[…]
Dopóki podstawowe prawa człowieka
Będą jednakowo gwarantowane dla wszystkich
Bez względu na rasę
Mówię „wojna”
[…]
Wojna na wschodzie
Wojna na zachodzie
Wojna na północy
Wojna na południu
To jest wojna
I hałas wojny
To fragment piosenki „War” Sinead O’Connor. Tak, to zaraz po jej wykonaniu podarła ona zdjęcie Papieża Jana Pawła II. Jej słowa były i są komentarzem do tego, co dzieje się na świecie. Wciąż i wciąż, niestety, aktualne. Najnowszy spektakl „Diabeł i dziewczyna” w Teatrze Nowym w Poznaniu również opowiada o naszej rzeczywistości. To poruszające widowisko, głośne i błyszczące, trudne i pełne humoru. Utrzymane w dobrze znanej estetyce i konwencji reżysera, Marcina Libera. Zobaczycie blichtr i upadek Kościoła, upokorzenie i wyniesienie na ołtarze Sinéad O’Connor. Będzie śpiew i krzyk, gniew i miłosierdzie. Więcej o spektaklu opowiedziała mi aktorka Weronika Asińska, która zagrała rolę irlandzkiej piosenkarki. Zapraszam Was do lektury, a w drugiej połowie kwietnia i w maju do Teatru Nowego!
Na swoim profilu na Instagramie napisałaś, że to zaszczyt zagrać Sinéad. Co czułaś ubierając się w tę postać? Nie miałaś obaw? Mam wrażenie, że wśród ludzi Sinéad nadal wzbudza lęk.
Tak, parę razy nawet spotkałam się ze stwierdzeniem „A, tę wariatkę grasz!”. Budził się we mnie wewnętrzny sprzeciw. Ktoś, kto jako pierwszy wypowiada trudną prawdę, zawsze naraża się na ostracyzm. W dzisiejszym świecie brakuje takich „wariatów”, choć sama nie wiem, czy dzisiaj większym wariatem jest ten, kto „głosi” coś kontrowersyjnego, czy ten, kto milczy. Od dawna ceniłam twórczość Sinéad O’Connor. Nawet nie marzyłam o tym, że będę miała możliwość ją zagrać. To jest dla mnie wielkie wyróżnienie i ogromne wyzwanie. Miałam jedynie obawy czy podołam. Nie miałam wątpliwości „moralnych”.
Znałaś jej historię wcześniej, czy poznałaś bliżej dopiero podczas pracy nad spektaklem?
Znałam twórczość Sinéad, nie wiedziałam jednak o niej wielu rzeczy. W trakcie pracy dowiedziałam się, że była maltretowana przez matkę. Od razu zrozumiałam, że jest to ogromny punkt wyjścia do stworzenia tej postaci, bo to ją bardzo definiowało. Determinowało wszystko, co robiła. Czyniła to dla matki i po to, by zasłużyć na jej miłość. Do powszechnego obiegu trafiła informacja, że Sinéad cierpiała na chorobę dwubiegunową. Kiedy Sinéad powiedziała lekarzowi, który ją diagnozował, że nie wie co się z nią dzieje, że drzewa przestały być piękne i stały się potencjalnym obiektem, na którym można się powiesić, on obdzwonił wszystkich prominentów, informując, że siedząca u niego słynna artystka Sinéad O’Connor ma coś nie tak z głową. Rzucił hasło „borderline” i to już do niej przylgnęło. Najprawdopodobniej była to głęboka depresja i PTSD, spowodowane doświadczeniami z dzieciństwa.
Co było najtrudniejsze w pracy nad tą rolą? Czy był moment, kiedy poczułaś, że musisz nieco się zdystansować? A może odwrotnie, że trzeba iść na całość?
Najtrudniejsze było dla mnie to, żeby z jak największą czułością i szacunkiem podejść do historii Sinéad. Prowadziło mnie wypowiadane przez nią zdanie, by „mieć odwagę być sobą”. Ogromny wpływ miała również jej pierwsza płyta „The lion and the Cobra”, zapętlana przeze mnie w kółko w trakcie prób. Czułam, że na tej płycie Sinéad O’Connor jest nieocenzurowana, pełna wszystkiego, co przeżyła. Z całym smutkiem, gniewem, który nie został jeszcze ukojony i z którym dopiero później nauczyła się żyć.

Jak wspólnie, z innymi aktorami, pracowało Wam się nad tym spektaklem? Pomimo tego, że w spektaklu nie brakuje humoru, temat, który porusza, jest bardzo trudny.
Mogę mówić za siebie, choć mam pewne podejrzenia, że była to jedna z lepszych wspólnych przygód dla nas wszystkich. Często trudne tematy powodują, że aktorzy jednoczą się w pracy albo mają silne poczucie sensu. Wówczas przekłada się to także na sposób pracy i stopień zaangażowania każdego z nas. I tak było w tym przypadku.
Jeśli się nie mylę, to Twój pierwszy spektakl we współpracy z reżyserem Marcinem Liberem. Jak Wam się pracowało?
Tak, z Marcinem Liberem pracowałam po raz pierwszy. Jak wspomniałaś, temat nie należał do najłatwiejszych, więc gdyby ktoś inny był za sterami tego okrętu, mogłoby być różnie. Ale był to Marcin, wódz z prawdziwego zdarzenia, reżyser bardzo doświadczony, co dało się odczuć. Bił od niego niesamowity spokój, pewność, że dokądś dopłyniemy. Nie było więc możliwości, żeby się w tym procesie pogubić. Jako że pracowaliśmy razem pierwszy raz, byłam dość mocno skupiona na odkrywaniu jego wizji, jego stylu, jego konwencji. Marcin dużo czerpał z nas, z tego, co proponujemy. Rzeczy pozornie bezsensowne wywlekał na wierzch, żeby się im przyjrzeć i sprawdzić, czy rzeczywiście nie mają sensu. Zazwyczaj okazywało się, że mają całe mnóstwo sensu. Nie oceniał, nie bałam przy nim skompromitować. Oprócz rzemiosła, klasy i humoru, które wnosił na próby, okazał się być po prostu super człowiekiem.

Świetnie oglądało się na scenie styl i estetykę reżysera, widoczną np. w strojach. Opowiesz o nich coś więcej?
Za scenografię i kostiumy odpowiedzialni są Mirek Kaczmarek i Maria Mordarska, o której warto wspomnieć w szczególności, ponieważ Maria jest na początku zawodowej drogi. Patrząc na kostiumy, scenografię i sposób pracy z aktorami, ciężko w to uwierzyć. Jest dużo, kolorowo, pięknie, efektownie, z rozmachem. Cały ten sceniczny świat jest osadzony w jakiejś sferze absurdu, która jednak nie jest — lub nie była — fikcją, co sprawia, że ten kontrast boli podwójnie.
Co czujesz, gdy melodyjnie wykrzykujesz słowa piosenki „War”?
Za każdym razem zastanawiam się, czy te słowa przestaną być kiedyś aktualne. Może mam nieduży wpływ na to, czy gdzieś wybuchnie wojna, czy nie, ale na małe wojny w moim środowisku już tak. Myślę, żeby reagować na przemoc wobec dzieci. To mnie chyba najbardziej boli. A przemocą jest nie tylko bicie, czy maltretowanie, którego doświadczyła Sinéad. Ale też zamykanie dzieciom drzwi do wolności, do odkrywania świata, poznawania go po swojemu, wyrażania swojego zdania. Ciągle jeszcze zdarza się, że dzieci traktowane są jak pół-ludzie. A one będą kiedyś dorosłymi, będą tworzyć naszą rzeczywistość. Potrzebują od nas, dorosłych, wręcz nadmiernego szacunku. Chciałabym, żeby świat uwierzył w dzieci i uwierzył dzieciom.
Do jakich postaci jest Ci bliżej? O mocnym charakterze, takim jak u Sinéad czy raczej o łagodnym usposobieniu, jak u Alicji z Krainy Czarów?
Nie umiem powiedzieć do jakich postaci jest mi bliżej. Każde spotkanie z nową postacią mnie osobiście z czymś mierzy i być może to truizm, ale czegoś uczy, albo przynajmniej coś uświadamia. Nie wolę jednych postaci od drugich. Każda z nich mi coś przynosi.
Czy jest coś, o co zapytałabyś Sinéad O’Connor, gdybyś mogła?
Sinéad powiedz mi, jak Cię opowiedzieć?
[…]
Dzieci, dzieci!
Walczcie!
——————
Spektakl ,,Diabeł i dziewczyna” możecie zobaczyć w Teatrze Nowym w Poznaniu w następujące dni: