fot. Szymon Cieślak

NATA: „Nie ma już za kim się schować”

NATA
27 kwi 2026
Zofia Myślicka

NATA, znana z duetu CÓRY, wraca z solowym projektem TABU – najbardziej osobistym materiałem w swojej dotychczasowej drodze. Bez dzielenia emocji na pół, bez chowania się za wspólnym brzmieniem. Przejście z „my” do „ja” okazało się czymś więcej niż tylko zmianą formy. To rozmowa o wychodzeniu z cienia, przejmowaniu kontroli i odwadze, by w końcu przemówić w pełni własnym głosem.

Długo znaliśmy Cię jako część Cór. Jakie to uczucie przestać mówić o sobie „my”, a zacząć „ja”? Które elementy Twojej wrażliwości musiały w zespole iść na kompromis, a teraz w końcu wybrzmiewają w pełni?

Powiem szczerze, że lubię być częścią duetu – to daje takie poczucie bezpieczeństwa, wspólnego celu i napędzania się w działaniu. Z Kasią mamy niesamowicie dobry przelot od momentu, kiedy spotkałyśmy się po raz pierwszy i przegadałyśmy całą noc. Razem nasze głosy tworzą brzmienie, które po prostu uwielbiam. Poza tym CÓRY to coś więcej niż skład muzyczny – to nasza relacja, ale i wartości, jakimi się kierujemy. Odrzucając sztucznie napędzaną rywalizację między artystkami oraz pogoń za materialistycznym szczęściem, czujemy, że to, co robimy, ma dobry przekaz. Wydaje mi się, że wciąż brakuje w muzyce, a zwłaszcza w rapie, głosów kobiet, które pokazują świat ze swojej perspektywy – matki, żony, mentorki, myślicielki czy poetki. Oczywiście tworzenie z drugą osobą najczęściej opiera się na szukaniu tego, co jest wspólne, co nas łączy, więc w duecie CÓRY wybrzmiewa dużo harmonii, spokoju i dziewczęcej energii – nie poruszam tam treści, które są dla mnie bolesne czy trudne. Nagranie solowej płyty TABU było z kolei dużym wyzwaniem, bo po pierwsze wiązało się to z większą ilością pracy oraz inwestycją czasu i pieniędzy. Jednocześnie na każdym etapie otrzymałam ogromne wsparcie od mojego męża, który zrobił projekt poligrafii, towarzyszył mi podczas sesji nagrań i teledysków, a także bardzo mnie motywował do skończenia płyty – czasami aż do późnych, a raczej wczesnych godzin porannych – rozmawiając ze mną o tym, co jeszcze możemy zrobić, aby TABU było top level. Zawsze, kiedy przestajemy mówić i myśleć jako „my”, a zaczynamy jako „ja”, wiąże się to z przejęciem odpowiedzialności i inicjatywy, ale też z wyjściem poza strefę komfortu, bo nie ma już za kim się schować – to są moje historie, przemyślenia i emocje. Ostatecznie ma to jednak działanie wręcz terapeutyczne, ponieważ pozwalając sobie na szczerość i wypowiadając na głos słowa, które wcześniej więzły w gardle, poczułam ulgę i wolność w swojej kreacji.

Tytuł TABU to pewnego rodzaju deklaracja. Co było tym pierwszym, najtrudniejszym do przełamania tabu, które sprawiło, że poczułaś: „muszę o tym napisać płytę”?

Chyba najtrudniej było opowiedzieć o niedowidzeniu. Urodziłam się ze skomplikowaną wadą wzroku, przez co nieraz byłam gnębiona przez rówieśników, więc czułam, że muszę być twarda, nie dać po sobie nic poznać i zawalczyć o siebie. Z drugiej strony, często czułam się zależna od pomocy innych, że potrzebuję drugiej osoby. Te dwa skrajne stany sprawiły, że dotychczas nie mówiłam o problemach ze wzrokiem. Zdusiłam to w sobie, próbowałam się dostosować i w rezultacie przypłaciłam to zdrowiem psychicznym i fizycznym. Być może każdy ma swoje pierwotne tabu, na którym nadbudowuje kolejne warstwy. Po wydaniu płyty dostaję bardzo pozytywny i wspierający odbiór – słuchacze czują w mojej twórczości odwagę, porusza ich moja transformacja i daje im to nadzieję, że i oni mogą pokazać zarówno swoje blizny, jak i swoje super moce, bo uważam, że każdy takowe posiada. Co więcej, jestem przekonana, że właśnie to, co w nas nieidealne, czyni nas wyjątkowymi i niepowtarzalnymi jednostkami.

fot. Szymon Cieślak

Na płycie słyszymy ogromny rozstrzał emocjonalny – od chłodu w „Bastionie” po trapową energię w „Wasabi”. Od początku planowałaś taką różnorodność?

Super, że to usłyszałaś! Zdecydowanie tak – zależało mi, aby płyta była zróżnicowana pod względem emocji, bo rzeczywiście sporo się ich we mnie kotłowało i chciałam dać im wszystkim upust. Mimo poruszanych, bardzo osobistych i czasami trudnych tematów dotyczących niedowidzenia, zaburzeń odżywiania, nie chciałam żeby płyta miała wyłącznie ciężki, mroczny klimat – daleko mi też od melancholii, którą tak bardzo lubią słuchacze w Polsce. Potrzebuję dynamiki – silnych, wyrazistych często skrajnych emocji bez wygładzenia.  Poza tym, dla mnie ważne jest, żeby projekt był spójny jako całość, bo to właśnie buduje styl i tożsamość artysty, a jednocześnie pełen muzycznych eksperymentów z brzmieniem, tempem, tonacją itd. Każdy numer może być inny, ciekawy, a jednocześnie nadal pochodzić z tego samego uniwersum.
Myślę, że nam z Tailorem pięknie się to udało – TABU jest muzyczną podróżą, w którą zabieramy słuchacza. Dlatego polecam słuchać numerów w kolejności, w jakiej są one na albumie. (śmiech) Mam wrażenie, że obecnie wiele piosenek brzmi podobnie, bo podąża za tym, co aktualnie trenduje – artyści często tworzą z myślą o algorytmach w social mediach czy na platformach streamingowych – to zdecydowanie nie moja droga. Muzyka jest dla mnie czymś więcej niż klikalnością – to sposób, w jaki doświadczam siebie i komunikuję się ze światem, a jedną z najważniejszych dla mnie rzeczy jest mieć swój własny, nie do podrobienia styl i sound. Szybki, przebodźcowany świat digitalu potrzebuje skrótów, uproszczeń i prostych kategorii, a ja zdecydowanie się temu sprzeciwiam i pozwalam sobie na różnorodność. I chociaż rdzeniem jest nowoczesne R&B, to można usłyszeć na płycie  także afrobeat, trap, boom bap, soul, a nawet pop.

Zdecydowałaś się na współpracę z jednym producentem, Tailor Cutem. Co ta intymność pracy we dwójkę dała Twojemu głosowi, czego nie dałaby Ci praca z dziesięcioma różnymi osobami?

Praca z jednym producentem pozwala na wypracowanie wyrazistego stylu muzycznego, który jest efektem tego, co wnieśliśmy do studia – ja i Tailor. Mieliśmy naprawdę dużo czasu, żeby się poznać, zaprzyjaźnić i poczuć się ze sobą dobrze, a jak w każdej relacji – to wszystko wymaga czasu. Dopiero kiedy komuś ufam, potrafię się otworzyć i spróbować czegoś nowego bez lęku, że zostanę oceniona. Jak się z kimś dobrze czuję, to czerpię radość z tworzenia, a z tego miejsca powstają najlepsze numery. Wiele razy Tailor proponował rozwiązania, które mnie zaskakiwały – zwłaszcza jeśli chodzi o adliby. Byłam przyzwyczajona do tego, że to harmonie są głównym nośnikiem vibu w numerze, a podczas nagrywania zmieniłam sposób myślenia o piosenkach, zwracając również uwagę na to, co wypełnia przestrzeń pomiędzy frazami.
Praca z głosem to bardzo intymna sytuacja – głos to my. Rezonuje w naszym ciele, przekazuje emocje i naszą osobowość, nie tylko przez słowa, jakich używamy, ale również przez drżenia, pauzy, tembr i barwę. To, czy głos się niesie, czy się chowa, czy jest szeptem, krzykiem, falsetem zależy nie tylko od tego co chcemy przekazać, ale też na co w danym momencie możemy sobie pozwolić. Już od pierwszego singla wiedziałam i czułam, że z Tailor Cutem nagramy całą płytę – on, tak jak ja, balansuje między hip-hopem a R&B, co sprawia, że świetnie się rozumiemy muzycznie. Praca w studio z producentem to również kwestia pewnej dojrzałości artystycznej, która jest potrzebna, aby móc zrealizować swoją wizję, a zarazem mieć pokorę i otwartość na sugestie i pomysły drugiej osoby, ostatecznie chcemy razem stworzyć jak najlepsze numery.
Wolę inwestować w relacje z innymi twórcami, pogłębiać je realizując kolejne wspólne piosenki, teledyski, bo wtedy mamy szansę realnie się wzajemnie inspirować, uczyć i dostarczać odbiorcom coraz lepszą sztukę. Uważam, że w tym przypadku mniej znaczy więcej – pracuję z artystami, z którymi tworzymy małą społeczność.

W jednym z wywiadów powiedziałaś, że aby uwolnić się od własnego tabu, trzeba je „wydobyć na powierzchnię”. Czy po premierze albumu faktycznie poczułaś ten wyczekiwany oddech wolności?

Wydałam album i poczułam się lżejsza, jakbym zrzuciła ciężar, który dotąd uciskał. Najtrudniej było wydobyć na zewnątrz swoje TABU, dać sobie przyzwolenie na bycie nieidealną i przestać o sobie myśleć w kategoriach „do naprawy” – aby dokonać zmiany trzeba najpierw zaakceptować punkt z jakiego startujemy. Odbioru innych się nie obawiam, wręcz liczę na to, że zostaną lub pojawią się osoby, dla których moja muzyka ma wartość, a odejdą Ci, do których zupełnie to nie trafia. Zbyt długo siebie cenzurowałam, aby nie rozczarować, nie szokować innych i przypłaciłam to zdrowiem. Dziś po prostu wybieram siebie.

Twoja muzyka ma w sobie specyficzny, nocny przelot. Czy są w mieście konkretne miejsca lub sytuacje, które są dla Ciebie motywacją do pisania?

Zarówno w muzyce jak i w mieście lubię przestrzeń i kolor, dlatego tak bardzo inspirują mnie murale, które zamieniają szare, odrapane mury w galerię sztuki. W Maladze, w moim ukochanym mieście, murale opowiadają historię dzielnicy, uwieczniając ważne wydarzenia, lokalnych artystów i mieszkańców. Uwielbiam chodzić małymi uliczkami i czytać murale niczym wielkoformatowy komiks. Wróciłam ostatnio z podróży po Meksyku i tam również doświadczyłam eksplozji kolorów na ścianach domów – motywy roślinne oraz zwierzęta, które mają znaczenie w kulturze Majów, podkreślają tożsamość kulturową. W Poznaniu zrobił na mnie wrażenie świecący w nocy, mural Marii Skłodowskiej-Curie. Na albumie TABU jest dużo przestrzeni, każdy instrument, ma swoje miejsce i nie rywalizuje o uwagę z głosem, ale jest też sporo koloru dzięki adlibom i harmonii. Tak, jak wspomniałam, jest różnorodnie, mieszamy z Tailorem różne gatunki muzyczne, ale album jest bardzo osadzony w miejskiej energii.

fot. Szymon Cieślak

Na ile świadomie budujesz teraz swój wizerunek wizualny, a na ile to, co widzimy w klipach czy na zdjęciach? To po prostu „NATA z danego dnia”?

Zaprosiłam Martę Nawrocką — poznańską artystkę i malarkę — na plan teledysku do „Bastionu”, który zrealizował Maciej Olejniczak. Na miejscu stworzyła obraz motyla, a my zarejestrowaliśmy jej proces twórczy, wplatając go w wizualną narrację klipu. Ten motyl stał się motywem spajającym cały projekt — symbolem transformacji, który przenika zarówno warstwę wizualną, jak i moją osobistą historię. Chciałam, aby mój wizerunek — stylizacje i włosy podczas sesji zdjęciowych oraz teledysków — oddawał proces transformacji, wychodzenia z ciasno opinającego kokonu, aby w końcu poczuć wolność twórczą.
Projektantka Vanessa Siwy uszyła trzy niesamowite stylizacje, które fasonem, kolorem i surowością tkanin właśnie to oddały. Przez cały proces nagrywania płyty nosiłam różowe warkocze, które zawsze zaplatała mi braiderka Afro Ksenia — i za każdym razem były trochę dłuższe i odważniejsze, tak jak ja z każdym numerem pozwalałam sobie na coraz większą szczerość. Warkocze są bardzo związane ze stylistyką urban music, ale róż to odważny kolor do noszenia na głowie, zwłaszcza dla kogoś, kto ma już 30 lat i „normalną” pracę. Tylko, że życie jest zbyt krótkie, żeby dostosowywać się do oczekiwań innych.
Mój wizerunek z kolei wpływał na estetykę teledysków nakręconych przez Yucamile. Ważne jest dla mnie, by móc wyrażać się również poprzez wizerunek i kolaboracje, które nawiązuję z innymi artystkami i artystami. TABU pojawiło się także jako chain wykonany przez Marię Rabaj oraz torebka uszyta dla mnie przez Serce Concept. Dzięki temu jeszcze przed premierą płyty nosiłam czyjąś sztukę, która motywowała mnie do skończenia mojej. Wolę inwestować w relacje z artystami, których zapraszam do mojego procesu twórczego. Dzięki tym współpracom z niesamowitymi ludźmi, mogłam zrealizować swoją wizję w sposób kompletny i totalny. Co więcej — to dla mnie zdecydowanie coś więcej niż tylko wspólne tworzenie. To były też sytuacje pełne silnych emocji, w których mogłam przepracować fragment swojego TABU. Na przykład podczas sesji zdjęciowych z Eweliną Jaśkowiak i Szymonem Cieślakiem starałam się odpuścić napięcie z twarzy, szczególnie z okolic oczu. Jako osoba niedowidząca, ostre światło jest dla mnie bardzo trudnym środowiskiem pracy, więc wspólnie szukaliśmy sposobów, by stworzyć zdjęcia, które oddadzą moją muzykę.
W trakcie nagrywania zrobiłam sobie też dwa tatuaże związane z albumem. Kamila Barwin przeniosła motyla z obrazu z teledysku do „Bastionu” na moje ramię, a dodatkowo pojawił się japoński napis „wasabi”. Myślę, że tatuaży będzie jeszcze więcej.

Czy pisanie tekstów jest dla Ciebie bardziej ucieczką od emocji, czy twardą konfrontacją z nimi? Zdarzyło Ci się napisać coś, czego potem po prostu bałaś się wypuścić w świat?

Na płycie znalazły się wszystkie numery, które nagraliśmy — nie było żadnych odrzutów. Piszę piosenki, żeby przeżyć i skonfrontować się z emocjami, to dla mnie wentyl bezpieczeństwa. Kiedy przez dłuższy czas nie robię muzyki, ogarnia mnie poczucie chaosu. Z drugiej strony, kiedy mam sesję nagrań, totalnie przepadam, odcinam się od wszystkiego, czasami nawet zapominam o jedzeniu. Uwielbiam ten stan pochłonięcia, twórcze flow i jestem niesamowicie wdzięczna za każde takie doświadczenie.

Mocno wspierasz kobiety w branży. Czy uważasz, że polska scena rap/R&B stała się w końcu bezpiecznym miejscem na autentyczność, czy wciąż musisz walczyć z narzuconymi rolami?

W Polsce nadal jest mało artystów R&B — jako słuchacze lubimy ten gatunek, ale twórcy rzadko się z nim utożsamiają. Od kilku lat na Fryderykach nie ma nawet kategorii R&B/Soul, bo po prostu nikt się do niej nie zgłasza. Jeśli chodzi o kobiety w rapie, to super, że jest nas coraz więcej, ale wciąż brakuje różnorodności. Mam wrażenie, że wyeksponowane są głównie dwa bieguny narracji — bardzo silna, „twarda” raperka albo dziewczyna, która przede wszystkim emanuje swoją cielesnością. I ja nie mam nic przeciwko temu — po prostu brakuje mi dojrzałych treści. Brakuje mi kobiet, które coś przeżyły i mogą mówić z różnych perspektyw — matki, żony, filozofki, poetki, buntowniczki. Brakuje mi w Polsce takiej energii jak u Little Simz czy Erykah Badu. Dlatego czuję, że swoją twórczością mogę wnieść wartość i pokazać zupełnie inną narrację. Chciałabym, żeby dziewczyny nie czuły presji, że ich wartość zależy wyłącznie od tego, jak wygląda ich ciało. Sama bardzo lubię współpracować z kobietami, artystkami, bo uważam, że mamy wiele ciekawych i ważnych perspektyw do pokazania.

Kiedyś również wspominałaś o presji i hejcie. Czy dziś, będąc solo na froncie, jesteś na to bardziej odporna, czy po prostu nauczyłaś się inaczej nad tym pracować?

Niestety hejt napędza algorytmy, trochę na zasadzie: nieważne, co mówią, ważne, że mówią. Staram się nie czytać komentarzy, ale mam też świadomość, że te negatywne często oznaczają, że wyszłam poza swoją bańkę i docieram do nowych, bardziej zróżnicowanych odbiorców. Współczuję młodym artystom, bo dla nich taka forma przemocy może być naprawdę niszcząca i niebezpieczna. Dlatego tak ważne jest wsparcie najbliższych i silne poczucie własnej wartości. W mediach społecznościowych walutą jest zaangażowanie — dla algorytmów nie ma większego znaczenia, czy jest ono pozytywne, czy negatywne. Hejter i tak inwestuje w ciebie swój czas i energię, warto o tym pamiętać.

Z kim z polskiej lub zagranicznej sceny najchętniej zbiłabyś teraz muzyczną pionę w formie wspólnego numeru?

Na polskiej scenie nie mam marzeń, lubię tworzyć muzykę z ludźmi, których poznam, z którymi mamy dobre flow. Wiadomo największym marzeniem byłoby zrobić numer z królowa Erykah Badu.

I na koniec, jak opisałabyś TABU w trzech słowach?

Proces, autentyczność, ekspresja.