„Wstęp do Poznania. Przewodnik po sercu miasta” to projekt, który wyrasta z potrzeby innego spojrzenia. Uważnego, estetycznie wrażliwego i zaangażowanego w przywracanie architektury, którą odruchowo – i niesłusznie – tylko mijamy. Na blisko 500 stronach zawiera się praca siedmiu kobiet, sześć tras z opisem ponad 220 obiektów i kilkaset fotografii budujących narrację. A to wszystko w jednym przewodniku.
Poznań – miasto…
Ale czy to jeszcze przewodnik? Kiedy dochodzę do rynku mam ze sobą jedynie telefon. Coś, co codziennie noszę w kieszeni, bezwiednie do niej chowam i odruchowo wyciągam. Przecinam Plac Wolności, mijam gmach Muzeum Narodowego i dalej podążam brukową ulicą w dół, obok opuszczonej kamienicy na rogu ulic Szkolnej i Paderewskiego. Kiedy dochodzę do Pałacu Działyńskich, pierwszego punktu na trasie mojego zwiedzania, zaczynam rozumieć, że tak jak ten telefon, Poznań też za bardzo mi spowszedniał, stał się częścią szybko mijanej codzienności. Teraz jednak włączam przewodnik i uważnie patrzę. Bo „Wstęp do Poznania” mieści się w kieszeni. Tak banalnie zespolony z codziennością, że sięgnięcie po niego wymaga zerowego wysiłku. Wystarczy go ściągnąć. Skroluję do spisu treści, hiperłączem przeskakuję do interesującego mnie obiektu i już jestem. „Powstał w latach 1773–1776…”, w XIX w. pełnił funkcję nieformalnego uniwersytetu, będąc centrum polskiego życia społecznego i patriotycznego. Dowiaduję się, że płaskorzeźby przedstawiają rzymską procesję, a orzeł, który – jak zawsze myślałem – wieńczy centralną część fasady, okazuje się pelikanem.
„Wstęp do Poznania. Przewodnik po sercu miasta” od pierwszego zetknięcia prezentuje inną perspektywę. Pomysłodawczyni Joanna Lip, przewodniczka miejska PTTK po Poznaniu, prowadzi profil@poznanska_kamienica, gdzie opowiada o architekturze miasta. W ten sposób kieruje uwagę obserwujących w miejsca, które w codziennym, rutynowym przemierzaniu znanych ulic mija się niepostrzeżenie. Przywraca tym samym kamienicom, budynkom, ukrytym placom widzialność, ponownie włączając je do miejskiej tkanki. Rozwinięciem tej idei staje się przewodnik. Będącą efektem pięcioletniej praca zespołu siedmiu kobiet nie powtarza treści, ale tworzy zupełnie swoją osobowość. Spójną, estetyczną i merytoryczną.
Początek „Poznania”
Pomysł pojawił się już w 2020 r. To wtedy Joanna Lip spotkała się z Jagodą Jankowską, ilustratorką i projektantką graficzną. Profil @poznanska_kamienica miał dopiero 600 obserwujących, ale już wtedy od słowa do słowa, w rozmowach o miejskiej przestrzeni, architekturze i historii, pojawiła się koncepcja nowego przewodnika po Poznaniu. Nie mógł on jednak powstać bez zdjęć. Na ogłoszenie, ponownie zamieszczone na Instagramie Asi, odezwała się fotografka Justyna Śmidowicz – absolwentka Uniwersytetu Artystycznego – i to jej wrażliwość artystyczna i estetyka od razu pozwoliła twórczyniom znaleźć wspólny język. Od tego momentu cała trójka zaczęła wspólnie przemierzać ulice miasta, próbując znaleźć sposób, aby je przedstawić i oddać jego wielowarstwowość.
Dlatego „Wstęp do Poznania” nie jest listą najważniejszych zabytków, nie wskazuje „top 10 atrakcji, które musisz zobaczyć”. Zamiast tego skupia się na narracji, umiejętnie buduje opowieści o tożsamości miasta, która zamknięta jest w sześciu trasach, wyznaczonych w obrębie centrum. Znajdziemy tutaj więc wszystkie klasyczne zabytki, jak Ratusz, Fara czy Zamek Cesarski, jednak obok nich przeczytamy o Zaułku Ślepego Antka, Telewizorach, Rzeźni Miejskiej czy Kamienicy Hugona Kindlera. Jest to niewątpliwa siła przewodnika, jego przekrojowość i świadomość, że pełny obraz to nie tylko zabytki najbardziej znane, największe, najstarsze. To także te kamienice i budynki, których fasady towarzyszą spacerom ulicami miasta. Każdy z tych elementów wchodzi w skład jego fizjonomii i warto zwrócić na niego uwagę w urbanistycznym splocie.
W 2024 r. do zespołu dołączyła Marika Krystman, redaktorka, autorka tekstów i współzałożycielka Słońce Concept na Jeżycach. Tam przypadkiem wpadła na nią Joanna, szukając w mieście ciekawych miejsc i od słowa do słowa projekt zyskał redaktorkę. Z czasem dołączyły do niego także korektorki Ela Woźniak i Julita Paprotna oraz Sylwia Mosińska odpowiedzialna za skład. Każda była osobą z polecenia. Tym samym przewodnik zyskał naturalną siłę oddolnej inicjatywy, realizowanej z pasji i osobistej chęci zaangażowania. W 2024 r. gotowe były także opisy zabytków oraz fotografie. Wystarczyło znaleźć wydawcę.
W 80 mb dookoła centrum
„Ale czy to jeszcze przewodnik?” – pytam Asię, spoglądając na kamienicę na rogu Małeckiego 27 i Strusia 4 nazywaną „Pod Wiewiórkami”. Jak wcześniej mi wyjaśniła, to było pierwsze miejsce, o którym napisała na Instagramie. „Całe półtora roku, zanim się ukazał, to była debata, rozmowy z wydawnictwami i ciągłe pytanie: czy to jest album, czy przewodnik? Na album to jest za dużo tekstu, na przewodnik jest za grube, bo to prawie 500 stron (…) Chciałyśmy to zrobić po swojemu i przez to myślę, nie udało nam się tego wydać z żadnym komercyjnym wydawnictwem (…) Myślisz: przewodnik, dostajesz to i to. Nasz może gryźć się z tym klasycznym postrzeganiem, bo jest to coś pomiędzy albumem, przewodnikiem, atlasem architektury, atlasem miejsc…”.
Autorki ostatecznie postanowiły wydać swoją pracę w formie e-booka. Okazało się to nie tylko rozwiązaniem bardzo praktycznym, ale też pozwalającym zachować pełną kontrolę nad stroną wizualną. Wersja elektroniczna jest nie tylko wygodnym narzędziem podczas zwiedzania miasta, lecz także wprowadza elementy interaktywne, jak linki ze zdjęciami archiwalnymi czy pinezki zaznaczające interesujący nas obiekt na mapach w telefonie. Testując wszystkie opcje, trafiam pod Pałac Działyńskich. Czytam, że „W 1945 r. pałac spłonął. Jego stan po pożarze można zobaczyć TUTAJ”. Klikam i na czarno-białym zdjęciu ukazuje się wypatroszona bryła z jedynie stojącymi ścianami oraz fasadą. To kolejna warstwa „Wstępu…”: możliwość jednoczesnego obcowania z tym, co istnieje dziś, i tym, co już minęło.
Za opisy odpowiada Joanna Lip. To w jej słowach poznajemy historie miejsc, architektoniczne detale, schowane podwórka i zaułki. Teksty są skondensowane, płynnie poruszające się między opisem dziejów obiektu, jego warstwy wizualnej oraz wzmiankami o najważniejszych osobach z nim związanych. Zapewniają wszystkie niezbędne informacje jednocześnie nie przebodźcowują odbiorcy. Jest to o tyle istotne, że na każdej autorskiej trasie proponowanej w przewodniku może znajdować się ponad 30 pozycji do zobaczenia, a samego zwiedzania przewidziane jest na prawie 20 h (po ok. 3 h na trasę). Jednak przewodnik nie narzuca tempa, pozwala zatrzymywać się przy każdym obiekcie lub podążać tylko do wybranych. W końcu możemy mieć go zawsze przy sobie i z ciekawości sprawdzać pojedyncze budynki, przed którymi akurat przyjdzie nam stanąć.
Drugą warstwą, która daje tekstom przestrzeń, są fotografie Justyny Śmidowicz. Znacznie częściej skupione na detalu, próbujące uchwycić moment, pewną impresję miejsca, do którego się udajemy. To sprawia, że coraz mocniej zaczynamy uczestniczyć w doświadczeniu miasta, a nie tylko jego zwiedzaniu. Kadry jeszcze wyraźniej umieszczają nas w przestrzeni, kiedy spoglądamy z dystansu na opisywany budynek, gdy spod kamienicy wzbijają się do lotu gołębie, w momencie bryła architektoniczna rytmicznie gra z cieniami i światłem. Fotografie pozwalają nam spojrzeć na miasto innymi oczami, zmienić percepcję i rozpocząć opowieść o architekturze, tożsamości – o Poznaniu.
Na tych dwóch płaszczyznach, wizualnej i opisowej, działa „Wstęp do Poznania. Przewodnik po sercu miasta”. Połączenie tych elementów sprawia, że prawie 500 stron nie przytłacza, a przewija się bardzo intuicyjnie. Dodatkowo organicznie spaja się z coraz bardziej popularnym sposobem zwiedzania, w którym chcemy spojrzeć na miasto świadomie, koncentrując się na lokalności, doświadczeniu miejsca. Jak dopowiada Joanna: „to jest pokazane tak, jak my zwiedzamy miasto. Powoli, uważnie, z momentem na zatrzymanie się i oglądanie”. To sprawia, że zwiedzanie z tym właśnie przewodnikiem nie będzie tylko domeną turystów, osób, które odwiedzają Poznań po raz pierwszy. Także mieszkańcy dowiedzą się z niego o najważniejszych zabytkach, jak również zejdą z głównych i utartych szlaków, patrząc na miasto od nowa. W efekcie otrzymujemy przewodnik intuicyjny, dostosowany do współczesnego, indywidualnego odbiorcy, ze spójną i atrakcyjną szatą graficzną i narracją, która pozwala doświadczyć Poznania. Ale czy to jeszcze przewodnik?
Koniec poznania
Swoją trasą dochodzę do Parku Starego Koryta Warty. Kieruję się na Most Berdychowski – przechodzę nim po raz pierwszy – obserwuję rowerzystów, spacerowiczów i tych, którzy przysłuchują się muzyce dobiegającej ze sceny rozłożonej na „Świetowianki”. Brzeg rzeki, w której odbija się zachodzące słońce, usiany jest kocami i ręcznikami. Na moście Chrobrego migają wielokolorowe samochody, a znad dachów kamienic wyrastają wieże Bazyliki Archikatedralnej. Spoglądam na drogę, którą przyszedłem. Widzę komin nieczynnej gazowni miejskiej w kolorze przypominającym szatę graficzną przewodnika, który mnie tu doprowadził. W pamięci mam Pałac Działyńskich, ulicę Woźną, wokół której przespacerowałem się z telefonem w ręce. Nie dlatego, że nie uważałem – wręcz przeciwnie. Czytałem o Farze, Szkole Baletowej, odwiedziłem moje ulubione podwórko między kamienicami przy Wielkiej 21 i Woźnej 9. Czerwony zegar na dachu Politechniki Poznańskiej wskazuje 19:42. Dochodzą mnie rozmowy, szum samochodów i muzyka znad Warty. Opieram się o balustradę mostu i patrząc na fragment panoramy, jeszcze przez chwilę zostaję w szumie miasta, które już jest gotowe na lato.
Link promocyjny na zakup Wstęp do Poznania. Przewodnik po sercu miasta: https://poznanskakamienica.pl/products/plot-wstep-do-poznania-przewodnik-po-sercu-miasta-kopia