakości marynarki, ja najczęściej szukam marynarek męskich. Dlaczego? Bo są świetnie uszyte, o wiele lepiej i mają o wiele lepsze składy. Na pewno szukałabym i szukam elementów ponadczasowych, na przykład ciekawych płaszczy, trenczy, oryginalnych torebek skórzanych z minionych dekad, jedwabnych krawatów, wełnianych spódnic. Butów też, ale zazwyczaj są to buty nowe. Skupiam się na klasyce, ewentualnie na rzeczach, które można przerobić, tak jak właśnie marynarki.
Czy zawsze marzyłaś o swojej marce tworzącej torebki (The Room Berlin)? Czy brakowało Ci czegoś na modowym rynku, że postanowiłaś stworzyć własną markę torebek?
Ja nigdy nie marzyłam o tworzeniu torebek, marzyłam o butach! Nie widziałam na rynku czegoś, co nie jest w segmencie high fashion, a nawet sektor premium nie dawał mi satysfakcji. Uznałam, że stworzę coś, co będzie odpowiadało moim potrzebom, czyli wygoda, funkcjonalność, ale też stylowość. Stworzę coś unikalnego. Tak jak wspomniałam wcześniej, moda daje mi wolność, i nawet tworząc markę, robię to dla siebie, dla tych wspaniałych kobiet, które mi ufają, ale nie związuje się z tą marką do końca życia. Jeśli uznam, że już tego nie czuję, to przestanę to robić i być może przyjdzie coś nowego.
Z serii szybkich pytań. Co Natalia Penar zawsze ma w swojej walizce podczas podróży?
Zawsze mam swoje torebki (The Room Berlin), bez nich się nie ruszam. Kilka par butów, różnych, bo uważam, że butami można fajnie pograć i zmienić szybko stylizacje. Zawsze mam przynajmniej dwie pary okularów słonecznych, często zabieram coś skórzanego, jakiś skórzany element garderoby, na przykład spódnicę czy marynarkę, bo one dodają takiego pazura. Mocno uzależniam swoją walizkę od celu swojej podróży i staram się, żeby była jak najbardziej kompaktowa. Kiedy wyjeżdżam na dłużej, zabieram ze sobą klasyczne elementy, które podbijam akcesoriami i to jest fajny patent na to, żeby nie mieć dużo, a móc modyfikować outfity. Zawsze mam ze sobą swój ulubiony zapach, bo on też nas ubiera. I oczywiście biżuteria, i paski! W mojej kosmetyczce jest też czerwona pomadka, żeby zmienić nastrój, szybki zabieg, który pozwala na zmianę casualowego looku na bardziej wieczorowy, za pomocą właśnie intensywniejszego koloru ust.

Z czego nigdy nie zrezygnujesz w swojej szafie?
Z butów, świetnych butów. Uważam, że dobre buty to jest podstawa stylizacji. Możesz mieć najprostsze dżinsy z vintage shopu, t-shirt, ale musisz mieć świetne buty.
Ulubiona para butów to?
Bardzo lubię męskie loafersy. Na pewno poszukuję oryginalności w butach, podchodzę do nich, jak do małych dzieł sztuki. Dla mnie to jest element takiej sztuki użytkowej, w którym poszukuję piękna.
Styl czy wygoda? Czy trzeba to rozróżniać?
I to, i to! Koniecznie razem! To musi rezonować ze sobą, bo jeśli ubranie nie pracuje wraz z nami, czujemy się w nim niekomfortowo, czujemy się skrępowani, to za tym idą wszystkie konsekwencje.
Kto lub co najbardziej Cię inspiruje?
Sztuka, jej kolory. Wszystko jest inspiracją! Chodzi o tę wrażliwość, która pozwala nam wyłapywać niuanse, które nas inspirują.
Na koniec: dokończ zdanie: idealny świat mody to…
Taki, w którym mamy większą czułość do samych siebie, większe zrozumienie nas samych, przez co sprawiłby, że nasze wybory byłyby bardziej zrównoważone. To taki świat, w którym wybieramy rzeczy skrojone bardziej dla nas i ograniczamy ten okropny przemysł fast fashion. Świat bardziej slow, z większym luzem, w którym nie ma ciśnienia na to, żeby mieć, mieć, mieć bylejak. Mieć jakość i być jakością, tak byłoby najpiękniej!