fot. Adam Słomiński

„Daria ze Śląska to po prostu Daria”

Daria ze Śląska
29 lis 2024
Zofia Myślicka

Czuje mocny związek z miejscem, z którego pochodzi, ale to akurat możecie domyślić się po jej pseudonimie artystycznym. Daria ze Śląska opowiada nam o początkach swojej kariery, która zaczęła się od ogłoszenia na Facebooku, rytuałach przedkoncertowych, współpracy z innymi artystami oraz o tym, że przez kilka lat była częścią duetu elektronicznego. Można się po niej „spodziewać niespodziewanego”, bo tak o sobie mówi i to niespodziewane będziecie mogli usłyszeć i zobaczyć już 3 grudnia w Tamie, na poznańskim koncercie.

Twój pierwszy singiel pojawił się w 2022 roku. Sporo się wydarzyło od tego czasu. Co zmieniło się w Twojej karierze, lub nawet w Tobie przez te dwa lata?

Na pewno to, że moja codzienność skupiona jest głównie na muzyce i to w zasadzie w wielu obszarach. Zrezygnowałam z pracy i zajęłam się tylko tym tematem. Nabrałam też sporo doświadczenia i pewności na scenie co sprawia, że jakoś tak strasznie się nie boję jak na początku. (śmiech)

Mówisz, ze Śląsk Cię definiuje, dlaczego?

Dlatego, że stamtąd pochodzę i mieszkałam większość swojego życia. Myślę, że otoczenie ma spory wpływ na to jakimi jesteśmy ludźmi – na co się napatrzymy w dzieciństwie, jakim powietrzem oddychamy. Dorastałam na górniczym osiedlu, z okna widziałam szyb kopalniany i tory kolejowe. Sąsiedzi byli Ślązakami z dziada pradziada, więc miałam kontakt z żywym językiem. To samo na studiach. Koledzy z Rudy Śląskiej, Bytomia porozumiewali się ze sobą czasem po śląsku a czasem po polsku ze śląską melodią. Chłonęłam to.

Daria ze Śląska to w stu procentach Ty, czy raczej kreacja sceniczna?

Daria ze Śląska to po prostu Daria. Wyśpiewuję na scenie własne historie, a tak się złożyło, że przyszło mi żyć w tej części świata, którą ktoś kiedyś nazwał Śląskiem.

Jesteś historyczką, specjalistką IT, sportowcem, kiedyś nawet pracowałaś w sklepie kosmetycznym. Więc skąd ta muzyka? Czy wyciągnęłaś jakieś wartości z pracy na tak różnych stanowiskach, które teraz pomagają Ci w branży muzycznej?

Zgadza się. Myślę, że to się po prostu nazywa drogą. Robiłam w życiu różne rzeczy, bo jestem z natury ciekawa świata. Muzyka mi towarzyszyła od dziecka, ale zawsze coś z nią wygrywało, czy to miłość do sportu, czy nauka, czy brak pewności siebie. Był to więc związek z cyklu „to skomplikowane”, ale w końcu nasze drogi się przecięły. Czułam, że umiem śpiewać. Któregoś dnia ktoś dał ogłoszenie na FB, że szuka wokalistki do projektu i tak 8 lat temu założyłam swój pierwszy zespół. Później już nie wyobrażałam sobie życia bez pisania, wymyślania piosenek.

Od jakiegoś czasu grasz duże koncerty. Wyobrażam sobie, że wyjście przed tak dużą publikę nie jest łatwe. Zatem jak radzisz sobie ze stresem? Może masz jakiś rytuał przed wejściem na scenę?

Tak, mam swoje rytuały. Zawsze z kolegami z zespołu przed każdym koncertem zbijamy piątki i zawsze w ten sam charakterystyczny sposób, kopiąc się do tego po tyłkach na szczęście. Kiedy bardzo się denerwuję, a bywa tak czasem, dyspozycja dnia lub inne czynniki, to wtedy staram się oddychać bardzo powoli, wyciszam się i mówię do siebie życzliwie w myślach, dodając sobie otuchy. Jak nam na czymś zależy, to delikatny stres zawsze się pojawia.

Mówisz, że tekst w piosence jest najważniejszy, to on opowiada historie. Zatem jaka historia, którą opowiedziałaś wywołała w Tobie największe emocje?

Myślę, że wszystkie te piosenki, które opowiadają o tym jakie mam słabości, kiedy przyznaję się do moich niedoskonałości. Np. „Falstart albo faul”, „To nie zabawa”, „Houston”, ale też te o tęsknocie, o tym, że już nic nie można zrobić: „Wróć”, „Gorączka”.

Często mówisz o psychoterapii i o tym, żeby sięgać po pomoc. Zwłaszcza w dzisiejszych czasach jest to bardzo ważne. Branża muzyczna często opiera się na rywalizacji, nie tylko z innymi, ale również z samym sobą. Jaką rade dałabyś osobie, która dopiero zaczyna karierę muzyczna?

Tak, to jest trudne i przytłaczające, szczególnie jak życie zaczyna przyspieszać. Sama nadal się uczę. Myślę, że najbardziej poleciłabym nieoglądanie się za siebie ani dookoła. Porównywanie bardzo obniża samoocenę, podcina skrzydła. Warto znaleźć sobie kogoś komu muzycznie ufamy, kogoś kto szczerze powie co sądzi o materiale. Trzeba być otwartym na poprawki, zmiany, dawać sobie czas i pamiętać, że pośpiech jest złym doradcą. Ufać swojej intuicji.

Współpracowałaś z Małpą, Kortezem, Czarnym Hi-Fi i nie tylko. Którą współprace wspominasz w szczególny sposób?

Każda współpraca przy piosenkach z obu płyt była dla mnie ciekawa. Czasami sprawy szły szybko, czasami trzeba było dłużej poczekać na satysfakcjonujący efekt. Natomiast jakoś tak wyjątkowo w pamięci mam nomen omen pracę nad numerem „Pamięć do złych słów”. To był pierwszy numer, który napisałam jako Daria ze Śląska. Do produkcji zaprosiłam Olka Świerkota i Korteza. Ich talent, ale także fakt, że poszanowali mój pierwotny pomysł na tę piosenkę i zachowali charakter demówki, był bardzo ważny i miał spory wpływ na ostateczne brzmienie naszej aranżacji.

Brud i dziwność – tak mówisz o niektórych swoich numerach. Interesujesz się również elektroniką. Czy w przyszłości usłyszymy więcej „brudnej Darii”?

Zanim zaczęłam działać jako Daria ze Śląska to przez ponad 6 lat grałam w duecie elektronicznym The Party is Over. Myślę, że te wpływy są słyszalne w numerach na moich obu płytach. Staram się czerpać z różnych stylistyk. To, co akurat słucham, na pewno odbije się w moich przyszłych produkcjach, ale też to z jakimi ludźmi współpracuje. Można spodziewać się niespodziewanego. (śmiech)