Już na początku listopada będziemy mieli okazję zobaczyć najmodniejszą wystawę tego sezonu! W Muzeum Sztuk Użytkowych w Zamku Królewskim w Poznaniu przedstawiona zostanie kolekcja, ukazująca bogate zbiory Galerii Plakatu i Projektowania Graficznego. Na ekspozycji zaprezentowanych zostanie blisko osiemdziesiąt prac polskich i zagranicznych artystek oraz artystów. Spotkałam się z kuratorką, Anną Grabowską-Konwent, żeby zapytać o szczegóły wystawy, te spod podeszewki. Porozmawiać o tym, jak krzyżują się drogi sztuk wizualnych oraz mody, co kierowało ówczesnymi artystami, którzy tworzyli dla popularnych domów mody, zapytać wreszcie – czy to, co zobaczymy na plakatach, dziś też może być dla nas inspirujące. O tym, i nie tylko przeczytacie poniżej!
Skąd pomysł na zestawienie Polski i Japonii? Czy miały one na siebie wzajemny wpływ? Czy klucz do zrozumienia idei wystawy jest inny?
Jeśli chodzi o plakaty związane z modą, to tutaj nie było żadnego wpływu. Klucz jest prosty: mianowicie wystawa ta, w ramach Graphic Concept, bazuje na naszej kolekcji. Zrobiłam kwerendę wewnętrzną, dogłębny przegląd i okazało się, że najwięcej plakatów modowych pochodzi z Japonii. Plakatów autorstwa polskich grafików jest stosunkowo niewiele w naszych zbiorach, a na wystawę wybrałam najciekawsze o tej tematyce. Rzadko można zobaczyć plakaty japońskie, więc będzie to naprawdę gratka. Oprócz odmiennego sposobu obrazowania w tych dwóch środowiskach, różnicę dostrzec możemy również w technice. W Japonii była ona o wiele lepiej rozwinięta – poligrafia, druk kolorowy. W Polsce artyści, tworząc plakat modowy, radzili sobie w najlepszy sposób, jaki potrafili, czyli najczęściej malowali, ręcznie wykonywali także liternictwo. Generalnie używali tych samych środków, które wykorzystywali przy tworzeniu plakatu filmowego czy teatralnego. Na przykład plakat Cieślewicza dla Mody Polskiej jest plakatem wybitnym, ikonicznym. Ale bardzo żałuję, że nie był on wydrukowany w Japonii. W Polsce wydrukowany został w 1960 roku, w niewielkim formacie, na bardzo złej jakości papierze. Projekt Cieślewicza, w moim pojęciu, po prostu został zgaszony przez tę niedoskonałą wówczas poligrafię. Mimo tego słabego druku, on i tak się broni swoim pomysłem. Zresztą ten plakat był wielokrotnie wznawiany, to też coś pokazuje. W 1960 roku, czyli w okresie, kiedy ukazywały się topowe plakaty teatralne i filmowe, został numerem jeden w konkursie na „Najlepszy Plakat Warszawy”. Drugim przyczynkiem tej wystawy jest fakt, że udało mi się pozyskać plakaty Eiko Ishioki, znakomitej nieżyjącej już japońskiej artystki, nad czym pracowałam od dawna. W związku z planowaniem tej wystawy otrzymaliśmy ponad 80 plakatów jej autorstwa w darze od DNP Foundation for Cultural Promotion z Tokio.

Jak powstawały plakaty w Japonii, a jak w Polsce? Moda i plakat zawsze szły w parze?
W Japonii najczęściej druki reklamowe związane z modą oraz kosmetykami, to prace o wysokiej jakości artystycznej. Jeśli chodzi o Polskę, nie wyglądało to tak samo. Plakaty o tematyce modowej były nieliczne, nie wszystkie są też jakościowe artystycznie. Spośród tych z naszej kolekcji, wybrałam moim zdaniem te najciekawsze pod względem kompozycji graficznej. Są to pojedyncze przykłady, ale ukazują one kwintesencję prezentacji najlepszych ówczesnych polskich domów mody. Nie było zapotrzebowania na taki sposób wyrazu, dlatego, że nie było czego reklamować. Najczęściej plakaty były prezentowane na targach, pokazach lub w nielicznych witrynach sklepów. Wydawane w niewielkich edycjach. Można powiedzieć, że plakat modowy w Polsce nie istniał. To była raczej forma prestiżu. Plakat był rodzajem ekskluzywnej reklamy, niezwiązanej w żaden sposób z potrzebami rynku.
Co inspirowało polskich grafików w latach 60. i 70.? Czy to oni tworzyli trendy, czy raczej za nimi podążali?
W tych nielicznych przypadkach nie ma mowy o jakiejkolwiek inspiracji trendami modowymi. Raczej chodziło o to, żeby oddać charakterystykę danego domu mody. Natomiast, jeśli chodzi o te najbardziej popularne ówczesne domy mody, czyli Moda Polska, stworzona przez Jadwigę Grabowską, czy Leda, Modena oraz Telimena, to najczęściej ich źródłem inspiracji był Paryż albo inne zachodnie stolice. Graficy, tworzący wtedy te plakaty, starali się oddać charakter strojów, które były wtedy noszone na wybiegach europejskich miast, wykorzystując do tego przeróżne środki artystyczne odwołujące się do współczesnych nurtów w sztuce.
Zupełnie inaczej było w Japonii. Tam występowało swego rodzaju sprzężenie dwóch dziedzin sztuki projektowania. Moda, jeszcze do 1960 roku nie była traktowana jako dziedzina projektowania, o czym świadczy chociażby jej brak w programie Tokyo World Design Conference. Postrzegano ją zaledwie jako użyteczne rzemiosło. To się w końcu zmieniło, a pomogły w tym wspólne działania grafików i projektantów modowych, którzy dla wzmocnienia swojego przekazu często działali w jednym zespole. W plakacie japońskim bardzo rzadko stroje pokazywane są w sposób namacalny, nie są one na „pierwszym planie”. Ponadto nie są to ekstrawaganckie stroje, to zwykła, codzienna moda dla każdego człowieka. Przenikanie się płaszczyzn, takich jak moda i kosmetyka z projektowaniem graficznym, było i nadal jest obecne. Issey Miyake, znany japoński projektant, zaprasza do współpracy dwóch znakomitych projektantów – Ikko Tanakę i Tadanori Yokoo – wykorzystuje ich graficzne projekty i przenosi je z papieru na stroje, w formie nadruków na tkaninach. To pokazuje, jak grafika łączy się tam z modą.
W Polsce to były silne osobowości – najczęściej projektantki, które dyktowały ten główny stylistyczny wizerunek stroju, często odbiegający od odgórnych zaleceń jedynej partii, próbującej wszystkich obywateli uformować według jednego wzoru.
Czy można plakaty te nazwać minimalistycznymi, kojarząc je z japońskim minimalizmem?
Raczej nie nazwałabym ich minimalistycznymi. Myślę, że to jest sposób na stworzenie atrakcyjnego obrazu, który przyciągnie wzrok, a jednocześnie opowie coś więcej. Eiko Ishioka w swoich pracach dokładała drugi komunikat, często dotyczący kobiety, jej sytuacji. Wówczas sama była jedną z pierwszych graficzek w absolutnie męskim środowisku art directorów i projektantów w Japonii. Będąc silną osobowością i mając taką możliwość, podprogowo wplatała tę kobiecość w powstające pod jej kierunkiem duże kampanie promocyjne. Na przykład za pośrednictwem wprowadzania czarnoskórych modelek lub zamieniając role wschód-zachód – kto kim się inspiruje. Przez dwadzieścia lat po II wojnie światowej główne inspiracje płynęły ze Stanów Zjednoczonych do Japonii. Stopniowo odbudowywana Japonia, chciała aby ten wpływ nieco się odwrócił, aby dostrzeżono ich siłę i nowatorstwo. To będzie dobrze widoczne na wystawie, gdzie na podstawie jednego plakatu można opowiedzieć bardzo wiele. Niesamowite jest również to, jak dużo informacji może być zakodowane w plakacie reklamowym.
Jak ubiera się Warszawa, a jak Harajuku, popularna dzielnica Tokio?
Na wystawie nie pokazujemy żadnych współczesnych modowych plakatów, tylko te historyczne. Nie mamy takowych w swojej kolekcji, zresztą obecnie artystycznych plakatów modowych w Polsce praktycznie wcale nie ma, albo stanowią niewidoczna niszę. Natomiast ówczesne plakaty japońskie, które pokażemy bardzo mocno oddają charakter dzielnicy Harajuku. Ukazują przemianę, buzującą energię młodych projektantów wyrażających się poprzez modę. Reklamują sieć sklepów Parco, które w Polsce nie są znane, a w Japonii funkcjonują do dziś. Parco od początku istnienia wspiera młodych twórców i poszukuje talentów w świecie mody. Daje również przestrzeń, w której może się pojawić sztuka, teatr, film. Oni to krzyżują, łączą część handlową z częścią kulturalną, tworząc tzw. centrum artystyczne. Wszystko zaczęło się od właściciela, to on podjął decyzję z jakimi ludźmi będzie współpracował, i do pierwszych kampanii tworzących markę Parco wybrał właśnie Eiko Ishiokę, która na swój sposób opowiadała czym jest Parco. Jest to wyjątkowe zjawisko, niemające porównania w Polsce. Możemy wspomnieć Stary Browar, w którym mamy galerię handlową, ale też tę niewielką część artystyczną, gdzie odbywają się wystawy, jak teraz ta wokół Andy’ego Warhola. Ale to współcześnie, w latach 70. i 80 coś takiego nie istniało.
Można powiedzieć, że polskie domy mody i graficy, tworzący dla nich plakaty, w pewien sposób szerzyli wieść o tym, co działo się na paryskich wybiegach?
Według mnie były one nośnikiem tego francuskiego szyku, elegancji i nowoczesności. U nas wówczas nie było gazet, w których byłyby zdjęcia z pokazów mody. Dlatego tym niewielkim zalążkiem były chociażby te plakaty, które za pomocą graficznych środków oddawały ten klimat. Do tego była jeszcze gazeta „Ty i ja”, gdzie przedrukowywane były zdjęcia z francuskiego Vogue’a czy Elle. Mamy ją w kolekcji, ale niestety nie będzie już dla niej miejsca na wystawie. Natomiast zaprosiliśmy kuratorkę z Warszawy dr Agatę Szydłowską, która opowie o modzie i ciele na łamach miesięcznika „Ty i Ja”. Będzie to ciekawy akcent, towarzyszący wystawie, który połączymy z pokazem kilku egzemplarzy i projektów tego czasopisma.
Czy oszczędność formy, którą będziemy mogli zaobserwować na plakatach, może na nowo zainspirować polskie ulice, które formy nie oszczędzają?
Najciekawsze w plakatach japońskich jest to, że opowiadają one o modzie, nie używając często modowych akcesoriów. To są obrazy atrakcyjne wizualnie, dopiero po pewnym czasie, odkodowując je, orientujemy się, że dotyczy to tak naprawdę mody. Najczęściej są to plakaty wizerunkowe dla firm modowych i kosmetycznych. Te najbardziej artystyczne dotyczą bardziej niszowych marek. To jest moda awangardowa, tak samo plakaty. Też były awangardowe. I właśnie artystyczność tych plakatów jest najbardziej kluczowa, mimo upływu czasu one wcale nie straciły na jakości i świeżości. To są dzieła z lat 80., 90., ale nie czujemy, że jest to coś passé, wciąż pozostają one atrakcyjne i ponadczasowe. Wiele z nich mogłyby dziś pojawić się na współczesnych ulicach, właśnie ze względu na swoją nieoczywistą formę i abstrakcyjność.
Dlaczego nie ma teraz artystycznych plakatów modowych?
Nie wiem dlaczego. Wydaje mi się, że duże koncerny w ogóle nie są tym zainteresowane, ale tak chyba było zawsze. Najczęściej plakaty artystyczne związane są z małymi firmami i być może ten rynek jeszcze nie widzi możliwości, by powiązać to z jakąś ciekawą grafiką. U nas nie ma takiej tradycji, a przecież obecnie mamy takie niewielkie domy mody i mamy wspaniałych grafików. Może udałoby się to gdzieś połączyć? Byłoby świetnie!
Wystawie towarzyszyć będzie również bardzo ciekawy program:
Data wystawy: 7.11.2025 – 1.02.2026, W Muzeum Sztuk Użytkowych w Zamku Królewskim w Poznaniu.
Więcej informacji dostępnych na www.mnp.art.pl.