Zippy Ogar to ostatnio gorąca ksywa na polskiej scenie hip-hopowej. Raper z Gniezna wygrał show Netflixa „Nowe rozdanie: Rhythm + Flow Polska”. Występ na imprezie Amen Bastardz będzie jego pierwszym koncertem po programie. Zippy wystąpi razem ze swoim kompanem – Brackim, z którym niedawno wydali wspólny materiał pt. „Jeden Organizm„. Już w najbliższą sobotę zagrają w Domu Technika, gdzie na scenie przetną się przeróżne gatunki muzyczne. Zadaliśmy im kilka pytań na chwilę przed poznańskim koncertem.
Co was połączyło? W jakim stopniu był to podobny gust muzyczny, a w jakim wspólny vibe i podejście do życia?
Zippy Ogar: Myślę, że vibe i podejście do życia odegrały kluczową rolę, ale to, co nas naprawdę połączyło, to kompatybilność charakterów. I pewnie też totalny przypadek – bo jak wiele razy już mówiliśmy, poznaliśmy się przy okazji wspólnego koncertu. Od razu coś zaskoczyło, złapaliśmy wspólny klimat. Nawet ostatnio z Matim gadaliśmy, że nie mieliśmy czegoś takiego jak etap „docierania się” – od razu czuliśmy się jak zgrany duet.
A gust muzyczny mamy bardzo podobny. Często wysyłamy sobie numery, jaramy się tymi samymi płytami. Ale najważniejsze jest to, że rozumiemy się jak braciaki.
Bracki: Na pewno duet – łatwiej jest z kimś tworzyć. To nie tylko wspólna praca twórcza, ale też wydawnicza – możemy się podzielić zadaniami, nikt nie musi ogarniać wszystkiego sam.
Myślę, że na początku bardziej połączył nas lifestyle i przyjaźń, a dopiero potem muzyka. Pierwszy koncert zagraliśmy razem – Zippy był wtedy moim hypemanem – i od razu poczuliśmy mega synergię na scenie. Stwierdziliśmy, że to działa, więc lecimy z tym. Jasne, podobny gust muzyczny też był ważny, ale to był naturalny flow, nie kalkulacja.
Wasz wspólny materiał zahacza o oldschoolowy rap, UK garage, drum’n’bass, ale też mainstreamowe brzmienia. Skąd ten miks? Były konkretne inspiracje?
Bracki: Ciężko powiedzieć, czy był jakiś konkretny bodziec. Zawsze lubiłem drum’n’bass – daje mi energię. Pamiętam, że kiedyś napisałem pierwszą zwrotkę na garażowym bicie i to się fajnie kleiło.
Pierwszy numer, który zrobiliśmy razem, to „Pomiędzy” – właśnie w klimacie d’n’b. I to on zapalił lampkę: może zrobimy cały wspólny projekt?
A co do reszty – jesteśmy wszechstronni, nie zamykamy się na gatunki. Gramy to, co nam w duszy gra. Mamy np. „Sam na Sam” – radiową piosenkę o miłości – ale to też jesteśmy my.
Zippy Ogar: Dokładnie – ani ja, ani Bracki nie byliśmy wtedy jakąś finalną wersją siebie. To był czas poszukiwań i eksperymentów. I żaden z nas nie chciał się gatunkowo ograniczać.
Na brzmienie albumu duży wpływ miał Chaos Beats – podrzucał nam zajawki, inspiracje, puszczał numery w studiu i mówił: „Zróbmy coś takiego”. Często nie do końca kumaliśmy klimat, ale staraliśmy się go przełożyć na własny język.
Wiele numerów z tej płyty to nasze pierwsze styczności z różnymi klimatami. Totalny sezon eksperymentów – w chuj.
Obaj zgłosiliście się do „Rhythm + Flow Polska”, ale tylko Zippy przeszedł dalej. Jak to wpłynęło na waszą relację i podejście do muzyki?
Bracki: Z mojej perspektywy – wiadomo, nie dostałem się. Ale jak Zippy wygrał i wspólnie wydaliśmy album, to nagle pojawiła się perspektywa, że z tej muzyki mogą płynąć realne profity.
Mimo że program mnie nie objął, to i tak przecinamy się muzycznie – czy w studiu, czy na próbach. Jasne, tempo tworzenia już nie jest tak intensywne jak przy Jednym Organizmie, ale ciągle coś powstaje.
Zajawka została taka sama. Nadal to kocham, nadal to robię. Zmieniło się tylko to, że może w końcu coś z tego zacznie wpadać.
Zippy Ogar: Dla mnie program niczego nie zmienił w podejściu do muzyki. Może poza tym, że teraz trochę „muszę” zrobić solowy album – jest ciśnienie. Ale już teraz wiem, że Bracki pojawi się na kilku numerach.
Nieważne, jakie mamy cele i targety – my i tak będziemy razem siedzieć w studiu i robić rzeczy.
Jeśli chodzi o relację – myślę, że program był testem. Mati nie miał „bólu dupy”, tylko wspierał mnie jak prawdziwy ziomal. Był ogromną podporą. Bez niego psychicznie byłoby trudniej udźwignąć tę presję. To był zajebisty test ziomalstwa.
A muzycznie – teraz pewnie czas na indywidualizm, żeby pociągnąć ten hype, ale dalej robimy to razem.
Amen Bastardz to kolejna impreza wykraczająca poza klasyczny format rapowego koncertu. Co dla was znaczy muzyka elektroniczna i jak odnajdujecie się w roli MC, a nie tylko raperów?
Bracki: Elektronika to dla mnie czysta energia. Wyobrażam sobie pełną salę ludzi bujających się w rytm. To trans – fizyczny i psychiczny.
Co do roli MC – lubię to, chociaż rzadko mam okazję. Bardziej komfortowo czuję się jako raper z przygotowanym setem, ale MC to zabawa słowem i formą.
Najczęściej bywałem MC na drum’n’bassowych czy UKG imprezach – tam można kombinować, teksty dopasowywać do bitu na żywo. To super kreatywna robota. Chcę ten skill u siebie mocno rozwinąć.
Zippy Ogar: Soundsystem to coś bardziej organicznego niż klasyczny koncert. Na koncercie ludzie przychodzą posłuchać twoich kawałków, a tutaj bawisz się razem z nimi.
Na Soundsystemie jesteś bardziej zjednoczony z publiką – vibe’ujecie razem. Czasem wpadniemy z jakąś zwrotką, żeby dodać smaku, ale najważniejsze jest wspólne flow. To główna różnica – większa jedność z publiką.
Przed nami kolejne wydarzenie, które zamiesza na poznańskiej scenie. Gatunki takie jak drum and bass, breakbeat, techno i hip-hop spotkają się na trzech scenach Domu Technika. Do tego scratch session, graffiti jam i konkretna energia. Wszystko w ramach imprezy Amen Bastardz, za którą stoi ekipa Killah System.
W sobotę, 14 czerwca, po raz szósty zagrają m.in. Muzaman, Bianca Ciocca oraz headlinerzy – Zippy Ogar & Bracki. Nie przegapcie tej nocy!