„W modzie najważniejsza jest wolność!” – wywiad z Renatą Kupsch

Moda
28 lip 2025
Karolina Sierszulska

Chcemy być modni, chcemy dobrze wyglądać! Jak w tym wszystkim odnaleźć swój język? Jak nie ulegać nadmiarowi i zwolnić? Czym się inspirować? Jak znaleźć swoją drogę? O tym rozmawiam z Renatą Kupsch, trendwatcherką i ekspertką w zakresie zarządzania w sektorach mody oraz prognozowania trendów, założycielką Fashion School w Poznaniu, szkoły mody, która we wrześniu obchodzi swoje 15-lecie.

Jak zaczęła się Pani droga związana z modą? Czy to zawsze było marzenie? Jak wyglądały poszczególne etapy Pani drogi?

To było moje marzenie, zawsze się tym interesowałam. Na początku chciałam zostać projektantką mody, wydawało mi się, że jest to największe osiągnięcie, jakie można w tym zawodzie uzyskać. Natomiast w miarę studiowania i eksploracji branży mody, doszłam do wniosku, że daje ona dużo więcej możliwości. Najpierw skończyłam Akademię Ekonomiczną w Poznaniu (dzisiejszy Uniwersytet Ekonomiczny) na kierunku Organizacja i zarządzenie, co później okazało się bardzo przydatne. To były czasy, kiedy na ogół rodzice nie rozumieli pojęcia moda, myśleli, że jest to zabawa, a nie biznes. Więc musiałam skończyć jakąś poważną szkołę, a potem mogłam zająć się czym chcę. Zaraz po tym spełniłam swoje marzenie, poszłam do Akademii Sztuk Wizualnych w Poznaniu, tam ukończyłam kierunek jako projektantka mody, wymarzony zresztą. Wtedy poczułam, że branża daje mi coraz więcej, skończyłam kolejny kierunek Zarządzanie w sektorach mody, potem Prognozowanie trendów w obszarze mody i designu (oba kierunki w Warszawie), później mnóstwo kursów, w tym również letnie kursy we florenckiej Polimodzie. Trochę tego było!

W którym momencie pojawił się pomysł na założenie szkoły mody Fashion School w Poznaniu?

Po moim powrocie do Poznania, wykształceniu się, o którym wspomniałam wcześniej, okazało się, że nie istnieje już Akademia Sztuk Wizualnych, którą kończyłam. Mało tego, zamknęła się również szkoła, która kształciła projektantów mody, tzw. Schola. Pozostał tylko obecny Uniwersytet Artystyczny im. Magdaleny Abakanowicz w Poznaniu z kierunkiem Projektowania Ubioru. Miałam zaprzyjaźnione grono osób, które było osadzone w modzie i w tej modzie pracowało, wpadliśmy więc na pomysł, żeby coś takiego otworzyć. Każdy z nas przygotował swój autorski program, swoją część i w momencie, kiedy wszystko było gotowe, stwierdziliśmy, że teraz nie ma co zwlekać i musimy otworzyć tę szkołę! Wspomniane zarządzanie bardzo mi się przydało. We wrześniu 2010 roku rozpoczęły się pierwsze zajęcia i trwają, aż do teraz, czyli już 15 lat. W tym roku zmieniliśmy siedzibę, z pierwszej przy ul. 27 Grudnia, na Stary Rynek 77/7. We wrześnie świętujemy 15-lecie, na które już teraz gorąco zapraszamy! Będzie wystawa, posiadamy pokaźną ilość materiałów, rysunków, projektów wykonanych przez studentów na przestrzeni tych lat. Więcej szczegółów niebawem w mediach społecznościowych Fashion School.

Jak ocenia Pani to, co dzieje się teraz w świecie mody?

Moda bardzo się zdemokratyzowała, to wiemy nie od dziś. To, co było przeznaczone dla jednej grupy społecznej, teraz dostępne jest dla wszystkich. Dziś moda nie ma płci – to, co kiedyś było męskie, dziś jest damskie i na odwrót – czyli trend unisex. Nie różnimy się od siebie ubiorem, wyglądamy bardzo podobnie. Dla mnie obecnie w modzie najważniejsza jest wolność. Nie mamy ram i ograniczeń, co w pewnym sensie jest pewnym ograniczeniem. Ale wolność – to jest słowo klucz!

Odpowiedzialność wydaje się być Pani przyszłością mody? Jak kupować w duchu slow, a nie fast?

Od dłuższego czasu jednym z mega trendów jest właśnie przejście w slow. Odkąd miała miejsce katastrofa budynku Rana Plaza w Bangladeszu 24 kwietnia 2013 roku, w której zginęło ponad 1000 osób, ludzie z branży mody zaczęli się zastanawiać, co stało się z tym przemysłem, czy nie należy zmienić kierunku, bo nie potrzebujemy tak dużej ilości ciuchów ani w szafie, ani w sklepach. Zacznijmy stawiać na lepszej jakości produkty, wybierajmy świadomie, nie dajmy się zwariować nadprodukcji.

A moda uliczna? Na które miasto spogląda Pani z uznaniem? Które z nich wyprzedza trendy albo je dyktuje?

Jest wiele miast, które są bardzo różnorodne. Na przykład moda skandynawska, która jest bardzo oryginalna, konceptualna, odważna. Świetnie funkcjonujący rynek mody, fascynujące Fashion Weeki. Muszę oczywiście wspomnieć również o Paryżu, który zawsze był, jest i będzie elegancki, szykowany. To miasto różni się od mojego ukochanego Rzymu, przede wszystkim tym, że pomimo ilości turystów, Paryż nie zatracił swojej elegancji. W Rzymie niestety trochę się to jednak zaciera, być może dlatego, że tam turysta jest inny – zwiedzający, pielgrzymujący – i jest ich zdecydowanie więcej. Tam turysta wygląda zupełnie inaczej, niż mieszkaniec. Lokalsów możemy obserwować na pięknych ulicach, pięknie ubranych, tam wówczas dzieje się moda.

A poznańskie ulice? Co z outfitami powtarzającymi się na ulicach?

Z jednej strony jesteśmy poddani pewnemu trendowi, który już od dawna funkcjonuje w modzie, tzw. twinsy, jesteśmy do siebie po prostu bardzo podobni. Nosimy jeansy, jakiekolwiek by one nie były, t-shirty różniące się logotypem, wyróżniamy się tylko pewnymi elementami i dodatkami, jak biżuteria, która nas personalizuje. Ale mimo to dostrzegam, że stajemy się coraz bardziej odważni, zarówno ludzie młodzi, jak i bardziej dojrzali. Co do powtarzających się stylizacji – jest to z pewnością bardzo praktyczne, bo te wspomniane jeansy i t-shirty są bazą, w której najwygodniej jest nam funkcjonować na co dzień. Jednak pozostanę przy tej odwadze, bo naprawdę zaczynamy wychodzić ze strefy komfortu i stawiać na jakiś wyróżnik. To umożliwia nam slow-fashion, czyli rzeczy z drugiej ręki, z różnym rodowodem, coś co jest interesujące i dostępne za niewielkie pieniądze. Uważam, że poznaniakom nie brakuje polotu i zwracamy uwagę na ten aspekt oryginalności.

Czemu właśnie trendwatching, a nie na przykład stylizacja?

Trendwatching to coś, co mnie bardzo zaintrygowało. To zagadnienie, które dało mi tyle możliwości, pozwalało świadomie patrzeć na życie, na społeczeństwo, na świat, podglądać świadomie człowieka. Dzięki niemu zrozumiałam pewne zachowania ludzi, ich reakcje na modę, jak ona na nich wpływa, dlaczego chcemy być modni. Trendwatching dawał mi dużo więcej, jest to działanie, które wręcz uzależnia, głód wiedzy, tego co się dzieje z jednostką ludzką, ale też w aspekcie całego społeczeństwa. To informacja, która się nie kończy, jest długofalowa, to mnie urzekło i do dzisiaj urzeka. Czemu nie stylizacja? To też było coś, co mnie bardzo interesowało. Jest to naprawdę interdyscyplinarna dziedzina, kopalnia możliwości, w której można drążyć w nieskończoność. Jednak dla mnie to było trochę za mało w kontekście personalnym, jeden z rodzajów stylizacji – np. personal shopping – to bezpośrednia praca człowiekiem lub przy innych współpracach z całą grupą, a mnie bardziej interesował aspekt społeczny, większej ilości ludzi, na którą moda oddziaływuje.

Jak znaleźć swój własny język? Jak czerpać z trendów, aby budować swoją autentyczność, a nie powielać tych samych schematów?

Pogoń za trendami nigdy nie popłacała. Czasami możemy po prostu narazić się na śmieszność, jeżeli ślepo odczytujemy trendy, koniecznie chcemy być w jakimś, który nam nie do końca pasuje, bo go np. nie rozumiemy, a jest nam proponowany. Powinniśmy postawić na autentyczność, na prawdę, na to co czujemy w sobie, co nam się podoba. Dobrze wypracować sobie też własną intuicję, która nam podpowiada, co wybierać z tych trendów, jak z nich czerpać, co dla nas jest najlepsze i w czym się najlepiej czujemy. Wówczas będziemy wyrabiać swój styl, którego nabiera się z czasem.

Z serii szybkich pytań:

Kto lub co Panią inspiruje?

Kultura, sztuka, Włochy i Rzym.

Torebki czy buty?

Jedno i drugie!

Must have tego lata?

Kolor Mocha Mousse.

Biżuteria to tylko taka…

Spersonalizowana i dobra jakościowo.

Jedno zdanie-porada dla zaczynających projektantów, stylistów, trendwatcherów?

Bądźcie kreatywni, czujni i wrażliwi na zmiany.