Magda i Mateo, czyli świetnie znany gastro duet z Poznania, który działa od 2015 roku jako marka MyTuJemy. Odwiedzają miejscówki, kochają jedzenie i pokazują to tak, że ślinka sama cieknie. Od lat wyznaczają w Poznaniu kulinarne trendy. Na Instagramie dzielą się inspiracjami, a poza nim prowadzą szkolenia, warsztaty oraz audyty marketingowe i wizerunkowe. W tym roku MyTuJemy świętują swoje 10 urodziny działalności, a to dobra okazja, żeby porozmawiać o tej kultowej już stronie, jej historii oraz nowych wyzwaniach na przyszłość.
Wróćmy do Waszych początków. Jakie macie wspomnienia związane z tym okresem?
Może wydać się to nieco zabawne, ale najbardziej pamiętamy wspólne obiady w stołówce studenckiej „Jowita”. Choć nie jest to jedno z pierwszych miejsc, które odwiedziliśmy pod szyldem „MyTuJemy”, to bezustannie do tych chwil wracamy i wspominamy, jak to było zjeść surówkę i napić się kompotu w szalonej cenie 5 złotych i 10 groszy. No i jeszcze w pamięci na długo zostanie to, że w duecie chcieliśmy oboje robić dosłownie wszystko. W ogóle nie przyszło nam do głowy, że ktoś mógłby czegoś nie robić. Na szczęście szybko doszliśmy do tego, że jednak 1+1 działa wtedy, gdy każda ze stron dodaje do projektu to, co umie robić najlepiej.
Czy był jakiś przełomowy moment, w którym zrozumieliście, że ten projekt jest dla Was bardzo ważny?
Takich momentów było sporo. Zacznijmy od pandemii – choć rokowania dla gastro nie były zbyt dobre, my poszliśmy w pomoc restauratorom – tak jak umieliśmy najlepiej, organizując Poznański Festiwal Jedzenia w Domu. Wtedy wszystko kręciło się dookoła domu… i jedzenia. Dopiero tak naprawdę pandemia pokazała wielu ludziom, jak spożywanie posiłków, restauracje, kawiarnie są ważne w ich życiu. Kolejne momenty to na pewno te, które można wrzucić do worka „prywata”, tj. budowanie związków, macierzyństwo Magdy, odejście z etatowych prac na rzecz MyTuJemy. Jesteśmy z tych, którzy czują się bezpieczniej, kiedy zmiany dzieją się na drodze ewolucji, a nie rewolucji, dlatego działo się to wszystko krok po kroku. No i obecnie jesteśmy tutaj. Fajnie, co?
Za jakim miejscem tęsknicie najbardziej, które już nie istnieje na mapie Poznania?
Fishka, Geranium z kuchnią roślinną z Jeżyc, Święty (nie z wyboru właścicieli, a na wskutek pożaru kamienicy przy Kraszewskiego). Te trzy miejsca chyba najbardziej zapadły w pamięci. Fishka ratowała w czasach studenckich, Geranium karmiła w trakcie pandemii, a Święty był zawsze wspaniałą śniadaniowo-deserową odskocznią.
Jakie najlepsze, najśmieszniejsze wspomnienia macie z tych 10 lat?
To chyba nigdy nam się nie znudzi, ale najbardziej rozbawiają nas sytuacje, w których ktoś pisze do nas z prośbą o rezerwację stolika w naszej restauracji… Odważni. (śmiech)
Czego brakuje Waszym zdaniu w Poznaniu?
Byłoby super, gdyby ktoś stworzył miejsce z kuchnią nordycką. Taką ze szwedzkimi klopsikami z przeróżnych mięs – byłoby super! Poza tym, wciąż w Poznaniu nie zjemy dobrej kuchni brytyjskiej z full english breakfast oraz fish & chips na czele. Brakuje też smaków Ameryki Południowej. Z rzeczy bardziej przyziemnych, wciąż brakuje nam miejsca na sushi w wersji „all you can eat”. Np. we Włoszech, takie miejsca biją rekordy popularności, często mogą pomieścić w swoich wnętrzach nawet do 500 osób. I wciąż marzy nam się kuchnia polska w nowoczesnym wydaniu, np. jak robi to Beata Świechowska w Młodej Polsce we Wrocławiu.
Jak wygląda Wasz typowy dzień pracy? Czy taki w ogóle istnieje?
No jak to jak? Jedzenie na mieście 24/7! A tak serio, to wcale tak nie jest zawsze, nieczęsto kończymy z biednymi sałatkami z sieciówki albo bułką z piekarni na obiad. Nasza praca to spora dawka planowania, klikania przed komputerem, spotkań, burz mózgów – wszystkiego tego, czego nie widać na Instagramie. Zabawne, że o to pytasz, bo akurat kilka dni temu stwierdziliśmy, że musimy zacząć pokazywać ludziom więcej kulis MyTuJemy czyli „pracy, której nie widać”. Formalności, kontakt z klientami, moderacja profili, generowanie contentu – to wszystko się dzieje codziennie. Poza byciem twórcami internetowymi, jesteśmy też przedsiębiorcami, a każdy, kto prowadzi działalność w Polsce wie, że to szereg bardzo przyziemnych obowiązków. Poza tym… żaden dzień w MTJ nie jest taki sam i w sumie to w tej pracy bardzo lubimy!
Co jest najtrudniejsze w prowadzeniu MyTuJemy?
Łączenie sfery zawodowej z prywatną. Nigdy do końca nie wiadomo, gdzie zaczynamy odpoczywać, a gdzie nadal pracujemy. Dla wielu naszych znajomych wyjście do restauracji to forma spędzenia wolnego czasu, dla nas to kolejny moment, w którym prywatność styka się z pracą. Nasze mózgi pracują bezustannie – spacerując po Poznaniu, odwiedzając lokale, biorąc udział w wydarzeniach, a także scrollując telefon wieczorem. Ciężko jest trzymać się tu jasnych granic, szczególnie, gdy większość miasta kojarzy Ci się po prostu z własnym biznesem.
Macie wolny dzień i dużo czasu, jak i gdzie go spędzacie w Poznaniu? Macie jakieś scenariusze w głowie?
Zdecydowanie w taki dzień nie planujemy. Dajemy się ponieść nogom / rowerowi. Jedziemy gdzieś do centrum, pozwalając sobie na zgubienie się gdzieś w trasie. Odkrywamy nowe miejsca, poznajemy Poznań na nowo, zwracając uwagę na to, co w codziennej gonitwie mogło nam umknąć. No i przede wszystkim cieszymy się z tego, że możemy spędzić czas z bliskimi, a oni cieszą się z tego, że nie muszą jeść zimnego obiadu (no tak, najpierw fotki, potem jedzenie, które wystyga nierzadko).
Ostatni rok był dla Was przełomowy. Postawiliście na rozwój i to dosłownie!
To prawda. Zaczynaliśmy od profilu na Instagramie, a aktualnie jesteśmy portalem. Rok temu poszerzyliśmy zespół o dwie osoby – dołączyła do nas Ania Frankowska, która zajmuje się materiałami wideo oraz Ty, czyli osoba odpowiedzialna za copywriting. Natomiast w styczniu tego roku odnowiliśmy naszą stronę internetową i wystartowała gastro-wyszukiwarka MYTUJEMY. Teraz można łatwo i szybko znaleźć miejsce dla siebie, z podziałem na wiele kryteriów, m.in. okazję, kuchnię czy wielkość grupy.

Wyszukiwarka to teraz Wasze oczko w głowie. Powiedzcie proszę, skąd wziął się pomysł i ile trwały jej przygotowania?
Pomysł wyszedł od naszych obserwatorów. Może nie tak bezpośrednio, ale bezustannie otrzymywaliśmy wiadomości, pt. „Gdzie zjeść to i tamto?”, „Dokąd wybrać się na urodziny?”, „Może zrobilibyście mapkę z polecanymi przez Was miejscówkami, aby można było łatwo je odnaleźć?”. Najpierw wydaliśmy książkę „Fyrtle: My Tu Jemy”, potem stwierdziliśmy, że część przewodnikowa tego wydawnictwa to jest to. To jest to, czego potrzebują ludzie – statycznego miejsca w sieci, w którym będą mogli filtrować lokale, odnajdując te najbardziej dopasowane do ich potrzeb. O tej potrzebie powiedzieli nam jasno nasi obserwujący. Zauważyliśmy, że ich wymagania dotyczące gastro miejscówek stają się coraz bardziej konkretne, a Instagram nigdy nie był dobrym miejscem do wyszukiwania lokali.
Teraz wyszukiwarka, a potem… Zdradzicie, co planujecie następnie?
Plany mamy rozpisane na najbliższe 5 lat, ale wdrażamy je stopniowo. Na pewno poza częścią działalności online, rozbudujemy swoją obecność w świecie offline. Czujemy, jak wiele ograniczeń niesie Internet, jak wszyscy po pandemii potrzebujemy realnych spotkań, kontaktu, poczucia społeczności w realu.
Jak już wcześniej wspominaliśmy – wolimy spokojny obrót spraw. Choć nauka nowych rzeczy to zawsze spora frajda – to również dużo pracy, stresu i tremy… Zwłaszcza, kiedy coś ma ujrzeć światło dzienne i zostać zweryfikowane przez naszych fanów. Miesięcznie nasze treści docierają do grona ok 300 tys. osób. To jest spora odpowiedzialność, którą czujemy każdego dnia.
A myśleliście o ekspansji na inne miasta?
Na pewno sercem i ciałem wciąż zostajemy w Poznaniu – mamy tu jeszcze sporo do podziałania!
Zapraszamy na profil MyTuJemy.
Zdjęcia @lula_shots