Tekkon Kinkreet – poetycka przypowieść o równowadze, lękach, marzeniach i tłuczeniu łotrów

Komiksy
12 sty 2025
Józek Śliwiński

„Miasto Skarbów” to nietypowa miejscowość. Policjant wciąż chciałby sobie postrzelać, miejscowy menel zdaje się skrywać w sobie wielką mądrość, gangsterzy są naturalną częścią społeczności, a nad wszystkim czuwa dwójka dzieciaków. W obliczu nadchodzących zmian czeka ich walka o status quo.

Manga trafiła do nas późno. Powieść tę wydawano w Japonii na początku lat ’90. W 2006-tym zdążono nakręcić na jej podstawie animację. Obie produkcje to dzisiaj klasyka. Jednocześnie są to tytuły trudne w ocenie, bo niejednoznaczne. Przepełniona symboliką fabuła pozostawia olbrzymią dowolność interpretacyjną. Z lektury innych recenzji wynikało, że każdy odbiera tę mangę inaczej. Wszystko zależy na czym skupi się odbiorca i w jaki sposób przemówi do niego to, co dostrzega.

Historia skupia się na dwójce chłopaków. Białego nocą ogarnia lęk, a za dnia snuje fantazje o własnej, bezpiecznej przystani. Zdaje się reprezentować dzieciństwo – niewinność, beztroskę i fantazję. Czarny to prawdziwy twardziel. Przepełniony furią wojownik, który za wszelką cenę chce bronić przyjaciela, a także miasta i porządku rzeczy. Można przypuszczać, że dorosłość – odpowiedzialność, troskę i realizm.

Choć doceniam oryginalność utworu i jego poetycką nieoczywistość, nie mogę powiedzieć by reprezentował nurt, który lubię. Mimo świetnych kreacji – zarówno bohaterów, jak i planu zdarzeń, zabrakło mi struktury, która zaoferowałaby coś, za czym można by podążać. W wielu aspektach utwór przypominał mi jeden z ulubionych komiksów ostatnich lat – „Miasto wyrzutków”. Tam jednak, mimo absurdalnych pomysłów, latających ludzi i mówiących przedmiotów wszystkie wątki splatała wyrazista, kryminalna intryga.

Komiks japoński zwykle utożsamiam się ze stylem dominującym w popularnych shonenach, takich jak „Dragon Ball”, „Naruto” czy „Fullmetal Alchemist”. Dla tych, którzy nie znają innej estetyki w mandze, zetknięcie z Tekkonem może być szokiem. Ten styl, sam w sobie wywołuje dysonans. Brudne, rozedrgane, pozornie niedbałe rysunki wypełniają drobiazgowe szczegóły. Kadry fenomenalnie odwzorowują trudne, dynamiczne sekwencje. Znakomicie operują przestrzenią, w której anatomię często zniekształca żabia perspektywa bądź efekt rybiego oka. Wszystko tu pływa – konsekwentnie i świadomie.

„Tekkon Kinkreet” to bez wątpienia jedna z najciekawszych, najbardziej niestandardowych i godnych zapamiętania mang, z jakimi miałem do czynienia. Trudno nie docenić zawartej w niej głębi i poetyckiego otwarcia na interpretacje. Jednocześnie pozostaje dla mnie utworem, który zbyt nonszalancko potraktował fabularną strukturę „na froncie”. Ciekawe postacie i przestrzeń wydają się gwarancją ciekawej przygody. Choć niewątpliwie jest to historia, którą warto przeczytać, to ciężko się w nią zaangażować.

Ocena: 8/10 ⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐

~ Józef Śliwiński


Więcej komiksów na Instagramie: komiksowy_pamietnik
Cena okładkowa: 79,99 zł
Format: 140×195 mm
Liczba stron: 624
Oprawa: twarda z obwolutą
Wydawca: Waneko
Data wydania: październik 2023
Data oryginalnego wydania: lipiec 1993 – marzec 1994