Łukasz Majewski, czyli @nomadawdrodze w połowie lata wyruszył w podróż rowerem prosto z Poznania do Mongolii. Mówi o sobie, że nie lubi przygód i woli bezpieczeństwo. Opowiedział nam o początkach swoich podróży oraz wyzwaniach, które napotkał na trasie. Bez czego Łukasz nie wyobraża sobie wyprawy? Jakich poznał inspirujących ludzi?
Moje pierwsze pytanie brzmi – dlaczego rower? Kiedy zaczęło się Twoje zainteresowanie podróżami właśnie tym środkiem transportu?
Rower to dla mnie idealny środek transportu. Nie za wolny, nie za szybki, a do tego w eksploatacji wychodzi zdecydowanie taniej niż samochód czy motor. Rower też przyciąga uwagę, jest atutem podróżniczym, dzięki czemu zdecydowanie łatwiej z kimś zacząć rozmowę.
Mongolia – brzmi jak wyzwanie. Skąd pomysł na tak odległą destynację? Dlaczego wybrałeś akurat ten kierunek i jak wyglądało Twoje przygotowanie do tej podróży?
Mongolia to ojczyzna nomadów, a ja w końcu jestem nomada w drodze. A tak na serio, to okazało się, że kilka krajów poluzowało restrykcje wizowe i droga lądowa stała się możliwa, także przyczyna jest dosyć prozaiczna.
W podróży do Mongolii jesteś już od jakiegoś czasu. Jakie jest największe wyzwanie, które napotkałeś na swojej drodze? Może jest coś, na co nie byłeś zupełnie przygotowany?
Chyba przerósł mnie. póki co, Afganistan i to, jak wygląda ten kraj pod rządami talibów. Również tamtejszy apartheid płciowy i ilość bezdomnych dzieci – to mną wstrząsnęło najbardziej.
Wcześniej swoją przygodę z podróżowaniem rowerem zaczynałeś od Dolnego Śląska, później Czechy, Norwegia i Tadżykistan. Czy to prawda, że apetyt rośnie w miarę jedzenia?
Trochę tak jest, choć obecnie myślę o tym, żeby bezpiecznie dojechać do końca, wrócić do domu i pogrążyć się w zwykłej codzienności, która jest wspaniała. Codzienności, która pewnie znowu trochę poblaknie i znowu gdzieś trzeba będzie pojechać.
Jakie jest Twoim zdaniem największe wyzwanie w takiej podróży? Destynacje, które wybierasz są jednak niebezpiecznymi miejscami. Tak samo ta podróż, którą teraz odbywasz, biorąc pod uwagę konflikty panujące na świecie. Od czego zacząłeś planowanie tej podróży? Jak się do niej przygotowałeś?
Myślę, że niebezpieczne to bardzo relatywne słowo. Ja bardzo nie lubię przygód, lubię bezpieczeństwo, a ryzyko staram się ograniczać do minimum. Ludzie generalnie są dobrzy, a jak się podróżuje na rowerze, to tym bardziej się to odczuwa. Co do niebezpieczeństwa, to najlepiej dużo czytać i uczyć się języków. Myślę, że przy rozumieniu podstawowych kodów kulturowych danego kraju, ryzyko nieprzyjemności spada bardzo mocno. Jednak komunikacja z drugą osobą i rozumienie pewnych specyficznych uwarunkowań może być kluczowe do swobodnego i bezpiecznego podróżowania.
Jakbyś miał stworzyć „rowerowy starter” Łukasza, to co by się w nim znajdowało?
Moimi priorytetami jest mobilność i ekonomia wyjazdu, więc „ABC” wygląda następująco: rower, namiot i kuchenka na benzynę. Trzy przedmioty bez których nie wyobrażam sobie podróżować.

W jednym z wywiadów wspomniałeś, że kiedy podróżujesz towarzyszy Ci „borderline podróżniczy”. Jednak czy te dobre sytuacje przeważają nad tymi złymi? Czy w ogóle można przygotować się psychicznie na takie wyzwanie?
Dużo rowerzystów mówi, że jedzie się głową, a nie nogami i ja się po tym podpisuje. Głowa zawsze pracuje, czy to w górach, czy na nudnych płaskich odcinkach. Często się nie chce, szczególnie jak jest mokro, zimno czy za gorąco. Ale koniec końców, codziennie się coś dzieje, codziennie przewijają się nowe osoby, historie, widoki. To są mocne dragi, trzeba na nie uważać, bo podróże mocno wciągają. Tak, te dobre rzeczy przeważają, czasami się je dostrzega dopiero z czasem, ale jest ich wiele.
A czy da się przygotować na kryzys? To bardzo indywidualne, każdy musi to przepracować sam ze sobą i odpowiedzieć sobie czego w takim momencie potrzebuje najbardziej.
Mogę tylko zakładać, że na swojej drodze spotykasz mnóstwo inspirujących ludzi. Inne kultury, zachowania, historie, których jak podejrzewam słyszałeś już wiele. Z wielką chęcią usłyszałabym je wszystkie, jednak czy jest kilka takich, które najbardziej zapadły Ci w pamięci?
W tej podróży to zdecydowanie historia Pana M., którego spotkałem zupełnie przypadkiem w Kabulu. Jest dziennikarzem, a raczej nim był. W nowym, teokratycznym państwie wylądował na marginesie społecznym. Mówił, że będzie musiał sprzedać dom i wraz z całą rodziną wyjechać do Pakistanu, gdzie będzie mógł zacząć życie na nowo. Córka wkrótce nie będzie mogła kontynuować edukacji (w Afganistanie dziewczynki mogą uczęszczać maksymalnie do 6 klasy podstawowej), a on z wilczym biletem od talibów nie może znaleźć pracy. Historia M. chyba zostanie ze mną na długo.
Tak długa podróż wydaję się być bardzo samotnym przedsięwzięciem. Jakie uczucia towarzyszą Ci, kiedy jedziesz zupełnie sam przez pustą drogę, która z oddali wygląda tak, jakby nie miała końca?
W podróży, szczególnie tej na rowerze rzadko jest się samotnym. Pierwszy etap tej podróży pokonałem razem z moją dziewczyną Polą i potem w teorii jadę sam… Rower jest jak magnes, przyciąga wzrok, ludzi i pytania. Dziennie mam kilkanaście interakcji z ludźmi, także pod koniec dnia myślę tylko żeby znaleźć nocleg gdzieś, gdzie w końcu można odpocząć i przetrawić cały dzień w samotności. Brakuje mi natomiast głębszych relacji ze znajomymi, przyjaciółmi, rodziną czy dziewczyną. To jest niestety cena bycia ciągle w drodze.
Uważam za wspaniałe to, że opisujesz swoje podróże na Instagramie. Przyznam, że czytając Twoje historie, które opisujesz zawsze mam niedosyt. Czy nie myślałeś o wydaniu książki, myślę, że nie tylko ja, ale wiele osób by po nią sięgnęło.
Coś tam w głowie kiełkuje, niemniej dłuższa forma rządzi się swoimi prawami niż taka felietonowa. Poza tym, musiałbym w końcu usiąść przy biurku i odstawić rower w kąt na dłużej, a to nie jest takie proste.
Czy masz jakąś radę dla początkujących? Dla osoby, która jest zupełnie zielona w tym temacie, a bardzo chciałaby zacząć podróżować.
Najlepiej zacząć od małych kroków, nie kupować sprzętu, tylko wykorzystać to, co się ma pod ręką albo ewentualnie pożyczyć. Można wyjechać gdzieś blisko domu, zanocować w lesie i zobaczyć jak to jest i małymi krokami, aż w końcu można ruszyć dalej i dalej, przesuwać powolutku swoje granice.
Jak spędziłeś święta i sylwestra? Jak to wyglądało na drugim końcu świata?
Jeżeli chodzi o święta i Nowy Rok to był to dość ciężki czas. Zostałem na czas świąt w hostelu – prysznic, jedzenie i rozmowa z bliskimi – było cudownie. Niestety pierwszego dnia jak wyjechałem to złapałem grypę, która strasznie mnie męczyła w trakcie jazdy i do teraz czuję, że jeszcze nie jest dobrze. Na dodatek dostałem infekcji lewego oka i straciłem ostrość wzroku na kilka dni. Także mam za sobą dosyć ciężką przeprawę.
Gdzie aktualnie się znajdujesz i czy po takim czasie napotkałeś w podróży więcej wyzwań?
Jestem aktualnie w Biszkeku, stolicy Kirgistanu i w niedzielę ruszam do Kazachstanu, a po 500 kilometrach powinienem dotrzeć do Chin, bardzo się cieszę z tego powodu.
Widziałam na Twoim Instagramie, że musiałeś podróżować w bardzo niskich temperaturach, byłeś do tego przygotowany? Jak wygląda podróż rowerem w tak niskiej temperaturze?
Oj było zimno, nocą w Pamirze temperatura spadła do 30 stopni na minusie. Mam dobry śpiwór, to podstawa, zaopatrzyłem się też w ubrania, ale większość z lumpa. Metoda na cebulkę, ciągłe zakładanie czy ściąganie dodatkowych warstw dało radę. Kupiłem też walonki na targu, mieściły się do nich trzy skarpety, dzięki temu było mi bardzo ciepło też w stopę. Jak jeździsz w takich temperaturach to trzeba się non stop rozgrzewać. Mam zawsze ze sobą termos z ciepłą herbatą, na wszelki wypadek, żeby móc się ogrzać. Generalnie trzeba być cały czas w ruch, wtedy odczuwanie zimna jest zdecydowanie mniejsze.
Wiem, że nadal jesteś w podróży, ale czy masz już plan na kolejną? Kiedy w Twojej głowie rodzi się pomysł na następną destynację?
Pomidor. Coś się rodzi u mnie w głowie, ale jeszcze dosyć daleko do realizacji planów. Na razie myślę tylko o tej Mongolii i zimie, która jeszcze mnie czeka.
Wszystkie zdjęcia pochodzą z @nomadwrdordze