„Goran był moim guru” – Kayah

Kayah
10 kwi 2017
Natalia Bednarz

Te dziesięć utworów zna i potrafi zaśpiewać chyba każdy Polak. Płyta „Kayah i Bregović” zdobyła status diamentowej i ukazała się w 11 krajach poza Polską. Dziś, po niemal dwóch dekadach (!) od tego spektakularnego sukcesu, Kayah i Bregović wracają na scenę, a wraz z nimi niezapomniany, czerpiący z muzyki biesiadnej, cygańskiej, góralskiej i bałkańskiej, ognisty repertuar. Jeden z koncertów odbędzie się w Poznaniu. Czy to początek kolejnej współpracy? Jak to się stało, że doszło do niej 17 lat temu? Udało nam się namówić Kayah na krótki wywiad.

Na Twoim zeszłorocznym koncercie z Goranem w Warszawie opowiadałaś, że poznałaś Gorana zupełnie przypadkiem, kiedy to posadzono Was przy tym samym stoliku na jednej z imprez. Trudno było zdobyć się na odwagę?

Oj tak. Byłam bardzo nieśmiała. Tym bardziej, że Goran był wtedy moim guru. Jego płytę „Underground” namiętnie kupowałam i woziłam po świecie jako prezent dla znajomych. Na dodatek nie miałam pojęcia jak wygląda (to nie były czasy wszechobecnego Internetu)… Dopiero gdy go wywołano i wstał, zdałam sobie sprawę, że siedzę z nim przy jednym stoliku.

Gdzie byłabyś dziś, gdyby nie ta inspirująca nowa znajomość?

Kto wie? Wierzę, że nie ma przypadków, i że było nam to pisane.

Można powiedzieć, że współpraca z artystami z zupełnie innych kultur, nie jest Ci obca. Nie chodzi mi tylko o Gorana, ale o Transoriental Orchestra czy niedawno Izraelczyka Idana Raichela. Czy jest jakiś rodzaj muzyki, jakiś zakątek globu, który marzy Ci się muzycznie?

Marzę o stworzeniu międzynarodowej orkiestry i poszukaniu nowej wartości w muzyce, która uświadomiłaby ludziom, że mimo różnic w kolorach skóry, temperamentach, wierze czy tradycji, jesteśmy tacy sami, i że akceptacja jest niezbędna, jeśli chcemy żyć w bezpiecznym i szczęśliwym świecie.

Materiał z Waszej kultowej płyty jest uniwersalny i ani trochę nie stracił na aktualności, ale w życiu człowieka 17 lat to dużo. Co się w Was przez ten czas zmieniło?

Myślę, że dojrzałam i jako człowiek i jako artystka. Stać mnie dziś na głębszą interpretację, mam więcej odwagi i swobody na scenie.

Jak oceniacie publikę na Waszych koncertach – czy to ci sami ludzie, którzy słuchali Was 17 lat temu, czy też widzicie nowe pokolenia zafascynowane kultową płytą?

Poza wiernymi nam fanami sprzed lat jest pokaźne grono ludzi w wieku tej płyty, musieli zatem wraz z nią rosnąć. To bardzo miłe zjawisko. Cieszę się, bo to pokazuje jak ponadczasowa jest to twórczość.

Czy szereg koncertów to jednorazowy powrót, czy też – skoro między Wami znowu się muzycznie układa – wstęp do nowej współpracy?

Oboje jesteśmy bardzo zajętymi ludźmi z własnymi planami wydawniczymi, ale byłoby cudownie, gdyby udało się stworzyć coś nowego, choćby jedną piosenkę, która poruszyłaby na nowo serca naszych odbiorców. Kto wie, co urodzi się w trakcie naszych wspólnych koncertów. Próbowaliśmy przed trasę, ale się nie udało, ja nadal jestem otwarta…

Słyniecie ze wspaniałego widowiska scenicznego, niesamowitej energii, a Ty ze wspaniałych, kolorowych kreacji. Co szykujecie dla nas w Poznaniu? Czym nas zaskoczycie?

Temperament to coś, czego rzeczywiście nie da się nam odmówić (śmiech). Będzie energia, myślę że będzie też bardzo emocjonalnie i sentymentalnie. A ze swojej strony postaram się prowadzić koncert jak najlepiej, w dobrej formie i z pozytywnym nastawieniem, wyspana i w ładnej sukience.Tak, żeby ludzie mogli poczuć się jak najbardziej „tu i teraz”, tak jak śpiewam w moim najnowszym singlu „Po co”.

Dziękuję za rozmowę.