Drugi album projektu LOVER to konceptualna opowieść, która przeplata filmowe motywy z bardziej piosenkowymi kompozycjami. The Last Thing You Will Feel łączy tradycję elektroniki z rockowymi i progresywnymi brzmieniami, tworząc materiał pełen emocji, nostalgii i kreatywnej oryginalności.
LOVER zadebiutował kilka miesięcy temu wydawnictwem Technicolor. Witold Brylewski, który stoi za tym projektem, od początku kieruje się ideą albumu jako spójnej opowieści. Świadomie odchodzi od koncepcji singlowej i zachęca do immersyjnego, narracyjnego odbioru całości dzieła. To sprawia, że jego twórczość stanowi kontrast wobec nadprodukcji współczesnej muzyki popularnej. Jego brzmienie charakteryzuje unikalne połączenie elektroniki i rockowego songwritingu, z niestandardowymi strukturami, emocjonalną narracją i osobistą wizją artystyczną. Sama nazwa projektu nie jest przypadkowa — to wyraz miłości do takich artystów jak: Vangelis, Tangerine Dream, John Carpenter, Jean-Michel Jarre czy Klaus Schulze, których twórczość stanowi dla muzyka ogromną inspirację.
The Last Thing You Will Feel, druga odsłona twórczości LOVER, stanowi hołd dla klasycznej elektroniki, kina science fiction, horroru, narracji znanej z takich gier wideo, jak Mass Effect czy inne tytuły o kosmicznej i humanistycznej tematyce oraz analogowej odsłony kultury. Każdy utwór łączy się we wspólnej narracji, tworząc spójną całość, przeznaczoną do uważnego, pełnego odsłuchu, w duchu myśli, że album muzyczny jest filmem dla uszu. To w pewnym sensie naturalna kontynuacja debiutu, która jednocześnie skręca w bardziej osobistym kierunku. Narracja płyty dotyka bardziej ludzkich tematów, takich jak śmierć, żałoba, pamięć, miłość, nadzieja i szeroko pojęta refleksja nad życiem. Punktem wyjścia do stworzenia tego materiału stało się pytanie, które od dawna intryguje artystę:
Jaka jest ostatnia rzecz, jaką człowiek czuje przed śmiercią?
Nie chodzi o sam moment śmierci. Bardziej interesuje mnie czas, który bezpośrednio ją poprzedza. Może to być rok, miesiąc, tydzień, ostatnia godzina, a może nawet ostatnia sekunda… Niektórzy mają czas, żeby się na to przygotować, mogą poukładać swoje sprawy, pogodzić się z pewnymi rzeczami i pożegnać z bliskimi. Inni odchodzą nagle, nie dostając nawet chwili na refleksję. Ta ostatnia przeżyta emocja może być wszystkim: strachem, smutkiem, gniewem, nostalgicznym wspomnieniem… a może też być spokojem, wdzięcznością i miłością. To bardzo osobiste pytanie, na które nie próbuję odpowiadać, ale chciałbym zachęcić słuchacza, aby samemu je sobie zadać — opowiada Witold Brylewski.
Mimo że motyw śmierci przewija się na The Last Thing You Will Feel niemal wszędzie, paradoksalnie nie jest to album stricte o niej. To album o miłości, która była punktem wyjścia dla powstania projektu LOVER. Na tej płycie znaczenie tej nazwy trochę się rozszerza.
Jeżeli nie wiemy, jaka będzie ta ostatnia rzecz, którą poczujemy, może warto zastanowić się, jak czujemy się dzisiaj? Jak wyglądają nasze relacje? Czy jesteśmy szczęśliwi? Czy mamy niedokończone sprawy? Czy są wokół nas ludzie, którym wciąż nie powiedzieliśmy czegoś ważnego? Czy żyjemy tak, żeby pewnego dnia móc spojrzeć za siebie bez poczucia, że zmarnowaliśmy swój czas? — kontynuuje Witold Brylewski.
Artysta przykuwa szczególną uwagę również do wizualnej odsłony swoich wydawnictw. Zależało mu na tym, aby okładka albumu działała dokładnie tak samo, jak muzyka — nie dawała jednoznacznych odpowiedzi. W jej centrum znajduje się zielony ptak — zwierzę, które często symbolizuje życie, wolność, ducha, odrodzenie, wiosnę. To właśnie zwiększona aktywność ptaków jest jedną z pierwszych oznak budzącego się świata. Jednocześnie ptak z okładki The Last Thing You Will Feel siedzi na drucie kolczastym.
Pesymista zobaczy czarno-biały świat, a pośrodku niego uwięzione przez kolce stworzenie, które lada moment może zostać zranione. Optymista dostrzeże wolnego ducha, dla którego ograniczenia nie mają znaczenia. Manifestuje swoją wolność, wyśmiewając tę próbę zamknięcia go w klatce i pokazuje, że nie da się go zatrzymać — dodaje Witold Brylewski.
Kolorystyka okładki, której autorem jest poznański fotograf, Maciej Gensler, również nie jest przypadkowa. Zieleń symbolizuje życie, naturę i odrodzenie. Jednocześnie jest tak intensywna, że zaczyna wyglądać nienaturalnie, niemal toksycznie. To celowy zabieg, tworzący coś pięknego, a jednocześnie podejrzanego, co równocześnie przyciąga i niepokoi.