fot Sylwia Klaczyńska

„Nigdy nie odczuliśmy rewolucji, tylko naturalny rozwój” – wywiad z Nimm2

Nimm2
09 paź 2025
Rafał Szaroleta i Dawid Balcerek

Z chłopakami rozmawialiśmy już na początku ich drogi, gdy grali pierwsze imprezy w Nurcie. Wtedy zwrócili uwagę poznańskiej publiki swoimi melodyjnymi setami oraz żywymi instrumentami. Było to coś świeżego na naszej scenie. Dzisiaj Michał i Kuba zapraszani są na duże festiwale i jeżdżą po całym kraju grając w polskich klubach, a jesienią stuknie im 5 lat działalności. Z duetu DJ-skiego stali się w międzyczasie również duetem producenckim. Jak nam sami powiedzieli, nigdy nic nie planowali i nie sądzili, że to się tak kiedyś wszystko rozwinie. I wiecie co? Nadal nic dalej nie planują i to chyba ich przepis na sukces.

Od  naszego ostatniego wywiadu zaszły u Was spore zmiany. Z duetu, wtedy jeszcze DJ-skiego, staliście się również duetem producenckim. Czy to była dla Was naturalna kolej rzeczy?

Nadal, przede wszystkim, jesteśmy duetem DJ-skim, oczywiście próbując rozwijać się w różnych kierunkach. Faktycznie w różnych współpracach wydaliśmy też kilka numerów. Jest to dla nas tak naprawdę dodatkowa, przyjemna przygoda i nie mamy z tym związanych jakichś dużych celów. Natomiast jest to radocha, gdy taki numer można zagrać podczas imprezy. Na pewno Kuba jest tutaj dużo bardziej utalentowany muzycznie i produkcyjnie. Grał i gra w zespołach oraz sporo numerów już w życiu wydał. Współpracowaliśmy przede wszystkim z Michałem Kmieciakiem, z którym wydaliśmy już trochę tracków, a trochę jeszcze ich wydamy wydawać. Z tego urodziły się świetne rzeczy, mieliśmy fantastyczny koncert podczas Next Festu, który przeszedł nasze wyobrażenia. Tam również główną rolę grały animacje stworzone przez studentów Uniwersytetu Artystycznego pod przywództwem Karoliny Jacewicz. Oczywiście produkcja muzyczna nadal trwa – dosłownie dzisiaj widzieliśmy się w studiu – ale przede wszystkim pozostajemy duetem DJ-skim i tak pewnie pozostanie.

Nawiązaliście współprace z Michałem Kmieciakiem, z którym m.in. stworzyliście dwa remixy do oficjalnej ścieżki dźwiękowej filmu „Chłopi” autorstwa LUCa. Jak doszło do wydania tych utworów i jak przebiegała praca nad tymi projektami?

Nawiązaliśmy współpracę z Michałem Kmieciakiem ponad rok temu. Spotkaliśmy się, żeby zrobić wspólnie jeden numer i pobawić się tym. Z tego jednego numeru wyszło ich ponad dziesięć, w tym trzy remiksy. Michał jest bardzo utalentowanym muzykiem i producentem i co ważne, fantastycznym człowiekiem. Było super spędzać z nim ten czas. Mamy nadzieję, że projekt jeszcze da o sobie znać i może nawet wyląduje na innym kontynencie. Jeśli chodzi o ścieżkę dźwiękową do filmu „Chłopi” i remiksy, sprawa wyglądała ciekawie – zagraliśmy jeden numer z filmu na Las Festival. W jednej z relacji oznaczyliśmy LUCa, który po jakimś czasie zapytał, czy nie chcemy zrobić remiksu jednego z numerów. Zrobiliśmy remiks „Jesień-Tańcuj” z Köbiakiem, a potem dosłaliśmy drugi stworzony z Michałem Kmieciakiem. „Bitwa” bardzo się spodobała i oba tracki pojawiły się w wydawnictwie.

Na serwisach streamingowych można posłuchać również innych Waszych produkcji z Michałem, m.in. najnowszy track „Odlot Żurawi”. Na Waszych portalach społecznościowych można też sprawdzić video live’a do „Children of Sunrise”. Szykujecie jakiś wspólny album? Jeśli tak, to czy macie już jakiś label na oku?

Jak wspominaliśmy, ta produkcja była super przygodą i muzyczną podróżą. Na pewno współpraca zakończy się wydawnictwem. Prawdopodobnie będzie to własnym sumptem, ale jeśli jakiś label będzie chciał nas wydać, to dlaczego nie? Póki co żadnych rozmów z wytwórnią nie prowadziliśmy.

Jednym z ciekawszych tegorocznych wydarzeń był, już wspomniany chwilę temu set audiowizualny podczas Next Festu. Na czym polega Wasza współpraca z Karoliną Jacewicz?

Spotkaliśmy się kiedyś w Parku Sołackim z Karoliną i rozmawialiśmy, co można razem zrobić. Z jednego takiego spotkania powstał projekt sporego występu podczas Next Festu, gdzie mapping odegrał kluczową rolę. Z Karoliną, tak jak i z Michałem, bardzo się lubimy, to zawsze sprawia, że chce się razem robić rzeczy. Wyszła też z super inicjatywą przy finisażu wystawy Chełmońskiego w Muzeum Narodowym w Poznaniu, która cieszyła się rekordową popularnością. Karolina zainimowała Chełmońskiego, co było sporym przeżyciem i bardzo ciekawym doświadczeniem. Na pewno jeszcze nie raz będziemy z nią współpracować – np. robiła wizualki podczas jednego z naszych występów, dokładnie w Las Palace.

Jak się tworzy utwór inspirowany malarstwem oraz skąd pomysł, żeby zagrać właśnie  Muzeum Narodowym podczas wystawy poświęconej sztuce Chełmońskiego? Wspomniany wyżej track „Odlot Żurawi” miał premierę na tym wydarzeniu.

Szanujemy wnikliwe obserwowanie naszej przygody! Faktycznie dokładnie tak było! Jeżeli mielibyśmy być zupełnie szczerzy, to sporo z tego utworu było już przygotowane wcześniej. Ten numer czekał jeszcze na swoją kolei, bo nie wiedzieliśmy jeszcze do końca, do czego go użyjemy. Jak powstał pomysł zagrania w Muzeum Narodowym, to chcieliśmy zrobić specjalny track na to wydarzenie, ale zauważyliśmy, że niedawno taki numer, który idealnie by pasował, stworzyliśmy. Obraz Odlot Żurawi idealnie nam pasował do tego numeru, więc trochę jeszcze pod to wydarzenie go podrasowaliśmy i faktycznie fajnie to wyszło.

Muzyka, która tworzycie, jest pełna melodii, lecz troszkę się różni od setów, które można było usłyszeć m.in. na Wisłoujściu b2b z Kemotem. Z czego to wynika?

Każde b2b jest zawsze wypadkową jakiegoś kompromisu, chyba że naprawdę spotkałoby się dwóch DJ-ów (w tym przypadku trzech), którzy grają identycznie. Natomiast ten, który zagraliśmy na Wisłoujściu z Kemotem, jest bardzo bliski temu, jaką muzykę najbardziej lubimy grać. My też nie zamykamy się. Oczywiście mamy sprecyzowane gusta muzyczne i wiemy, co lubimy zagrać, natomiast nie zamykamy się absolutnie na jeden kierunek. Nasze główne nurty muzyczne to indie dance, minimal, tech house, deep house. Lubimy faktycznie, jak to mamy w bio ujęte, skłonność do melodii. Faktem jest, że to, co stworzyliśmy z Michałem Kmieciakiem przede wszystkim, trochę od tego odbiega i jest odrobinę inne. Nie musimy być zamknięci w jednej klatce. Natomiast jest jeden track, który graliśmy bardzo często. Jest to „Jesień – Tańcuj”. Szczerze, nie było w tym roku dla nas numeru, który by tak wywalał z kapci.

fot. Sylwia Klaczyńska

Nie ma co ukrywać, że ostatni rok był dla Was przełomowy. Dużo festiwali oraz grania w polskich klubach. Kiedyś wspominałeś Michał, że szykują się powoli zagraniczne bookingi. Możesz coś więcej opowiedzieć o planach na przyszłość?

Rok 2025 jest faktycznie dość zabawny – w jakimś stopniu słyszymy o tym, że wystrzeliliśmy czy coś takiego, ale bardzo tego nie odczuwamy. Cały czas mamy wrażenie, że od pięciu lat nasza przygoda idzie w górę drogą ewolucji. Nigdy nie odczuliśmy rewolucji, tylko naturalny rozwój. Ten rok, podobnie jak poprzednie, jest naprawdę przyjemny. Granie na Wisłowiściu z Kemotem było dla nas wyjątkowe – na scenie idealnie dopasowanej, w najlepszej godzinie i w najlepszym dniu – to było absolutne zwieńczenie lata. Jeśli chodzi o zagraniczne bookingi, są one częściowo związane z naszymi podróżami – Kuba leci do Japonii, Michał do Ameryki Centralnej i Południowej, zimą ponownie sporo pogra we Włoszech. Cieszą grania na innych kontynentach – kolejna fajna rzecz. Natomiast nie jest to – jeszcze – zorganizowane tournee po świecie. (śmiech)

Ostatnio pojawiło się kilka relacji z Waszego grania na Balkonie na ul. Św Marcin.  Czy szykujecie jeszcze jakieś niespodzianki w najbliższym czasie? Możecie coś zdradzić?

M: Przede wszystkim uwielbiamy pomysł ekipy BLKN – to jedna z najciekawszych tego typu inicjatyw w Poznaniu w ostatnim czasie. Mega klimat, ogromna zajawka, świetnie się na to patrzy. Bardzo nam było miło, że zostaliśmy zaproszeni. Jeśli chodzi o niespodzianki w najbliższym czasie, dla nas ogromnym wydarzeniem będzie możliwość zagrania po Kiasmosie 11.10 we Wrocławiu (znowu z Kemotem!). Obaj bardzo lubimy ich muzykę. Mogę dopowiedzieć, że to chyba mój najczęściej słuchany album z muzyki elektronicznej w życiu. Na pewno pojawią się też nowe wydawnictwa. Dokładnie w tym momencie siedzimy nad kolejnym remiksem.

Które granie lub wydarzenie z sezonu letniego zapadło Wam najbardziej w pamięci i dlaczego?

M: O Wisłoujściu już była mowa – to jest absolutnie numer jeden. Tych fajnych grań było mnóstwo. Może wymienię jeszcze super set na Obrze Festival z Justyną Sobieralską. Mimo słabszej pogody podczas naszego seta, znakomicie grało mi się podczas Welur Festiwal z „Away With The Fairies”, czyli Kubą Przewoźnym i Piotrkiem Sikorą. Kiedy gramy jako Nimm2, zawsze jest ekstra. Nie chcę tu wymieniać wszystkich wydarzeń, ale mógłbym faktycznie w tym roku wymienić tego sporo.

K: Na pewno koncert na Next’cie i Wisło. Na Next’cie najbardziej zapada w pamięć start. Do momentu wejścia na scenę jest to tak na prawdę niespodzianka, co się wydarzy. Ludzie przychodzą na ostatnią chwilę. Wychodzisz na scenę i okazuje się że pod nią jest nagle grubo ponad 1000 osób.

Jesienią stuknie Wam 5 lat działalności. Czy jak zaczynaliście, to mieliście marzenie, żeby znaleźć się właśnie w tym miejscu, którym teraz jesteście, czy to dopiero początek drogi? Jakie mieliście wtedy ambicje i jakie macie teraz?

Może to zabrzmi głupio, ale my chyba nie planowaliśmy niczego i nadal trochę tak jest. Chcemy każde granie zagrać jak najlepiej i w naszym przypadku przynosi to kolejne zaproszenia i docenienia. Sprawia to radochę i dopóki będzie tak nadal, to będziemy działać. Oby jak najdłużej. Ostatnio powiedziałem, w kontekście wielokrotnego grania z innymi osobami, że Nimm2 jest ponadczasowe i nie mam poczucia, żebym kłamał.

Jeśli urodziny, to i świętowanie. Co przygotowaliście na tę okazję? 

Może krótko – 10.11 świętujemy w Rewirach. Obiecujemy, że będzie słodko.

Michał, jeszcze pytanie do Ciebie. Od jakiegoś czasu działasz również jako radiowiec w Aferze. W ogóle skąd pomysł, żeby usiąść przed mikrofonem? Jak się czujesz w tej roli?

M: Tutaj znowu trochę przypadków. Kemot szukał kogoś, z kim mógłby zrobić audycję albo podcast. Powiedział o tym Łukaszowi Kowalce, a Łukasz wiedział ode mnie, że też coś takiego mam w planach. Mimo że od dawna jesteśmy dobrymi znajomymi z Kemotem, to tutaj potrzebowaliśmy takiego łącznika. Sami odezwaliśmy się do Edgara Heina, ówczesnego redaktora naczelnego. Ten podchwycił pomysł i wziął nas na trzy miesiące wakacyjnej ramówki. Z tych trzech miesięcy zrobiło się już dwa i pół roku. Co tydzień prowadzimy program o muzyce elektronicznej, zapraszamy osoby z tego świata, ale czasami też wychodzimy poza to – np. naszymi gośćmi ostatnio byli MyTuJemy. Jak się czuję w tej roli? Uwielbiam to.

Ostatnio w audycji gościł Twój ojciec. Ciężko przeprowadzić rozmowę z własnym tatą, gdy słucha Was tylu ludzi po drugiej stronie szyby i głośnika?

M: Nie, ja naprawdę jarałem się tą rozmową. Ciężko? W ogóle nie. Mojemu tacie wystarczy zadać jedno pytanie, a on może mówić bez końca. Jeśli chodzi o trud, to go nie było. To było fajne doświadczenie – w domu, kiedy się spotykamy, szczególnie podczas świąt, króluje szydera. Choć oczywiście też zdarza się rozmawiać poważnie (ale i tam muszą być wplecione żarty z kogoś). Tutaj oczywiście były docinki, ale jednak przede wszystkim gościliśmy go ze względu na jego pracę, a nie dlatego, że jest moim ojcem. Zawodowo jest dyrektorem Muzeum Narodowego, więc audycja miała też wartość dodaną – mogliśmy posłuchać o ewentualnych połączeniach Muzeum Narodowego i muzyki elektronicznej. Rozmowa jest dostępna na SoundCloudzie – audycja „Kemot B2B Łęcki”, którą prowadzimy co wtorek o 20:00 w Radio Afera. Czasami gadamy dużo głupot, czasami wplatamy coś poważnego – mam nadzieję, że nie jest nudno.

Już 10.10. w klubie Rewiry odbędzie się urodzinowa impreza Nimm2. Zapraszamy!