fot. Sylwia Klaczyńska

EnigmatiC – Na własciwej drodze

EnigmatiC
23 wrz 2022
Rafał Szaroleta

Mariusz Czarniak, znany szerzej jako EnigmatiC, to DJ i producent od lat związany z poznańską sceną. Lubujący się w brzmieniach deep house i downtempo regularnie wydaje swoje produkcje, które zdobywają uznanie również za granicami naszego kraju. Rok 2022 to fala jego zawodowych sukcesów – wydał wspólny projekt ze Skarbami, latem zagrał na płockim Audioriver, a niedługo wyda swój pierwszy winyl. Z Mariuszem spotkaliśmy się w połowie lata. Stach się bać, co przygotował dla nas na drugą część roku…

Ten rok jest dla Ciebie bardzo udany, wręcz przełomowy. Ale po kolei… Pod koniec stycznia ukazał się „Enigmtic and friends”, po którym to rozwinęła się Twoja współpraca ze Skarbami. Opowiedz więcej o tej współpracy.

Zgadza się, obecny rok jest dla mnie bardzo owocny i życzę tego samego wszystkim z naszej branży. Wreszcie widzę, jak nakłady włożonej przeze mnie pracy przynoszą odpowiednie efekty i jestem z tego powodu mega szczęśliwy!
Moja współpraca ze Skarbami trwa nieco dłużej – wszystko zaczęło się od jednego z losowych spotkań niecałe dwa lata temu po występie we wrocławskim Transformatorze. Założyliśmy się wtedy, kto zrobi ciekawszą interpretację utworu „Isaura”, pochodzącego z pewnej brazylijskiej telenoweli. Po jakimś czasie Tomek odezwał się do mnie z propozycją tego, żeby zamiast konkurować, po prostu popracować nad tym utworem razem. To był strzał w dziesiątkę, bo okazało się, że wreszcie trafiłem na osobę tak samo hiperaktywną w kwestii produkcji co ja i dosłownie po dwóch dniach mieliśmy gotowy utwór. Widząc jak super nam się współpracuje, a także jak dobrze się dogadujemy, postanowiliśmy zacząć wymieniać się następnymi projektami i w ten sposób dalej tworzymy coraz to nowsze utwory, które trafiają do różnych wytwórni. Nie ukrywam, że obok współpracy pod kątem muzycznym także przyjaźń ma tu duże znaczenie – wydaje mi się, że ciężko byłoby nam coś razem tworzyć przez tak długi czas oraz wymieniać się tak wieloma pomysłami, gdyby właśnie nie ona.

Label Melody of the Soul prowadzany przez trio M.O.S pochodzi z Moskwy. Pomijając sytuację polityczną na świecie, czy jest obecnie problem z dostępem do EPki?

Owszem, ta wytwórnia pochodzi z Moskwy, ale jej aktualną siedzibą jest czeska Praga. Nie chcę za bardzo wdawać się w kwestie polityczne, ponieważ uważam, że w przypadku muzyki i wytwórni nie powinny być one aż tak ważne. Istotnym jest wspomnieć, że chłopacy już od początku całej tej sytuacji po cichu manifestowali swoją niechęć do tego co się obecnie dzieje. Warto w tym przypadku rzucić okiem na kolorystykę cover artu EPki od Krasa Rosa, którą wydali swoim nakładem parę miesięcy temu.
W kwestii dostępności materiału, to nie spotkałem się z żadnymi problemami, a wręcz przeciwnie, jestem pod wielkim wrażeniem, ponieważ współpraca z chłopakami wygląda nieco inaczej niż w przypadku klasycznych labeli. Przeważnie na jedno nasze wydawnictwo dla nich składa się prawie rok pracy nad utworami, kontakt w sprawie poprawek po wstępnym sprawdzeniu utworów na parkietach, wspólne przygotowywanie materiałów marketingowych i strategii, a także przepięknej, rysowanej ręcznie okładki (w tej kwestii nie mają sobie równych). Muszę przyznać, że jestem pod wielkim wrażeniem, tego jak profesjonalnie do tego podchodzą i z chęcią uchylę rąbka tajemnicy mówiąc, że już w przyszłym miesiącu razem z Rafa’ELem będziemy mogli pochwalić się nową EPką, właśnie spod tego szyldu.

Kolejny na liście labeli, w którym wydajesz z Tomaszem Stempniewiczem (aka Skarby) jest Bar25. To legendarny berlinski label. Jak doszło do Waszych relessów dla tej wytwórni i jak układa się współpraca?

Tutaj także będzie bardzo słodko, ponieważ uwielbiamy współpracować z tym labelem. Ich renoma nie bierze się znikąd – wszystko u nich zawsze jest dopięte na ostatni guzik, promocja przynosi świetne efekty, a analogowy mastering, który zapewniają, mógłby być wyznacznikiem jakości dla niejednej wytwórni. Prócz tego warto wspomnieć, jak bardzo są otwarci na nowych artystów oraz że nie zamykają się na jeden konkretny gatunek. Np. ostatnio ze Skarbami podjęliśmy decyzję, że chcemy zacząć tworzyć dualistycznie, czyli raz dostarczać lekkie płynące utwory, a raz bomby w stylu indie dance i melodic techno, które po wrzucaniu na parkiet będą rozgrzewały go do czerwoności. Stwierdziliśmy, że to pozwoli nam oddać emocje z kilku skrajnie różnych gatunków, dzięki czemu bardziej będziemy spełniali się jako producenci. Obawialiśmy się, że ciężko będzie znaleźć dom dla takich produkcji, ale tutaj pojawił się… «TalkTalk». To label, który będzie młodszym bratem Bar25 Music tworzonym przez tą samą ekipę i który skupi się właśnie na takiej muzyce. Jednym słowem – petarda! Prócz tego, ostatnio dowiedzieliśmy się, że nasz utwór zostanie wydany u nich na winylu – pośród takich artystów jak Miyagi, Martin Waslewski czy Dachshund. Gdy przeczytałem tę wiadomość to niemalże ścięło mnie z nóg. To będzie mój pierwszy winyl w karierze, a do tego wypuszczony w wytwórni, której sam jestem wielkim fanem.

Sezon letni już za nami. Zagrałeś m.in. na tegorocznym Studio, czyli topowej housowej scenie Audioriver. Jakie to uczucie grać przed taką publicznością? Jak Twoje ogólne wrażenia i ocena płockiego festiwalu?

Chciałbym móc to odpowiednio ubrać w słowa, ale obawiam się, że mój wokabularz w tym zakresie mógłby nie wystarczyć. Było po prostu niesamowicie! Uczucie, które mi towarzyszyło, widząc jak z minuty na minutę rozrasta się tłum pod sceną – jest po prostu nie do opisania. Dopiero po występie, gdy zobaczyłem niekończące się powiadomienia na Instagramie i obejrzałem parę filmików, na których zostałem oznaczony, to dotarło do mnie, jak piękny to był lot. Takie przeżycie daje niewyobrażalny zastrzyk energii oraz motywacji do dalszego działania i rozwijania się w tym kierunku, a także utwierdza w tym, że jest się na właściwej drodze.

Oprócz Audioriver było także Wisłoujście, imprezy On boat we Wrocławiu oraz cykl Organic w poznańskim Nurcie. Jak oceniasz letni sezon w swoim wykonaniu? Gdzie najlepiej Ci grało?

Bingo! Właśnie wymieniłeś cztery imprezy, które wspominam najlepiej! Każda z nich była dla mnie wyjątkowa na swój sposób.
Audioriver, ponieważ widniało na mojej wishlist już od długiego czasu i spotkałem się tam z tak niesamowitym odbiorem.
Wisłoujście, ponieważ po raz pierwszy zagraliśmy z Tomkiem oficjalnie w fomule b2b i grało nam się świetnie, a do tego ludzie pięknie lecieli pomimo niesprzyjających warunków pogodowych.
Smile Boat organizowany przez ekipę The Visions, ponieważ robią to perfekcyjnie i zawsze płynąc z nimi trafiamy na cudowne zachody słońca, a akustyka na wodzie jest całkiem inna niż na klasycznych imprezach (polecam sprawdzenie patentu w postaci połączenia reeverbu w utworze z pogłosem tworzonym przez mosty, pod którymi się wtedy przepływa – coś niesamowitego).
Występy w Nurcie, ponieważ to miejsce jest dla mnie jak letni dom, w którym mogę sprawdzać swoje pomysły, a także w którym zawsze spotykam masę przyjaciół i uśmiechniętych twarzy.

Czy zamierzasz rozwinąć swój projekt Błękit? Będziesz coś jeszcze wydawał pod tym aliasem? Czy to jednorazowa odskocznia?

Jako Błękit mam już gotowy cały album, który odbiega nieco od tego co zaprezentowałem w utworze „Nektar”. Mój problem z tym projektem polega na tym, że obecnie nie dysponuję odpowiednią ilością czasu, aby móc na spokojnie nadać mu odpowiedni koncept, a następnie zbudować wokół niego historię, która siedzi w mojej głowie. Niemniej, wierzę w to, że w tym przypadku cierpliwość przyniesie pożądany efekt i w odpowiednim momencie nieco zaskoczę polską publikę właśnie tym aliasem.

Tego lata można było usłyszeć, że Twoje produkcje zostały docenione przez światowych graczy, takich jak Nick Warren czy Eelke Klejin. Spodziewałeś się takiego odbioru swoich produkcji?

Wiem, że zabrzmi to nieskromnie, ale tak. Nick Warren oraz kilka innych dobrze znanych nam postaci ze sceny muzyki elektronicznej dosyć regularnie sięga po moje produkcje. Wynika to z faktu, że wytwórnie, w których wydaję robią dobrą robotę pod względem promocji – wtedy pozostaje kwestia samych utworów i tego czy podejdą danemu artyście. Jednak na to nie mam już wpływu, poza nieustannym szlifowaniem swojego warsztatu i sięganiem po coraz to nowsze techniki. Czasami to się sprawdza, czasami nie – ale rozwijanie umiejętności i poznawanie nowych zabiegów zawsze przynosi dużą, wewnętrzną satysfakcję.
Bardzo cieszy mnie również to, że za równo moje indywidualne produkcje, jak i utwory tworzone wspólnymi siłami z innymi producentami, są coraz częściej grane przez polskich DJów. Jest to zjawisko, które utwierdza mnie w poczuciu, że wszyscy wzajemnie coraz bardziej skupiamy się na tym, aby się wspierać i grać do jednej bramki.

To, że ten rok jest przełomowy to już ustaliliśmy. Ale co jeszcze planujesz na jesień i zimę?

Sezon letni był dla mnie bardzo intensywny, dlatego wraz z nadchodzącą jesienią planuję nieco wyhamować z ilością występów i postawić na ich jakość. Nie ukrywam, że zależy mi na tym, aby w okresie jesienno-zimowym nieco zaszyć się w studio – chcę przeznaczyć na to cały nadchodzący miesiąc. Następnie, od listopada, mam zamiar ruszyć na nowo z występami. Na dany moment w moim rosterze widnieją takie wydarzenia, jak impreza z Jodym Wisternoffem z Anjunadeep, closing po Christianie Löfflerze, czy event celebrujący otwarcie pierwszej polskiej wytwórni, która będzie wydawała na winylach m.in. organic house. Jeśli zaciekawił Was ten ostatni punkt, to polecam rozejrzeć się za „Magic Stories”.

Z ostatnich doniesień na twoim FB można wyczytać, że zostałeś rezydentem wrocławskiego Transformatora. Gratulujemy i prosimy o parę słów, jak doszło do tej współpracy.

Dziękuję. Dołączenie do tej ekipy to dla mnie nie lada wyróżnienie, ponieważ zawsze uważałem tę miejscówkę za ewenement na klubowej mapie Polski. Ludzie, którzy za nią stoją, wiedzą jak to się robi i wkładają w nią całe swoje serca. Występowałem tam dosyć regularnie podczas bardziej melodycznych bookingów i zawsze cudownie wspominałem spędzone tam noce. Gdy otrzymałem propozycję, aby związać się z tym klubem na stałe, to po prostu nie mogłem odmówić. Mam nadzieję, że swoją energią wniosę pozytywny wkład w rozwój tego miejsca. Zapraszam serdecznie na ulicę Tęczową już w przyszłym tygodniu, ponieważ będzie to mój pierwszy występ w roli rezydenta. Więcej informacji znajdziecie wpisując na FB Victor Ruiz TFR.

Powodzenia w dalszym rozwoju kariery. Dzięki za rozmowę!

Dziękuję pięknie, wszystkiego dobrego!