Galar przywraca Poznaniakom rzekę. Współczesna interpretacja rzecznej tradycji

Miasto i Ludzie
22 wrz 2026
Natalia Bednarz

Waży sześć ton, ma czterdzieści metrów kwadratowych powierzchni i wygląda, jakby wypłynął prosto z dawnych rycin przedstawiających życie nad rzeką. Galar Poznański, jedna z najnowszych atrakcji na Warcie, od kilku miesięcy przyciąga spojrzenia spacerowiczów, rowerzystów i wszystkich, którzy zatrzymują się na nadrzecznych bulwarach. To coś więcej niż łódź. To ruchoma przestrzeń opowieści, refleksji i wspólnego działania – osadzona w tradycji flisackiej, a jednocześnie otwarta na nowe idee i współczesny miejski kontekst.

Na pierwszy rzut oka można pomyśleć, że to rekonstrukcja muzealna. Smukła sylwetka, otwarty pokład, płaskie dno i zadarte końce łodzi przywołują skojarzenia z dawnymi jednostkami, które przez stulecia pływały po polskich rzekach. W rzeczywistości to współczesna interpretacja tradycyjnej łodzi rzecznej, zakorzeniona w historii rzemiosła i kultury społeczności nad Wartą.

W Poznaniu, który od lat próbuje na nowo odkrywać swoją relację z rzeką, pojawienie się galara jest czymś więcej niż turystyczną ciekawostką. To przypomnienie, że Warta może być nie tylko tłem do spaceru, ale też miejscem spotkań, odpoczynku, pracy, twórczości i codziennego życia.

Łódź z dawną duszą

Dawne galary służyły głównie do transportu zboża, soli i innych towarów. Pływały z nurtem rzeki, a po dotarciu do celu często je rozbierano, odzyskując drewno na opał lub inne potrzeby. Ich największą zaletą było małe zanurzenie. Dzięki płaskiemu dnu mogły dopływać tam, gdzie większe jednostki nie miały szans.

Galar Poznański nawiązuje do tej tradycji kształtem i sposobem poruszania się po rzece, ale nie jest całkowicie drewniany. To świadomy wybór. Drewno wymagałoby stałej impregnacji, konserwacji i wielu godzin dodatkowej pracy. Dlatego współczesna jednostka ma stalowy spód, a z dawnych galarów zachowała przede wszystkim to, co najważniejsze: płaskie dno, otwarty pokład i charakterystyczną linię łodzi.

W Poznaniu ta konstrukcja okazuje się szczególnie praktyczna.

Pasja, która przyszła z rzeki

Za Galar Poznański odpowiada Maciej. Nie wychował się w rodzinie żeglarzy, nie spędzał wakacji w marinach i nie należał do środowiska wodniaków. Pochodzi spod Krotoszyna, gdzie żadnej rzeki nie ma. Wszystko zmieniło się, gdy trafił na Statek Kultury, projekt związany z rzekami, szkutnictwem i życiem nad wodą. Tam poznał ludzi, którzy budują łodzie, pracują na rzece i przywracają pamięć o rzecznym rzemiośle. Maciej szybko wsiąknął w ten świat.

Gdy poznał swoją żonę Kasię, śpiewaczkę poznańskiego Teatru Wielkiego, i zapadła decyzja o zamieszkaniu w jej rodzinnym mieście, postanowił przenieść rzeczną pasję do Poznania. Skoro w mieście nie było galara, trzeba było go zbudować i przypłynąć nim na Wartę.

Łódź powstawała w Cigacicach, miejscowości mocno związanej z rzeczną tradycją. Maciej i Kasia pracowali tam pod okiem Piotra Włocha – doświadczonego wodniaka i konstruktora łodzi. To on połączył dawny kształt galara ze współczesnymi rozwiązaniami konstrukcyjnymi. W każdej wolnej chwili jeździli do Cigacic, aby własnymi siłami i z pomocą przyjaciół budować jednostkę. Po miesiącach pracy Galar Poznański był gotów, by ruszyć w drogę. Podróż do stolicy Wielkopolski zajęła tydzień.

Łodzie jak dzieci

Pierwszy sezon był próbą. Galar dopiero co przypłynął z Cigacic, w rodzinie Macieja i Kasi pojawiło się dziecko, a wszystko działo się szybko i trochę „na wariackich papierach”. Najważniejsze było jednak to, że można było usiąść na pokładzie i popłynąć.

– To jest takie nasze trzecie dziecko w sumie – śmieje się Maciej i dodaje: – Dużo się przez miniony rok zmieniło. Fajnie sobie co chwilę tutaj pomajsterkować i widzieć, jak to się rozwija. Jak już tutaj zasiadasz, to nie patrzysz, jak tutaj jest, tylko patrzysz, co jest poza. Co się dzieje na rzece. Patrzysz dużo, dużo szerzej.

Maciej i Kasia dużą część wspólnego życia spędzają na wodzie. Rzeka jest też naturalnym światem ich dwójki dzieci. Na łodzi lepiej się śpi, bo delikatnie buja. Światło odbija się w wodzie jak w lustrze. Ciągle jest co obserwować, słuchać i chłonąć.

Oprócz galara mają też prywatną łódkę o nazwie Pogromca Uklejek. Odkupili ją od pana Andrzeja, ponad siedemdziesięcioletniego pasjonata poznanego w Kostrzynie nad Odrą. Podczas pandemii sprowadził łódź z Holandii i dopieścił każdy jej element. Rok później Maciej i Kasia zobaczyli tę samą jednostkę w Poznaniu. Okazało się, że przez niski stan wody pan Andrzej rozważał przeniesienie jej dźwigiem na jezioro i sprzedaż. Decyzja zapadła szybko: Pogromca Uklejek został w Poznaniu.

– Mieści się tu wszystko, co potrzebne do życia. Łódka ma pięćdziesiąt lat, w środku drewno tekowe, wszystko pięknie porobione, świeże, nic nie jest przegnite. Silnik jest nie do zajechania – opowiada Maciej.

Problemem pozostaje jednak Warta.

– To, co powstrzymuje mnie i Kasię, by pływać więcej, to niski stan wody. Od dwóch lat prawie tą łódką nie pływamy. O Warcie wodniacy mówią, że jest bardziej jak potok górski: płytka i pełna kamieni. Bezpiecznie można pływać w zasadzie tylko pod koniec zimy i na początku wiosny. Stwierdziliśmy, że na Wartę potrzebna jest łódź płaskodenna. Taka, której nie będzie ograniczał stan wody. Taka, jak galar właśnie – mówi Maciej.

Pogromca Uklejek ma około 90 centymetrów zanurzenia, więc potrzebuje mniej więcej 180 centymetrów wody, by płynąć bezpiecznie. Galar zanurza się na około 40 centymetrów. Dlatego na Warcie, przy coraz niższych stanach wody, płaskodenna łódź okazuje się nie tylko ciekawostką, ale też bardzo rozsądnym wyborem.

Warta do odzyskania

Z pokładu galara Poznań wygląda inaczej. Mosty, bulwary, zieleń i zabudowa układają się w inną opowieść niż ta znana z chodnika czy roweru. Widać też, jak wiele miasto mogłoby jeszcze zrobić ze swoją rzeką.

Maciej szczególnie żałuje zamulonego Cybińskiego kanału Ulgi. Jego zdaniem, gdyby udało się ją udrożnić, Poznań mógłby zyskać wyjątkową pętlę wodną z Mostu Rocha na Szeląg.

– Kiedyś Poznań płynął cały. A potem zasypaliśmy koryto Warty na Chwaliszewie. Tak bardzo o tych rzekach zapomnieliśmy, tak bardzo je z głowy wygoniliśmy, że masakra. Gdyby tylko odkopać Kanał Ulgi (sztuczne przeciwpowodziowe koryto o dlugości 1,4 km – przyp. red.), zyskalibyśmy wspaniałą, jedyną w swoim rodzaju atrakcję – mówi.

W Poznaniu wciąż brakuje portu, infrastruktury i codziennego wodniackiego życia. Dlatego każde spotkanie z inną łodzią na Warcie jest małym wydarzeniem.

– Z jednej strony jest intymnie i wyjątkowo, ale jak płynę i widzę inną łódź, to jest radość: o kurde, jednak jeszcze ktoś pływa! – śmieje się Maciej.

Pokład do spotkań

Dziś Galar Poznański jest jednocześnie łodzią, atrakcją i nietypową przestrzenią miejską. Na jego pokładzie odbywały się już kameralne koncerty, spotkania artystyczne, malowanie przy sztalugach, imprezy okolicznościowe i rodzinne rejsy. Na wodzie wszystko zyskuje inny rytm. Muzyka niesie się inaczej, rozmowy zwalniają, a dobrze znane miasto nagle pokazuje nieznaną twarz. Maciej i Kasia odnajdują tu spokój w codziennym pędzie i – jak mówią – nigdy się na łodzi nie nudzą.

W sezonie letnim galar pływa zwykle od piątku, a czasem już od czwartku, do niedzieli. Można zarezerwować udział w regularnym, godzinnym rejsie albo po prostu przyjść i wsiąść na pokład, jeśli są wolne miejsca.

Galar Poznański można też wynająć na prywatny rejs trwający od jednej do trzech godzin. To sceneria wprost stworzona na urodziny, spotkanie rodzinne, wydarzenie firmowe, kameralny koncert albo spokojne popołudnie na rzece. Na pokładzie mieści się do dwunastu osób. Jest stół, miejsca do siedzenia, można wyjść na dziób, opalać się, tańczyć albo po prostu patrzeć na miasto z wody. Galar nie ma zaplecza gastronomicznego, więc każdy może zabrać własny koszyk z jedzeniem i napojami. Dwugodzinny rejs kosztuje 1000 zł, bez względu na liczbę osób.

Największą atrakcją nie jest jednak sama łódź. Jest nią możliwość zobaczenia Poznania z perspektywy, o której wielu mieszkańców zdążyło zapomnieć. Nigdy nie wiadomo, kiedy samemu wpadnie się w wodny świat – dosłownie i w przenośni.

Więcej informacji na stronie: galarpoznanski.pl