Freshmag / Izabela Kowalska

Ból, erotyczność i sensualność – wywiad z Kathią

Kathia
11 kwi 2024
Zosia Myślicka

Ból, erotyczność, sensualność – według Kathii to właśnie te trzy słowa określają album „przestrzeń”. 22-letnia artystka z Poznania, która zaczynała swoją karierę od trasy koncertowej z islandzkim muzykiem, w listopadzie zeszłego roku wydała swój debiutancki album. Minęło zaledwie kilka miesięcy a mogliśmy już ją usłyszeć na Fryderykach obok Pauliny Przybysz oraz Frank Leena, gdzie była nominowana w kategorii Fonograficzny Debiut Roku.

Zacznijmy od Twoich początków. Jak wspominasz trasę koncertową z Ragnarem? Czy to doświadczenie miało duży wpływ na Twoją dalszą karierę?

Ta współpraca zapoczątkowała moje koncertowanie. Dzięki graniu z Ragnarem nauczyłam się obchodzić ze sceną. Dzięki temu, w momencie wydania płyty, miałam za sobą już ponad 200 koncertów.

No właśnie, jesteś obyta ze sceną, więc dlaczego tak długo musieliśmy czekać na Twój album?

Wydaje mi się, że wtedy nie byłam jeszcze na to gotowa. Nie chciałam się spieszyć i cieszę się, że trochę poczekałam. Zaczynałam koncertować w wieku 18 lat, te trzy lata grania miały duży wpływ na zmiany w moim życiu i podejściu do muzyki.

Rok 2023 był dla Ciebie przełomowy. Wydanie albumu, Bestsellery Empiku, Fryderyki, koncerty i do tego reklama Spotify w Nowym Jorku. Jakie to uczucie zobaczyć siebie na tak dużym ekranie w tym miejscu?

To było dziwne. Pomyślałam, że mam strasznie kwadratową twarz. (śmiech) Faktycznie, ten rok był dla mnie przełomowy, bo wcześniej, jak wydawałam jakieś rzeczy, to nie działo się to na taką skalę. Jest to również zasługa mojego super managementu. Fajne uczucie, ale trochę przytłaczające. W miarę pojawiania się tych sukcesów, zauważyłam, że to szczęście nie trwa cały czas. Ono mija, ciągle masz chęć na kolejne rzeczy. Kiedyś wydawało mi się, że taka nominacja do Fryderyka zagwarantuje mi radość i spokój, ale tak nie jest. Stale chce się więcej. Czasem trzeba się zatrzymać na chwilę i praktykować wdzięczność.

Twoje początki twórczości są związane z muzyką elektroniczną. Nadal Cię do niej ciągnie?

Faktycznie, jak miałam 18 lat to zaczynałam od elektroniki i nadal ją sobie bardzo cenię. Aktualnie produkuję drugą płytę, gdzie wplątuje również jej elementy. Brzmienia gitarowe, żywe bębny, ale z syntezatorami, więc taki mix – strasznie się tym jaram.

Freshmag / Izbaela Kowalska

Robisz wszystko sama. Produkujesz, piszesz, śpiewasz…

To prawda, ale teraz uczę się oddawać innym różne rzeczy. Jest ciężko, ale trzeba zejść z ego. Niektóre rzeczy ktoś zrobi lepiej albo właściwie inaczej. Sama wyprodukowałam „przestrzeń” – napisałam teksty i muzykę. Właśnie to jest coś, czego nigdy nikomu nie oddam. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś miałby za mnie napisać tekst.

„Przestrzeń” wydała mi się bardzo intymna. Możemy poznać prawdziwą Kathię, to co ma w środku.

Tak, to są osobiste historie. Nikt nie opisze tego co czuję lepiej niż ja. Zastanawiałam się ostatnio, co w muzyce lubię najbardziej – jest to właśnie pisanie tekstów, muzyki oraz możliwość przekazania emocji.

W jednym z wywiadów powiedziałaś, że wszystko brzmi lepiej, gdy płaczę, gdy jest ciężej, gdy są te metafory. Nadal przy tym przystajesz? Taka jest „przestrzeń”?

To jest przestrzeń, to jest płacz, to jest krzyk. Mam nadzieję, że to odczułaś. Najlepiej mi się pisze, kiedy mam w sobie silne emocje. Przy „przestrzeni” był smutek i cierpienie, które wynikało z braku możliwości przekazania tego uczucia. Teraz, gdy napisałam drugą płytę, to widzę, że są na niej również inne emocje. Jest tam smutek, ale w albumie jest więcej spokoju i zgody z samą sobą. Muzyka ogólnie jest o człowieczeństwie. Najlepszą częścią muzyki jest to, że ludzie mogą się z nią utożsamiać. Sama jako odbiorczyni mam coś takiego, że ta piosenka nie jest już o osobie, która ją napisała, ale o mnie. W fizycznej wersji mojego albumu, w środku, jest napisane: to jest już twoje. Chciałabym, żeby każdy odnalazł w nim coś dla siebie.

Freshmag / Izabela Kowalska

„Berlin” jest dość blisko Poznania. Skąd nawiązanie do tego miasta w tej piosence?

Kojarzysz takiego artystę jak RY X? Ma numer, który nazywa się „Berlin” – idealny do płakania. Słuchałam go, a później poszłam do swojego domowego studyjka, usiadłam na ziemi z moją rozstrojoną gitarą i zaczęłam pisać. Ten numer nie ma nic wspólnego z Berlinem, ale stwierdziłam, że go tak nazwę, bo myślę, że emocjonalnie się połączył z tym, co chciałam przekazać. W klipie są moje przyjaciółki, z którymi nawet chciałyśmy pojechać do tego miasta, ale na szczęście mogłyśmy oszukiwać, że Poznań jest naszym Berlinem z Aliexpress. (śmiech)

Wspomniałaś o swoich przyjaciółkach. Wcześniej mówiłaś, że jedna z nich stworzyła okładkę „przestrzeni”. Był to Wasz wspólny pomysł?

Razem z Natalią często się spotykałyśmy, razem omawiałyśmy koncept i przeglądałyśmy Pinteresta. Mamy podobny gust, jeśli chodzi o muzykę i graficzne rzeczy i tak powstała okładka. Dziewczyństwo to jest w ogóle najlepsza rzecz na świecie. Z nikim nie pogadasz jak z drugą dziewczyną. (śmiech) Jednak wsparcie mo ich rodziców i brata też jest dla mnie bardzo ważne. Jak miałam 18 lat, to mój tata mnie woził na koncerty. To rodzicie kupili mi pierwsze instrumenty. Mój brat jest gitarzystą, jeździ ze mną na koncerty. Często mam chęć zostania w swojej bezpiecznej bańce – chodzi o muzykę i o strefę komfortu. Mój brat mi to daje, tak samo jak przyjaciel Artur, który jest moim perkusistą. Jesteśmy wszyscy na siebie uważni.

Jakie trzy słowa idealnie opisują „przestrzeń”?

Ból, erotyczność i sensualność. Jednak z bólem na czele.

Jak już mówisz o bólu, to czy była taka piosenka, która zaangażowała Cię bardziej emocjonalnie podczas procesu powstawania?

Właściwie to większość z nich. Jednak najbardziej gorzko wspominam „espoir”. Pamiętam, że ten numer nagrałam w studiu o czwartej w nocy. Strasznie wtedy płakałam, miałam taki ścisk w klatce. Nagrałam demo wokali i ostatecznie wrzuciłam je na płytę. Stwierdziłam, że mają w sobie tyle surowych emocji, że nic innego by ich nie oddało. „Ciało” też jest takim utworem. Pisanie go, było oczyszczające. Przez chwilę miałam nawet problem, żeby grać go na koncertach. Głos mi się trząsł, łzy w oczach – no tragedia. Ale teraz już jest dobrze.

Freshmag / Izabela Kowalska

Pozbyłaś się tych emocji, które w Tobie wtedy siedziały?

No pewnie. Nie wiem czy przez album, czy przez czas. Czas leczy rany, ale też rozmowy i wcześniej wspominane dziewczyństwo.

Przed Tobą duże festiwale i koncerty. Czy jest scena, na której chciałbyś kiedyś zagrać? Takie Twoje sceniczne marzenie.

Chciałabym pojechać na Open’era i tam zagrać. Ten festiwal ma jakiś taki specyficzny, przyjemny klimat.

Możesz coś zdradzić odnośnie nowego albumu, o którym już wspomniałaś kilka razy? Kiedy pierwsze single, kiedy planujesz wydanie płyty?

Wiesz co, jestem w trakcie tworzenia. Mam już wszystko napisane, ale muszę przyjść do studia i zacząć dłubać. Mam zrobione dwie demówki, niedługo dogrywamy bębny. Powolutku nadchodzi, ale nie chcę nakładać na siebie żadnej presji. Muzyka wymaga cierpliwości, na nią się czeka.