Gary Holldman to poznański DJ i producent, który pierwsze kroki stawiał jeszcze w legendarnym Eskulapie, gdzie zadebiutował w 2009 roku podczas jednej z imprez Tresor Night. Od ponad 15 lat wydaje swoją muzykę, a od dekady prężnie działa z własnym labelem International Day Off. Na swoim koncie ma wiele produkcji i wydawnictw, ale dopiero teraz debiutuje z pełnoprawnym longplayem „027”. Label IDO specjalizuje się w muzyce techno, ale czy ten album właśnie taki będzie? Jak sam zainteresowany twierdzi, przedstawi nam swoją opowieść, gdzie „będzie dużo muzyki w muzyce”.
Skończyłeś prace nad swoją debiutancką płytą. Muzykę wydajesz już od ponad 15 lat. Nasuwa się zatem pytanie – dlaczego dopiero teraz?
Album postanowiłem nagrać z bardzo prozaicznego powodu – nigdy wcześniej tego nie robiłem, a sam pomysł na pierwsze LP jawił się w mojej głowie od jakiegoś czasu. Wiedziałem, że gdy zacznę nad nim pracować, musi być różnorodnie, że chcę nagrać swojego rodzaju opowieść. Myślę, że to mi się udało.
Co to za opowieść? Proszę rozwiń temat.
Moja własna, różnorodna i spójna zarazem. Głównym gatunkiem, w którym się poruszam jest techno, ale to wcale nie oznacza, że album musi być jednolity i przewidywalny. Zdaję sobie sprawę, że takie podejście bywa funkcjonalne, jednak to nie moja droga. Dla mnie longplay złożony z dziesięciu podobnych utworów, byłby po prostu zbyt nudny.
Całość rozpoczyna się na plaży utworem „Sand”, który daleki jest od parkietowych bangerów – zdecydowanie bliżej mu do plażowego afteru. „Tribe” to dynamiczne techno z tribalowymi akcentami, po którym wchodzi „Bui Vien” – połamany i masywny.
Zależało mi na tym, aby na tym albumie było „dużo muzyki w muzyce”. Żeby nie wszystko było oczywiste i przewidywalne, ale jako całość pasowało do siebie – jak w dobrej książce.
Po latach działalności będzie to Twój pierwszy longplay. Ile trwały prace nad tworzeniem tego materiału i jak wyglądała jego realizacja?
To prawda, długo się do tego zabierałem. Moje pierwsze wydawnictwa ukazały się w 2010 roku. Wtedy pracowałem chaotycznie, napędzany ekscytacją z wydania muzyki na winylu. Dziś podchodzę do tego spokojniej, z dystansem – tworzę bez presji, zwykle z konkretnym pomysłem realizowanym krok po kroku. Siadam w studiu z kawą, uruchamiam moje syntezatory i rozmawiamy, aż wspólnie dochodzimy do puenty i to ona staje się finalnym utworem. Starałem się ukończyć jeden utwór, zanim zacząłem pracować nad drugim. Ta metodyczność pomogła mi w tworzeniu tego LP. Jestem człowiekiem wielu pasji, jadą z nich są podróże i to właśnie one stały się inspiracją dla albumu, co odzwierciedla tytuł albumu i utworów.

Co dokładnie wyciągnąłeś z tych podróży? Jaki miały konkretnie wpływ na Twoje produkcje?
Podróżowanie to nic innego jak eksplorowanie różnorodności. Począwszy od flory i fauny, przez kulturę, religię, na smaku, zapachu i dźwiękach kończąc. Każde miejsce miało swój rytm, tempo i energię. To właśnie dlatego ten album nie jest jednorodny, bo odzwierciedla różne stany, miejsca i doświadczenia. „Bui Vien” i „Sapa” to wspomnienia z Wietnamu. „Sgurr” i „Skye” to szkockie góry, gdzie trzeba trzymać tempo, a pogoda jest zmienna i nie zawsze jest lekko, ale zawsze co najmniej dobrze.
Czujesz tremę „debiutanta”, tego jak zostanie przyjęty materiał?
Nie wiem, czy to trema, czy niepewność. Dziś żyjemy w zupełnie innych czasach niż wtedy, gdy wydawałem swoje pierwsze płyty. To świat rolek i krótkich migawek, w którym muzyka nie przyciąga już takiej atencji jak kiedyś, a rola wytwórni płytowych została zmarginalizowana. Liczą jednak, że nadal są ludzie którzy lubią wejść trochę głębiej. Opinia kolegów po fachu ma dla mnie znaczenie, więc wysłałem album do Agima, Błażeja Malinowskiego i Jurka Przeździeckiego. To tylko upewniło mnie, że warto iść swoją drogą.
I jaka była reakcja kolegów po fachu? Może czułeś presję lub tremę przed ich recenzją?
Uważam, że warto pytać. Tym bardziej, jak przesłuchałeś swój materiał kilkadziesiąt razy. Uwagi kolegów producentów to cenna rzecz, często mogą oni zwrócić uwagę na coś, co mogło umknąć.
Agim określił album jako dojrzały, różnorodny o bardzo dobrym brzmieniu. Jurek, że to najlepsza rzecz, jaką do tej pory zrobiłem, i że całość stoi na wysokim poziomie. To właśnie Jerzy wskazał też elementy, które jego zdaniem mogą poprawić motorykę dwóch utworów. To był traf w dziesiątkę: niewielkie zmiany w partiach perkusyjnych wyraźnie poprawiły ich dynamikę. Błażej skwitował krótko – „bardzo fajny materiał”
Miło słyszeć takie komentarze od ludzi, których wkład i doświadczenie się ceni.
Wspomniałeś, że płyta ukaże się na winylu. Możesz zdradzić jak będzie prezentować się to wydawnictwo od strony technicznej?
To będzie 10 utworów wydanych w formie podwójnego winylu oraz oczywiście digital i streaming. Jak zawsze zachowujemy nasz klasyczny design, który jest integralną częścią naszej identyfikacji. Wyjątkowo albumy nie będą stemplowane. Motyw na okładce to jedno z moich zdjęć z zeszłego roku.
Planujesz granie z nowym materiałem? Jakieś „relase party”? Większe granie po kraju?
Na tą chwilę z ogłoszonych wydarzeń zobaczymy się 3 czerwca na łódzkim festiwalu Labirynt, gdzie zagram na scenie Up To Date.

Niedawno minął rok od wydania kompilacji, która była zwieńczeniem waszej 10-letniej działalności wytwórni. W polskich realiach jest bardzo trudno prowadzić label techno, a Wy to robicie już ponad dekadę. Domyślam się, że nie jest to łatwy kawałek chleba…
Dla nas to czysta zajawka i pasja do muzyki. Niczego nie musimy, działamy intuicyjnie, wydajemy muzykę którą czujemy, bez podążania za trendami. Jesteśmy autentyczni i to owocuje.,, Label, który nigdy nie musiał głośno krzyczeć, by zostać usłyszanym” – tymi słowami określono naszą wytwórnię w ubiegłym roku, gdy kompilacja została posadzona przez Groove Magazine, jako jedna z 10 najlepszych kompilacji półrocza, obok takich labeli jak Cocoon, Ostgut Ton czy BPich Control.
Jak wyglądała praca nad tą kompilacją? Skupiliście na nim w większości zaprzyjaźnionych artystów. Pewnie sporo roboty z tym było.
Nie będę ukrywać – trochę to trwało. Artystów wytypowałem dość szybko i ku mojemu zaskoczeniu od znacznej większości otrzymałem utwory, co wcale nie musiało być takie oczywiste. Mój zamysł był analogiczny do albumu, o którym wspominałem wcześniej – wszystko musiało do siebie pasować, więc po drodze pojawiło się sporo zmian.
Z Vril’em zmienialiśmy utwór chyba dwukrotnie, numer od Skudge został zamieniony w ostatniej chwili, a Kuba również wprowadzał jakieś modyfikacje w trakcie. Niemniej jednak, nie mogliśmy sobie wymarzyć lepszego efektu.
Jako DJ zmniejszyłeś częstotliwość grania w klubach. Czy granie nadal sprawia Tobie taką samą przyjemność jak kiedyś? Czy jednak z biegiem lat profil klubów się za bardzo zmienił dla Ciebie?
Z jednej strony tak, ale z drugiej nie jest to wyłącznie moja decyzja – to również kwestia obecnych wymagań rynku i trendów w muzyce. Faktem jest, że gdy zostajesz rodzicem dwójki dzieci, twoje codzienne życie, a przede wszystkim priorytety, ulegają zmianie. Czas staje się ograniczeniem, bo w końcu rodziców jest tylko dwoje. Moja partnerka również jest osobą pełną pasji, więc czasem musimy się dzielić, nie zapominając przy tym o sobie.
To, co obecnie dzieje się na scenie, nie do końca jest moją bajką, niemniej wciąż pojawiają się w naszym kraju wartościowe wydarzenia. Nadal mamy kluby, które nie odpuszczają i robią naprawdę dobre rzeczy. Trzeba zrozumieć konieczność zachowania balansu przez kluby. Prowadzenie klubu to interes i praca jak każda inna, gdzie można ponieść realne straty.
Na twojej poprzedniej EP-ce pojawił się między innymi remiks utworu „Way” w wykonaniu Vrila. Jak doszło do Waszej współpracy?
Ulli to przede wszystkim bardzo serdeczny człowiek. Poznaliśmy się w 2017 roku. Okoliczności były dość zabawne – w środku nocy wykręcałem dla niego interfejs audio ze swojego studia, żeby mógł zagrać swój live.
Później spotkaliśmy się na swojej drodze jeszcze kilka razy. Numer, który mu wysłałem, spodobał mu się na tyle, że zrobił dla mnie remiks na płytę – i to właściwie cała historia.
Jakie plany na ten rok ma wytwórnia IDO? Jakie plany masz Ty?
Label ma w tym roku zaplanowane trzy wydawnictwa. W maju ukaże się mój album, o którym wcześniej rozmawialiśmy, a po wakacjach – EP-ka od starego wyjadacza oraz kolejny album jednego z czołowych polskich producentów.
Moje plany na najbliższy czas, to znaleźć więcej przestrzeni na pracę w studiu, zagrać kilka dobrych imprez tu i tam, spędzić dobry czas w szkockich górach, zwiedzić wybrzeże Portugalii i odwiedzić jeszcze parę innych miejsc. Chcę po prostu cieszyć się życiem, to zawsze jest dobry plan.