Sto lat temu na Ziemi otworzył się portal, z którego zaczęli wyłaniać się gigantyczni kosmiczni najeźdźcy. Jedyną tarczą ludzkości przed zagładą stały się mechy – potężne maszyny bojowe. Tytułowy „Dawnrunner” to najnowszy prototyp. Ma wyeliminować ich dotychczasowe słabości i dać Ziemianom upragnione zwycięstwo. Konstruktorzy ukryli jednak przed światem mroczną tajemnicę serca maszyny. Czy cena, jaką przyjdzie zapłacić za jej uruchomienie, nie okaże się zbyt wysoka?
Scenarzysta Ram V w tym albumie czerpie całymi garściami z klasyki japońskiej animacji, na czele z kultowym „Neon Genesis Evangelion”. Historia udanie przekuwa azjatyckie schematy na europejską wrażliwość, unikając bezmyślnego kopiowania motywów. Dostajemy opowieść pełną egzystencjalnego niepokoju oraz intymnej więzi między człowiekiem a technologią. Choć fundamentem pozostaje walka o przetrwanie, to prawdziwym motorem napędowym stają się sekrety skrywane w kokpicie.

Wątek stojący za tajemnicą wielkiego mecha jest naprawdę wciągający i trzyma w napięciu przez większość albumu. Niestety, w finale twórca trochę przekombinował – historia w pewnym momencie rozmienia się na drobne. To, co miało być mocnym, emocjonalnym kopem, jakby rozpływa się we mgle. Niemniej, pod kątem samej konstrukcji świata i budowania intrygi, to wciąż solidny i angażujący scenariusz.

Wizualnie mamy do czynienia z czymś absolutnie wyjątkowym. Evan Cagle postawił na niezwykle wyrazisty, precyzyjny styl, który cechuje się rozmachem, wyczuciem i czystością kreski. Artysta sięgnął po tradycyjne, nieco zapomniane techniki, takie jak gęsty szrafunek czy rastry. Tymi drugimi uderza ze szczególną mocą. Dzięki cyfrowemu nakładaniu zróżnicowanych gęstości plansze zyskują fantastyczną głębię. Starcia gigantów ukazane są w skali, jakiej osobiście nie widziałem jeszcze w żadnym komiksie.

„Dawnrunner” to po prostu dobra historia, ale sposób jej zilustrowania jest absolutnie zjawiskowy. Choć zazwyczaj scenariusz jest dla mnie ważniejszy i z niego głównie rozliczam komiks, w tym albumie kunszt rysownika zrekompensował fabularne niedociągnięcia. Evan Cagle zrobił oprawę, która kradnie scenę dla siebie. Dla niej samej warto mieć ten album na półce. Pozycja obowiązkowa zarówno dla miłośników mecha / kaiju, jak i fanów komiksowego artyzmu.
Ocena: 8/10 ⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐
~ Józef Śliwiński

Więcej komiksów na Instagramie: komiksowy_pamietnik
Cena okładkowa: 90 zł
Format: 180×275 mm
Liczba stron: 168
Oprawa: twarda
Wydawca: Lost in Time
Data wydania: kwiecień 2026
Data oryginalnego wydania: grudzień 2024
