fot. Jakub Wittchen

„Teatr żywi się konfliktem” – wywiad z Piotrem Kruszczyńskim, dyrektorem Teatru Nowego

Piotr Kruszczyński
11 kwi 2024
Natalia Bednarz

W marcu tego roku Teatr Nowy oficjalnie powitał nową patronkę: zmarłą w grudniu 2023 Izabellę Cywińską, wieloletnią dyrektor tej instytucji i pierwszą minister kultury w wolnej Polsce. Imię dotychczasowego patrona –  Tadeusza Łomnickiego, który zmarł podczas próby do spektaklu „Król Lear” – nosić będzie Duża Scena Teatru. O przeszłości i przyszłości, roli teatru, trendach i kontrowersjach, a także zbliżającej się wielkimi krokami 28. już edycji festiwalu „Pamiętajmy o Osieckiej” rozmawiam z dyrektorem Teatru Nowego – Piotrem Kruszczyńskim.

Za nami oficjalna uroczystość nadania Teatrowi Nowemu nowego imienia byłej dyrektor teatru, Izabelli Cywińskiej. Czy przewidywane są jakieś inne formy upamiętnienia byłej dyrektor?

Należne artystyczne hołdy składaliśmy dyrektor Cywińskiej już podczas przygotowań do obchodzonego w zeszłym roku 100-lecia naszego teatru. Kolejne premiery: „Matka”, „Siostry!”, „Wróg ludu”, „Wesele”, odwoływały się do utrwalonych w pamięci poznaniaków spektakli z repertuaru „Nowego” właśnie z czasów jej dyrekcji. A dekadę wcześniej, na 90-lecie (i jednocześnie 40-lecie rozpoczęcia dyrekcji Cywińskiej w Teatrze Nowym) zaprosiłem byłą dyrektor we własnej osobie do realizacji spektaklu „Wiśniowy sad”. To był wielki, długo oczekiwany powrót. W tym samym czasie w naszym repertuarze pojawiła się także „Gorączka czerwcowej nocy” – premiera poświęcona legendarnej inscenizacji Cywińskiej z 1981 roku pod tytułem „Oskarżony: Czerwiec’56”. Za ten właśnie spektakl Izabella Cywińska była aresztowana i internowana, co niewątpliwie miało wpływ na późniejszą nominację do  solidarnościowego rządu Tadeusza Mazowieckiego w 1989 roku.

Jak to jest kontynuować tak ważne dzieło?

Miałem ogromne szczęście wielokrotnie rozmawiać z Izabellą Cywińską o tym, jak prowadziła teatr. Odważę się więc nawet nazwać siebie jej spadkobiercą, bo tak istotny jest wciąż dla mnie „tamten Nowy”, z wczesnych lat 80-tych, na którym się przecież wychowałem. Obejmując dyrekcję podjąłem się kontynuacji myśli Cywińskiej, aby krytycznie i odważnie opowiadać o problemach otaczającej nas rzeczywistości za pomocą metafory i aluzji. Od początku czułem też brzemię odpowiedzialności – w końcu Teatr Nowy jest od pół wieku znakiem firmowym najwyższej jakości. Naszą siłą jest wciąż żywy etos zespołowości – nie tylko, jeśli chodzi o moc kreacyjną aktorek i aktorów, lecz także o skonsolidowany zespół techniczny i administracyjny. Odczuwam dumę, że jesteśmy tak trwale zintegrowani, rozpoznawalni w środowisku jako bardzo sprawnie, rzekłbym, po wielkopolsku działający team. Staram się zapraszać do pracy u nas reżyserów z różnych pokoleń, wrażliwych na to, co dzieje się „tu i teraz”. Dziesięć lat temu zaczęliśmy od diagnozowania najbliższej okolicy. Powstał cykl „Jeżyce Story” – dokumentalny serial teatralny Romana Pawłowskiego i Marcina Wierzchowskiego, w którym aktorzy prezentowali prawdziwe biografie mieszkańców Jeżyc. Co ciekawe, jednym z bohaterów serialu był obecny prezydent Poznania, Jacek Jaśkowiak. Wciąż nie zaniedbujemy aktywnej diagnozy polskiej rzeczywistości społecznej i politycznej. Mam na myśli głównie spektakle: „Ambona ludu”, „Będzie pani zadowolona…”, czy „Alte Hajm/Stary dom”, które cieszyły się i cieszą wielkim powodzeniem, mimo niełatwej w odbiorze tematyki. Podobnie jak nasze najnowsze superprodukcje: ”Czerwone nosy” i „Sen nocy letniej” Jana Klaty, czy też „Lot nad kukułczym gniazdem” w inscenizacji Mai Kleczewskiej, które równie żywo reagują na rzeczywistość.

Skoro już o „Ambonie ludu” wspominamy, pamiętam gorącą dyskusję poznańskich dziennikarzy, jaką wywołały przed laty konsultacje do spektaklu „Ambona ludu” z Uszolem, byłym szefem kiboli Lecha Poznań, noszącego tatuaż Waffen SS. Wygląda na to, że nie wszyscy tak samo widzą rolę teatru…?

Teatr żywi się konfliktem. Dialog odbywa się na zasadzie konfrontowania postaw na scenie – często postaw radykalnych. Aby to rzetelnie zrobić, trzeba do głębi poznać reprezentację obu stron konfliktu. Konsultacje z panem Uszolem służyły temu, aby rzetelnie przedstawić punkt widzenia tzw. kibola. Oburzonemu redaktorowi Marcinowi Kąckiemu mówiłem wtedy, że wpuszczając widzów do teatru nie weryfikuję ich za pomocą detektora poglądów i tatuaży (śmiech). Przez wiele sezonów graliśmy zresztą pod hasłem „teatr dla wszystkich”. Do dziś wobec „wojny polsko-polskiej” zajmujemy pozycję integrującą, nastawioną na zrozumienie i dialog. Ważne jest, by widzowie sami mogli znaleźć odpowiadające im stanowisko w każdym scenicznym sporze.

Przed laty, na czas grania spektaklu „Prawo wyboru” traktującego o eutanazji, w holu teatru stanęła „kapsuła śmierci”. Czy nowe spektakle też będą tak niekonwencjonalnie promowane?

Tę kapsułę oprotestowały pewne środowiska, mieniące się chrześcijańskimi, choć w rzeczywistości siejące nienawiść. Przy okazji premiery zawsze zastanawiamy się z reżyserem i twórcami spektaklu, czy spektakl wymaga specjalnego wprowadzenia, obudowania para-teatralną formą. Tak właśnie było w przypadku „Prawa wyboru”, którego tematyka wyprzedzała nieco publiczną debatę. Mam wrażenie, że najbliższe premiery są na tyle tematycznie znane i przyjazne naszym widzkom i widzom, że chyba nie wymagają aż tak specyficznego wprowadzenia. Ale oczywiście będziemy jeszcze to burzliwie omawiać w gronie naszego zespołu promocyjnego.

Czy Pana zdaniem teatr podlega trendom?

Trendy tematyczne tworzy na ogół zainteresowanie reżyserek i reżyserów tym, co się aktualnie dzieje w kraju i na świecie, próba zdefiniowania bieżących problemów. Wrażliwość twórców determinuje wybór tytułów, tekstów i sposobu ich interpretacji. Jeśli chodzi o trend estetyczny, to staramy się przeprowadzać naszych widzów od konwencji do konwencji, różnicować estetykę, która według moich najśmielszych pragnień ma prowadzić od zabawy do katharsis, wciągać w wykreowany na scenie świat. Mamy świetnie śpiewający zespół. Często magnesem dla odwiedzających nas osób jest muzyka, na ogół grana na żywo przez świetnych instrumentalistów. Natomiast to, wobec czego zachowuję szczególną ostrożność, to przesadne nawiązywanie do estetyki telewizji, serialu, gier. Jestem zdania, że teatr może od tych mediów przejmować tematy, ale nie formę. Powinniśmy się pięknie różnić. Teatr dzieje się tu i teraz, jego oryginalność bazuje na żywej energii między nadawcą a odbiorcą.

Co przygotowaliście dla widzów w nadchodzących miesiącach?

W weekend 12,13 i 14 kwietnia będzie ostatnia szansa, by zobaczyć „STAN PODGORĄCZKOWY. BIBOBIT/ OSIECKA”, czyli sceniczną wersję koncertu, który zachwycił publiczność w całej Polsce, prezentując twórczość Agnieszki Osieckiej w nowych aranżacjach, przeplatanych oryginalnymi wypowiedziami poetki. Już tydzień później, 19 kwietnia, przewidujemy premierę „Zmierzchu długiego dnia” Eugene’a O’Neilla, laureata literackiej Nagrody Nobla z 1936 roku – prawdziwej klasyki amerykańskiego dramatu. Spektaklem tym będziemy świętować 40-lecie pracy artystycznej Bożeny Borowskiej-Kropielnickiej. W maju zapraszamy na kolejny benefis, tym razem z okazji 40-lecia pracy Małgorzaty Łodej-Stachowiak. Będzie to premierowe wystawienie tekstu Hindi Brooks „Po co są matki?”. Po wakacjach, czyli już w nowym sezonie, odbędzie się 28. edycja Festiwalu „Pamiętajmy o Osieckiej”. W tym roku rozszerzamy jego formułę o inne wielkie postaci poetów polskiej piosenki – Wojciecha Młynarskiego i Jeremiego Przybory. Na wielki finał Festiwalu przygotujemy nowy spektakl muzyczny złożony z piosenek Młynarskiego.

A który spektakl w najnowszym repertuarze jest Pana ulubionym?

Senator Wojciech Kruk – będący swego czasu naszym wiernym widzem – powiedział mi kiedyś, że jego ojciec, przekazując swój zakład jubilerski, dał mu ważną radę – by nie oferował wyłącznie takiej biżuterii, która jemu się podoba. Wziąłem sobie to do serca, uznając uniwersalność przesłania. Otóż dyrektor teatru także nie powinien kierować się wyłącznie własnym gustem. Nie odpowiem więc na to pytanie wprost. Jako ogromny fan talentu członkiń członków naszego zespołu aktorskiego, z ogromną przyjemnością zapraszam do uczestnictwa w obchodach 40-lecia pracy naszych aktorek w kwietniu i w maju. Świętujmy razem w Teatrze Nowym!