fot. Lula Shots

Bibobit: „Kropka, którą wreszcie postawiliśmy, jest solidna”

Daniel Moszczyński (Bibobit)
29 maj 2026
Dawid Balcerek

Ostatni raz osobiście spotkaliśmy się przy okazji ich debiutanckiej płyty Podróżnik, która ukazała się prawie dekadę temu. Przez ten czas wydali koncept album Bibobit/Osiecka, a w zespole zaszły również zmiany personalne – do chłopaków dołączył Adam Lemańczyk. Pod koniec zeszłego roku Bibobit wydał swój trzeci longplay pt. Wdech. To świetna okazja, żeby porozmawiać, nie tylko o nowej płycie, ale i drodze jaką przeszedł przez ten czas zespół, czy o kondycji polskiego jazzu. Zapraszam do rozmowy z wokalistą i liderem Bibobitu, Danielem Moszczyńskim.

Ostatnią płytę Co to za czas wydaliście aż 4 lata temu. Dlaczego tak długo kazaliście czekać słuchaczom na nowy album?

Przede wszystkim wpłynęła na to sytuacja związana z naszym udziałem w festiwalu „Pamiętajmy o Osieckiej”. Zmieniło to nieco naszą muzyczną optykę, chociaż nad autorskim materiałem pracowaliśmy już wcześniej. Jesteśmy jednak ludźmi, którzy uwielbiają cyzelować i dopieszczać każdy, najdrobniejszy detal. Przez to proces powstawania płyty przypominał momentami słoniową ciążę. Bywam perfekcjonistą, bardzo zależy mi na uchwyceniu odpowiedniego klimatu, a mój wewnętrzny krytyk rzadko pozwala mi odpuścić.
Wierzę, że jeśli szczerze zapiszesz swoje emocje i wspomnienia – czy to w formie słowa, czy muzyki – to nawet po kilku latach nadal będziesz czuł ich autentyczność. Sam proces twórczy bywa trudny, zwłaszcza gdy powracasz do materiału i nieustannie chcesz w nim coś zmieniać: poprawiać akordy, modyfikować częstotliwości.
Niemniej jednak, patrząc z perspektywy całego zespołu, uważam, że ten czteroletni czas to po prostu precyzyjny zapis konkretnego momentu w naszym życiu. Kropka, którą wreszcie postawiliśmy, jest bardzo solidna.

W między czasie dołączył do Was Adam. Miało to duży wpływ na Waszą pracę?

Ten album jest nam niezmiernie bliski stylistycznie. Czuć też na nim zmiany, które są bezpośrednią konsekwencją dołączenia do składu Adama Lemańczyka. On nas w pewnym sensie na nowo zdefiniował, wprowadził wrażliwość, na którą byliśmy bardzo otwarci, a której sami nie potrafiliśmy z siebie w pełni wydobyć.
Rola Adama w zespole jest nieoceniona – zajął się aranżacją połowy płyty, pod kątem instrumentów dętych i kwartetów smyczkowych na albumie Bibobit/Osiecka. To wybitnie zdolny człowiek i jestem pewien, że świat usłyszy o nim jeszcze nie raz.

fot. Lula Shots

Wdech, w dużej mierze, wydaje mi się drogą w poszukiwaniu wewnętrznego spokoju. Udało Ci w końcu znaleźć upragniony spokój?

W pewnym sensie na pewno. Generalnie życie i poszukiwania artysty mają swoje różne fazy. Ostatnio złapałem się na tym, że choć bardzo cenię tętniące życiem miasta, kulturę i relacje z ludźmi, to natura zaczęła uderzać do mnie dużo mocniej. Gdy tylko mogę, urywam się do lasu, czy w góry. Bardzo eksploruję Skandynawię, zachwyciłem się Islandią, Norwegią. Wtedy łapię oddech i perspektywę. Potrzebuję raz na jakiś czas takiego oczyszczenia, tylko sam na sam ze sobą. Zastanowić się, w jakim punkcie jestem. Sporo tekstów czerpię z tego resetu na łonie natury.

W piosence „Mojszość” dotykasz ważnego i niestety, wciąż aktualnego problemu, jakim jest wszechobecny hejt. Uważasz, że ludzie w dzisiejszym świecie są w ogóle zdolni do głębszej refleksji na ten temat, czy to po prostu walka z wiatrakami?

Myślę, że to przede wszystkim kwestia dojrzałości i zderzenia z trudnymi życiowymi sytuacjami, które wrzucają nas w sam środek tego kotła nienawiści. Zapewne każdemu z nas zdarzyło się kogoś skrytykować lub zhejtować. Prawdziwym dowodem ludzkiej ewolucji jest to, by starać się zrozumieć osoby, które mają zupełnie odmienne zdanie.
Nie znaczy to wcale, że mamy rezygnować z własnych poglądów. Sukces polega na tym, by dwoje ludzi ze skrajnie różnych środowisk światopoglądowych potrafiło usiąść naprzeciwko siebie, nie skacząc sobie do gardeł. Kiedy umiemy się nawzajem wysłuchać, następuje prawdziwy rozwój. Możemy nie przyznać komuś racji, ale kluczem jest chęć poznania czujesz perspektywy, zrozumienia bez konieczności zgadzania się z nią. A jeśli mimo to staniemy się ofiarą ataku – najważniejszą zasadą jest to, by nie wkręcać się dalej w tę spiralę nienawiści.

Chciałbym zapytać o utwór „Wilk”, który wyraźnie wyróżnia się na Spotify – ma już setki tysięcy odtworzeń. Gościnnie pojawia się w nim Kuba Badach. Jaka jest historia tej współpracy?

To historia, która swój początek ma na trasie koncertowej. Poznaliśmy się podczas wspólnych występów z fenomenalną szwedzką formacją Dirty Loops, gdzie graliśmy razem z Poluzjantami. Podczas tej trasy Kuba otwarcie przyznał na scenie, że cieszy go widok kapel, które grają tajniak my. Powtórzył to podczas trasy jeszcze kilka razy…
I tak z koncertu na koncert zaczęła się pojawiać między nami taka kumpelska nić porozumienia. Jakiś czas później spotkaliśmy się na pierwszej edycji festiwalu Jazz Around, który odbywał się wtedy w pięknych okolicznościach zamku w Mosznej. Zgadaliśmy się na afterparty i zapytałem go o ewentualną współpracę. Zgodził się, więc po kilku miesiącach wysłałem mu kawałek „Siła Słów”. Kuba odpowiedział szybko, docenił numer, ale szczerze przyznał: „nie wiem, czy się tu zmieszczę, narzuciłeś już bardzo konkretną linię melodyczną”. Dało mi to do myślenia. Kiedy umawialiśmy się na sesję nagraniową w poznańskim Studio Splendor i Sława u Młodego Górnego, miałem w zanadrzu właśnie „Wilka”. Kiedy Kuba wszedł do studia i zaśpiewał swoje partie, od razu wiedzieliśmy, że to jest to!  Pierwszy numer – Siła Słów oczywiście także wyszedł świetnie w jego wydaniu – z czego bardzo się cieszę. To dla mnie bardzo ważne wydarzenie, bo swego czasu Poluzjanci byli dla mnie ogromną muzyczną inspiracją.

Na albumie jest dużo nawiązań do natury, a gdybyś Ty miał określić swój charakter sceniczny jednym z żywiołów, to który byś wybrał i dlaczego?

Zdecydowanie jestem wiatrem. Ten żywioł ma w sobie ogromną nieuchwytność i ja na scenie zachowuję się podobnie – wprowadzam się w pewien rodzaj transu. Na co dzień staram się być zrównoważonym człowiekiem, ale scena uruchamia we mnie energię, nad którą nie do końca panuję. Czasem, schodząc po koncercie, sam zadaję sobie pytanie: co ja tam właściwie robiłem? (śmiech) Na koncertach Bibobitu pozwalamy sobie na mnóstwo improwizacji, muzycznych „odjazdów”, których zupełnie nie planujemy. Te momenty, w których chłopaki grają w taki sposób, że ja dosłownie unoszę się nad ziemią i lewituję, są dla mnie ultra cenne i zbieram je sobie do kolekcji naj doświadczeń w życiu.

Nastała moda na polski jazz. Widać to na festiwalach czy w poznańskim klubie Blue Note, gdzie pojawia się coraz więcej młodych kapel i ludzi. Myślisz, że ten gatunek ma szansę przebić się do szerszego nurtu?

Zdecydowanie tak. Uważam, że granie muzyki na żywo, a zwłaszcza wchodzenie w struktury jazzowe czy funkowe, ma w sobie coś niezwykle magnetycznego. Kiedy zderzasz się z tym na koncercie, to po prostu działa. Nawet ktoś, komu te klimaty są na co dzień obce, doceni kunszt muzyków i ich charyzmę.
W jazzie fascynujący jest element improwizacji. Każdy koncert jest unikalny, bo nigdy nie wiesz do końca, co się wydarzy. Nawet my  na scenie, potrafimy nawzajem się zaskoczyć. Tworzy się specyficzna energia – to działa tu i teraz. Myślę, że muzyka improwizowana stoi dziś przed podobną szansą, jaką miał kiedyś hip-hop, który wyrósł na gruncie buntu i potrzeby świeżego wyrazu. Młodzi, wrażliwi słuchacze szukają dziś właśnie takich organicznych, nieprzewidywalnych bodźców. Przed nami bardzo ciekawe czasy pod tym względem.

Zbliża się okres plenerowy. Gdzie w najbliższym czasie będzie można usłyszeć Bibobit na żywo?
Jeszcze w tym miesiącu mamy kolejny set koncertu z serii Robimy Wdech. Zagramy we Wrocławiu, w Zajezdni Kultura w Pleszewie i Krakowie. Z kolei w maju zapraszamy na coś specjalnego – wystąpimy w Filharmonii Sudeckiej z naszym projektem orkiestrowym, Bibobit / Osiecka, do którego aranżacje napisał Adam Lemańczyk. I szykujemy się już też na letni vibe! Z planów mogę na pewno zaprosić na klimatyczny Edison Festival pod Poznaniem, nad jeziorem Kierskim. Tam na pewno namieszamy! Wszystkie szczegółowe terminy na bieżąco publikujemy w naszych mediach społecznościowych i na stronie Bibobit.com Więc mam nadzieję, że widzimy i słyszymy się pod sceną zapraszamy!!!