fot. M. Murawski

,Free, free Palestine” – echa po 18. OFF Festival w Katowicach

Relacje
06 sie 2025
Julia Lipowicz

W ostatni weekend odbyła się 18. edycja OFF Festival w Katowicach. Tegoroczny line-up był z pewnością mocno polityczny i bardzo irlandzki, ale też nieoczywisty i pełen niespodzianek!

Już od pierwszego dnia było wiadomo, że najbardziej wyczekiwanym występem był koncert Kneecap – irlandzkiego zespołu hip-hopowego, który jest aktualnie na językach wszystkich. Był to też ich pierwszy polski koncert, więc oczekiwania były wielkie. Nie bez powodu – raperzy agitują do wspierania Palestyny, tłumacząc, że jako Irlandczycy empatyzują i solidaryzują się z tym narodem. M.in. z tego powodu nie tylko nabawili się problemów z brytyjskim rządem (oraz z BBC), ale też nie wpuszczono ich na występy na Węgry czy do Niemiec.

fot. M. Murawski

,,Polska, stanęliście na wysokości zadania” – wykrzyczał Mo Chara, oskarżony o wspieranie Hamasu raper, po czym zachęcił publiczność do skandowania ,,Fuck Orban!”. Ich występ spełnił, a nawet przewyższył oczekiwania – nie tylko wykonali swoje utwory (chociażby z concept albumu ,,Fine Art”) na najwyższym obrocie, ale też w charakterystyczny dla siebie, przekorny sposób pożartowali z publicznością.

Kneecap obecne było po części także w sobotę – tego dnia wyświetlono ich film w Kinie Światowid, a następnie odbyła się dyskusja prowadzona przez Katarzynę Borowiecką z Polskiego Radia Trójka o fenomenie tria, do której zaproszono Filipa Kalinowskiego i Karolinę Kosińską (PAN). Kneecap prawdziwie zhackowali muzykę – poprzez wykorzystanie rapowego języka wypowiedzi w nierapowy sposób utworzyli punkowy wpływ, a jednocześnie osiągnęli popowy rezultat bez popu. Choć tak naprawdę ich koncertom bliżej do rave’ów, są podczas nich także elementy pubowej irlandzkiej pogawędki. Nie bez powodu – to oni są odpowiedzialni za renesans języka irlandzkiego wśród pokolenia Z. Gaeilge stał się cool na nowo, a tym ciekawiej się to obserwowało na żywo, w kinie na Śląsku oraz znając kontekst sytuacyjny języka śląskiego.
W kwestii Palestyny Kneecap nie należeli z resztą do wyjątków – okrzyki ,,Free, free Palestine” słychać było z większości offowych koncertów bez względu na wielkość sceny, wystarczyło przechodzić obok.

Wracając na główną scenę Perlage, headlinerem pierwszego dnia byli Kraftwerk – to koncert w rodzaju tych, które trzeba usłyszeć, a przede wszystkim zobaczyć na własne oczy. Legenda muzyki elektronicznej to zachwycająca prostota i klasa sama w sobie – ich grafiki sprawiają, że można poczuć się jak w symulacji. Wybrzmiały nie tylko The Model, The Robots czy Radioactivity, ale także utwór Mini Kalkulator po polsku!

Drugiego dnia festiwalu nie brakowało wrażeń ani mocnych brzmień, a także koncertów życia. Można było usłyszeć chociażby Brytyjki z Lambrini Girls – ich koncert to był czysty chaos – między punkowymi utworami zorganizowały ludzką piramidę na środku moshpitu, a wspomniały (czyt. wykrzyczały) o Palestynie, społeczności LGBT+ oraz o ofiarach przemocy seksualnej, a nawet przypomniały o podstawowych zasadach bezpieczeństwa w tłumie podczas koncertów.

Chwilę później na scenie Trójki odbył się jeden z najbardziej wyczekiwanych występów tej edycji festiwalu, czyli pierwszy polski koncert Have A Nice Life. Kto dał radę dostać się do obleganego wtedy namiotu trójkowego, ten otrzymał na żywo chociażby utwory z kultowego Deathconsciousness.

fot. M. Murawski

Na deser tego dnia trudny wybór – na głównej scenie headliner, liryczny i porywający James Blake, na scenie Off’ N Jazz Club mBank Omasta (i to drugi raz tego dnia!). Chłopcy wcześniej zagrali na głównej scenie Madvillainy, a wieczorem własny repertuar z nadchodzącej, debiutanckiej płyty. To kwintesencja jazzu w nowej odsłonie – publiczność szaleje (kto dał radę się dostać – namiot jazzowy pękał w szwach), a ze sceny oprócz jazzowych dźwięków słychać ,,Wszystkie łapy w górę, zróbcie kurwa hałas!”. Warto ich obserwować, bo jeszcze będzie o nich głośno.

Finałowy dzień to oczywiście Fontaines D.C. Ale zanim oni – najpierw marzycielski mix flamenco z bitami elektro w wykonaniu Marii Jose Llergo oraz Pa Salieu, czyli chillowy rap doceniony w BBC i gambijskie rytmy. Irlandzkie gwiazdy wieczoru, czyli Fontaines D.C, pokazali, że ich łatka nadana przez Eltona Johna ,,najlepszego współczesnego rockowego zespołu na świecie” nie jest przesadzona. Powrócili po zeszłorocznych klubowych koncertach w Warszawie i Poznaniu ze zwiększoną mocą – widać to jak urośli przez ten czas oraz jak zmienił ich zeszłoroczny Romance,  którego utwory zdecydowanie zyskują na żywo. Wybrzmiało też kilka starszych klasycznych utworów, jak Boys in the better land czy, oczywiście, I Love You. Serio, po tym koncercie jeszcze bardziej kochamy ich jak Irlandię!

Nie obyłoby się również bez poznańskiego akcentu – w niedzielę nasze miasto reprezentowali na Experimental Stage Willa Kosmos, czyli mieszanka noise rocka, punka i rapu. Zaprezentowali na żywo utwory ze swojego drugiego albumu ,Jest Pięknie, wydanego dosłownie dwa tygodnie przed OFF Festivalem. Poznański akcent pojawił się także tego samego dnia na scenie Off’ N Jazz Club mBank – zagrali wtedy Lumbago (w składzie Tymek Papior i Wuja HZG) – to kwintesencja pójścia na żywioł, jazzu wymieszanego z hip hopem i groovem. Dzień wcześniej usłyszeliśmy również poznaniankę Julię Rover, która wystąpiła na Blick Stage