Już od 14 października w Teatrze Wielkim w Poznaniu będziemy świętować jubileusz 100-lecia urodzin Conrada Drzewieckiego w ramach czwartej edycji Festiwalu Moniuszki. To doskonała okazja, by lepiej poznać jedną z najważniejszych postaci w historii polskiego tańca. O Conradzie Drzewieckim, który jako tancerz, choreograf i pedagog współtworzył oblicze polskiego tańca i powołał do życia Polski Teatr Tańca, opowiada Robert Bondara, tancerz, choreograf i reżyser spektakli prezentowanych w Polsce i za granicą, od lat związany z Teatrem Wielkim w Poznaniu.
Conrad Drzewiecki był prekursorem nowoczesnego tańca w Polsce. Co w jego twórczości wciąż jest aktualne?
Musimy uświadomić sobie, w jakim miejscu sztuka tańca znajdowała się w teatrach operowych i baletowych w latach 60. XX wieku, kiedy Conrad Drzewiecki zaczynał swoją pracę. Conrad, dzięki swoim doświadczeniom międzynarodowym, poznał różnego rodzaju techniki, które potem wykorzystywał, tworząc swoje choreografie. I trzeba tutaj otwarcie powiedzieć, że było to coś nowatorskiego. Coś, co polska widownia zobaczyła po raz pierwszy. Więc tak, jest on prekursorem zupełnie nowego sposobu tworzenia spektakli, budowania i opowiadania historii za pomocą innego języka niż tylko taniec klasyczny. Czy one są wartościowe? Tak, i to nie tylko z punktu widzenia historycznego, ale też jako choreografie same w sobie. Ślad Conrada jest w polskiej historii tańca bardzo istotny, wręcz przełomowy, jeżeli chodzi o nową choreografię i spojrzenie na nią. Mam nadzieję, że widzowie będą mieli okazję odkryć to, oglądając naszą premierę.
W spektaklu zobaczymy cztery choreografie Conrada Drzewieckiego. Skąd taki wybór?
Wszystkie cztery choreografie różnią się od siebie. Inne są „Odwieczne pieśni”, inna jest „Etiuda b-moll”. W jednej jest głębsza historia, w drugiej większy nacisk położono na estetyczną stronę i tworzenie przestrzeni tańca. „Adagio” Albinoniego ma niewyobrażalną atmosferę, która zainspirowana jest katedrą Duomo w Mediolanie. Z kolei „Krzesany”, ze swoją żywiołowością i nawiązaniem do „Święta wiosny”, jest niezwykle energetyczny. Każda ta choreografia jest inna. Zależało mi na tym, aby pochodziły z różnych okresów twórczości Conrada i tworzyły ciekawą opowieść o nim za pośrednictwem jego sztuki. Niektóre z tych choreografii nie były realizowane przez wiele lat. W ich rekonstrukcji pomogli baletmistrzowie pracujący w Teatrze Wielkim w Poznaniu, a także osoby, które pracowały z Conradem. Niezwykle pomocne są też materiały archiwalne i wideo.
Jak wygląda praca nad odtworzeniem choreografii sprzed kilkudziesięciu lat? Co można lub trzeba zachować, a gdzie szukać własnych rozwiązań?
Inscenizacja tych choreografii jest sporym wyzwaniem. Z jednej strony chcemy i powinniśmy zachować wierność choreografiom Conrada Drzewieckiego. Z drugiej strony te choreografie wykonywane są przez współczesnych tancerzy. Jeśli porównamy taniec do jakiejkolwiek dyscypliny sportowej, widzimy, jaki rozwój nastąpił u sportowców i w ich wydolności w przeciągu 50 lat. To samo jest z tancerzami. To są zupełnie inni artyści, o zupełnie innych, większych nawet możliwościach fizycznych swojego instrumentu, jakim jest ciało w tańcu. Więc niejako musimy przetłumaczyć trochę te choreografie na współczesnych tancerzy i dla współczesnego widza, jednocześnie nie starając się nic zmieniać. To jest praca z detalem, z niuansem. Chcemy zachować wszystkie szczegóły, dochować wierności tym choreografiom.

Jak jednym zdaniem, obrazem, a może metaforą opisałby Pan twórczość Conrada Drzewieckiego komuś, kto nie zna jego dorobku i na co dzień nie ma kontaktu z baletem?
Nowatorskie, porywające, ciekawe, zaskakujące, wyrafinowane artystycznie. Ale ciężko jest, będąc związanym tyle lat z tańcem, oderwać się od kontekstu i świadomości, jak ważny jest to twórca dla historii polskiego tańca. Conrad Drzewiecki jest też bardzo ważny dla nas, dla tożsamości zespołu baletowego, dla Baletu Teatru Wielkiego w Poznaniu. Tym samym jest to też opowieść o nas, bo to twórca przez wiele lat związany z Poznaniem.
Czy łatwiej jest tworzyć własną choreografię, czy mierzyć się z dziełem tak ważnej postaci polskiego baletu?
Wydaje mi się, że to są dwie różne rzeczy. Gdy tworzę choreografię, to buduję swój własny świat artystyczny. To jest moja autorska wizja, stworzenie własnego języka i przekucie pomysłów w spektakl. Tutaj mamy inną sytuację, to znaczy współpracujemy z osobami, które pracowały z Conradem, które znają jego choreografię, które do tej pory pamiętają, co on im mówił.

Czy nasze wyobrażenie o balecie jest nadal nieaktualne, czy może coś się zmieniło?
Wydaje mi się, że ciągle wiele osób postrzega balet przez pryzmat stereotypów, nie znając tej sztuki tańca. A ona rozwija się bardzo dynamicznie. Balet to nie tylko taniec klasyczny i „Jezioro łabędzie”. A nawet jeśli o nich mówimy, to one też są obarczone wieloma mitami i stereotypami. Pomimo tego, że taniec klasyczny ma tę samą strukturę, to cały czas się zmienia. Zmieniają się tancerze, ich możliwości fizyczne ciała. Balet dzisiaj znaczy o wiele więcej. Co się zmieniło? Dzisiaj rozpiętość tematów, które podejmuje taniec w swoich spektaklach, jest nieporównywalnie większa niż kiedykolwiek wcześniej. Sama wizualna strona tych spektakli jest niezwykle interesująca i bardzo wiele może współczesnemu widzowi zaoferować.
Czy nie jest tak, że współczesność czy to, co przynosi życie, staje się inspiracją do tworzenia nowych choreografii? Wówczas ma Pan, jako artysta, większą swobodę niż np. pięćdziesiąt czy sześćdziesiąt lat temu?
Tak, to prawda. Taniec opowiada o wszystkim. Opowiada o rzeczach, z którymi my, widzowie, dzisiaj możemy się bardzo utożsamiać. I nie odwołuję się tutaj tylko do wrażeń estetycznych, jak moglibyśmy sądzić po balecie klasycznym. On potrafi trafić głębiej, poruszyć tematy bardzo aktualne. Pozwala nam czasem, tak jak w teatrze, przejrzeć się w zwierciadle i poznać samych siebie. Widzę to po reakcjach publiczności, która przychodzi na nasze spektakle. To zostaje w ich pamięci przez długi czas.
Co jest ważniejsze, żeby widz zrozumiał spektakl, czy żeby go poczuł?
To nawiązuje do tematyki mojej ostatniej premiery, którą realizowałem niedawno z Cincinnati Ballet. Był to spektakl, który dotyczył szeroko rozumianej sztuki. Analizując różnego rodzaju materiały, które dotykają tego tematu, utkwił mi w głowie cytat Susan Sontag z eseju „Przeciw interpretacji”, że w miejscu hermeneutyki potrzebujemy erotyki sztuki. Czyli właśnie tego, o czym mówimy – nie zawsze trzeba taniec zrozumieć, żeby go odebrać i doświadczyć. Tym bardziej że jest on rodzajem sztuki niewerbalnej. Nie zawsze da się go opowiedzieć słowami, po prostu. Zdecydowanie najistotniejsze jest, żeby doświadczyć. Zrozumienie tańca przyjdzie poprzez jego doświadczenie.
Więcej na temat premiery dowiesz się na https://opera.poznan.pl/pl/conrad