zdjęcia: Maciej Kraśnicki Filmagine

Wild (a) Side Of Art – Support your local artist

Noriaki, Someart
28 lip 2026
Artykuł sponsorowany

Dawno temu, jeszcze za moich czasów studenckich – a uwierzcie mi, było to już naprawdę dawno – po zdanym egzaminie chodziło się na Stary Rynek lub w jego okolice. Oczywiście studenci kierowali się tam, gdzie było przystępnie cenowo, a przy ul. Woźnej była taka knajpka, znana z tego, że lała z kija Fortunę Czarne. Do dzisiaj wspominam tę słodycz i lekki posmak kawy, który przypomina mi zdane egzaminy. Pamiętam, że to był wtedy hit. Jako niedoszły jeszcze student dziennikarstwa, koneser sztuki ulicznej oraz piwa – w życiu nie pomyślałbym, że moje życie się tak potoczy, że znajdę się w tym miejscu, gdzie właśnie jestem, bo historia zatoczyła koło. Dzisiaj jestem redaktorem naczelnym Freshmaga i przedstawię Wam historię, jak to Fortuna Czarne połączyło siły ze sztuką uliczną.

Przenieśmy się teraz ze Starego Rynku na jedną z najstarszych dzielnic Poznania, Wildę. Od moich studenckich czasów bardzo dużo się tu pozmieniało. Ta część miasta przeszła metamorfozę i nie chodzi o to, że z kultowego kina zrobili market. Mamy mnóstwo odnowionych ulic i pięknych kamienic, a szatan już dawno się stąd wyprowadził. Dzielnica ta nabiera zupełnie nowego charakteru, gdzie otwiera się mnóstwo nowych konceptów – od stylowych knajpek i kawiarni, po sklepy vintage z ciuchami i winylami. Na Wildę po prostu chce się jeździć, bo jest po co – nie tylko na basen czy po podręczniki szkolne (stara gwardia będzie pamiętać!).

Jak to mówi klasyk, np. na Jeżycach ciężej dostać w mazak niż hummus. Wynika to z tego, że dzielnica bardzo się zmieniła i stała się modna. Wilda goni jak może, ale ma też swoje charakterystyczne punkty, czego inne dzielnice mogą zazdrościć, w tym wspomniane Jeżyce. Industrialny i zarazem surowy klimat sprawia. że Wilda jest wyjątkowa – stare, odrapane kamienice, zrewitalizowane fyrtle i robotniczy sznyt. Do tego jest przepełniona graffiti i street artem – zaczynając od ulicy Hetmańskiej, gdzie mamy długi i kultowy hall of fame z pracami artystów z całej Polski. Dalej ciągną się kolejne galerie – przy ul Roboczej i Przemysłowej, a to wszystko na tle legendarnych zakładów ZNTK, gdzie prace wychodzą z okien i ścian. Przy Górnej Wildzie wita nas kultowy mural Krzysztofa Krawczyka, a od niego mamy już rzut kamieniem do wielkiej, malowanej reklamy… masła. Mural ten sięga głębokiego PRL-u, ale do dzisiaj można go dostrzec, a jego zdjęcia często pojawiają się na przeróżnych fanpejdżach. Warto też wspomnieć o legalnych ścianach przy Drodze Dębińskiej, gdzie znajduje się kolorowy wiadukt z obrazkami graficiarzy.

Właśnie w takich okolicznościach Browar Fortuna postanowił przeprowadzić swoją najnowszą kampanię Wild (a) Side Of Art, gdzie zaprosił do współpracy ulicznych artystów – Noriakiego oraz Somearta. Panowie są mocno związani ze stolicą Wielkopolski, a ich prace możemy oglądać nie tylko na Wildzie, ale i na całym świecie.

To samo tyczy piwa Fortuna Czarne, które od zawsze kojarzy się z naszym regionem i Poznaniem, gdzie już pod koniec XIX w. ciemny trunek ważył mistrz piwowarstwa Hipolit Lackowski w swoim jeżyckim browarze. Czarne piwo z dodatkiem czystego cukru warzył w okresie międzywojennym również browar Kobylepole w Poznaniu, zwracając uwagę na jego leczniczo-słodowe właściwości, a po II wojnie światowej za produkcję wziął się również browar w Wolszytnie. Wszystkie te piwa zniknęły z rynku w czasach PRL-u. Wielkopolskie tradycje regionu kontynuował Browar Fortuna z Miłosławia, który w 1997 roku, pod okiem Aleksandra Stamma, rozpoczął produkcję swojego „czarnego”. Warto wspomnieć, że w 2006 Fortuna Czarne zostało wpisane przez Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi na polską Listę Produktów Tradycyjnych.

Czarne jest najmocniej osadzone regionalnie. Jest duży wskaźnik lojalności wobec tego produktu tutaj, więc działamy dla fanów marki, ale staramy się naszymi działaniami też dotrzeć do tych, którzy nie znają naszej historii i nie wiedzą, że warzymy pod Poznaniem, a pierwsze kroki stawialiśmy na Jeżycach. Bo przecież Poznań to nie tylko rogale i koziołki

– mówi nam Justyna Dziemidowicz, koordynująca kampanię.

Tym samym na Wildzie pojawiły się reklamy „Czarnego” stworzone przez wspomnianych wyżej artystów – od bilbordów po oklejone słupy. Wszystko to w charakterystycznych miejscach, wkomponowując się w klimat dzielnicy. Noriaki i ­Someart odgrywają tutaj ważną rolę, nie zostali dobrani przypadkowo. – Obu panów cenimy za ich twórczość i obserwujemy ich od lat. Dla nas street art jest bardzo bezpośredni, surowy, buntowniczy – dokładnie tak, jak nasza kampania czarne na białym, w której komentujemy rzeczywistość poznańską/lifestyle. Ta współpraca była dla nas bardzo naturalnym następstwem działań lokalnych. Dodatkowo obydwoje działają w stylistyce czarno-białej, więc idealnie się zgrało – mówi Justyna.

Mimo że Wilda jest dzika, to dzikie czasy już minęły i nie musimy oglądać czerwonych szablonów reklam na chodniku czy nielegalnie namalowanych reklam sprayem na szkołach. Dostaliśmy legalny street art od czołowych artystów z Poznania i reklamę, którą można podziwiać z ciekawością.

Noriaki stworzył charakterystyczne dla siebie grafiki doodle oraz dorzucił na plakaty Watchera, potocznie nazywanego Panem Peryskopem. Natomiast Someart przygotował prace utrzymane w stylistyce, którą dobrze znamy m.in. z wildeckich ścian.

Fajny koncept trzymania się jednej dzielnicy i tego, aby nawiązać hasłem do dzielnicy. Podczas projektowania padło na konturowe friendly faces, co według mnie super komponuje się z całością konceptu wraz z pracami Noriakiego

– mówi nam artysta.

Oryginalne zestawienie ich prac znajdziecie przy ul. Dolna Wilda 20, gdzie trzy billboardy łączą się w jedną całość. Zabrzmi to banalnie, ale Browar Fortuna pokazał jak to się powinno robić. Oddali przestrzeń artystom, gdzie marka piwa zeszła na drugi plan. „Support your local artist” – tutaj wszystko się zgadza.

– Bardzo chcielibyśmy, aby Poznaniacy doceniali lokalne marki, artystów i twórców oraz aktywnie je wspierali. Jeśli dzięki tej kampanii choć jedna osoba poznała nas, Noriakiego lub Somearta i pomyślała: „O, fajne, wcześniej ich nie znałam”, to znaczy, że osiągnęliśmy swój cel. My jako marka wspieramy lokalnych artystów i zachęcamy innych do takich akcji. Regionalność jest cool – podsumowuje Justyna.