fot. Andrzej Tyszko

„Wciąż przenosimy prawdę do klubów”

Slums Attack
13 sty 2025
Dawid Balcerek

Dwanaście lat! Tyle musieli czekać fani poznańskiego duetu Slums Attack na najnowszy krążek, który wreszcie ukazał się po długiej przerwie 6 grudnia 2024 roku. Panowie przez te lata wydawali własne produkcje, jednak cały czas unikali współpracy. Tym rozłamem swego czasu żyła cała scena. Było wiele niedomówień i wielki żal fanów, że tak się potoczyły losy kultowego zespołu. Na szczęście na początku 2023 roku artyści doszli do porozumienia i już tylko kwestią czasu było, kiedy na sklepowe półki ponownie wróci Slums Attack. Jak sami mówią, byli to winni swoim fanom, którzy wspierali ich zawsze, nawet mimo podziałów. Jest to ich pierwszy wspólny wywiad od kilkunastu lat oraz pierwszy z nową płytą „depeche_mood”.

Kiedyś słyszałem historię, że Decks zagadał i pojechaliście razem na kebab do Berlina. Zapewne ta podróż była dla Was bardzo szczera i oczyszczająca. Tak szczerze, czy po tym tripie wiedzieliście już, że to tylko kwestia czasu współpracy? Czy jednak były podchody? Kto w ogóle pierwszy wyszedł z propozycją?

Nasz wyjazd był konsekwencją wcześniejszych, usystematyzowanych kontaktów mailowych. Ten trip wtedy nie spełnił jeszcze funkcji oczyszczającej. W sumie to podczas pierwszego spotkania rozmawialiśmy jak starzy ziomale – o wszystkim i o niczym. Spotkaliśmy się jeszcze kolejny raz i ostatecznie umówiliśmy się na poważną rozmowę w studiu, gdzie przegadaliśmy większość trudnych rzeczy. Dopiero kiedy wrzuciłem na Facebooka post o płycie „Resentyment” i planach na 2024 rok, Darek mnie zagaił na temat moich muzycznych planów. Odpowiedziałem, że ja zawsze mam jakieś plany, ale jeśli ma jakieś paczki z bitami to niech podsyła. I tak właśnie powstał plan na nową współpracę.

Ostatnią płytę wydaliście razem 12 lat temu. Sporo czasu. Jak układała Wam się współpraca przy tworzeniu materiału? Musieliście się dotrzeć czy poszło naturalnie, jak za dawnych lat?

W zasadzie nie musieliśmy się docierać, ale te lata przerwy wniosły nową jakość w postaci dużej dawki szacunku przy tej współpracy.  Było dużo obustronnego zrozumienia i kompromisu. Nie walczyliśmy o „każdą nutkę”, akcent czy przejście. Myślę, że każdy miał swoją przestrzeń, żeby się wyrazić – ja za mikrofonem, a Daras przy MPC czy jako realizator. Zgodnie dobieraliśmy wersje, które wchodziły po nagraniu na album. To samo tyczyło doboru muzyki. Po prostu brałem tekst, nawijałem do odpalanych pętli i już od razu wiedzieliśmy, na której siedzę najlepiej – tak przebiegały nagrania. Było to bardzo stymulujące i niczym niewymuszone. Dlatego też ten album powstawał aż 10 miesięcy. Kiedy uznawałem, że mogę coś w danym momencie nagrać, to odzywałem się do Darka, a on potwierdzał termin i nagrywaliśmy. Tak zrobiliśmy tę płytę – całkiem naturalnie.

No i 6 grudnia otrzymaliśmy „depeche_mood”. Proszę wyjaśnijcie tytuł płyty.

Oczywiście jest to nawiązuje do zespołu Depeche Mode, który aktualnie tworzy też duet – Dave Gahan i Martin Gore. Widzę tu podobieństwo do nas – też wokalista i instrumentalista oraz podobny bagaż doświadczeń. Zauważ, że De i Pe (Depeche) to Decks i Peja, to jest właśnie nasz mood. Trzeba tutaj też nawiązać do słynnych wersów z numeru „Duchowo mocny” z 2006 r.:

Wciąż mamy fanów, nasze ksywy zdobią mury
Jak Depesze się dorobię swojej własnej subkultury

Ja wtedy chciałem się tej subkultury dorobić. Dzisiaj chyba można śmiało powiedzieć, że tą subkulturą jesteśmy. Mamy swoją społeczność. SLU to movement. Wszystko się tutaj zgadza. Nawet foty do płyty zrobiliśmy czarnobiałe, w hołdzie dla Depeche Mode. Wydaliśmy też limitowaną edycję super boxów w ilości 44 sztuk. Nie przypadkowo, gdyż ta grupa istnieje od 44 lat.

Jesteś z tych roczników, na które ta kapela miała duży wpływ na przełomie lat 80 i 90. Bliska była Tobie ich Twórczość?

Ich twórczość przewijała się przez moje życie, ale nie kojarzę ich znacznego wpływu na moje wczesne doświadczenia muzyczne. Nie zostałem też turbo fanem po albumie „Violator”, który przyniósł za sobą nową rzeszę fanów i wytwór mody. Bardzo lubiłem utwór „Enjoy The Silence”. Jarałem się za to ich klipami autorstwa Antona Corbijna. Dokładnie nie pamiętam kiedy doceniłem w pełni potencjał Depeche Mode, ale kiedy wrzucałem o nich poszczególne wersy na moje autorskie albumy, miałem już całkiem pokaźną dyskografię. Dziś uważam się za pełnoprawnego fana, który do pewnych rzeczy po prostu dorósł. Oprócz płyt posiadam również sporą bibliotekę. Byłem też na ich koncercie. Śledzę na bieżąco ruchy zespołu. I wciąż z wielką pasją sięgam po koncertowy album „101”.

Wspomniałeś o zdjęciach do płyty. Podjęliście współpracę z cenionym fotografem muzycznym, Andrzejem Tyszko. Artysta ten specjalizuje się właśnie w robieniu czarnobiałych zdjęć, a najwięcej wykonywał ich w latach 80. Współpracował z największymi artystami polskiej sceny. Biorąc pod uwagę nawiązanie do depeszy, to zgraliście się idealnie. Taki był właśnie zamysł? Jak doszło do tej współpracy?

Trochę w tym jednak przypadku. Z tym, że ja tego typu przypadki traktuję jak znaki. Tak po prostu miało być. Zaczęło się od tego, że trafiłem na profil instagramowy Andrzeja i zacząłem go obserwować. Niewiele czasu zajęło mi, aby połączyć kropki i skojarzyć charakterystyczne okładki płyt oraz kultowe zdjęcia. Stwierdziłem, że skoro dwóch starych ramoli powraca z wymagającym tytułem, to niech pstryknie im foty specjalista od dinozaurów i w ten oto sposób Darek napisał do Andrzeja. A resztę już znasz. Sesja była bardzo przyjemna, w jego podwarszawskim studio. Żałuję tylko, że nie przygotowaliśmy bardziej klimatycznych wnętrz i trochę poszliśmy na skróty, robiąc to na standardowych tłach – białym i czarnym. Gdyby usiąść w jakimś ciekawym miejscu z urokliwym backgroundem – z pewnością byłoby jeszcze lepiej.

fot. Andrzej Tyszko

„Ryzyko” podjęte, ale obawy chyba nad wyrost. Fani nie zawiedli. Olis się zgadza, klipy dobrze śmigają. Na serio się obawialiście tego powrotu i odbioru po latach?

To „Ryzyko” w tytule jest trochę na wskroś, bo ja nie miałem żadnych obaw. Gdybym je miał, to nie publikowałbym muzyki, a ja przecież lubię nagrywać i się nią chwalić. Fani na to czekali i po mimo naszych solowych projektów dali temu swój upust w odbiorze. Czekali na te dopełnienie Rycha i Darasa na jednym krążku. Na Olisie wykręciliśmy jedynkę (łącząc fizyk ze streamingiem). Klipy też spoko – przyłożyliśmy się i nie kręciliśmy w jednym miejscu z machaniem rąk. Plany jeszcze są, żeby trochę podpromować ten album. W sumie to nie mieliśmy nawet czasu na myślenie, jak zostanie odebrany ten album. Robiliśmy konsekwentnie swoje. Gdybyśmy mieli jakieś obawy, to byśmy się nie schodzili i nie robili ponownie tego albumu. Ale byliśmy wręcz winni ten album naszym fanom, bo konsekwentnie nas wspierali w naszych solowych działaniach. Dlatego tę płytę zadedykowaliśmy właśnie im.

W tytułowym numerze pada parafraza, którą już wspomniałeś, czyli „jak depeche się dorobię własnej subkultury. Masz naprawdę spore, stałe grono słuchaczy, którzy są z Tobą na dobre i na złe. To już prawdziwa społeczność.

Mamy grupę słuchaczy, która jest z nami rzeczywiście na stale. Może to nie jest jeszcze wielopokoleniowe grono, bo nie ma dziadków z wnukami, ale są już ojcowie z synami, matki z córkami. To do nich głównie kieruję swój przekaz i teksty. Nie szukam na siłę nowego słuchacza. Chociaż na każdym koncercie, przynajmniej 1/3 ludzi to uczestnicy, którzy przyszli po raz pierwszy. To nasze community cały czas się kształtuje.

Oni też bardzo mocno odbierają to co powiesz, co widać chociażby po mediach społecznościowych. Czy nie uważasz, że waga słowa teraz jest jeszcze cięższa niż kiedyś, gdy miałeś tych słuchaczy nawet setki tysięcy?

Jeśli chodzi o odpowiedzialność za słowa, to warto je brać, ale tylko wtedy, kiedy to słowo jest interpretowane podobnie do tego, co twórca miał na myśli. W innym przypadku nie ma sensu wchodzić w polemikę, dyskusję i tłumaczyć, co autor miał na myśli. Staram się, żeby mój słuchacz był bardziej wyedukowany i zwracam uwagę, do kogo kieruje moje teksty. Nie jestem już w 93. ani 2003.. Jesteśmy już naprawdę daleko od naszych początków, sytuacji na Jeżycach czy czasów „Na legalu?”. Jeśli rzeczywiście jesteśmy ikoniczni – więcej niż zwykłym zespołem, który kształtował muzyczne gusta polskiego słuchacza rapowego na przełomie dekad – no to powinno iść za tym jeszcze coś więcej.

Darku, brzmieniowo ta płyta idealnie nawiązuje do starszych albumów. Jest trochę sampli, jest trochę brudu, dużo skreczy, są też nowoczesne rzeczy. Czy po producenckich płytach zrobienie muzyki w stylu SLU było wyzwaniem?

D: Nie było to dla mnie jakieś wyzwanie, ponieważ praca nad albumem przebiegała praktycznie tak samo jak przy wcześniejszych naszych albumach. Ponownie spotykaliśmy się w studiu, słuchaliśmy muzyki, robiliśmy wstępną selekcje. a jak już brakowało muzyki, to robiłem ją na bieżąco. Wszystko przebiegło raczej szybko, sprawnie i w spokoju.

P: Ja dodam od siebie, że odpowiadałem za dobór muzyki na albumie. Nigdy nie nawijam pod coś, co mi nie leży. Tutaj byliśmy bardzo zgodni co do wybranej muzyki. Ludzie zawsze nam piszą, że tak fajnie do siebie pasujemy. Pasujemy, bo ja wiem, które Darka podkłady są dla mnie najbardziej wiarygodne. (śmiech)

Na płycie odnosisz się do politycznych sytuacji m.in. Palestyny, Izraela, USA. Również sporo miejsca jest poświęcone naszej Ziemi. Nie są to rzeczy pod publiczkę, gdyż od dawna regularnie wypowiadasz się w tych tematach również na swoich socjałach. Widać, że mocno śledzisz sytuację i wybudza to w Tobie sporo emocji.

Sytuacja w Palestynie jest mi znana od blisko 30 lat, śledzę ją od dawna. Już na Ski Składzie z 2003 r. zaznaczałem w utworze „Dzień zagłady”, że prześladuje Żyd Araba tak jak Hana Solo Jabba.
Rzeczywiście po 7 października to wszystko się u mnie nasiliło i uwypukliło. Jeśli dajesz przyzwolenie na ludobójstwo, czystkę etniczną i odwracasz wzrok od tego co się dzieje w Strefie Gazy i Palestynie, to jesteś współwinny. Zwłaszcza, że dokonuje tego najbardziej „moralna” armia świata, tzw. państwo Izrael – wspierane przez USA, które finansuje bombardowanie i zniszczenie na Bliskim Wschodzie (Jemen, Syria, Liban). Nie można pozostawać na to głuchym i obojętnym. Jeśli ludzie codziennie, w związku z wojną w Ukrainie, nazywają Rosjan terrorystami, to kim w tym momencie jest Izrael i USA?

„Kocham rap ze Stanów, ale nie Amerykę” pada wers na płycie. Niedawno odwiedziliście Nowy Jork, czyli kolebkę hip-hopu. Jak wrażenia z wyprawy? Czy po kilku latach przerwy Was czymś zaskoczył pozytywnie lub zszokował negatywnie?

USA jest coraz bardziej biedne. Mam wrażenie, że Nowy Jork wygląda z roku na rok coraz gorzej. Nie dlatego, że to miasto nam się opatrzyło (opatrzyło się mimo wszystko), tylko dlatego, że na ulicach zaszły duże zmiany, zwłaszcza po sytuacji z covid-19 i upadkiem gospodarki. Najbardziej jest to widoczne w dużych miastach. Rapuję również o Filadelfii, Baltimore i Bostonie, gdzie kuleje opieka zdrowotna w stosunku do ludzi uzależnionych od opioidów. Znamy te obrazki z szokujących filmów, gdzie zombie chodzą po ulicach, po prostu wegetują i dożywają swojego końca. Teraz pytanie, jak niby Ameryka ma się zaopiekować krajami gorzej rozwiniętymi, wprowadzać demokracje i porządek, jeśli sama nie potrafi nawet zadbać o swoich własnych obywateli? W tym również białych, którzy z racji segregacji rasowej są cały czas traktowani jako obywatele lepszej kategorii. Mimo wszystko rząd ma ich również w dupie.
Wracając jeszcze do samego Nowego Jorku, to oczywiście mam do zobaczenia jeszcze kultowe miejsca, które są inspirujące. Cały czas dochodzą nowe graffiti, mam jeszcze do sprawdzenia trochę swoich rapowych rzeczy. Jednak obecnie jestem na przestrajaniu się z miejscówek hip-hopowych na miejsca filmowe Scorsese, m.in. „Chłopaki z ferajny” itp. Byłem już w kilku miejscach i dalej będę szukał nowych.

Teraz tak szczerze. Żałujecie tych 12 lat? Pytam pod kątem stricte muzycznym. Ciężko jest oczywiście nazwać je straconymi, bo obydwoje tworzyliście własne projekty, ale w tym czasie mogło powstać wiele Waszych wspólnych rzeczy.

P: Pewnie wtedy wydałbym o połowę mniej albumów i nie byłbym tak zaangażowany muzycznie. Ta aktywność muzyczna pozwoliła mi wciąż się zaznaczać, co z dzisiejszej pespektywy było dobrym posunięciem, żeby dzisiaj wydać wspólnie płytę – mieliśmy dobry fundament. To co robił Darek i ja jest fajną wykładnią pod nowy album. Ja nie żałuję.

D: Tak, jak wspomniałeś. Nie możemy mówić tu o straconych 12 latach, bo w tym czasie wychodziło sporo muzyki, czy to ode mnie czy od Rycha.

Jakiś smaczek związany z wydawnictwem? Czy było coś w planach i nie wyszło ostatecznie? Są jakieś odrzuty?

Nie ma żadnych odrzutów i nie było żądnych numerów robionych na siłę. Trzeba było tylko postanowić, co pójdzie na preorder, a co na normlaną płytę.

Wspomnieliście, że jeszcze podpromujecie album. Jakie klipy planujecie?

Są pomysły. Robiliśmy ostatnio nawet taką mini ankietę. W opcji są „Na swoje”, „Brudna flota”, Nie trać ducha walki”, „Matka Ziemia” i „City break”. A może jeszcze coś innego. (śmiech)

fot. Andrzej Tyszko

W numerze „Basemant, jak 94’” rapujesz m.in., że „startowałem z garstką i tak z nimi skończę”. Póki co ta garstka jeszcze jest spora. Myślałeś kiedyś w ogóle o emeryturze? Kiedyś pewnie 50 lat i rapowanie wydawało się abstrakcją, a dzisiaj w stanach o wiele starsi wydają nowe płyty i to z sukcesami. Jaki masz na siebie plan? Myślisz, że do którego roku będziesz rapował?

Ta garstka jest wciąż spora, a myśli o emeryturze zawsze jakieś są. Czy ona powinna nastąpić po 40-tce? I tak i nie, to zależy od ambicji i spełnienia. Na pewno, to czym się zajmuję nie jest spowodowane sposobem na zarabianie pieniędzy. Chodź nie ukrywam, że te pieniądze z rapu są, więc pewnie trudniej będzie odejść, kiedy cały czas jest hossa. Powiedziałem kiedyś i się tego trzymam, że bilans 40-latka zrobię, gdy skończę 50 lat. Czyli w sumie już w przyszłym roku.
Oczywiście śledzę graczy ze Stanów dużo starszych ode mnie i widzę jak sobie radzą. Patrzę jak zarządzają swoimi zasobami, ale nie chodzi mi tutaj o pieniądze, tylko zdrowie i twórczość. To tak jak ze sportowcami. Niektórzy kończą kariery przed 40-stką, a Christiano Ronaldo szykuje się na następny mundial. Często za przykład wskazywałem Rolling Stones, ale nie zapominajmy o takiej postaci jak Lemmy z Motörhead. Być może nie dbał o higienę życia jak Ronaldo, ale i tak grał do samego końca. Artystą się jest właśnie do samego końca i nie ma to nic wspólnego z sukcesami i zarobkami – tylko z tym czy masz coś do powiedzenia, a ja wciąż mam.

Również dajesz pstryczka mainstreamowi, twierdząc na końcu utworu, że rap i tak się sam obroni. Uważasz, że w dzisiejszym rapie jest za mało rapu w rapie? Często rapowe numery w ogóle nie są rapowe, a tak są kategoryzowane. Podoba Ci się ta ewolucja i w jakim kierunku to idzie?

Mainstrem to syf, dlatego skłaniam się ku undregroundowi. Coraz więcej ludzi, którzy reprezentowali kiedyś tzw. prawdziwy hip-hop, dzisiaj dealują z mejdżersami. Widzę w jakim kierunku to wszystko zmierza. Jest bardzo cienka granica, pomiędzy tym co robisz jako osoba niezależna, a osobą współpracującą z mejdżersami – kiedy Cię to dosłownie wchłania. Mejdżersi i mainstrem to jeden wielki bullshit, z którym nie chce mieć nic wspólnego. Tam są słupki, wyniki, rankingi – to nie ma nic wspólnego z dobrą muzyką. Próbują sterować artystą, żeby z niego wycisnąć jak najwięcej i potem go wyrzucić na śmietnik. Tak to wygląda – to nie ma nic wspólnego z dobrą muzyką. Potem wychodzi, że ci raperzy, którzy mieli coś do powiedzenia, niczym się nie różnią od tych, którzy z założenia mieli służyć tylko dla rozrywki. Teraz zaczyna się to miksować. Diskopolowi raperzy nie różnią się już niczym od tych, co myśleli, że poszerzą horyzonty poprzez wejście w deal z mejdżersami. Chodzi pewnie o lepszą monetyzację swoich dokonań, ale ja w to nie będę nigdy wchodził. Jestem z innej bajki i mi to pasuje. Rapowych numerów trzeba szukać w odpowiednim miejscu. Nie znajdziesz go tam, gdzie stoi gówniana wytwórnia, która po prostu przeżuwa kolejny gatunek. Jebać ich.

W tym samym numerze nawiązujesz do wyprzedanych stadionów. W czasach piku SLU i „Głuchej nocy” te stadiony chyba byście też sprzedawali, nie sądzisz? Nie chcę, żeby to wybrzmiało jak jakaś rozmowa starych tetryków, ale nie żałujesz, że Was ominęło, to co teraz mają młodzi?

Nie żałuję, że nie wyprzedałem stadionu, ale wszystko jeszcze przed nami (śmiech). W tej całej grze najfajniejsze jest to, że niczego nie jesteś pewien przewidzieć. Niech młodzi pracują na swój sukces i kreują własną wizję artystyczną. Niekoniecznie wszystko musi mi się podobać, ale jeśli coś jest dobre, to samo się obroni. Nie zamierzam dyskutować z tym, co prezentują na swoich masowych koncertach, bo ciężko z tym dyskutować, gdy na występie znajduje się kilka tysięcy aktywnych odbiorców. To zawsze robi wrażenie. Jeśli dzieciaki przeżywają to po swojemu i jest to dla nich ważne, to przecież nic mi do tego. Ja natomiast zwracam uwagę na warstwę muzyczną, wykonanie oraz czy jest to grane na żywca a nie z playbacku. Cały czas pracuję z młodymi i czuję też się młodo, więc nie będę tutaj wrzucał stetryczałej retoryki rodem z loży szyderców, jak w Muppet Show i mówił, że kiedyś to był rap, teraz to nie ma dobrego rapu (śmiech). Są rzeczy dobre i mniej dobre, ale ilu ludzi tyle opinii. Jak każdy z was mogę sobie dobierać rzeczy pod własne gusta i z czymś się utożsamiać.
To czego my dokonaliśmy na początku lat 2000 i że to trwa do dzisiaj, to już jest samym w sobie sukcesem. Nie wróżę tym młodym artystom nowej generacji tak długich lotów. Nawet mimo tych wizerunkowych zasięgów w mediach społecznościowych, nie zostaną tak mocno zaznaczeni w historii muzyki jak my i nam podobni. Dlatego oni nie mają czegoś co mamy my, nawet jeśli oni mają coś czego nie mamy my. Reasumując, stadion można zapełnić nawet w wieku 50 lat. (śmiech)

Tego Wam też życzę! Tą płytą również pokazujecie idealnie, jak powinni się starzeć raperzy – oczywiście w dobrym tego słowa znaczeniu. Nie ma obrażania się i pretensji, tylko pokazanie swojego miejsca w szeregu i ugruntowanie go. Nie każdy to potrafi, a niektóre ruchy starszych raperów na scenie wyglądają wręcz komicznie. Nie zawsze to pójście z nurtem i duchem czasu smacznie wygląda.

Generalnie pod sceną mam widownie +25, +30. Jak spojrzysz na zdjęcia z naszych koncertów, to zauważysz młodszą publiczność jedynie z opiekunami – ojcem lub matką. Ci nastolatkowie to nawet nie jest 0,5% całego stanu publiki. Zapracowaliśmy sobie na to, żeby ci słuchacze dorastali z nami. Ci bardziej dojrzali wchodzili w ten przekaz z roku na rok, pochłaniając kolejna płytę i czekając na nową. Ja się nie obrażam i nie mam pretensji, ale nie uważam, żebym znał swoje miejsce w szeregu, bo ja zawsze wychodziłem przed szereg. Mam ugruntowaną pozycję. Nie utożsamiam się też z tym, co robią niektórzy raperzy w moim wieku. Niektórzy skupiają się tylko na graniu w reklamach, robieniu soundtracków, czy właśnie piosenek do kampanii reklamowych. Inni próbują wskrzesić swoje działania sceniczne a jeszcze inni kompletnie nie robią nic. Ja robię po prostu swoje i zapełniam kluby małe, średnie, czasami większe. Bilans mam dodatni, jestem zadowolony. Z każdym rokiem czuję się coraz silniejszy. A jak się zmęczę, to zrobię sobie przerwę, tak jak teraz do 21 lutego, żeby wyjść wiosną na scenę i rozpierdolić. (śmiech)
Jesteśmy dowodem, że starzeć można się godnie, ale w tę starość nie wchodzi się od tak z dnia na dzień. To jest proces. Jak patrzę z perspektywy ostatnich 10 lat – starzeję się z godnością, bardzo dobrze. Dotyczy to moich wypowiedzi, tego czym się zajmuję, ale i również tego co robię na płytach i scenie oraz poza nią. Reasumując, zacytuje nową linijkę: wciąż przenosimy prawdę do klubów.