Różne światy, lecz jeden cel. Współpracując, stworzyły miejsce, gdzie twój głos i twoje emocje mają znaczenie. Miejsce, z myślą o kobietach i osobach queer. Bez obaw, bez ocen. Bezpieczna przestrzeń, w której zyskasz wsparcie i zrozumienie. Poznajcie Slamkę, stowarzyszenie skupione wokół poezji, występów literacko-performatywnych i zinów. O przygodzie ze Slamką opowiedziały nam członkinie stowarzyszenia – Karolina, Sara, Maja i Miachalina.
Co było bezpośrednim impulsem do założenia Slamki i skąd w ogóle pomysł na taką nazwę?
Karolina: Slamka, zanim stała się kolektywem, była cyklicznym wydarzeniem w Farbach. Kilka lat temu zaczęłam wchodzić w środowiska poetyckie i slamowe, co podłapała Magdalena Mellin, jedna z założycielek Farb. Pod koniec 2022 roku zapytała mnie, czy miałabym pomysł na taką inicjatywę, która przyciągnęłaby do tego miejsca osoby queerowe zainteresowane poezją. Bardzo szybko skonceptualizowałam sobie wtedy właśnie Slamkę.
Zamysł był taki, żeby nazwa była przystępna i dobrze się kojarzyła. Jako fanka feminatywów wiedziałam, że tytuł wydarzenia musi zawierać końcówkę ,,-ka”. W tamtym czasie byłam stałą bywalczynią slamów, ta nazwa przyszła mi więc naturalnie.
Czy Slamka jest bezpośrednią pochodną klasycznego slamu poetyckiego i dlaczego zdecydowałyście się stworzyć wokół tego coś nowego, autorskiego?
K.: Ten cykl wydarzeń miał być wariacją na temat slamu, ale bez formy konkursowej. Miałam w grupie znajomych osoby, które chciały zacząć tworzyć, ale brakowało im impulsu, bezpieczniejszej przestrzeni. Chciałam, żeby Slamka była miejscem otwartym na różne poetyki i wrażliwości, chociaż jednocześnie traktuję je jako bardziej lewicowe i w tym wymiarze inkluzywne.
Muzyczki są często niedoreprezentowane w line-up’ach, więc oprócz debiutujących osób poetyckich chciałam też zapraszać kobiece i queerowe osoby muzyczne.
Slamka wyszła z potrzeby stworzenia przestrzeni, w której można podzielić się czymś personalnym i czuć w tym wsparcie albo przynajmniej zrozumienie. Oczywiście nie mamy kompetencji do prowadzenia terapii, ale tak samo jak czytając książkę, lubię czuć, że ,,też tak mam”, tak i podczas planowania Slamki poszukiwanie tego wrażenia było dla mnie czymś wiodącym. Chciałam wiedzieć, jak mają inne osoby.
To miało być wydarzenie, na które sama chciałabym przyjść, ale wynikało też z mapowania potrzeb bliskich mi osób, należących do środowisk artystycznych i queerowych.
Minęły już 3 lata Waszej działalności – jak przez ten czas rozwinął się kolektyw? Czujecie, że te 3 lata coś w Was zmieniły?
Sara: Zmieniło się wiele, ponieważ pierwsze wydarzenia były organizowane przez Karolinę we współpracy z Farbami, poznańskim lokalem, ale też miejscem w rodzaju niezależnego domu kultury. Farby były też przez długi czasem domem Slamki – tam działy się nasze wydarzenia, aż do zamknięcia lokalu przy ul. Różanej. Więc zaczęło się od Karoliny, która zaprosiła resztę z nas do robienia Slamki wspólnie i na większą skalę. Wtedy pojawił się pomysł na założenie stowarzyszenia, kolejne współprace z różnymi poznańskimi instytucjami i miejscami kultury – Pawilonem, Sceną Roboczą, Galerią Miejską Arsenał. Poszerzyłyśmy działalność o wydawanie zinów, prowadzenie warsztatów i wspólne slamkowe wystąpienia.
Maja: W nas zmieniły na pewno rozsądniejsze podejście do planowania wydarzeń. No i też poczucie, że Slamka jest już serio indywidualnym bytem. nie wiem, czy powiedzenie marka jest na miejscu w całym naszym kontekście, ale czymś w tym rodzaju.
Wasze działania skupione są między innymi wokół twórczości zinów (jak np. ,,Podmiotki”). Jak często powstają nowe projekty i jak wygląda u Was praca od pomysłu do gotowego projektu?
Ma.: Nowe projekty wymagają nowych sił, a z tym jest trudno – każda z nas ma swoje prace, swoje obowiązki. Staramy się tworzyć je z rozwagą, tak, żeby ich ilość nie wpływała na ich jakość oraz nasze zdrowie. Bywały momenty w historii Slamki, w których brałyśmy sobie na głowy za dużo i chociaż zawsze wszystko wychodziło nam (w miarę) satysfakcjonująco, to kosztowało niemało stresu. Nowy pomysł wychodzi zazwyczaj od jednej z nas. Przedstawiamy, co zrodziło się nam w głowie, rozmawiamy, myślimy, planujemy i działamy. Staramy się dzielić obowiązkami, ponieważ prowadzimy dość zróżnicowane życia i trudno jest nam działać na raz w tym samym czasie. Ja na przykład wyprowadziłam się z Poznania, więc większość obowiązków na miejscu spada na dziewczyny, ale staram się dokładać swoich sił, jak mogę.
K.: Właśnie przez to, że nasze życia też dynamicznie się zmieniają, praca nad każdym zinem i każdym projektem przebiegała trochę inaczej. Na przykład zin ,,Podmiotki: Celebracja” był naszym pierwszym wspólnym projektem, chciałyśmy w nim przedstawić nasze inspiracje i fascynacje. Teksty do tego wydania zebrałyśmy w ramach open calla. Z kolei ,,Nie-wiary-godne” powstały jako efekt warsztatów pisarsko-zinowych w Scenie Roboczej, a więc opracowałyśmy go razem z osobami w nich uczestniczącymi. ,,Elementarz Slamki” jest za to zbiorem wierszy osób występujących na Slamce, ale też rozpiską wszystkich wydarzeń, w których brałyśmy udział i które współorganizowałyśmy. Nazwałabym to takim podsumowaniem pierwszych 3 lat działalności i spełnieniem wydawniczych marzeń – bardzo chciałyśmy, żeby tę publikację wydrukował dla nas Zinek! (przyp. red. Niezależna przestrzeń artystyczna, biblioteka i drukarnia w jednym. Skupia się na kulturze DIY, zinach i warsztatach).

Tworzycie stałą grupę dziewczyn. Co jest Waszym wspólnym mianownikiem? Czy może to właśnie różnice Was połączyły?
K.: Połączyły nas wspólne wartości, zainteresowanie poezją i to, że chciałyśmy razem robić rzeczy.
Ma.: Myślę, że dzielą nas przede wszystkim nasze charaktery i dzięki temu działa się nam całkiem sprawnie. Zdecydowanie zgadzam się z Karoliną, że wspólnym mianownikiem są poglądy nie tylko na życie, ale też na poezję.
S.: Chyba we wszystkich w nas była chęć do robienia takich rzeczy, jakie dzieją się w instytucjach kulturalnych – organizacji wydarzeń, ale też tworzenia ich, uczestniczenia. Okazało się, że są sposoby, żeby robić te rzeczy na własną rękę i na własnych zasadach, pozainstytucjonalnie.
Slamka jawi się jako idealnie bezpieczne i kreatywne środowisko, m.in. dla lesbijskiej i queerowej części Poznania. Czy Wasze inicjatywy są skierowane wyłącznie do kobiet/osób queer, czy otwieracie się na każdego?
K.: Nie ma idealnie bezpiecznych przestrzeni, ale są przestrzenie bezpieczniejsze, gdzie istnieją osoby, które dbają o komfort osób uczestniczących w wydarzeniu. Staramy się wykonywać tę pracę. Jestem przekonana, że nie wiemy o każdej sytuacji, która się dzieje podczas naszych eventów, ale gdy tylko zauważamy, że dzieje się coś zaburzającego założenia Slamki, reagujemy na to.
Otwieramy się przede wszystkim na kobiety i osoby queerowe, ta przestrzeń jest głównie dla nich, ale i dla osób sojuszniczych. Nie chcemy się na nikogo zamykać, jednak kluczowe jest dla nas, aby wszyscy uczestnicy wydarzenia rozumieli, o czym i dla kogo to jest.
Skąd pomysł na otwartą Pracownię literatury i współpracę z Fyrtlem Główna?
Michalina: Poza działalnością w Slamce, na co dzień jestem związana z Fyrtlem Główna, gdzie pracuję jako koordynatorka projektów. Jednym z nich jest Biblioteka Sąsiedzka na Głównej – miejsce, które łączy funkcję wypożyczalni z przestrzenią spotkań autorskich, animacji i warsztatów. Biblioteka działa bez tradycyjnego systemu bibliotecznego, opierając się na zaufaniu, zaangażowaniu i odpowiedzialności społeczności, która ją współtworzy.
S.: Ta pracownia jest właściwie kontynuacją naszej działalności warsztatowej, ponieważ już parę takich zajęć udało nam się wcześniej przeprowadzić. Tym razem każda z nas prowadzi samodzielnie po jednym spotkaniu, na którym skupiamy się na zadanych lekturach, a potem, inspirując się nimi, tworzymy własne teksty. Z powstałej na warsztatach twórczości planujemy złożyć na koniec zina.
Czy można dołączyć do Waszego stowarzyszenia albo wziąć udział w organizowanym przez Was slamie?
K.: Nie powiększamy grona stowarzyszenia, bo naszą działalność w jego obrębie traktujemy jako przestrzeń kuratorską. Za to nasze działania są wysoce społeczne, skierowane do konkretnego środowiska i osób, które chciałyby je współtworzyć. Proponując różne wydarzenia, publikacje czy warsztaty, zapraszamy na współudziału inne osoby, chętnie do przetestowania się w proponowanych przez nas formułach.
S.: Slamkę jako wydarzenie tworzą przede wszystkim osoby uczestniczące, dlatego po organizowanym przez nas występie i rozmowie autorskiej zapraszamy wszystkich obecnych do wzięcia udziału w otwartym mikrofonie.
Jaką radę dałybyście osobom, które bardzo chciałyby wystąpić na scenie, ale paraliżuje je strach albo myśl, że ich teksty są „za słabe”?
Ma.: Bywały takie momenty na Slamce, że ktoś zarzucił takim tekstem, że pomyślałam sobie: ,,Nie no, to tu nie trafi” i zawsze znalazło się grono, które doceniło i w które jednak trafiło. My dokładamy, mam wrażenie, mnóstwa starań o to, żeby ktoś, schodząc ze sceny, nie czuł się niezaakceptowany – no chyba, że zacząłby na poważnie rzucać jakieś naziolskie teksty – wiadomo, są granice. Poza tym, jeden tekst nie siądzie, to może uda się z następnym. Pisanie i występowanie publiczne to proces. Nigdy nie jest za późno, żeby zacząć. Nie od razu Rzym zbudowano. (śmiech)
Dodam jeszcze, że wiele, naprawdę dużo (z czego bardzo się cieszymy), osób powiedziało nam, że dopiero u nas odważyli się coś przeczytać, więc coś magicznego musi być w Slamce – dajcie się jej ponieść!
Jakie macie plany na przyszłość w związku ze Slamką?
Ma.: Nie wiem, czy dziewczyny podzielą moje zdanie, ale mam wrażenie, że ciutkę zwolniłyśmy tempo, więc przyszłość chyba musi się jeszcze wyklarować.
K.: Tak.
S.: Na razie skupiamy się na wydarzeniach zaplanowanych do końca tego roku. Oprócz cyklu warsztatów będziemy gościć na 8. Wielkopolskim Festiwalu Fotografii „Flatland” w ramach reading group. Poza tym mamy w zanadrzu jeszcze jedną tradycyjną slamkę z naprawdę niesamowitą poetką – szczegóły już wkrótce!
IG SLAMKA
