Świat punkrockowy w Poznaniu zmienił się bardzo mocno na przestrzeni lat. Frekwencja na koncertach spadła, płyt od poznańskich kapel jest coraz mniej. Nie ma też za wiele nowych zespołów obracających się w tych klimatach. Jednym z zaskoczeń tej sceny jest krok do przodu zrobiony przez Padlinę Szarika, miejską legendę sceniczną. Zespół, który zawsze był kojarzony z szaleństwem i ekstrawagancją nagle dojrzał. Podczas koncertów ważniejsza stała się sama muzyka niż ubranie szat aktorskich i przemiana sceniczna. Porozmawiałem z Bartkiem Szulczyńskim – basistą zespołu, a motywacją do tego był nowy materiał, który Padlina Szarika ma w planie wydać po wielu latach przerwy.

Na początek zacznę od Waszego składu, bo ten się delikatnie zmieniał na przestrzeni lat. Był nawet moment, że korzystaliście z 3 perkusistów.
Były drobne zawirowania, jednak do dziś gramy w składzie, który skrystalizował się w 2010 r. Korzystając z okazji chciałbym pozdrowić wszystkich naszych kolegów, którzy pomogli nam to ogarniać: Małpę, Sadama, Walusia i Filipa. Unikalnym i wyjątkowym dla nas koncertem był występ na festiwalu Zgrzytowisko w 2016 r. Wtedy na scenie pojawiło się dwóch perkusistów. Z Małpą zagraliśmy utwory z pierwszego okresu działalności kapeli, a nowe kawałki za to z Kajetanem. Nieco tragikomiczny był też fakt, że grałem wtedy ze złamaną nogą siedząc na krześle, ale czego się nie robi dla sztuki!
Słupca, Miłosław, Poznań… Skąd Wy właściwie jesteście? Bo ciężko zespół przypisać do konkretnego miasta.
Technicznie zespół powstał w Miłosławiu, tylko ja dojeżdżałem ze Słupcy. Ostatecznie Tadziu (wokalista i gitarzysta zespołu przyp. red.) mieszka teraz w Poznaniu. Za perkusją od 2010 r. do dziś (z drobnymi przerwami) siedzi Kajetan, również ze Słupcy, tak więc… odpowiedź nadal nie jest jednoznaczna!
Nie wiem, jak to wygląda w dwóch pierwszych wymienionych przeze mnie miastach, ale w Poznaniu staliście się zespołem poniekąd kultowym i to nie tylko w środowisku punkrockowym. Myślę, że głównie za sprawą wielu hitów na jedynej wydanej dotąd płycie. Mimo tego koncertujecie rzadko.
Zawsze nas cieszył pozytywny odbiór, ale że dorobiliśmy się statusu kultowej kapeli? W małym mieście po prostu jesteś „gościem, który gra w kapeli”. Mamy chyba ogromne szczęście, że nasze nagrania krążą po internecie i nie podzieliliśmy losu wielu innych (często bardzo dobrych) undergroundowych kapel.
Co do koncertowania – z tym różnie bywa, zdarzało się, że graliśmy dwa koncerty tego samego dnia! Niestety w pewnym momencie różne życiowe sprawy dały nam w kość. Trzeba było ograniczyć nie tylko koncertowanie, ale i granie prób. Szczęśliwie najgorsze już za nami. Zrobiliśmy nowy materiał i wracamy do intensywnego koncertowania!
Jakie miejsce w Poznaniu upodobaliście sobie najbardziej? Najczęściej grywaliście chyba w nieistniejącej już Alternativie.
W Poznaniu graliśmy chyba wszędzie, gdzie się dało: Klub u Bazyla, Reset, Amore Del Tropico/CK Nowe Amore, Blue Note, Rozbrat i wiele, wiele innych, ale faktycznie Alternativa była dla nas bardzo ważnym miejscem. Tam się zawsze wszystko zgadzało, zarówno organizacyjnie jak i towarzysko! Zagraliśmy tam kilka dobrych koncertów z wieloma zajebistymi kapelami, poznaliśmy mnóstwo świetnej wiary, a o ilości wypitego piwa nie wspomnę!
„Melioracja”, „Ajłonczju” i jeszcze kilka innych kawałków zawsze było stałym punktem programu koncertowego. Inaczej stało się podczas majowego występu w CK Nowe Amore. Zagraliście prawie same nowe kawałki a hitów zabrakło. Mi ten zabieg się podobał, ale publika była zaskoczona i chyba… oburzona.
Bez obaw, klasyki z czasem wrócą do setlistę. Ruch był nieco ryzykowny, ale mamy nowy materiał, niedługo nagrywamy płytę, także trzeba było sprawdzić nowości w praktyce! No i nacieszyć się tymi nowościami, jak to Tadziu mawia „nie jesteśmy Dżemem, żeby grać 40 lat te same kawałki w kółko! ”.
Zatrzymując się na chwilę przy „Melioracji” i „Ajłonczju”, uważam, że teledyski do tych kawałków są genialne i ponadczasowe, a były robione kilkanaście lat temu. Kto je reżyserował i realizował? Stoi za nimi jakaś większa historia?
Przypadkiem złożyło się, że wszyscy jesteśmy fanami kina klasy B jakie często można było znaleźć w wypożyczalniach kaset VHS! Połączenie tej estetyki z pure nonsensownym poczuciem humoru daje piorunujący efekt! Zresztą samo kręcenie klipów to świetna zabawa. Niech wspomnę tylko scenę „tańca” pod Biedronką z „Melioracji”. Leżałem w rowie z kamerą, Tadziu odgrywał swoją rolę. Miny zdezorientowanych klientów marketu – bezcenne! Oczywiście sam proces kręcenia jest wyjątkowo niskobudżetowy. Występują w nich nasi znajomi a scenariusze wymyśla Tadziu. Bardzo często osobiście kręci wiele scen a wszystkie reżyseruje. Jego kreatywność nie przestaje mnie zadziwiać! Nakręcił nawet jeden klip dla zaprzyjaźnionej kapeli Zgon!
Przejdźmy do Waszego nowego wydawnictwa, które ukaże się po prawie 15 latach względem poprzedniego. Jakie plany na nową płytę?
Najpierw wybrać materiał do nagrania, bo mamy go na 3 płyty. Potem wrócić do intensywniejszego koncertowania i sprawdzić materiał w warunkach scenicznych (śmiech). Nie chcę za dużo zdradzać, mieliśmy już jeden falstart z nagrywaniem. Nie chcemy popełnić drugi raz takiego samego błędu!
Możemy się spodziewać równie szalonych teledysków?
Macie to jak w banku! Scenariusze są już gotowe. Jak tylko ogarniemy się z nagraniem płyty to ruszamy kręcić teledyski!
Niebawem Wasz wspólny koncert z Patyczakiem w projekcie pod nazwą Padlina Sida (projekt Patyczaka nazywa się Brudne Dzieci Sida przyp. Red.), który odbędzie się na festiwalu Gardłoryki, nieopodal Poznania. Skąd taki pomysł i czy będzie to jedyny tego typu występ?
Pomysł nie jest całkowicie nowy, w zasadzie jest to odświeżenie spontanicznego „koncertu niespodzianki” z pierwszej edycji festiwalu. Ten z kolei był podsumowaniem naszej wcześniejszej wspólnej mini-trasy koncertowej.
Grywaliście w wielu miastach, na scenach małych i dużych. Dzieliliście scenę ze znanymi zespołami jak i tymi mocno niszowymi. Jakie kapele i miejsca najbardziej Was wkurzały? A do czego chętnie byście wracali?
Chyba mamy szczęście, bo wkurzajacych sytuacji było naprawdę niewiele. Nie mogę też sobie przypomnieć jakiejkolwiek „wkurzającej kapeli”. Za to bardzo często ekipy z innych składów były bardzo pomocne, choćby w sytuacjach, w których okazywało się, że zapomnieliśmy o niezbędnym sprzęcie.

Część z Was udziela się w innych projektach muzycznych. Co to za projekty? Co robią osoby, które już nie grają w Padlinie?
Razem z Kajetanem (perkusistą) zasilamy szeregi poznańskiego Karalucha. Czasami też zdarzy się jakiś gościnny występ w kapeli znajomych. Sami dzieliliśmy skład z kapelami takimi jak Bustergang, Transliner czy Niesamowita Sprawa. Ten świat jest mały (śmiech).
Na koniec powiedz jakie macie najbliższe plany koncertowe i gdzie szczególnie zapraszacie?
Plany dopiero się krystalizują. Najbliższy koncert to wspomniany już Festiwal Gardłoryki. Jeszcze w czerwcu będzie można nas zobaczyć w Annopolu w ramach Craft Beer Camp i na małym koncercie w Sompolnie (wszystkie te imprezy już się odbyły, wywiad był przeprowadzany w maju przyp. red.). W sierpniu zapraszamy na znaną już chyba w okolicy imprezę Rozbujany Zagajnik!