zdjęcia: Beata Wencławek

„Jazz już dawno przestał być tylko jazzem”. Wywiad z zespołem Głupi Komputer

Głupi Komputer
03 wrz 2026
Michał Krupski

Głupi Komputer to zespół, który trudno oddzielić od Poznania, a szczególnie od jeżyckiego klubu Pan Gar i związanej z nim alternatywnej sceny muzycznej. Trio tworzone przez Daniela Karpińskiego, Michała Fetlera i Jakuba Królikowskiego, okazjonalnie rozszerza skład do pełnowymiarowego big bandu, jeszcze mocniej poszerzając swoje brzmieniowe możliwości. Ich muzykę trudno jednoznacznie sklasyfikować, choć najbliżej jej chyba do jazztroniki – swobodnie łączą jazzową improwizację z elektroniką, klubową energią i alternatywną wrażliwością. To granie odważne, nowoczesne i bardzo charakterystyczne. Koncerty Głupiego Komputera to gwarancja muzyki na najwyższym poziomie – dopracowanej, pełnej energii i wykonywanej z ogromną świadomością. Ich utwory potrafią być jednocześnie taneczne, przebojowe i lekkie, ale też momentami bardziej refleksyjne i wymagające. Zespół znajduje się dziś w momencie, w którym coraz wyraźniej widać, że za chwilę będzie regularnie pojawiał się na największych festiwalach w kraju. W tym roku zagrli między innymi na OFF Festival. Na kawce w Kaferdamie spotkałem się z Michałem i Jakubem, którzy odpowiedzieli na kilka pytań.

Żyjemy w czasach, w których jazz jest definiowany na nowo. Powstaje mnóstwo projektów określanych mianem „nowoczesnego jazzu”, które przyciągają publiczność i zapełniają sale koncertowe. Czujecie się częścią tego zjawiska?

Michał: Zdecydowanie czuć pewien trend i podmuch. Widać, że muzyka instrumentalna wraca do łask. Mam jednak wrażenie, że trochę przypadkiem załapaliśmy się na tę falę tym, co robimy. Nie wiem, czy czujemy się częścią konkretnego środowiska.

Jakub: Ja bym powiedział, że jednak trochę tak, tylko może jeszcze nie do końca zdajemy sobie z tego sprawę. To „odnawianie jazzu” dzieje się dziś w zupełnie innej formie niż kiedyś. Pojawia się elektronika, wpływy alternatywy, muzyki klubowej, improwizacji. Jazz nie jest już rozumiany wyłącznie jako swing czy mainstreamowa tradycja. To bardziej post­‍‑jazz, jazz futurystyczny, muzyka improwizowana z nowoczesnym podejściem. Są zespoły takie jak Immortal Onion, Niechęć czy Siema Ziemia, które pokazują, że istnieje już pewien wyraźny nurt.

M: Ja dodatkowo rozróżniłbym jazz jako gatunek muzyczny i jazz jako sposób tworzenia muzyki. Według mojej prywatnej teorii jazzem można nazwać też pewien proces – muzykę powstającą z improwizacji, ze specyficznego toku myślenia podczas grania. Jazz nie musi spełniać konkretnych formalnych wzorców.

Użyłem określenia „nowoczesny jazz”, bo ono rzeczywiście zaczęło funkcjonować w środowisku. Przykładem może być Niechęć – dziesięć lat temu nikt by ich tak nie określił.

M: Dzisiaj bardzo często muzykę instrumentalną automatycznie wrzuca się do worka z napisem „jazz”. Czy słusznie – to już osobna dyskusja. Ale rzeczywiście pojawiło się zjawisko, w którym muzyka bez wokalu i niepiosenkowa zaczęła być utożsamiana właśnie z jazzem.

J: Kiedyś byłaby klasyfikowana jako alternatywa albo scena niezależna. Dziś dostała nową etykietę. Dlaczego tak się stało? To pytanie do socjologów muzycznych i dziennikarzy. Rzeczywiście temat tych etykiet jest ciekawy, bo niby jednak jazz kojarzy się głównie z tym mainstreamowym a tu mamy instrumental wywodzący się z alternatywy i powstał „nowoczesny jazz”.

Nowoczesny jazz często polega na mieszaniu gatunków. Jedni łączą go z elektroniką, inni z hip­‍‑hopem czy rockiem. Skąd według was bierze się moda na takie miksy?

J: Myślę, że wynika to przede wszystkim z ogromnej dostępności muzyki. Dzięki streamingowi każdy może dziś słuchać wszystkiego. Nie ma już jednej dominującej narracji mówiącej ludziom, co jest „właściwą” muzyką. Muzycy też nie żyją w próżni. Słuchają bardzo różnych rzeczy, inspirują się wieloma światami i naturalnie zaczynają je ze sobą mieszać.

M: Jesteśmy tym, czego słuchamy. Skoro dziś mamy dostęp do ogromnej ilości muzyki z całego świata, to efektem jest twórczość syntetyczna i wielogatunkowa. Najbardziej zaskakują mnie często festiwale muzyki etnicznej i world music. Właśnie tam regularnie słyszę rzeczy, których wcześniej nie wyobrażałem sobie jako możliwy kierunek rozwoju muzyki.

Mam wrażenie, że były dwa ważne momenty dla popularności nowoczesnego jazzu w Polsce. Pierwszy to początki lat dwutysięcznych i zespoły takie jak Skalpel. Drugi – sukces albumu „Taxi” od trio Łona/Konieczny/Krupa. Zgadzacie się?

M: Tak, choć powiedziałbym, że ten drugi moment bardziej przypieczętował proces, który już trwał. Wzrost zainteresowania muzyką instrumentalną był widoczny wcześniej. Historia po prostu zatacza koło. Tak jak wracają różne mody, tak samo wraca zainteresowanie muzyką instrumentalną.

J: Wydaje mi się, że dziś dodatkowo ludzie coraz bardziej potrzebują prawdziwego doświadczenia koncertowego. Zwłaszcza w czasach AI i muzyki generowanej komputerowo.

W Poznaniu jazz kojarzy się głównie z Blue Note’em, ale wy jesteście mocno związani z bardziej alternatywnymi miejscami, zwłaszcza z Panem Garem w Domu Tramwajarza.

M: W zasadzie Głupi Komputer powstał dzięki Panu Garowi. Najpierw wymyśliliśmy sobie, że chcemy założyć zespół, a potem od razu ustawiliśmy termin pierwszego koncertu. Dopiero wtedy zaczęliśmy pisać materiał. To był świetny sposób na zmobilizowanie się. Mam też bardzo sentymentalny stosunek do tego miejsca, bo wróciłem do Poznania w czasie pandemii. Pan Gar był wtedy jednym z niewielu miejsc, które praktycznie nigdy się nie zamknęły. Wchodziło się tylnymi drzwiami i człowiek miał poczucie uczestniczenia w czymś trochę tajnym.

J: To bardzo otwarte miejsce. Odbywają się tam jamy, koncerty etno, punkowe, improwizowane, piosenkowe itd. To nasi przyjaciele i ludzie, dzięki którym ten zespół w ogóle zaczął istnieć.

Czy w Poznaniu istnieje środowisko ludzi związanych z nowoczesnym jazzem? Chodzi mi o wspólne relacje, granie, spotkania.

J: Jest to temat niełatwy. Ale chyba tak, choć ono mocno wychodzi poza klasyczne akademickie rozumienie jazzu. Dawniej środowisko jazzowe bywało zamknięte, ale dziś to się bardzo zmienia. Coraz częściej mówimy po prostu o środowisku muzyki improwizowanej i twórczej – bez sztywnych podziałów. Raczej jest to środowisko okołojazzowe.

M: Ja mam trochę bardziej krytyczne spojrzenie. Uważam, że w Poznaniu brakuje miejsca, które naprawdę integrowałoby środowisko. Są różne grupy i podgrupy, które rzadko się przenikają. Kiedyś takimi miejscami były Dragon czy Meskalina. Dziś tego trochę brakuje. Jest duże grono muzyków, którzy mogliby ze sobą współpracować ale nie ma zjednoczenia właśnie poprzez brak takiego miejsca łącznika.

Wasza debiutancka płyta została bardzo dobrze przyjęta. Ale wspominaliście, że proces jej tworzenia nie był łatwy.

M: Bo początkowo nasza muzyka opierała się głównie na swobodnej improwizacji. Mieliśmy ustalone pewne fragmenty, ale nie formy utworów. Weszliśmy z takim materiałem do studia. Bardzo pomógł nam producent – Mooryc. Pomógł uporządkować kompozycje i nadać im ostateczne kształty.

J: Potem nauczyliśmy się tych form na nowo i zaczęliśmy grać je koncertowo.

Pracujecie już nad drugim albumem?

J: Tak, od mniej więcej pół roku myślimy o nowym materiale. W maju zagraliśmy przedpremierowy koncert „próba nowego materiału” w Domu Tramwajarza, na który przyszło bardzo dużo ludzi, fantastyczna impreza. Nie narzucamy sobie żadnych terminów, ale pomysłów jest dużo. Nie chcemy się spieszyć. Muzyka potrzebuje czasu.

M: Pośpiech przy komponowaniu i wydawaniu płyt zwykle nie jest dobrym pomysłem. Pracujemy też nad albumem live zarejestrowanym w ruinach spalonego teatru Centrum Kultury Victoria w Gliwicach w składzie GK++ czyli rozszerzonym składem z takimi zawodnikami jak saksofoniści Wojtek Braszak czy Krzysztof Kuśmierek (Unleashed Cooperation), perkusista Tomek Szczepaniak na autorskich instrumentach DIY oraz Zbigniew Wilk na suzafonie (kojarzącym się z jazzem nowoorleańskim).

zdjęcie ze spotkania w Kaferdamie

Kawałki z nowej płyty pojawiają się już regularnie na koncertach?

M: Jeszcze nie, ale pewnie niebawem to się zmieni.

Mam wrażenie, że mimo świetnego odbioru pierwszej płyty nie gracie aż tak dużo koncertów. Z czego to wynika?

M: Nie mamy bookera. Działamy sami i najczęściej gramy tam, gdzie ktoś nas zaprosi. Ale tak naprawdę tych koncertów wcale nie było mało. W zeszłym roku zagraliśmy około dwudziestu występów – między innymi na Warsaw Summer Jazz Days, Famie czy w Polskim Radiu.

J: Graliśmy też projekt z big bandem i na pewno będziemy do tego wracać.

Dla mnie Głupi Komputer jest zespołem bardzo klubowym.

J: Bo gramy muzykę taneczną.

M: I chyba rzeczywiście najlepiej funkcjonujemy w przestrzeniach klubowych. Chociaż oczywiście jesteśmy otwarci na inne formy grania.

Z jakimi innymi projektami muzycznymi jeszcze działacie?

J: Z Michałem działamy też w Fanfara Awantura – prezentujący materiał „prawdziwie polskie techno”. Zespół cały czas jest aktywny. Może nie gramy bardzo intensywnie, ale regularnie koncertujemy. W zeszłym roku byliśmy na przykład w Skopje z repertuarem „true polish techno”. Poza tym gramy jeszcze wspólnie w zespole Koń. Michał występuje również z zespołem Uczta, a ja działam z festiwalem Światłodźwięki.

M: Ja przez pewien czas grałem też w Jazz Bandzie Młynarski­‍‑Masecki, choć obecnie projekt jest zawieszony, bo liderzy zajęli się innymi rzeczami.

Na koniec – podrzućcie kilka mniej oczywistych inspiracji dla osób, które chciałyby wejść w ten świat muzyki.

J: Nasi słuchacze porównują nas czasem do The Chemical Brothers, The Prodigy, Too Many Zooz, Colina Stetsona czy Morphine. (śmiech)

M: Trudno nas jednoznacznie sklasyfikować – i bardzo dbamy o to, żeby tak zostało. (śmiech)