„Rób to co kochasz, nawet jeśli inni myślą inaczej!” – Agata Wojtczak, właścicielka marki Brain Inside

Moda
11 kwi 2022
Dawid Balcerek

Kiedyś ich nienawidziła, dzisiaj je kocha. Nawet chwali się, że potrafi dobrać czapkę do każdej głowy i twarzy. Poznajcie Agatę Wojtczak, założycielkę i mózg firmy Brain Inside. Marki, która wrzuciła czapki na wyższy poziom. Poziom gadżetu garderoby, który niekoniecznie musi się kojarzyć tylko z zimą. Agata to również zapalona sportsmenka i podróżniczka, która nie może usiedzieć zbyt długo w jednym miejscu, więc nasze tematy nie skończyły się tylko na okryciach głowy.

Proszę przybliż nam historię Brain Inside. Skąd wzięła się Twoja miłość do czapek?

Wszystko zaczęło się od tego, że latem, ucząc się pływać na wakeboardzie, nie mogłam znaleźć czapki zimowej. Letnie wieczory są chłodne, szczególnie kiedy masz mokre włosy i spędzasz czas na zewnątrz. Każda sprzedawczyni patrzyła na mnie z ogromnym zdziwieniem, kiedy wchodziłam do klimatyzowanego sklepu, bo na zewnątrz było 30 stopni, i pytałam o czapkę zimową. No i tak zrodził się pomysł – zauważyłam niszę na rynku. Popytałam znajomych. Okazało się, że oni też nie są zadowoleni z oferty czapek zimowych nie tylko latem, ale i zimą.
Pomysł był – tylko jak go wykonać, gdy jesteś zaraz po studiach a na koncie masz tylko kasę, żeby kupić musztardę do lodówki, co by pusta nie stała, bo nie wypada. (śmiech)
Tak że na kontener czapek z Chin stać mnie nie było. Zaczęłam kombinować – i tak wpadłam na pomysł ręcznej roboty. Małe nakłady i mogę zrealizować wszystkie swoje odjechane pomysły! Tylko jak to zrobić, skoro ja nie umiem robić na drutach? (śmiech) Z pomocą przyszedł OLX – dałam ogłoszenie – i zgłosiły się panie, które są ze mną do dziś. A potem było tylko lepiej i lepiej. Możliwości wymyślania modeli, łączenia kolorów, wprowadzania małych zmian były tak ogromne, że wiedziałam, że to jest coś dla mnie. Każda czapka może być inna, mogę próbować, zmieniać, działać. Jest to cudowna wolność, której potrzebowałam na początek, a której nie dają nawet polskie szwalnie.

Wszystko od Was jest „made in Poland” i produkowane przez…. seniorki. Proszę rozwiń ten temat. 

Nasza firma po prostu stoi seniorkami! Bez nich Brain Inside nie miałoby sensu. Dajemy zatrudnienie seniorkom, które mogą dorobić sobie do emerytury i robić to, co kochają w domowym zaciszu. Co tydzień nasze seniorki dostają materiały, z których robią czapki (oczywiście zgodne z opracowanymi wcześniej modelami). Pracują z domu i raz w tygodniu widujemy się u nas w biurze. Sprawdzamy wykonanie, dodajemy metki, pięknie pakujemy i wysyłamy do naszych klientów. Jeżeli chodzi o czapki nie ręcznie robione, to współpracujemy z cudowną firmą z Krakowa. To bardzo ważne z kim współpracujesz – staram się otaczać tylko pozytywnymi ludźmi, dla których moje pomysły to nie kolejny problem, a kolejne wyzwanie, które chętnie podejmą.
I tak właśnie jest w Brain Inside. Seniorki zawsze podołają moim odstrzelonym pomysłom i dodają jeszcze własne, a ekipa z Krakowa nigdy nie mówi nie! Nasza firma po prostu stoi seniorkami!

Śledzę Wasz profil i widzę, że czapka niekoniecznie musi się kojarzyć z zimą i chłodną pogodą…

Dokładnie. Jak spojrzysz chociażby na pogodę w Polsce, to okaże się, że czapka towarzyszy nam prawie przez cały rok. Nie wspomnę już o wyjazdach za granicę.

Do kogo kierujecie swoje produkty?

Naszym docelowym klientem jest każdy, kto docenia wysoką jakość i produkty wykonane z pasją i miłością. Każdy, kto chce mieć coś niezwykłego, oryginalnego i wartościowego. Każdy, kto rozumie ogrom pracy włożony w wykonanie produktu w Polsce i utrzymanie firmy na naszym rynku.
Zaskoczę Cię pewnie tym, że naszymi klientami docelowymi są również osoby, które nie lubią czapek! Tak! Właśnie osoby, które nie chcą chodzić w czapkach, ponieważ uważają, że źle w nich wyglądają.
Za młodu nienawidziłam czapek. Wyglądałam w nich strasznie, a mama zmuszała mnie, żebym w nich chodziła. Oczywiście za rogiem czapka lądowała w kieszeni. Stworzyłam czapki, które sama chcę nosić. Będąc często na targach mody i słuchając potrzeb klientów stworzyłam wiele modeli czapek. Szczycę się tym, że jestem w stanie dobrać czapkę do każdej głowy i twarzy. A nie zliczę nawet maili i podziękowań, kiedy moi klienci kupowali swoją pierwszą w życiu czapkę i nie mogli wyjść z podziwu, że jednak da się dobrze wyglądać w czapce i jeszcze nie marznąć.
Podsumowując – kochasz czapki lub ich nienawidzisz? Jesteś naszym klientem docelowym. (śmiech)

A co jeszcze oprócz czapek?

Skupiamy się jeszcze na dodatkach zimowych. Robimy to, co umiemy i to, co kochamy: czapki, okrycia szyi, czyli szaliki, kominy i tuby, opaski handmade, rękawiczki handmade – takie na totalnym oldschoolu – z jednym palcem i sznureczkiem – załóż i poczuj się znów jak 9-latek.

Jak już jesteśmy przy dzieciach. Widziałem, że macie również kolekcję „Kids”, czyli celujecie nie tylko w tych dużych wariatów.

Tak, kolekcja „Kids” rozwija się z każdym rokiem. To często sami klienci podsuwają mi pomysły, na które nigdy bym nie wpadła. Każdy taki pomysł zapisuję i w końcu przychodzi czas na jego realizację. I tak było z kolekcją „Kids” – rodzice bardzo chcieli, aby ich pociechy też miały takie piękne i ciepłe czapki (najlepiej takie same jak oni) – i no jak mogłam odmówić? (śmiech)

Twoja marka to kolory, czasami szalone. Czy znajdzie się też coś dla takich nudziarzy jak ja, którzy lubią prostotę oraz stonowane barwy?

To dobre pytanie. Pamiętam jak zakładałam Brain Inside to moim marzeniem było pokolorować naszą szarą, polską zimę. I obiecałam sobie, że w Brain Inside nie znajdą się takie kolory jak szary, bordo, butelkowy czy musztardowy! Same neony i koniec! Jednak współpraca z mądrymi ludźmi popłaca. Swego czasu dwie moje znajome przekonały mnie, że Brain Inside powinien być dostępny dla wszystkich. Ludzie kochają jesienne kolory, dlatego Brain nie powinien wyróżniać się tylko neonowymi kolorami, ale bardziej jakością wykonania, pięknem designów i wszystkimi kolorami, bo każdy jest piękny. Zmuszały mnie do przeglądania Vogue, Elle, Twojego Stylu i innych magazynów modowych, żebym przekonała się, że jesienne kolory też potrafią być piękne.
No i udało się! Dlatego teraz u nas każdy znajdzie coś dla siebie – od żarówiastych fluo po piękne szarości, beże i kolory jesieni. Cieszę się, że pokochałam te kolory. Po pierwsze dlatego, że nigdy nie sprzedawałabym czegoś, co mi się nie podoba. Po drugie dlatego, że po tej decyzji sprzedaż wzrosła o ponad 100%. Także biznesowo ta decyzja była genialna.
Chcemy żeby w Brain Inside każdy znalazł coś dla siebie, dlatego oferta jest tak rozbudowana.
A tak po cichu sobie myślę, że choć może nie zawsze skusisz się na fluo pomarańcz, to może się zainspirujesz? To może ten pomysł zostanie Ci w głowie i w przyszłym sezonie zdecydujesz się na przygaszony pomarańcz. A za dwa lata stwierdzisz, że w sumie w żarówiastym pomarańczu Ci do twarzy?
Sama na sobie przekonałam się, że do wielu kolorów możemy się przyzwyczaić – często wiemy w czym dobrze wyglądamy i nie wychodzimy poza te ramy. Ja z racji zawodu przymierzam miliony czapek i z czasem okazuje się, że kolory, które zawsze uważałam, że są „absolutnie nie dla mnie” pasują do mnie i wyciągają ze mnie nowe, fajne odsłony piękna.

Trochę już siedzisz lat na rynku street wear’owym. Ludzie zaczęli doceniać lokalne marki i handmade. Jak oceniasz aktualny rynek w Poznaniu i kraju?

Tak, Polacy już od dłuższego czasu doceniają wartość produktów robionych ręcznie. Rzeczywiście z roku na rok widać coraz większą świadomość zakupową. Ludzie zaczynają czuć różnicę między produktem wykonanym w Azji a w Polsce. Cena jest inna, oczywiście, ale jakość nieporównywalna. Jesteśmy dumni, że tyle osób rozumie i docenia naszą pracę. Coraz częściej nawet spotykamy się z opinią klientów, że nasze produkty są relatywnie tanie w porównaniu do innych polskich marek.

Rok 2021. Twój i Brain Inside. Udany? Pandemia, sukcesy?

Nie było źle. Udało na nam się, bo w 2020 pandemia wjechała w marcu, a my właśnie wtedy kończymy sezon. W 2021 targów mody, które są jednym z głównych filarów naszej działalności, było znacznie mniej. Ale dzięki temu rozwinęliśmy sprzedaż internetową i nauczyliśmy się nowych rzeczy! Zdecydowanie na plus!
Mega sukcesem dla mnie było wprowadzenie nowej kolekcji czapek z printem, którym mogłam zrobić sesję podczas moich letnich podróży. Sesja z nowo poznaną Kolumbijką Claudią (teraz się przyjaźnimy) pod palmami była czymś zupełnie nowym dla firmy zajmującej się zimowymi dodatkami. Wyszło tak fajnie, że Claudia przyjechała do mnie, do Polski, aby pomóc mi w stworzeniu całej sesji zimowej na 2021-2022, a efekty możecie sami zobaczyć w necie.

Wiele razy podejmowaliście współpracę ze sportowcami – od sportów zimowych, po te związane z latem i wodą. 

Nie jesteśmy Red Bullem i nie mamy hajsu, żeby wspierać sportowców. Ale z racji tego, że dużo podróżuję – znam wielu fascynujących ludzi, a oni kochają nasze czapy. (śmiech) Współpraca jest obopólna. My im kolorowe czapy, dobre słowo i wódkę na wyjazdach, oni nam super fotki i fejm, gdzie się da. Czego chcieć więcej. (śmiech)
Jesteśmy małą firmą, ale często sponsorujemy różnego rodzaju zawody wake’owe, snowboardowe, czy kobiece inicjatywy. Zawsze fajnie poczęstować naszą czapą kogoś z zajawą.

W asortymencie macie sporo czapek, ale pamiętam, że kiedyś też robiliście fajne koszulki i bluzy. Czy ten temat umarł? Czy jest szansa jeszcze na wznowienie? 

Koszulki to był strzał w 10. Mieliśmy mnóstwo opinii, że nasze koszulki to najlepsza jakość na rynku. Oczywiście nie przypadkowo, bo zawsze staram się zrobić wszystko, aby mój produkt obronił się przede wszystkim jakością. Ale Tak jak mówiłam wcześniej, skupiamy się na tym co kochamy najbardziej i robimy najlepiej! Czapki!

Jedną ze swoich czapek nazwaliście „explorer”. Ta nazwa chyba dobrze nawiązuje do Twojej drugiej pasji, którą są podróże.

Mój model biznesowy trochę różni się od standardowych. Jak ja to mówię „ja już się w życiu napracowałam i to bardzo ciężko”. Kocham podróże i to jest mój najwyższy priorytet. Całe moje życie jest podporządkowane tej pasji.
Pierwsze 1500 zł na otwarcie firmy pożyczyłam od koleżanki – zaczynałam na minusie. I bardzo, ale to bardzo ciężko pracowałam, żeby zarobić na życie i spłacić kredyt, a co dopiero coś zarobić i odłożyć. Do tej pory moi dalsi znajomi pytają zdziwieni „To z czapek da się żyć?!” Ale udało się i po latach doszłam do takiego miejsca w życiu, gdzie mogę pół roku ciężko pracować, a drugie pół zwiedzać świat i wydawać odłożone pieniądze. Nie mam super auta i domu pod Poznaniem. Zarobione pieniądze wolę wydać na samolot do Urugwaju lub na wyjazd na dechę do Japonii.
Każdy ma priorytety – ja chcę żyć i robić to co kocham, a do tego potrzebne są pieniądze.
Więc pół roku ciężko pracuję, a drugie pół roku robię to, do czego jestem stworzona – poznaję tysiące ludzi i zwiedzam świat z plecakiem – najlepiej sama – bo to adrenalina i wyzwanie – a wtedy człowiek czuje, że żyje.

Chyba zbyt często nie bywasz w Polsce? 

Staram się być w Polsce jak najkrócej, ale ostatnio bywam po pół roku.

Ok, to teraz pochwal się trochę gdzie już byłaś!

Podczas studiów przejechałam prawie całą Europę, również autostopem (mając pierwszy w życiu wypadek samochodowy). Ostatnio udało mi się zrobić roadtripa po Bałkanach, zahaczając jeszcze o Turcję i Maltę. Na snowboardzie spełniłam swoje freeridowe marzenia w Gruzji. Parę lat temu mieszkałam rok na Islandii, a potem życie tak się złożyło, że mogłam sobie pozwolić na rok podróżowania samej z plecakiem po Ameryce Latino. Wtedy mieszkałem trochę w Panamie, we wiosce kajtowej. I pojechałam dalej do Kolumbii, Ekwadoru, Peru i Boliwii. W Boliwii zostałam trochę dłużej pracując jako barmanka w najbardziej imprezowym hostelu w całej Boliwii (nazwy nie podam, ale kto był ten, nie ma wątpliwości o jakim miejscu mówię). Potem udało mi się znaleźć pracę w Meksyku jako PR owiec Glampingu na plaży i KiteSzkoły. Spędziłam tam pół roku, a drugie pół przejechałam sama cały Meksyk od zachodu na wschód. Potem zahaczyłam jeszcze USA i Kubę. Podczas podróży nauczyłam się płynnie mówić po hiszpańsku i spełniłam swoje kolejne marzenie – mogę nazywać się poliglotką (śmiech).
Teraz już wiem że Soy polaca, pero tego alma mexicana (jestem Polką, ale mam meksykańską duszę). Jak na razie to jest moje miejsce na ziemi. Oczywiście dalej zwiedzam świat i nigdzie nie chce mieszkać na stałe, ale gdybym dziś miała wybrać jedno miejsce, to byłby to Meksyk, Kocham w nim absolutnie wszystko – jego wady i zalety.

dav

Jesteś w ogóle spamiętać kraje, w których byłaś? Ile ich masz na liczniku? 

Ja nazywam się „człowiek zakręt” – nie pamiętam co wczoraj jadłam na śniadanie, a mam pamiętać wszystkie miejsca, w których byłam? (śmiech) Ale… ale! Oczywiście mam listę moich podbojów. W tym momencie szykuje się na numer 37 – Maroko.

Kolejną pasją jest sport. Jesteś instruktorką snowboardu, a latem lubisz pośmigać na wakeboardzie lub kiteboardzie…. 

Nie umiem usiedzieć na miejscu. Kocham to i nienawidzę jednocześnie. Kocham, bo staram się robić dużo rzeczy w życiu. Za wielu bliskich straciłam przedwcześnie, żeby nie łapać życia za rogi i wyciskać go jak cytrynki. Nigdy nie wiemy czy ten dzień nie jest naszym ostatnim. Kocham, ale czasem nienawidzę tego, bo starzeje się i mam coraz mniej sił, a cały czas stawiam sobie wymagania jakbym miała 20 lat. Jak tylko choć jeden weekend muszę odpocząć – mam tak zwane FOMO (fear of missing out). Uczę się odpoczywać i nie mieć wyrzutów sumienia, że daje sobie czas. Ale jest to ciągła walka z moimi ambicjami i moim ciałem, które regeneruje się już znacznie wolniej, a moja imprezowa dusza też mu w tym nie pomaga. (śmiech) Ale kocham sport – on daje energię i endorfinki, które potrzebuję do tego, żeby codziennie wstawać z łóżka, choć z zakwasami to z uśmiechem na twarzy.
Stety niestety najbardziej w życiu jara mnie przekraczanie swoich granic. Granic możliwości, granic strachu, granic samej siebie. Dlatego sporty, które uprawiam do spokojnych nie należą. W życiu trenowałam już jazdę konną, pływanie, karate, żeglarstwo, akrobatykę, akrojogę, SUP, snowboard, wakeboard, kitesurfing, surfing, crossfit, salsę a teraz jeszcze zaczęłam treningi akrobatycznych skoków do wody. Nie można się nudzić (śmiech). Poza tym, to co robię, często inspiruje moich znajomych, a chyba nie ma lepszej wiadomości niż taka: „Siwa, ja też tak chcę! Spotkajmy się, to mi wszystko opowiesz!”

Na koniec poproszę o motto Brain Inside…

Never give up! Nigdy się nie poddawaj! Rób to, co kochasz. Nawet jeżeli inni myślą inaczej!

fot. zbiory własne